Grzechy polskich rodziców, czyli o tym dlaczego nie wszystkie dzieci dojadą bezpiecznie na święta

Pamiętam jak dziś dzień, w którym kupiliśmy Lili ogromny fotelik samochodowy, w którym miała jeździć tyłem do kierunku jazdy do 4 roku życia. Fotel wyglądał bardzo dziwnie, zupełnie nie przypominał zwykłych fotelików, w których jeździli jej rówieśnicy. Pamiętam pytania o to, dlaczego Lila tak jeździ i czy na coś jest chora. To było 4 lata temu. Teraz takich pytań już nie słyszę, mimo że ponad dwuletnie Hela także jeździ w foteliku skierowanym tyłem do kierunku jazdy. Coraz częściej widzę, że jej rówieśnicy mają takie same foteliki i raczej nikogo to już nie dziwi.

Myślałam, że przez te ostatnie lata dużo się w świadomości polskich rodziców zmieniło. Bo dostęp do Internetu to ma większość społeczeństwa, a rodzice wykształceni i z dużych miast to już w ogóle w Internecie pół życia spędzają, więc można by sądzić, że coś tam sobie poczytali. No i kiedy tak sobie radośnie liczyłam coraz większą liczbę fotelików RWF w samochodach, które mijałam, to nagle okazało się, że jednak wiele się nie zmienia i, że nadal rodzice potrafią zupełnie świadomie rezygnować z bezpieczeństwa własnego dziecka, bo przecież tragedie ruszają nas dopiero wtedy, kiedy nas dopadną, a nie wtedy, kiedy wydają się czymś, co nam się nigdy nie przytrafi.

W październiku na zlecenie marki Britax zostało przeprowadzone w Polsce badanie wśród rodziców dzieci w wieku do 4 lat, które miało pokazać, jak rodzice przewożą swoje dzieci w samochodzie, skąd czerpią wiedzę na temat bezpieczeństwa dzieci i co jest dla nich istotne. Od razu zdradzę, że nie wyszło najlepiej, że ciągle jest bardzo dużo do zrobienia i, że edukacja rodziców to również zadanie dla nas – rodziców, którzy już zdążyli się na własnych błędach nauczyć, jak należy zadbać o bezpieczeństwo dziecka w samochodzie.

Na początek dobra informacja! 99% rodziców deklaruje, że zawsze przewozi swoje dziecko w foteliku samochodowym. Jeśli to prawda, to można skakać z radości. Jeśli rodzice wstydzą się przyznać, że jednak nie zawsze wożą w foteliku, to też nie jest najgorzej, bo jeśli wstydzimy się głupich zachowań, to naprawdę jesteśmy już w połowie drogi do sukcesu!

lifestyle_cs_baby-safe_i-size_mother_baby_car_landscape_2016_300dpi

Druga dobra informacja jest taka, że głównym kryterium wyboru fotelika jest bezpieczeństwo! Nie to, czy pasuje do wózka, nie to czy w komplecie jest torba i nie to, czy kosztuje mniej niż 200 zł, tylko BEZPIECZEŃSTWO. Naprawdę polscy rodzice kompletnie powariowali! Co prawda nie dowiemy się, czy to “bezpieczeństwo” to po prostu przekonanie rodziców, że fotelik jest bezpieczny (skoro go sprzedają, to chyba jest, nie?), czy może wynik wnikliwych poszukiwań informacji w Internecie, ale trzeba się cieszyć, że już wiemy, co w fotelikach jest najważniejsze!

No i to by było na tyle, jeśli chodzi o dobre wiadomości. Później jest raczej słabo, a na końcu to nawet najgorzej.

Zgadnijcie moi drodzy, skąd czerpiemy wiedzę na temat prawidłowego przewożenia i zapinania dziecka w foteliku samochodowym? Większość oczywiście z instrukcji! Należą się brawa, bo czytanie instrukcji czegokolwiek, to dla człowieka nie lada wysiłek, więc faktycznie kochamy nasze dzieci, skoro aż instrukcję dla nich czytamy. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie napisała o tym, że jest taka grupa rodziców, całkiem spora, bo prawie 10%, która w ogóle nie czerpie wiedzy na temat prawidłowego przewożenia i zapinania dziecka, gdyż wie to INTUICYJNIE. Są to prawdopodobnie rodzice-wróżbici, gdyż chyba tylko takie zdolności pozwalają na prawidłowy montaż fotelika oraz zapięcie dziecka bez poświęcenia czasu na przeczytanie instrukcji. Ja muszę się przyznać, że mam strasznie słabą intuicję, bo kiedy montuję fotelik, którego nie znam, to zawsze czytam instrukcję od deski do deski, bo a nuż okaże się, że to, co mi się wydaje, to źle się wydaję i głupio tak narażać dziecko na niebezpieczeństwo, bo się człowiekowi nie chciało doczytać, co? Mam nadzieję, że u was z intuicją fotelikową też nie jest najlepiej i, że wolicie co nieco wcześniej sobie poczytać.

