Czas na piknik, czyli 19 gadżetów dla wzorowego piknikowicza

Któż to się mógł spodziewać, że lato w końcu nadejdzie? Maj w tym roku był niezwykle okrutny i byłam w zasadzie pewna, że po takim maju nadejdzie od razu listopad. Wygląda jednak na to, że być może w czerwcu uda nam się doświadczyć jakiegoś letniego weekendu i zamiast rozgrzewać się herbatą przy kominku, postanowimy wypuścić się poza ciepłe mury domu, by poleżeć trochę na trawie w celu wyprodukowania witaminy D.

Żebyście w razie ciepłego weekendu nie zastanawiali się w panice, co zabrać ze sobą na taki piknik, to przygotowałam dla was gadżetową ściągę. Nie dajcie się zaskoczyć dobrej pogodzie i przygotujcie się na przyjście lata zawczasu!

1. Koc piknikowy SKIP HOP

Koc piknikowy jest najważniejszy, bo to na nim będziecie siedzieć przez całe popołudnie, wiec jak was będzie gryzł w pośladki, to nie będziecie miło tego pikniku wspominać. Dobrze by też było, żeby koc łatwo można było wyczyścić z tego, co na niego naniesiecie i żeby nieużywany nie zajmował za dużo miejsca. Ja od 3 lat jestem mega fanką koców SKIP HOPA, bo są najlepsze — wodoodporne, łatwościeralne i miłe w dotyku, a do tego po złożeniu robi się z nich płaska torba, więc wystarczy zarzucić na ramię i iść w stronę domu. Można go prać w pralce (ja piorę go raz na kilka tygodni), dzięki czemu zawsze wygląda przyzwoicie. Jest to jeden z tych gadżetów, który został kupiony przez każdego, kto kiedykolwiek był ze mną na pikniku, w lesie lub na plaży. A na piasku to jest w ogóle mega fantastyczny, bo piasek w niego nie włazi, tylko z niego zlatuje. Absolutny kocowy ideał!

2. Gadżety na jedzenie i picie

Bez jedzenia nie ma pikniku, więc albo możemy zrobić sobie piknik pod restauracją, albo wziąć coś z domu. Najlepiej oczywiście sprawdzą się kanapki i jajka zawinięte w folię aluminiową, które następnie przygnieciemy czymś ciężkim. Jeśli jesteście w tej grupie ludzi, która nie jest fanem prawdziwego piknikowania i ceni sobie nierozgniecione jedzenie podane w odpowiedniej temperaturze, to na szczęście jest dla was ratunek! Możecie przepuścić mnóstwo pieniędzy na milion różnych cudnych pudełek, toreb i bidonów.

Co się przyda na pikniku? Po pierwsze lunchboxy, czyli plastikowe pudełka, do których można zapakować wszystko to, co jest najbardziej narażone na zgniecenie. Można wykorzystać do tego szkolne śniadaniówki naszych dzieci lub specjalne wielokomorowe pudełka, które nie tylko chronią przed zgnieceniem, ale również przed wymieszaniem. Naszym faworytem od lat są wielokomorowe pudełka GOODBYN BYNTO (1), do których można schować jedzenie bez obaw, że wymiesza się z sobą (to ważne dla niektórych dzieci, które nie jedzą nic, co leżało koło warzyw ;)). Często używamy też szkolnej śniadaniówki SKIP HOP (2), bo mieszczą się w nich kanapki i mają osobne pudełeczko na ketchup i inne sosy. Oczywiście świetnie sprawdzają się również tradycyjne plastikowe pudełka z przykrywką. I nie jesteśmy skazani na zwykłe przezroczyste pudełka, bo możemy nabyć takie piękne, kolorowe – na przykład te marki TUM TUM (3).

Jeśli jedzenia mamy więcej i same pudełka nas nie urządzają, to możemy zabrać na piknik torby termoizolacyjne, które ochronią nasze jedzenie przed tymi nadciągającymi czerwcowymi upałami. Nasze dzieciaki najczęściej korzystają z termoizolacyjnych śniadaniówek SKIP HOP (4), które Franek zabiera również do szkoły. Spokojnie zmieści się w niej małe picie, kanapka i jabłko :) Bardziej pojemne są torby termoizolacyjne 3 Sprouts (5), w których pomieścimy prowiant dla większej ilości dzieci :)

Gdyby zależało nam na zjedzeniu ciepłego obiadu podczas pikniku, bo na przykład nasze dziecko akceptuje tylko domową pomidorową gotowaną w trakcie nowiu, to warto zaopatrzyć się w termosy na obiady. Możemy kupić takie małe o pojemności 325 ml (SKIP HOP (1)) lub 350 ml (ZOLI (2)), które pomieszczą porcję obiadu dla dziecka, lub większe o pojemności 500 ml (KIOKIDS (3)), do których włożymy ciepły obiad dla większej ilości dzieci.

Na koniec picie :) Zawsze zabieramy ze sobą wodę, bo taniej jest ją nalać z kranu niż kupować! Jeśli dzień nie jest bardzo upalny, to na pewno wystarczą zwykłe bidony ze słomką (SKIP HOP (4)) lub bardziej sportowe z dziubkiem (ZDROWY BIDON (5)). A na upały najlepiej jest mieć termobutelkę, która sprawi, że nie będziemy musieli pić wody o temperaturze 30ºC. My używamy PURA KIKI (6), termobutelki wykonanej ze stali nierdzewnej, do której można dokupić różne końcówki (smoczek, rurka, dziubek), dzięki czemu mogą z niej korzystać zarówno starszaki, jak i niemowlęta.

