Najciekawsze produkty na targach China Kids Expo 2017 w Szanghaju

W połowie września, podczas targów dziecięcych Kind und Jugend w Kolonii dostałam propozycję wyjazdu na targi China Kids Expo do Szanghaju. Trudno mi dziś w to uwierzyć, ale w pierwszej chwili odmówiłam. Jestem osobą, która ceni sobie spokojne życie, więc sama wizja biegania za nowym paszportem i składania podania o wizę w ambasadzie Chin dała mi zdecydowanie zbyt dużą dawkę adrenaliny. Na szczęście znalazł się wtedy ktoś (dzięki Marta!), kto kazał mi się stuknąć w głowę i wracać do Polski po nowy paszport. Uległam namowom i wizji wyjazdu bez dzieci, chociaż załatwienie w miesiąc nowego paszportu i wizy do Chin było niezwykle emocjonujące, bo tak naprawdę o tym, że na 100% tam polecę dowiedziałam się na 4 dni przed wyjazdem. Odetchnęłam chyba dopiero wtedy, kiedy weszłam na teren szanghajskich targów, bo to oznaczało, że faktycznie udało mi się tam dotrzeć. Teraz jestem już Szanghaju tak zakochana, że z chęcią wróciłabym tam za rok. Zwłaszcza że targi Kids China Expo są zdecydowanie inne niż jakiekolwiek europejskie targi, w których dane mi było uczestniczyć.

Nigdy wcześniej nie byłam w Azji ani w Chinach, ani w takim mieście jak Szanghaj, więc cały pobyt na targach był dla mnie bardzo egzotycznym przeżyciem. Targi China Kids Expo są targami biznesowymi, które skupione są na rynku chińskim, wystawcy są tam więc głównie po to, by znaleźć nowe punkty sprzedaży w Chinach, a to oznacza, że najważniejszym konsumentem są chińscy rodzice. Chińczycy coraz chętniej zapraszają na te targi również potencjalnych kontrahentów z innych krajów, w związku z czym na każdym kroku próbowano nam sprzedać mnóstwo kontenerów chińszczyzny, które z całą pewnością moglibyśmy latem wstawić na nadmorskie stoiska z badziewiem za piątaka.

Ja starałam się nie skupiać na potencjalnych biznesach, które mogłabym z chińczykami zrobić, ale raczej na wyszukaniu pośród mnóstwa wystawców perełek, które zachwycą mnie nie mniej niż marki europejskie czy amerykańskie. Łatwo nie było! Bogaci Chińczycy kupują produkty marek zachodnich — są one dla nich zdecydowanie bardziej prestiżowe niż te krajowe. Chińskie marki to niestety w dużej mierze podróbki tych zachodnich — tańsze, gorsze jakościowo, ale bardzo podobne wizualnie. Przeszłam kilkadziesiąt kilometrów po terenie targów, szukając czegoś, czym Chińczycy powinni się chwalić — lokalnych produktów, które nie są podróbką i które bez problemu zrobiłyby furorę również w Europie.

Było to dosyć trudne zadanie, bo o ile na targach były setki, jeśli nie tysiące świetnych, dobrze zaprojektowanych produktów, o tyle mało który z nich był nie tylko chińskiej produkcji, ale i chińskiego projektu.

Goodbaby

Oczywiście zupełnie poza wszelką konkurencją była chińska firma Goodbaby, która w swoim portfolio ma takie marki, jak Cybex czy GB i jest największym na świecie producentem artykułów dla dzieci, które sprzedają się w każdym kraju. Na targach w Szanghaju pokazali swoje najpopularniejsze produkty, czyli wózki i foteliki. Takiej ilości kolorowych wózków GB Pockit nie widziałam na targach w Kolonii, pomimo że ich stoisko było tam znacznie większe. Widać również, że rynek chiński jest nieco do tyłu z kolekcjami modowymi, bo dopiero w 2018 roku wejdą tam serie limitowane, które w Europie znamy już dość dobrze.

Ku mojemu zaskoczeniu na ulicach Szanghaju wcale nie dominowały wózki GB, być może bogatsi Chińczycy nie chcą kupować lokalnych produktów, a może nie podoba im się to, że najnowsze chińskie kolekcje wcale nie są takie najnowsze. Tak czy inaczej, nie ma się co oszukiwać — GoodBaby to firma, która robi ogromną ilość produktów nie tylko świetnych jakościowo, ale i zaprojektowanych tak, że dość często zdarza im się dostać Red Dot Award.

Deco Bébé

Moim absolutnym odkryciem numer jeden wśród producentów artykułów dziecięcych jest natomiast Deco Bébé. Jest to chińska firma, której produkty wyglądają absolutnie fantastycznie. Nie tylko są przepiękną ozdobą domu, ale są też świetnie zaprojektowane. Deco Bébé to firma stworzona przez chińskiego tatę, który nie mógł uwierzyć, że produkty dziecięce chińskich marek są tak kiepsko wykonane, a produkty zachodnie kosztują tyle pieniędzy. Całkiem słusznie doszedł do wniosku, że można produkować świetnie zaprojektowane i wykonane rzeczy, które będą miały nieco bardziej przystępne ceny. Tak powstały przepiękne kołyski, wanienki, nocniki i wiele innych produktów.

