Ile kosztuje Franek, czyli cała prawda o synach

Kiedy urodził się Franek, to od naszych sąsiadów, którzy mieli dwójkę małych chłopców, usłyszeliśmy, że to dobrze, że chłopak, bo chłopaki są tańsze w utrzymaniu. Nie trzeba kupować im miliona sukienek, błyszczących rajstop, stu par butów i szesnastu kremów do twarzy. Nie miałam żadnego doświadczenia rodzicielskiego, więc uwierzyłam im, że z tymi chłopakami to jest właśnie taniej.

Dziś, po sześciu latach mogę gorzko krzyknąć: „Oszukali mnie!”. Nie kupujemy Frankowi sukienek i rajstop, nie wydajemy majątku na ciuchy (choć czasem bardzo bym chciała, żeby założył coś, co nie jest dresem), ale jak przeliczę oszczędzone na ubraniach pieniądze na zestawy Lego, świetlne miecze, sprzęt sportowy i miliony resoraków, to pytam się: „Gdzie się podziały moje pieniądze???”.

Moja mama (doświadczona posiadaczka syna i dwóch córek) dodaje tylko: „Poczekaj, aż zacznie Ci wyjadać zawartość całej lodówki. Zamarzysz o trzeciej córce”. Mam nadzieję, że mam jeszcze kilka lat przed sobą na zebranie oszczędności, które później wydam na żywienie wygłodzonego nastolatka. Ale już od dziś razem z Ceneo.pl wdrażam Frankowy Plan Oszczędnościowy (w skrócie FPO)! Polega on na połączeniu mądrości z dwóch starych chińskich przysłów: „Chytry dwa razy płaci”„Grosz do grosza i będzie kokosza”.

Jakie są zasady FPO?

1.

Po pierwsze – kupujemy to, czego sześcioletni chłopiec potrzebuje naprawdę. Nie jesteśmy więc rozrzutni.

Przykład z życia: kiedy Franek przychodzi do nas z prośbą o otrzymanie czwartego świetlnego miecza (na serio, ma już trzy, chce kolejny), tłumaczymy mu, że być może nie potrzebuje mieć mieczy wszystkich rycerzy Jedi, których zna. A po drugie mówimy, że jak będzie Dzień Dziecka i on nadal będzie ten miecz chciał, to oczywiście go dostanie, ale niech się nad tym mocniej zastanowi. Poza tym, jeśli sam sobie uzbiera pieniądze, to będzie mógł kupić za nie nawet szesnasty miecz, ale my sami, bez okazji tego nie zrobimy. A okazji w roku jest tylko kilka (urodziny, Dzień Dziecka, Mikołaj i Boże Narodzenie).

2.

Po drugie – oszczędności nie szukamy w kupowaniu tanio rzeczy marnej jakości, ale w kupowaniu jak najtaniej rzeczy dobrej jakości, powinniśmy więc w rezultacie zapłacić tylko raz za rzecz, która będzie służyć długo (najlepiej nie tylko sześcioletniemu chłopcu, ale też jego dwóm siostrom).

Naprawdę trzęsie mnie, kiedy widzę zabawki i akcesoria dziecięce kiepskiej jakości, bo wiem, że w najlepszym wypadku posłużą kilka miesięcy, a później się rozpadną. Kiedy Franek miał rok, to dostał w prezencie drogi i bardzo porządny rowerek biegowy. W tym roku po Lili przejmie go Hela, będzie miał za sobą 6 sezonów, przed sobą kolejne 2-3 z najmłodszą potomkinią, a później pewnie przejmie go kolejne dziecko. Jeśli nic się nie zmieni, to po 9 sezonach rowerek będzie nieco porysowany i będzie miał pewnie lekko zniszczone gąbkowe rączki, nic więcej. Na tym właśnie polega magia oszczędzania!

3.

Po trzecie – godzimy się z faktem, że nie wszystko, co posiada nasze dziecko, musi być nowe, ale chcemy, żeby wszystko było ładne, bo jednak zależy nam na wykształceniu w dziecku poczucia estetyki. Dla dzieci „nowość” danej rzeczy nie jest istotna, dużo ważniejszy jest jej wygląd i funkcjonalność.

Najlepszy przykład – kupowaliśmy w ostatni weekend Frankowi sprzęt narciarski. W tym sezonie ma przed sobą jeszcze jakieś 10-14 dni jeżdżenia na nartach. Z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że kupione teraz narty i buty za rok będą na niego za małe. Zdecydowaliśmy się na kupno sprzętu na giełdzie. Prawie nieużywany zestaw kupiliśmy za 1/3 ceny nowego. Franka zupełnie nie obeszło to, że narty nie mają folii i pudełka, był na maksa szczęśliwy z tego powodu, że ma swój własny sprzęt! Co więcej, wybrał go w takiej kolorystyce, że z pewnością Lila też nim nie pogardzi – mądry chłopak :)

4.

Po czwarte – jest jedna rzecz, na której nie oszczędzamy. Franek może mieć tyle książek, ile chce, jeśli tylko je czyta.

Bardzo mi zależy na tym, żeby lubił czytać i potrafił się w książce zatopić tak samo, jak w grze na konsoli. O ile granie ograniczam, o tyle z książkami ma wolną rękę. Sama czytałam nocami pod kołdrą i chodziłam do szkoły niewyspana, ale jeśli książka jest tak wciągająca, to ja to rozumiem – po prostu nie można się od niej oderwać i tyle. Gdyby przez przypadek dzięki zaczytywaniu się w książkach miał w przyszłości mniej czasu na wyjadanie jedzenia z lodówki, to tym lepiej :D


To tyle, jeśli chodzi o zasady. Teraz przechodzimy do konkretów. Ceneo.pl wraz z sześcioma blogerkami przygotowało specjalną stronę, na której można znaleźć polecane przez nas produkty dla dzieci. Mnie z racji wdrażania planu FPO przypadła w udziale opieka nad „Małymi uczniami”, czyli dziećmi w wieku 6-9 lat i w ramach współpracy przygotowałam listę 10 produktów, które moim zdaniem każdy mały uczeń powinien mieć. Wybrałam też te konkretne marki, które mogę wam polecić, bo je znam i wiem, że spełniają podstawową zasadę FPO (czyli „Chytry dwa razy płaci”), ale z całą pewnością nie są jedyne, które warto rozważyć przy zakupie. Ceneo zajęło się tym, żeby również druga zasada FPO („Grosz do grosza i będzie kokosza”) była spełniona i wyszukuje najlepsze oferty w 6000 sklepów.

Nie będę wam tutaj zdradzać, co wybrałam, bo chcę żebyście weszli o TUTAJ i zobaczyli to na własne oczy. Przy okazji polecam obejrzenie rekomendacji innych blogerek (to TUTAJ) – znajdziecie coś dla ciężarnych, dla niemowlaków, małych dzieci, przedszkolaków, starszaków i uczniów :) Ja jestem oczywiście stronnicza i moje rekomendacje podobają mi się najbardziej, ale dopuszczam możliwość, że inni ludzie mogą lubić inne rzeczy ;)

Dajcie znać, jakie są wasze typy na najlepsze produkty dla małych uczniów. Prywatnie najbardziej interesują mnie opinie o tornistrach, bo jakby nie patrzeć wrzesień już całkiem niedługo, a dłużej odkładać szkoły Franka już nie możemy. Jestem zdecydowana na tornister Herlitza. No, chyba że ktoś mnie przekona, że istnieje coś innego, tańszego i równie dobrego :)

 

Wpis powstał przy współpracy z Ceneo.pl