Mamy Giełda, czyli kompletujemy dziecięcą szafę na wiosnę-lato 2017 [TYLKO ZA 10 ZŁ!!!]

Pod koniec 2015 roku napisałam w jednym z blogowych wpisów, że fajnym sposobem na oszczędne rodzicielstwo jest wymienianie się z innymi rodzicami niepotrzebnymi ubrankami i zabawkami. No i wtedy pod tym wpisem pojawiły się komentarze, że pomysł spoko, tylko nie bardzo są takie miejsca, w których faktycznie można się wymieniać, więc może, zamiast pisać na blogu o tym, co można zrobić, po prostu bym coś takiego zorganizowała.

Normalny człowiek to by się na moim miejscu pewnie obraził, bo nie dość, że zdradzam im pomysł na to, jak można oszczędzać, to jeszcze chcą, żebym to za nich zrobiła. Ale ja jestem człowiek-organizator i siedzenie w domu na macierzyńskim trochę mi się już znudziło. Więc wzięłam i zorganizowałam Mamy Giełdę. Wyszło naprawdę świetnie. O tym najlepiej świadczy fakt, że pomimo zbyt małego lokalu i faktu, że za szybko skończyły się ciastka, a na koniec to nawet nie było czym oddychać, na kolejną edycję przyszło jeszcze więcej ludzi, a my się jeszcze bardziej nie zmieściłyśmy.

Musisz tam być!

Nie lubię się przechwalać, ale Mamy Giełda to naprawdę rewelacyjne wydarzenie — przyjazne, wesołe i takie bardzo zwyczajne. Nie jest to w żadnym stopniu moja zasługa, bo atmosfera całkowicie zależy od uczestniczek, więc tak się po prostu akurat złożyło, że wszystkie jesteśmy fajne. Z edycji na edycję jest nas coraz więcej, a ilość ciuchów to w ogóle rośnie w postępie wykładniczym. Część ciuchów zdążyła już dwa razy na Giełdę wrócić, co jest mega wzruszające, bo to oznacza, że wszystko działa, jak należy.

Tak było ostatnio fot. milliehome.pl

Od początku największym problemem była nasza matkowo-ciuchowa objętość. Ciężko było nam się pomieścić w kawiarniach, w których byłyśmy do tej pory i od listopada szukałam miejsca, które nie tylko będzie duże, ale również będzie w stanie nas ugościć kawą, herbatą i klimatem. Mam nadzieję, że znalazłam, bo miejsce, do którego chcę zaprosić was tym razem, jest wyjątkowo klimatyczne, nawet trochę mroczne, co dobrze nam zrobi po miesiącach przesiadywania w słodko-cukierkowych wnętrzach :)

Mamy Giełda vol. 4, czyli kompletujemy kolekcję Wiosna-Lato 2017

Restauracja Blue Cactus, która od 20 lat działa w przepięknym zakątku Warszawy daje nam 20 maja 2017 roku do dyspozycji cały klub Iguana! Będziemy więc w sobotni poranek (10.00-13.00) pląsać na parkiecie wśród wieszaków i pudeł z dziecięcymi rajtkami. Jeśli poprosimy, to nawet włączą nam tam oświetlenie disco ;) Będzie również gdzie spocząć, gdyż foteli i kanap jest tam bez liku, a jak się mocno rozmnożymy, to zajmiemy i górną część klubu. Takie luksusy!

Iguana wygląda tak, jakbyśmy miały się zmieścić.

A jeśli przyjdzie wam do głowy, chęć zabrania ze sobą dzieci, to super, bo specjalnie dla nas będzie tam animatorka, która zabierze nasze latorośle do części restauracyjnej i zajmie ich tak, że przez te 3 godziny ani razu do nas nie przyjdą ;) Na koniec, jak już skończymy wyrywać sobie ubrania z rąk, będzie można udać się z pacholętami do restauracji na rodzinny obiad, gdyż tam w weekendy za dzieci się nie płaci! Więc będziecie mogli oszczędzić podwójnie!

Mamy Giełda ma niezmienne zasady. Wejściówka kosztuje 10 zł (płatna przy wejściu), dzięki czemu możemy nie tylko korzystać z lokalu, ale dostajemy też kawę, herbatę i przekąski. Żeby móc przyjść na Giełdę trzeba się zarejestrować — zmiana miejsca na większe pozwoliła podwoić liczbę wejściówek, bo jest ich teraz 110! Cieszmy się więc i radujmy, bo prawdopodobnie pierwszy raz w historii wejściówki nie rozejdą się w 20 minut :D

Wejściówki dostępne są TUTAJ, tam też można przeczytać cały długi elaborat na temat zasad, które panują na Mamy Giełdzie oraz dowiedzieć się, jak całość wygląda od strony logistycznej.

Czekam na was i sama pakuję już sterty za małych ubrań po moich dzieciach. Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania i bardzo liczę na to, że Mamy Giełda, czyli największy warszawski lumpeks dziecięcy spełni wasze oczekiwania :)