Audiobooki, czyli jak przeżyć z dziećmi w samochodzie

Jako, że zgodnie z tradycyjnym wzorcem rodziny, to ja, czyli męska połowa zajmuję się w większości przypadków prowadzeniem samochodu (podczas gdy Marysia odpływa do krainy snu), to właśnie ja opowiem Wam dziś o jednym ze sposobów na niezwariowanie z dziećmi w samochodzie.

Dawno, dawno temu, gdy wczesna pobudka w sobotę oznaczała wyjście w góry, a nie „TATO A ON MNIE PIERWSZY UDERZYŁ!”, podróż była dla nas relaksem i przygodą. Dyskusje i słuchanie muzyki podczas jazdy samochodem, oglądanie widoków z okien samolotu, wsłuchiwanie się w miarowy stukot kół pociągu — to wszystko powodowało, że nie mogłem doczekać się początku podróży.

Dziś jest dość podobnie, z tą małą różnicą, że nie możemy doczekać się końca podróży. Nie muszę chyba tłumaczyć tego żadnym rodzicom — może istnieją dzieci, które w ciszy i spokoju kontemplują widoki za oknem, ale myślę, że łatwiej jest odnaleźć Świętego Graala i Kamień Filozoficzny.

Kiedy kilka lat temu, podczas podróży służbowej samochodem odkryłem audiobooki, nie pomyślałem od razu, że mogą one być naszym wybawieniem w tym temacie. Jednak znaleziony przeze mnie „Kubuś Puchatek” czytany przez Gajosa spowodował momentalnie, że zarówno pięcioletni wówczas Franek, jak i trzyletnia Lila przestali walczyć o granicę między swoimi fotelikami. A my… my wsłuchaliśmy się w historię razem z nimi. Bo pewnie istnieją ludzie nielubiący Kubusia Puchatka, ale muszą to być Bardzo Smutni Ludzie. Smutniejsi nawet od Kłapouchego. Postanowiłem więc podzielić się tajemną, audiobookową wiedzą z tymi rodzicami, którzy ciągle poszukują najlepszego sposobu na zajęcie dzieci w samochodzie :)

Kwestie techniczne

Jeśli chodzi o audiobooki mamy kilka możliwości. Pierwsza to zakup płyt — jest ich coraz więcej, dostępne są właściwie na wszystkich stacjach benzynowych. Nie jest to jednak mój ulubiony sposób słuchania audiobooków — mój odtwarzacz samochodowy czasem przeskakuje do następnego rozdziału, a poszukiwanie miejsca, w którym skończyło się słuchać, jest dość żmudne. Dodatkowo wybór nie jest zbyt bogaty.

Druga opcja to podłączenie komórki do systemu dźwiękowego w samochodzie — za pomocą bluetooth, kabelka lub innego rozwiązania (nasz samochód nie posiada bluetooth, więc kupiłem mały przekaźnik BT podłączany kabelkiem do gniazda). To zdecydowanie lepsze rozwiązanie, dodatkowo bajek można słuchać, kiedy się chce, nie tylko w samochodzie. Wybór też jest o wiele większy.

Skąd brać książki?

W zależności od telefonu, jaki posiadamy, możemy kupować pojedyncze utwory w odpowiednich sklepach (Google Store czy Apple Store), kupować je w formie mp3 w e-sklepach, czy wyszukiwać na YouTube. Ja jednak polecam do tego dwie polskie aplikacje, z których regularnie korzystamy.

Audioteka

Pierwsza to Audioteka. To aplikacja dedykowana audiobookom. Ma olbrzymią ofertę, oczywiście nie tylko dla dzieci. Do wyboru jest mnóstwo audiobooków, profesjonalnie nagranych. Zresztą zawsze można przesłuchać fragment za darmo — polecam to zawsze robić — dzięki temu unikniemy kupna książki, która jest na przykład zbyt trudna dla dziecka (my zrezygnowaliśmy na przykład z kupna książki z legendami, które były napisane bardzo trudnym językiem), lub po prostu drażniącego głosu lektora, bo niestety zdarzają się takie przypadki. Minusem Audioteki jest natomiast fakt, że za każdą książkę trzeba płacić i to niemało. To oczywiście zrozumiałe, oprócz opłaty za samą książkę płacimy za wszelkie koszty związane z jej nagraniem, ale jeśli chcemy kupować więcej książek, to robią się z tego już spore koszty. Koszt książek to zazwyczaj kilkadziesiąt złotych.

Legimi

Legimi to taki Spotify dla książek. Płacimy abonament, w ramach którego możemy pobierać dowolną ilość e-booków do swojego czytnika, a także audiobooków do aplikacji w telefonie. Abonament wykupiliśmy z myślą o nas samych i naszych czytnikach, audiobooki były miłym dodatkiem.

