Hotel, hostel czy mieszkanie, czyli jak podróżować z rodziną i godnością

Wyjazd z dziećmi to zdarzenie, które niesie za sobą wiele niebezpieczeństw i pułapek, a dla rodzica szybko staje się jasne, że jeśli ktoś na takim wyjeździe odpocznie, odstresuje się i nabierze nowych sił witalnych, to na pewno nie będzie to on. Zdecydowanie najtrudniejsze dla mnie jest wyczucie, czy w danej chwili moje dzieci będą pamiętały o dobrych manierach i zasadach współżycia społecznego, czy nie. Może to prowadzić do kompromitujących mnie (jako kulturalnego człowieka) sytuacji w hotelowych restauracjach, widach, holu czy na recepcji, kiedy moje dzieci postanowią udowodnić, że faktycznie pochodzimy od małp.

Dlatego najbardziej lubię przebywać w miejscach, które stworzone są z myślą o dzieciach. Tam mogą sobie robić, co chcą, byle tylko każde z nich wróciło z nienaruszonym uzębieniem i odpowiednią liczbą oczu. Niestety to nie zawsze jest możliwe, a podczas objazdowych wakacji jest to bardzo trudne. Ale szczerze mówiąc podczas naszej ostatniej europejskiej wyprawy, tak udało nam się ogarnąć noclegi, że tylko czasem zastanawiałam się, czy nie powinnam zadzwonić na policję i donieść sama na siebie.

Jeśli więc planujecie jakieś rodzinne wojaże, to polecam wziąć pod rozwagę odpowiedni wybór miejsc noclegowych, tak żebyście nie musieli zapadać się pod ziemię z powodu ataku szału czy zabawy w stado słoni, które wasze dzieci postanowiły urządzić o piątej rano w pogrążonym w ciszy luksusowym hotelu. To znaczy, tak zupełnie to nie da się tego wyeliminować, ale warto próbować. To jak? Wybieracie hotel, hostel czy mieszkanie?

Hotele

Kiedy mówimy „wyjazd”, myślimy „hotel”. Tak już się przyjęło, że najczęściej nocujemy w hotelach. A przynajmniej tak było do czasu, kiedy sprowadziliśmy na ten świat potomstwo, które ewidentnie nie odbyło przeszkolenia z dobrych manier podczas życia płodowego. Taki maluch nie ma respektu do ciszy nocnej ani do żadnej innej ciszy, jest marudny, często płacze i rzadko kiedy bezgłośnie kontempluje świat.

To była najcichsza restauracja hotelowa, jaką widziałam. Nawet oddychanie wydawało się zbyt głośne :)

To wszystko sprawia, że w hotelu wielokrotnie będziemy czuć na sobie wzrok innych gości, a po ciężkiej nocy mogą nawet coś na nasz widok mruczeć pod nosem. Jeśli trafimy na hotel, w którym przed śniadaniem składa się śluby milczenia, to w ogóle będzie kicha, bo nasze dzieci o milczeniu to, co najwyżej w książkach czytały. Dla mnie zawsze najgorsze jest właśnie śniadanie. Mam miłe i grzeczne dzieci, ale jeśli w restauracji panuje cisza, jak w bibliotece, to na bank one ją zburzą i zakłócą spokój osób przeżuwających owsiankę, a ja wtedy zacznę żałować, że przed wyjściem nie podałam im czegoś otumaniającego.

Ale hotel ma też dobre strony. Po pierwsze łazienka jest zamykana na zamek, więc można skorzystać z toalety w samotności (ha! ha! ha!), po drugie ktoś przyjdzie posprzątać syf, który zrobiły wasze dzieci, po trzecie po raz pierwszy od lat ktoś zrobi wam królewskie śniadanie, a jak skończycie, to po was posprząta pierwszy raz od dekady! Po czwarte, dla rodzin wielodzietnych jest specjalny bonus — jeśli macie większe dzieci to istnieje szansa, że dostaniecie dwa osobne pokoje obok siebie. Wiecie, co to znaczy? Będziecie mieć własny pokój, a dzieciaki wylądują za ścianą!!! Śmierć z nadmiaru szczęścia gwarantowana.

Nie ma opcji, żebym bez barykadowania się w łazience mogła pobyć tam SAMA.

Ostatnio odkryłam jeszcze jedną rzecz. Nocowaliśmy w trzech różnych hotelach i za każdym razem nasz pokój (lub pokoje) znajdowały się na samym końcu korytarza. Za pierwszym razem nie zwróciłam na to uwagi, za drugim myślałam, że to przypadek, a za trzecim byłam pewna, że hotele specjalnie ograniczają liczbę sąsiadujących z nami pokoi, tak żeby nikt nie musiał wiedzieć, że moje dzieci urzędują już od piątej rano. Niby nic, a jednak kamień z serca. Nie będę musiała o piątek rano tłumaczyć po niemiecku, że sama chętnie zadzwoniłabym na policję, ale i tak są marne szanse na to, że ich aresztują.

Hostele i schroniska

Hostele i schroniska zazwyczaj gromadzą nieco inny typ gości — są oni zdecydowanie bardziej otwarci, wyluzowani i zazwyczaj pogodzeni z faktem, że dzieci są dziećmi i nie zawsze będą zachowywać się godnie. To sprawia, że rodzice czują się w takich miejscach mniej winni i zestresowani, co wbrew pozorom pozytywnie wpływa na zachowanie dzieci.