3. Gadżet na te wszystkie gadżety

Każdy marzy o tym, aby na piknik spakować się w przecudnej urody zamykany wiklinowy kosz, z którego wystawać będzie bagietka i butelka wina. Rzeczywistość jest jednak taka, że te kosze są mało praktyczne i jeśli nie wybieramy się na piknikową randkę, to lepiej będzie spakować się w coś praktyczniejszego.

Podobno najbardziej praktyczne są torby Balenciaga (1), które w IKEI można kupić za niecałe dwa złote! Dzieciaki na 100% będą chciały mieć swój własny plecak, żeby zabrać tam garść klocków lego i paczkę plasteliny, bo jest to niezbędna zabawka na pikniku. Ja zawsze z entuzjazmem przyjmuję żądanie wydania dzieciorom ich plecaków na piknik, bo wiem, że dzięki temu ja będę nosić mniej. No i te plecaki są absolutnie najlepsze w grze pt.: „Chce zabrać ze sobą wszystkie zabawki, jakie mam”, bo można wtedy ze spokojem powiedzieć: „Oczywiście możesz zabrać wszystkie zabawki, tylko pamiętaj, że muszą zmieścić się w twoim plecaku”.

Zdecydowanymi faworytami plecakowymi są przesłodkie plecaki SKIP HOP (2), których największa fanka (Helena) nie pozwala ruszać, bo wydaje jej się, że musi mieć je wszystkie. Również plecaki-zwierzątka marki LITTLE LIFE (3) są częstymi towarzyszami naszych podróży (Lila je uwielbia), a jak potrzebujemy czegoś raczej małego, gdzie nie zmieści się wiadro Lego, to bierzemy mały plecak MUESLII (4).

4. Gadżety do zabawy

Dzieciaki na pikniku najczęściej nie potrzebują animatorów, bo świetnie bawią się znalezionymi patykami, kamieniami i mrówkami. Istnieje co prawda niebezpieczeństwo, że zaczną sobie te patyki wkładać do nosa, ale kto nigdy nie miał ochoty sprawdzić, jak długi patyk zmieści się w nosie, ten niech pierwszy rzuci kamieniem! Jednak, jak już zabawy zajdą za daleko i będzie istniało ryzyko wyjazdu na ostry dyżur laryngologiczny, to lepiej jest mieć coś na podorędziu!

Zdecydowanym hitem zeszłorocznych wakacji ogrodowych była materiałowa wersja gry w bule BUITEN SPEEL (1). Prosta, więc nawet czterolatki ją ogarną i bezpieczna — kule uszyte są z materiału wypełnionego piaskiem, więc nie ma ryzyka, że ktoś oberwie w głowę tak mocno, że trzeba będzie przerywać piknik jazdą na SOR.

Najprostszą grą, do której nie potrzeba żadnych rekwizytów poza kamieniem, jest gra w klasy. Przyda się też patyk, by móc na ziemi narysować pole gry. Potem wystarczy demonstracja zasad i można wracać na koc i rozkoszować się słodkim szczebiotem zgodnie grających ze sobą dzieci. Jeśli jednak piknik jest na łące i nie ma żadnej możliwości, żeby na łące cokolwiek narysować, to wtedy można skorzystać z gotowego zestawu do gry w klasy BUITEN SPEEL (2). Są to ponumerowane obręcze wykonane z liny, które można sobie dowolnie na tej łące ustawić, więc można sobie jeszcze zwiększać lub zmniejszać trudność gry, a nawet wymyślić coś zupełnie innego.

Nieśmiertelną grą piknikową jest gra w babingtona, zwana przez niektórych badmingtonem, czyli nasza swojska kometka. Gra niesamowicie frustrująca, bo człowiek zdąży postarzeć się o dwa lata, zanim nauczy się odbijać lotki tak, żeby leciały w odpowiednim kierunku. Ale próbować trzeba! Żeby nie doprowadzać dzieci do płaczu i frustracji spowodowanej niemożnością trafienia rakietką w lotkę, warto zacząć od czegoś prostszego. Na przykład od zestawu tenisowego BUITEN SPEEL (3), w którym znajdziemy dwie duże, ale lekkie rakietki o elastycznym środku oraz kosmata piłka, która leci tak wolno, że zdążymy zjeść obiad, zanim do nas doleci. Idealna dla początkujących mistrzów babmingtona!

W sumie mamy 19 bardzo praktycznych, czasem wręcz niezbędnych na pikniku gadżetów. Polecam je gorąco i pamiętajcie, że jeśli nie będziecie zbytnio zadowoleni z weekendowego pikniku, to będzie znaczyło, że czegoś z mojej listy jeszcze nie macie!

Część zawartych w tym wpisie linków, to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu drobną prowizję. W żaden sposób nie wpływa to na cenę, którą Ty zapłacisz, ale dla mnie będzie sygnałem, że cenisz moją rekomendację :)