Najwyższy abonament (pozwalający na nieograniczone korzystanie z książek i audiobooków) wynosi 39,99 zł miesięcznie, czyli tyle ile normalnie wydalibyśmy na jedną, góra dwie książki w Audiotece. Gdzie tkwi haczyk? Niestety oferta Legimi nie jest aż tak bogata. Nie ma tu wielu pozycji dostępnych na płytach, czy w Audiotece, choć ilość dostępnych utworów jest stale powiększana. Istnieje co prawda możliwość odczytywania każdej książki przez syntezator mowy, ale to straszliwie rani uszy i zupełnie nie polecam tego rozwiązania.

Kubuś Puchatek (3+)

Przegląd naszych ulubionych pozycji zacznę od chyba najbardziej kultowej książki z tej listy, czyli Kubusia Puchatka. Nie muszę chyba tłumaczyć, kim jest ten jegomość, bo o ile nie spędziłeś dzieciństwa na bezludnej wyspie na Pacyfiku, to choć trochę znasz mieszkańców Stumilowego Lasu. Ja, prawdę mówiąc, nie czytałem go od lat i w głowie została mi tylko animacja Disneya. Dlatego olbrzymią frajdę sprawiło mi odkrywanie go na nowo — książka ta posiada bowiem warstwy (jak ogr). Warstwa dla dzieci jest powszechnie znana, jednak jako dorosła osoba zaczynasz nagle uwielbiać Kłapouchego i jego ironiczno-fatalistyczne podejście do rzeczywistości. I choć moim ulubionym zwierzątkiem pozostaje nadal Tygrysek, to niektóre teksty osła powodowały w nas zupełnie niezrozumiałe dla dzieciaków parsknięcia śmiechu.

Dla nich oczywiście przygody tych zwierząt to świetna zabawa, choć Lilka w wieku 3, a nawet 4 lat często odpadała po pierwszym rozdziale (co z drugiej strony nie było takie złe ;)) Ja muszę jeszcze dodać, że jestem absolutnym fanem drugiej części — Chatka Puchatka jest jeszcze lepsza! Lektor — Janusz Gajos. Czy muszę tu cokolwiek dodawać? Chyba nie. Absolutny majstersztyk.

Mity greckie dla dzieci (6+)

Mity greckie Grzegorza Kasdepke to pozycja dla nieco już starszych dzieciaków. Były najbliższe superbohaterom, o których prosił Franek i zgodnie z naszymi oczekiwaniami rzeczywiście całkiem nieźle mu ich zastąpiły. Mity czytane są całkiem ciepłym i modulowanym pod dzieci (ale nie za bardzo) głosem Krzysztofa Tyńca. Nie ma tam raczej strasznych opisów, a całość zredagowana jest tak, by siedmioletnie dziecko rozumiało prawie wszystko. Lilka niestety strasznie się przy nich nudzi — to jeszcze dla niej nieco za trudne.

Dlaczego mleko jest białe? (i inne z serii) (4+)

W ramach poszukiwania czegoś, co zadowoli zarówno pięciolatkę, jak i siedmiolatka, natrafiłem na tę serię książek i był to strzał w dziesiątkę. To kilka podobnie zbudowanych książek poruszających różnego rodzaju tematy dotyczącego tego, jak funkcjonuje świat wokół nas. Ja sam pamiętam z dzieciństwa książkę „Dlaczego sól jest słona?”, w której namiętnie się zaczytywałem, te historie są dość posobne.

Autorzy — w formie historyjek z dziećmi w roli głównej — opowiadają o tym, jak rosną pomidory, jak robi się ser, co to jest elektryczność, skąd się biorą dziury w serze, czy dlaczego samoloty latają. Różne historie mają różny poziom trudności, ale powiem szczerze, że większość z nich wciągnęła nawet nas — ze wstydem przyznaję, że było tam trochę nieznanej nam wiedzy.

Jedynym problemem z tymi książkami jest… lektorka. Wiem, że to książka dla dzieci, ale momentami maniera jej czytania strasznie irytuje. I nie chodzi tylko o przesadną naszym zdaniem emfazę, ale o dziwne wymawianie niektórych końcówek („szy-i”, „zbro-i” zamiast „szyji”, „zbroji”). To może detal, ale czasem nieco irytujący.

20 000 mil podmorskiej żeglugi (7+)

Prawdę mówiąc, nie czytałem za dzieciaka zbyt dużo Verne’a — byłem zbyt zajęty Nienackim, czy innymi pozycjami i trochę tego żałuję. Nadarzyła się doskonała okazja, by to nadrobić — gdy tylko zobaczyłem, że wspomnianą książkę czyta „młody” Stuhr, nie zastanawiałem się ani chwili. I to była bardzo dobra decyzja. Stuhr czyta książkę genialnie, czasem masz wrażenie, że role Neda Landa, Kapitana Nemo, profesora Arronax, czy Conseila czytają różne osoby.

Jak już mówiłem, płytę kupiłem raczej pod siebie, ale okazało się, że Franek bardzo wciągnął się w tę historię. Co prawda nie rozumie wszystkiego (to książka z XIX wieku), ale nauczyliśmy go pytać się nas o fragmenty niezrozumiałe.

***

Przed nami jeszcze mnóstwo kilometrów w samochodzie i wiele audiobooków do przesłuchania. Jeśli korzystacie z nich i macie swoje ulubione — piszcie!