W hostelach i schroniskach dzieci czują się jak u siebie — to jest świat, w którym można sobie pogadać z kimś obcym i pozaglądać w różne zakamarki z czystej ciekawości. Ludzie nie są tak sztywni i oficjalni, ale przyjaźni i zabawni. Im częściej nocujemy w takich miejscach, tym większą mam pewność, że to jest najlepszy wybór dla rodzin z dziećmi.

Oczywiście największą zaletą jest cena — nie ma tam hotelowych luksusów, z których jako rodzice często i tak nie korzystamy, więc nie musimy za nie płacić. Najzabawniejsze jest to, że najtańsze są te pokoje, które nie mają własnej łazienki i trzeba korzystać ze wspólnych. Wiecie, co to oznacza? Płacimy mniej i mamy dzięki temu zagwarantowaną samotność w łazience, to znaczy samotność od dzieci i towarzystwo innych dorosłych, ale i tak git. No na serio wzruszyłam się, kiedy okazało się, że żadne z dzieci nie idzie za mną do łazienki, bo to jest dla nich za daleko!

Niezwykle ważną cechą hosteli i schronisk jest możliwość skorzystania z pralki! Ja zawsze płaczę z radości, kiedy dowiaduję się, że za kilka złotych mogę zrobić pranie. Albowiem to oznacza, że gdy wrócę do domu, to będę musiała zrobić tylko pięć prań, a nie dziesięć, a to daje mi tydzień życia w gratisie.

W zamian za dostęp do pralki musimy się pogodzić z brakiem usługi sprzątania pokoju. Co nabrudzą nasze dzieci, my musimy posprzątać. Zazwyczaj po 3 dniach robi się taki sajgon, że mamy ochotę się wymeldować i zameldować do jakiegoś innego, świeżo posprzątanego pokoju. Boli zazwyczaj tam, gdzie przed wymeldowaniem należy w pokoju dokładnie posprzątać i poodkurzać :)

To jest zdjęcie obrazujące jak nie wygląda śniadanie w hostelu. W hostelu zostaje tylko ta jedna miska z płatkami kukurydzianymi :)

Największym minusem hosteli i schronisk jest mało wypasione śniadanie. Zazwyczaj są to rzeczy bardzo proste, nie ma zbyt dużego wyboru i raczej nie dostaniemy tam dobrej kawy. W sumie kawę można przeżyć, a ograniczony wybór sprawia, że dzieci nie stoją godzinę nad dziesięcioma różnymi płatkami śniadaniowymi, zastanawiając się, które będą najsłodsze. Za to ogromną zaletą tych stołówek jest fakt, że nikt nie zwróci uwagi na nasze hałaśliwe latorośle, gdyż wszyscy spożywają posiłek, głośno rozmawiając. No na serio cudowne miejsce dla rodziców z dziećmi.

No i żeby nie było — można znaleźć takie schronisko, w którym śniadania są wypasione. My mamy nasze ulubione bieszczadzkie Schronisko pod Wysoką Połoniną i co roku wyjeżdżamy stamtąd grubsi :D

Mieszkania i apartamenty

Możliwość wynajmu mieszkań i apartamentów odkryliśmy, kiedy urodziła się Hela i okazało się, że pięcioosobowa rodzina nie mieści się w hotelowych standardach. Było to odkrycie na miarę stulecia, bo nie dość, że jest to opcja często najtańsza, to jeszcze daje nam największą swobodę. Dzieciaki nikomu nie przeszkadzają, mają więcej miejsca do zabawy, możemy bez gorszenia innych zjeść śniadanie w piżamie i w ogóle czujemy się jak u siebie.

Niestety są też minusy. Po pierwsze często nie mamy dostępnej na miejscu recepcji czy obsługi, więc nie możemy dzwonić do nich po nocach z prośbą o rozwiązanie naszych niecierpiących zwłoki problemów. Po drugie nie ma tam śniadań i jeśli sami sobie czegoś nie zorganizujemy, to umrzemy z głodu. Nikt nam też nie posprząta naszego bałaganu i w ogóle jesteśmy tam skazani na siebie. No i nie mamy tam basenu, spa, usługi prania, concierge’a ani możliwości zamówienia śniadania do pokoju.

Mimo to mieszkania są naprawdę mega opcją, zwłaszcza dla dużych rodzin, które nie mieszczą się w hotelowych pokojach. Zresztą ja już się zachwycałam taką formą noclegową i napisałam na temat apartamentów i mieszkań długi i zabawny tekst (TUTAJ).

Jeśli miałabym wskazać jakieś wady, no to jednak brak śniadania, bo ja lubię być mimo wszystko nieco rozpieszczana na wyjazdach. Nie jest to też najwygodniejsza opcja na jedną noc. W takim przypadku lepiej sprawdzały się hotele, z których mogliśmy się szybko zebrać, bo ktoś nam robił śniadanie, ktoś po nas sprzątał i w każdej chwili mógł nas wymeldować. Przy wynajmowaniu mieszkań wyglądało to nieco inaczej.

A to kolejne śniadanie w wersji niehotelowej, czyli woda i kanapka. Wyboru brak.

Reasumując, im bardziej możemy odizolować nasze dzieci od świata zewnętrznego tym większa szansa na to, że świat nie zobaczy, że czasem zdarza im się postąpić niezgodnie z dobrym wychowaniem. Z drugiej strony oswajanie ich z zasadami przebywania w hotelowym lobby da nadzieję, że kiedyś uda im się te zasady opanować :) Powiem szczerze – w naszym europejskim objeździe najfajniejsze było to, że zmienialiśmy ciągle miejsca, więc po dwóch nocach w hotelu mogły nieco pobrykać w hostelu i schronisku, żeby na koniec znów wrócić w miejsca, w których obowiązuje nieco sztywniejsza etykieta.