Milioner, kucharka i lekarka – przyszłość moich dzieci jest już przesądzona!

„Kim będziesz, gdy dorośniesz?” – pamiętam jak dziś to pytanie. Zostało zadane w takim pamiątkowym albumie z okazji Pierwszej Komunii. To był mój album, a ja byłam obowiązkowa, więc tymi śmiesznymi literkami, które stawiają ośmiolatki napisałam „biznes-łumen”.

Nie mam pojęcia, czemu to wpisałam, miałam co prawda w domu „biznes-mena” w postaci taty, ale chyba jako ośmiolatka wolałam być baletnicą lub piosenkarką, no ale wybrałam „biznes-łumen”. Później o tym zapomniałam, miałam być prawnikiem, architektem, archeologiem i aktorką. Ostatecznie skończyło się na „biznes-łumen”, dokładnie tak, jak napisałam 7 czerwca 1992 roku.

Teraz kiedy mam małe dzieci, uwielbiam zadawać im to pytanie. Nie po to, żeby móc sprawdzać, czy jest to zgodne z tym, co modne i odpowiednie, ale po to, żeby wiedzieć, czym aktualnie się fascynują i sprawdzić, czy moje myślenie na temat tego, co lubią robić, pokrywa się z tym, co oni rzeczywiście lubią. No i oczywiście staram się zapisywać sobie ich wszelkie „plany na przyszłość”, bo to będzie dla nas cudowna pamiątka.

Na przykład w zeszłym tygodniu Lila i Franek chcieli być paleontologami, co było efektem wizyty paleontologa w przedszkolu. Byli zafascynowani jego opowieściami i od razu sami zamarzyli, żeby badać szczątki organizmów żyjących dawno temu. Lila w przyszłości chce być głównie matką wielodzietną i baletnicą, chociaż na moje oko to ona zostanie zawodowym hipisem. Franek najczęściej mówi o tym, że zostanie Youtuberem, ale ja go bardziej widzę w zawodzie kaskadera :D

Rozmowy na temat tego, jaką pracę dzieci chcą wykonywać w przyszłości, są naprawdę niezwykle inspirujące, bo dają nam wiedzę na temat tego, jak dzieci w ogóle sobie wyobrażają przyszłość. Nasze na przykład planują mieszkać z nami przez całe życie i kiedy zasugerowałam Frankowi, że nadejdzie taki moment, kiedy on naprawdę będzie marzył o tym, żeby się wyprowadzić, to się chłopak prawie rozpłakał, prosząc, żebym mu obiecała, że i tak będzie mógł zawsze ze mną mieszkać. Musiałam mu to obiecać, ale po cichu liczę, że najpóźniej do 30 roku życia o tym zapomni!

Na razie największy kłopot mamy z Helą, bo nic nam nie chce na ten temat powiedzieć, pomimo że cały czas podrzucamy jej jakieś pomysły, zgodne z jej zainteresowaniami. O, na przykład ostatnio wynalazłam jej arcyciekawe zajęcie, wręcz zawód dla niej idealny. Ona przemieszcza się niezwykle szybko, ale tylko pchając przed sobą pojazdy i okazało się, że na torach F1 pracują „pchacze zatrzymanych samochodów”, których zadaniem jest pchanie bolidów – nie dość, że Hela mogłaby robić to, co lubi, to jeszcze w takim fantastycznym miejscu! No, ale ona nie chciała nam za bardzo zdradzić, czy jej się taki pomysł w ogóle podoba.

A oto zdjęcia z okresu niemowlęcego całej mojej trójki – Kucharka Helena, Lekarka Liliana oraz milioner Franciszek ;)

aventzawody

A tak poważnie, to chyba tylko Youtuber-milioner ma szansę się zgadzać. Lila nie wykazuje zainteresowania łaciną, biologią, chemią i ratowaniem ludzi, a Hela byłaby kiepskim kucharzem – od razu zjadałaby wszystko, co by ugotowała!

Dlaczego ja wam o tym w ogóle piszę? Bo Philips Avent zaprasza rodziców do zabawy w wymyślanie idealnego zawodu dla naszych dzieci. Przyłączając się do zabawy, stajemy się równocześnie współautorami nowej limitowanej kolekcji butelek Avent „Kim będę, jak dorosnę?” i dostajemy szansę na wygranie w konkursie upominków od Philips Avent:)

Ponieważ na liście do głosowania nie znalazłam paleontologa, matki wielodzietnej, baletnicy, Youtubera, kaskadera ani pchacza zatrzymanych samochodów, to postanowiłam oddać moje głosy na trochę inne zawody :) I naprawdę żałuję, że nie będzie mi dane wozić się z takimi butelkami po mieście. Choć skoro już dostałam dwie sztuki do testowania, to nie odmówiłam sobie możliwości ich wypróbowania, żebyście wiedziały, co możecie kupić :)

butelki

„Kim będę, gdy dorosnę?” to limitowana kolekcja butelek Avent Natural o pojemności 260 ml (czyli duża). Cecha charakterystyczną serii Natural jest szerszy niż standardowo smoczek, który kształtem ma przypominać kobiecą pierś, żeby móc łatwiej łączyć karmienie piersią z karmieniem butelką (nawet matka karmiąca potrzebuje czasem gdzieś wyjść bez dziecka, a wtedy naprzemienne karmienie piersią i butelką jest kluczowe:)) Smoczek jest tak zaprojektowany, żeby ssanie było jak najwierniejszą kopią ssania piersi, co zmniejsza ryzyko, wcześniejszego niż planowałyśmy odzwyczajenia dziecka od karmienia piersią. Dla mnie, jako zwolenniczki dłuższego niż przeciętnie karmienia piersią jest to bardzo istotne.

Druga istotna cecha butelki, to system antykolkowy, który sprawia, że powietrze znajdujące się w butelce ucieka na zewnątrz przez specjalne zaworki w smoczku, a nie jest połykane przez jedzące dziecko.

Mnie bardzo podoba się również wygląd butelki – i nie chodzi tylko o „zawodowe” nadruki, ale o kształt, który ułatwia dziecku trzymanie butelki i o ogólny bardzo nowoczesny wygląd. Na serio żałuję, że nie mogę jej poużywać tak na pełen etat :) Ale was zachęcam do głosowania (i wygrywania), oględzin butelki w sklepie, a nawet do zakupu :)

Więcej informacji o konkursie znajdziecie TUTAJ.

 

Wpis postał przy współpracy z marką Philips Avent.