5 sposobów na przetrwanie z dziećmi do wiosny!

Nie ma się co oszukiwać – w tym roku aura jest dla nas wyjątkowo okrutna. Najpierw nie było wiosny, potem okazało się, że lato było iście skandynawskie i składało się z kilku dni upałów przeplatanych obfitymi opadami. A teraz mamy całkiem wyraźny problem z jesienią. Miała być polska i złota, z delikatnie spadającą temperaturą, babim latem i promieniami słońca zalewającymi nasze spragnione witaminy D twarze. Tymczasem wrzesień okazał się listopadem! Liczyłam na październik, bo to miesiąc moich urodzin i byłam pewna, że będzie miał do mnie nieco szacunku. Jednak pierwszy poranny październikowy spacer z psem odarł mnie ze złudzeń — powiało grudniem!

Narzekać moglibyśmy wszyscy tak samo, ale uważam, że rodzice mają zdecydowanie większy problem. Bo jak wytłumaczyć dziecku, że te najbrzydsze dwa tygodnie roku, to były jego wyczekane wakacje nad Bałtykiem? Co powiedzieć, kiedy dziecko trzeci tydzień z rzędu próbuje pojechać do szkoły rowerem, a że rower nie jest amfibią, to musi kolejny raz porzucić go na rzecz bardziej wodoodpornego samochodu? Jeśli do tego wszystkiego dojdzie ogólnorodzinna jesienna chandra i słońce zachodzące o 16, to przy życiu będzie nas trzymał tylko przyszłoroczny maj!

Pamiętacie? To był jeden z dwóch letnich dni nad morzem w 2017 roku :D

Na szczęście z otchłani beznadziei i rozpaczy totalnej może nas wyrwać jedna banalna prawda – tylko ŚWIATŁO może nas uratować. Mogłabym napisać, że chodzi o słońce, ale kto spędził kluczowe 9 miesięcy roku w Polsce ten rozumie, że słońce jest u nas tylko przelotem. Od listopada do marca, to się go raczej nie widuje, bo jest wtedy gdzieś po drugiej stronie globu!

Nie wiem, czy wiecie, że światło słoneczne daje nam znacznie więcej niż ładną opaleniznę i dobrą widoczność na drogach? Światło sprawia, że mamy energię do działania, wydajnie pracujemy, lepiej się koncentrujemy, relaksujemy się i długo śpimy. Im więcej światła, tym bardziej jesteśmy pozytywni i energiczni, a mniej rozdrażnieni. Już rozumiecie, dlaczego jest nam w Polsce tak trudno dotrwać do wiosny? Po pierwsze brakuje nam słońca, po drugie w zimnych miesiącach więcej czasu spędzamy przy sztucznym świetle, a jeśli jest ono kiepskiej jakości, to cała sytuacja staje się jeszcze gorsza. W rezultacie może się okazać, że w marcu będziemy wszyscy ziewającymi ze zmęczenia kłębkami nerwów, a dzieci będą miały dodatkowo kiepskie wyniki w nauce.

Jeśli zależy wam na tym, by choć trochę lepiej żyło wam się w jesienno-zimowych ciemnościach, to mam na to kilka sprawdzonych sposobów. Większość z nich nie wymaga żadnego wysiłku!

1. Spędzajcie jak najwięcej czasu na dworze!

Wiem, że nie jest to łatwe, bo często pada, a jak nie pada, to pewnie jest smog i zalecenie niewychodzenia z domu. Ale jeśli tylko pogoda nie powoduje śmierci z wyziębienia, zatrucia albo utonięcia, to chodźcie na spacery, na place zabaw, na sanki czy zabawy w błocie!

Zimno, mokro, ale jeszcze jasno!

Światło słoneczne jest najlepszym lekarstwem na zły humor i rozdrażnienie. A jeśli dodać do tego fakt, że brudne dzieci to szczęśliwe dzieci, a zmęczone dzieci to szczęśliwi rodzice, to niczego więcej nam nie trzeba!