Moim osobistym faworytem jest zestaw naczyń Kiddo, który jest majstersztykiem, jeśli chodzi o funkcjonalność. Myślę, że został zainspirowany przez maty-talerze marki ezpz, ale szczerze mówiąc, jest znacznie lepszy! Silikonowa mata antypoślizgowa jest tu tylko podkładką, do której wkłada się ceramiczny, a więc łatwiejszy w umyciu talerzyk, w zestawie są też małe sztućce, a całość można zwinąć w tę silikonową matę i zapiąć, dzięki czemu możemy to bardzo łatwo przechowywać, a nawet zabrać ze sobą na wyjście czy wyjazd z dzieckiem, jeśli mamy życzenie, by jadło tylko w Kiddo. Produkty Deco Bébé nie są jeszcze dostępne online, więc na razie ciężko powiedzieć czy będzie można je kupić u nas.

china kids expo

Robotime

Kolejnym szanghajskim odkryciem była firma Robotime, która pod marką Rolife sprzedaje przecudne malutkie i w pełni wyposażone domki i pokoiki do samodzielnego złożenia. Oczywiście jest to zabawka raczej dla starszych dzieci i dorosłych, ale jest to tak przepiękne, że nie udało mi się znaleźć niczego, co przebiłoby te zestawy. Specjalnie dopytywaliśmy się, kto to projektuje i Chińczycy, cały czas powtarzali, że oni sami. Nie łatwo było w to uwierzyć, bo jak już pisałam, większość chińskich producentów nie mogła się pochwalić ani wyjątkowymi projektami, ani wykonaniem, a tutaj taka niespodzianka! Oczywiście od razu sprawdziliśmy, gdzie można takie zestawy kupić i okazało się, że są dostępne w Europie, więc gdyby ktoś z was szukał jakiegoś relaksującego zajęcia na jesienne wieczory, albo miał manualnie uzdolnione dziecko szukające wyzwań, to sklejanie tych cudeniek będzie strzałem w dziesiątkę.

Poza tym na targach można było zobaczyć mnóstwo innych świetnych produktów, które powtarzały się na co trzecim stoisku. Co cieszy, wśród zabawek było wiele takich, które zachęcały do prac manualnych — mała tokarka czy małe krosno są przykładem takich zabawek, które chciałabym mieć w domu. Poza tym było widać ogromną ilość zabawek drewnianych — klocków, puzzli, torów kolejowych czy samochodów, natomiast zdecydowanie najbardziej przerażająca była bardzo duża ilość zabawek militarnych, w zasadzie wszędzie było widać czołgi, działa i karabiny. Często nawet zabawki niemilitarne prezentowane były w bardzo wojenny sposób — jeśli nie wiesz, co dużego zbudować z fajnych klocków, to wiedz, że Chińczycy ZAWSZE budują czołg albo okręt wojenny ;)

Jak już wspomniałam, zdecydowanie łatwiej było mi znaleźć ciekawe produkty z Europy czy Ameryki. Nie mogłam oderwać się od stoiska marki Micro, która raczej nie wystawia się na tych europejskich targach, na których bywam ja. Pozachwycałam się więc rowerkiem biegowym G-Bike Chopper Deluxe oraz Trikiem, który jest ciekawym pomysłem na przewożenie starszaków — bardzo dużo kilkulatków w Szanghaju zamiast wózka miało właśnie Trike! Po raz pierwszy miałam też okazję przyjrzeć się z bliska pochodzącej z Włoch marce Italtrike — która w swojej ofercie również ma przecudne jeździki i rowerki.

Najwięcej emocji wzbudziły we mnie spacery po halach, na których odbywały się targi zabawek — jestem fanką drewnianych zabawek, więc kiedy w jednym miejscu zobaczyłam tak ogromną ilość klocków, kulodromów i innych cudowności wykonanych z drewna, to miałam poważny problem, by chcieć zobaczyć kolejne hale. W Szanghaju po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć na żywo (i pobawić się) amerykańskimi klockami magnetycznymi Tegu, które w ciągu minuty zostały moim odkryciem roku! Jak się okazało, kilka dni wcześniej klocki pojawiły się w Polsce, więc zgadnijcie, co w tym roku pojawi się w moim poradniku prezentowym przed świętami?

Jeśli chcielibyście przeczytać, co robiliśmy w Szanghaju poza chodzeniem po targach, to zapraszam TUTAJ – znajdziecie tam relacje męża mego Michała, który podczas wyjazdu był moim fotografem, kamerzystą i ostoją :) Szanghaj nas oczarował, więc jeśli będziemy mieć w przyszłości możliwość powtórzenia takiego wyjazdu, to nie zawahamy się ani chwili! Nawet po te wizy chętnie postoję!