Gdy dochodzimy w badaniu do mojego ulubionego tematu, czyli wożenia dzieci w fotelikach skierowanych tyłem do kierunku jazdy, to jest już bardzo słabo. Chociaż nie, zaczniemy od dobrych wiadomości.

Ponad 40% ankietowanych rodziców uważa, że przewożenie dziecka tyłem do kierunku jazdy jest bardziej bezpieczne niż przewożenie przodem. WOW, prawie jak w Szwecji ;) Z takimi wynikami można by pomyśleć, że chyba faktycznie wszyscy jak jeden mąż nie przesadzamy dzieci do fotelika przodem tak minimum do pierwszych urodzin. A tymczasem 30% rodziców dzieci do 6 miesiąca życia i 47% rodziców dzieci do 12 miesiąca życia wozi je PRZODEM do kierunku jazdy! Ok, rozumiem, sama przesadziłam Franka przodem, gdy miał 8 miesięcy, ale to było 6 lat temu, kiedy w Polsce nikt nie słyszał o fotelikach RWF, Teście Plus i Szwecji. Wydawało mi się, że teraz wszyscy sprzedawcy w sklepach są super przeszkoleni i prędzej zginą, niż pozwolą półroczne dziecko wsadzić do fotelika skierowanego przodem do kierunku jazdy… Niestety rzeczywistość mocno odbiega od ideału.

britax badanie

No dobra, przesadzili takiego niemowlaka. Trudno, nie wiedzieli. Jak tylko się dowiedzą, to przecież zmienią zdanie, prawda? A guzik! Bezpieczeństwo jest ważne dla rodzica wtedy, kiedy wybiera fotelik, potem już nie do końca ma takie znaczenie. Bo dla rodziców, którzy przesadzili swoje dzieci przodem, najważniejsze nie jest bezpieczeństwo, tylko to, że lepiej widzą dziecko. Nie wiem, co to zmienia podczas wypadku samochodowego, bo akurat wtedy patrzenie jest jakoś mniej istotne niż ratowanie się myślą, że jest w dobrym foteliku, jedzie tyłem, jest mocno zapięty i nie ma na sobie zimowej kurtki.

Czas na ostatnią deskę ratunku! Skoro Ci rodzice nie wożą swoich dzieci tyłem, mimo że wiedzą, że tak jest bezpieczniej, a ich dziecko jest za małe, żeby jeździć przodem, to być może da się ich jakoś zmusić do tego, żeby jednak zmienili sposób wożenia dziecka? Mamy w UE taką nową normę homologacyjną zwaną i-size, która zobowiązuje do przewożenia dzieci tyłem do kierunku jazdy do 15 miesiąca życia i rekomenduje taki sposób przewożenia dzieci do 4 roku życia. Może to pomoże? Niestety nie, ponieważ większość ankietowanych ma do tego stosunek negatywny. I pomyśleć, że Ci sami rodzice deklarują, że najważniejsze jest bezpieczeństwo!

britax-2

Czy jest więc jakikolwiek sposób, żeby uświadomić rodziców, że w samochodzie naprawdę najważniejsze jest bezpieczeństwo? To, co najbardziej na rodziców działa to uświadamianie ich, że przewożenie dzieci tyłem do kierunku jazdy zmniejsza ryzyko poważnych urazów lub śmierci w wypadkach samochodowych. Myśl o tym, że dziecku może się coś stać, jest dla wszystkich nas paraliżująca. I nie potrzebujemy do tego wykresów, danych i statystyk, bo przecież chodzi o nasze dziecko, a nie o liczby.

Dlatego, jeśli ktoś ma mieć wpływ na zmianę w naszym polskim myśleniu, to Wy – rodzice, którzy wożą tyłem, bo wiedzą, że tak jest bezpieczniej. Wasz dobry przykład, wasze setne tłumaczenie, że z waszym dzieckiem wszystko jest w porządku i ten fotelik to nie jest dla dzieci chorych, że tak się wozi w Skandynawii, gdzie dzieci nie giną w wypadkach samochodowych i, że chcecie mieć pewność, że zrobiliście wszystko, żeby wasze dziecko bezpiecznie dojechało do domu, do przedszkola i do babci na Święta <3

lifestyle_cs_baby-safe_i-size_family_hospital_entrance_2016_300dpi

Wpis powstał przy współpracy z marką Britax.