Najciekawsze produkty targów Kids’ Time 2017

Ostatnie wspomnienie z targów Kids’ Time 2017 to lista najciekawszych produktów, które widziałam na targach. Oczywiście część bardzo ciekawych rzeczy pokazałam w poprzednim wpisie (TUTAJ), ale tym razem będzie o produktach, które nie zdobyły żadnej nagrody, a mimo to są super ciekawe :) Zapewniam was, że wybrać 10 rzeczy z kilkudziesięciu tysięcy, które można było zobaczyć na targach, to nie lada sztuka. Zwłaszcza, że każdemu podoba się co innego.

Miłej lektury i koniecznie dajcie znać, co spodobało się wam najbardziej.

1. Fotelik Doona+ (0-13 kg)

Ten foteliko-wózek pojawił się na rynku prawie 2.5 roku temu. We wrześniu 2014 roku zadebiutował na targach w Las Vegas i przyciągnął uwagę wszystkich. Pierwszy na świecie fotelik samochodowy, który ma w sobie rozkładany stelaż wózka. Dla milionów matek oznaczało to wybawienie, bo dzięki Doonie każde szybkie zakupy czy wyjście do lekarza stawało się prostsze. Nie trzeba było nosić fotelika w ręku, montować go na stelażu i kupować adapterów do wózka, wystarczyło wyjąć ukryte w foteliku kółka i rączkę i voila!

Niestety Doona w Europie bardzo kiepsko wypadła w testach ADAC. W 2015 roku otrzymała tylko 1 gwiazdkę z uwagi na substancje szkodliwe (pewnie jakaś chemia w tapicerce czy coś), pół roku później do testów trafiła poprawiona Doona, już bez substancji szkodliwych, która uzyskała dokładnie takie same noty za bezpieczeństwo i tym samym zakończyła udział w testach z czterema gwiazdkami.

Od tego roku Doona+ jest dostępna w Polsce, dzięki czemu również my możemy rozważać jej zakup. Nie jest to może orzeł wśród fotelików (noty za bezpieczeństwo nie są najwyższych lotów), ale z całą pewnością będzie to często rozważany zakup. W końcu żaden inny fotelik nie ma własnego stelaża z kółkami! Co prawda rodzi to niebezpieczeństwo, że rodzice będą godzinami wozić dziecko w foteliku bez przekładania go do wózka, ale cóż można zrobić, trzeba wierzyć w zdrowy rozsądek!

Doona+ kosztuje 1599 zł (baza isofix 690 zł) i można kupić ją TUTAJ.

2. Fotelik Takata Midi I-Size Plus (40-105 cm)

A to ciekawostka — najdroższy RWF (jeśli nie fotelik w ogóle), który zachwyca nie tylko wyglądem, ale i funkcjonalnością. Świetna tapicerka, którą można bardzo łatwo ściągnąć, magnesy, dzięki którym pasy nigdy nie przeszkadzają we włożeniu dziecka do fotelika, a wpięcie ich do klamry zajmuje sekundę i opatentowana technologia Air Pad, czyli pianki absorbujące energie umieszczone w zagłówku. Fotelik montowany jest na bazie przodem i tyłem do kierunku jazdy, więc możemy wozić w nim dziecko tyłem aż do 4 roku życia. Naprawdę warto go obejrzeć, podobno pomimo ceny (ok. 2500 zł) ciężko mu się oprzeć :)

Poprzedni model Takata Midi był testowany przez ADAC w 2013 roku i otrzymał 4 gwiazdki. Takata Midi I-Size Plus będzie wkrótce dostępny w Polsce.

3. Leniwiec marki Whisbear

Szumiące misie szturmem weszły do naszych domów ponad dwa lata temu. Jestem ich wielką fanką, bo były dla mnie wybawieniem — mogłam przenieść usypianie Heli z kuchni (szumiący okap) do sypialni, wózka, czy samochodu. Whisbear był niezastąpiony przez pierwsze pół roku, a potem stał się przytulanką. Pół roku temu, na targach w Kolonii zobaczyłam Leniwca, czyli nowy projekt marki Whisbear. Leniwiec zauroczył mnie totalnie — jest piękny i przecudownie zwisa z dziecięcego łóżeczka, ale tak naprawdę cała jego tajemnica tkwi w środku.

Mechanizm szumiący jest znacznie bardziej rozbudowany — nie tylko szumi i usypia dziecko, ale działa też jak elektroniczna niania, która kontaktuje się z nami poprzez aplikację w telefonie i informuje nas o tym, że dziecko się obudziło. No po prostu funkcjonalne cudo! Aż żal, że nie będę miała komu nim szumieć ;) Leniwiec trafi do sprzedaży dopiero jesienią 2017 roku :(

4. Lalki Lottie

Bardzo lubię wszelkie alternatywy do lalek Barbie, szczególnie jeśli nie promują one nierealnych wzorców związanych z wyglądem i nie umacniają stereotypów dotyczących płci. Lalki Lottie to przykład idealny — są to niewielkie lalki (wysokość ok. 20 cm), o proporcjach dziewięcioletniej dziewczynki. Lottie nie mają makijażu, butów na obcasach, ale za to mają przeróżne pasje — niektóre są miłośniczkami motyli, inne obserwują gwiazdy, a jeszcze inne są baletnicami, dżokejkami czy archeolożkami. Każda z lalek ma strój odpowiedni do swoich zainteresowań oraz dodatkowe akcesoria.

Lalki Lottie nie są drogie, bo kosztują mniej niż 100 zł. Można je kupić między innymi TUTAJ.