Dla nas te zimne i ciemne okresy są naprawdę najtrudniejsze do mobilizacji spacerowej, ale powiem wam, że jak tylko ujrzę w listopadzie jakiś promień słońca, to łapię wszystkich za fraki i idziemy przypomnieć sobie, jak to jest żyć wiosną i latem.

2. Zadbajcie o odpowiednie oświetlenie w domu

Jeśli światła słonecznego nie ma, bo dziwnym trafem słońce zachodzi, zanim dzieci wrócą z przedszkola i szkoły do domu, to jesteśmy skazani na sztuczne światło. I można by machnąć na to ręką, bo w sumie wystarczy zamontować lampy, a do lamp wkręcić żarówki, ale prawda jest nieco bardziej skomplikowana.

Po pierwsze żarówki dostępne w sklepach, są różnej jakości. Nie chodzi tylko o to, jak długo świecą i ile prądu zużywają, ale przede wszystkim czy są bezpieczne dla naszego wzroku. Nawet lis z „Małego Księcia” wiedział, że „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Nie mamy niestety pewności czy chodziło mu wtedy o niewidoczne gołym okiem ultrafiolety i podczerwienie, czy o bardzo niebezpieczne dla nas migotanie, którego oko nie widzi! Tak czy inaczej, przed wrzuceniem żarówki do koszyka w sklepie, musimy sprawdzać, czy mają one odpowiednie oznaczenie i spełniają normy fotobiologiczne (czyli są bezpieczne).

Na opakowaniach znajdziemy wiele różnych oznaczeń, ale o tym czy żarówka spełnia normy fotobiologiczne świadczy znaczek „CE”

Po drugie światło słoneczne ma swój dobowy cykl – rano jest w nim dużo światła niebieskiego, dzięki czemu wstajemy pełni energii, jesteśmy wydajni i łatwiej nam się skoncentrować. Potem ilość światła niebieskiego maleje, dzięki czemu wieczorem jest go już na tyle mało, że działa na nas relaksująco. Łatwiej jest się nam wyciszyć i zasnąć, a nasz sen jest dłuższy.

Wykorzystując to, że żyjemy w XXI wieku i sporo wiemy o świecie, możemy spróbować przełożyć ten dobowy cykl światła słonecznego na nasze domowe światło. Zazwyczaj mamy przecież w każdym pokoju kilka źródeł światła, dzięki czemu możemy inaczej oświetlić biurko dziecka, co pomoże mu się skoncentrować na odrabianiu lekcji, a inaczej oświetlić łóżko, żeby światło pomogło odpocząć podczas wieczornego czytania książki. Możemy też wykorzystać inteligentne żarówki, które mają 3 różne temperatury barwowe i zmienia się je przy pomocy zwykłego włącznika!

Żarówki Philips SceneSwitch pozwalają na zmianę temperatury barwowej przy pomocy zwykłego przełącznika
Światło o temperaturze barwowej 2700K – do pracy i nauki
Światło o temperaturze barwowej 2500K – do odpoczynku nad książką
Światło o temperaturze barwowej 2200K – pozwala się wyciszyć przed snem

3. Zadbajcie o długi sen – swój i dziecka

Wiem, że niektórzy z was parsknęli teraz śmiechem, ale pamiętajcie, że każde dziecko w końcu kiedyś przestaje budzić się w nocy, a rodzice przypominają sobie, jak to jest spać 4 godziny bez przerwy! U nas problem nocnego wstawania odszedł już w niepamięć, ale za to powstał problem z porannymi pobudkami do szkoły i przedszkola. Najczęściej jest to wina zbyt późnego położenia się do łóżka, czy w przypadku Franka czytania książek po nocach. Zresztą nie zdarza się to codziennie – dzieci najczęściej wstają tuż przed nami o 6.30 i dziarskim krokiem, pełni energii przychodzą budzić nas!

W naszym domu specjalistą od długiego spania jest Michał i to on wywalczył zewnętrzne rolety we wszystkich sypialniach. Mamy spać w całkowitych ciemnościach, bo tak jest podobno najzdrowiej i tak robili nasi praprzodkowie — oni w sumie spali w świetle księżyca, ale księżyc świeci znacznie słabiej niż jakiekolwiek sztuczne światło, które mniej lub bardziej towarzyszy nam podczas snu. Bardzo zły wpływ na jakość naszego snu mają również wszelkie ekrany, którymi świecimy sobie po oczach tuż przed zaśnięciem! Ekrany tabletów i telefonów emitują bardzo dużo światła niebieskiego, który działa na nas pobudzająco a nie odprężająco. Dlatego przed snem najlepiej w ogóle nie używać takich urządzeń, a jeśli już naprawdę, ale to naprawdę musimy to warto włączyć sobie tryb nocny, w którym ilość światła niebieskiego jest ograniczona.

Warto wytłumaczyć starszym dzieciom, jaki wpływ ma światło niebieskie na sen i poranny humor.

U nas w domu zasadniczo wszyscy śpią po ciemku, choć czasem się zdarza, że któreś dziecko chce zasnąć przy słabo świecących nocnych lampkach. Gasimy je, jak tylko dzieciaki wpadają w objęcia Morfeusza.

Długi sen sprawia, że WSZYSCY mamy lepsze humory, jest mniej krzyków i wrzasków podczas wychodzenia z domu, a dobre samopoczucie utrzymuje się cały dzień. Jeśli zaś któreś dziecko się nie wyśpi, to już o 7 rano bardzo dokładnie wiem, co usłyszę od nauczycieli, kiedy przyjadę po dzieciaki o 17.

4. Wyjedźcie w ciepłe kraje lub w wysokie góry

Rozumiem, że większość z nas nie ma zaplanowanej zimy w Australii, ale jeśli myślicie o tym, by gdzieś pojechać, to polecam takie wyjazdy w słoneczne miejsca w czasie, gdy w Polsce jest jesień i zima. Nam się to zdarzyło kilka razy i nic nam tak nie podładowało akumulatorów, jak nieograniczona ilość słońca! W cieple zarówno dzieci, jak i rodzice zaczynają lepiej funkcjonować, odpoczywają i szykują się na najgorsze, czyli powrót pod pochmurne polskie niebo.

Rzadki widok, czyli niebo i słońce w Polsce w środku zimy!

A jeśli jesteście zapalonymi narciarzami, to polecam wyjazdy w takie góry, w których jeździ się ponad chmurami. Tam jest taka ilość światła, że można zacząć obawiać się przedawkowania. Zresztą dla osób, które na nartach jeżdżą tylko w Polsce, wyjazd w Alpy jest niesamowitym przeżyciem, bo okazuje się, że można jeździć na nartach w jasnym słońcu i cieple!

5. Bonus dla pełnoletnich – pójdźcie do solarium

Jeśli ktoś z was widział mnie kiedykolwiek w solarium, to mogło się to zdarzyć wyłącznie podczas okropnej jesiennej pogody, lub w trakcie błotnistej zimy. Wtedy właśnie zaglądam tam w poszukiwaniu światła. I niech sobie mówią, co chcą, ale po 10 tygodniach oglądania czarnych chmur i moczenia się w deszczu, nie ma nic lepszego od kilku minut pod tymi lampami. Człowiek od razu robi się bardziej pogodny, wesoły i jakoś łatwiej jest mu zaakceptować fakt, że jeszcze tylko 12 szaro-burych bezsłonecznych tygodni do maja!

 

Nie wiem jak wy, ale ja po ostatnich tygodniach w Warszawie dochodzę do wniosku, że ze światłem słonecznym powinnam się pewnie do maja pożegnać. Pozostanie nam wymiana żarówek na mocniejsze, wyjazd do Brazylii, albo karnet do solarium. Najtaniej wyjdą chyba te żarówki, zwłaszcza jeśli uda mi się z lampki przy biurku zrobić solarium osobiste!

 

Wpis powstał przy współpracy z Philips Lighting.