5. Torba Mommy Bag Childhome

Wiecie, po czym poznaję, że coś będzie modne? Po tym, że jak widzę to po raz pierwszy, to myślę „strasznie dziwne, ale muszę to mieć”. Dokładnie to pomyślałam, kiedy pół roku temu zobaczyłam, jaką torbę dla mam będziemy mogły kupić w 2017 roku. Zdecydowanie zbyt duża, z ostentacyjnym napisem, ale z uroczym mechanizmem otwierającym à la neseser lekarski. Na targach w Kolonii podchodziłam do niej ostrożnie, w Kielcach widziałam, że wszystkim młodym mamom na jej widok świecą się oczy. Niechybnie będzie więc hit!

Niby nie ma zaczepów do wózka, więc nie jest taką typową torbą na pieluchy, ale obstawiam, że wszystkie szczęśliwe posiadaczki będą nosiły ją non stop pomimo wielkiego rozmiaru :)

Mommy Bag kosztuje 359 zł i można ją kupić TUTAJ.

6. Pieluszki wielorazowe Mommy Mouse

Od tygodnia jestem pod ogromnym wrażeniem marki Mommy Mouse! To w 100% polskie produkty, które są projektowane i szyte w Zatorze (między Oświęcimiem a Wadowicami). Twórczynią tego zamieszania jest Zuzanna — mama, która sama pieluchowała wielorazowo i tak bardzo się w to wciągnęła, że postanowiła stworzyć własne pieluchy, które moim zdaniem spokojnie mogą konkurować z najlepszymi wielorazówkami na świecie. Są świetnie przemyślane, a przede wszystkim powstają w oparciu o zdanie mam pieluchujących wielorazowo.

Kiedy podczas targów rozmawiałam z Zuzanną, to co jakiś czas mówiłam jej, co przeszkadzało mi w pieluchach, których używaliśmy i ona na każdą taką uwagę pokazywała mi, jak ten problem rozwiązują w pieluchach Mommy Mouse. Naprawdę chylę czoła, bo wiem, że inni producenci takie uwagi najczęściej zbywają zdaniem „Tak musi być”. No właśnie często nie musi, tylko trzeba pomyśleć co z tym zrobić. Do domu wróciłam z pieluchą dla Heli — skorzystam z faktu, że nie garnie się do odpieluchowania i sprawdzę, jak Mommy Mouse wypadają w porównaniu z moimi ulubionymi (do tej pory) pieluchami Close. Będę dawać znać!

Pieluchy Mommy Mouse możecie kupić TUTAJ.

7. Naczynia ekoala

To moja nowa miłość w kwestii zastawy stołowej dla maluszków. Przepiękny design, żywe kolory, włoski projekt i włoska produkcja, a do tego ekologiczne podejście. Produkty marki ekoala w całości wykonane z bioplastiku, który powstaje z roślin takich jak kukurydza, buraki czy proso, dzięki czemu jest całkowicie biodegradowalny, a przy tym trwały. Naczynia ekoala mogą być używane w mikrofalówce, ale nie zaleca się ich mycia w zmywarce (mają wtedy krótszą żywotność). Ale gwarantuje wam, że jak się w nich zakochacie, to z przyjemnością będziecie je myli osobiście!

Naczynia ekoala można kupić TUTAJ.

8. Kosmetyki Bubble&Co

To kolejna miłość, tym razem kosmetyczna. Cała gama kosmetyków organicznych dla całej rodziny — wyprodukowane we Włoszech i tak zapakowane, że od razu w łazience robi się pięknie. Przecudne przezroczyste butelki i białe tubki z nadrukami w stylu retro sprawiają, że ciężko jest im się oprzeć, a jeśli do tego dodamy przeurocze kartoniki w kształcie domków, w których te kosmetyki są sprzedawane, to już w ogóle miłość. Idealne na prezent i do upiększenia własnej łazienki.

Bubble&Co wkrótce będzie dostępne w sklepach.

9. Mebelki Somebunny

Somebunny to Polska firma z Ostrowa Wielkopolskiego, która projektuje i tworzy przecudne miniaturowe fotele, sofy i stoliki do pokojów dziecięcych lub salonów dziecięcych, jeśli macie miejsce na dodatkowy salon ;) Te mebelki są tak urocze, że w pierwszej chwili zaczęłam w myślach gorączkowo szukać wolnej przestrzeni w naszym domu, a dopiero potem przypomniałam sobie, że miejsce na takie meble zrobi się dopiero wtedy, kiedy pierwsze dziecko uda mi się wysłać do jakiegoś internatu :D Także u mnie na meble Somebunny się na razie nie zanosi, ale wam polecam.

Cała gama tych przeuroczych mebelków znajduje się TUTAJ.

10. Płaszczyki dziecięce LennyLamb

Każda chustomaniaczka wielbi chusty tak bardzo, że trudno jej się z nimi rozstać. Dzieci dawno już powyrastały, a miłość do chust nadal niezaspokojona. Tymczasem okazuje się, że jeden z większych producentów chust w Polsce postanowił materiał chustowy wykorzystać również do uszycia płaszczyków dla większych dzieci. Płaszcze są przepiękne i na całym stoisku LennyLamb to właśnie od płaszczy nie byłam w stanie oderwać oczu. Są świetnie uszyte, bardzo kolorowe i cudnie komponują się z chustą, w której mama nosi najmłodsze dziecię. Normalnie cud-miód i konieczny zakup dla każdej chustomaniaczki z wyrośniętymi dziećmi!

Płaszczyki dziecięce LennyLamb można kupić TUTAJ.