Owocowe tubki i przypadki matki

Wiadomo, że wszystkie jesteśmy idealnymi matkami. Mamy zawsze mnóstwo czasu dla naszych dzieci, nigdy nie brakuje nam cierpliwości i nie zdarza nam się, żeby z nadmiaru obowiązków, w naszej głowie zakiełkowała myśl o rzuceniu tego wszystkiego i samotnej ucieczce w Bieszczady. Co to, to nie! Innym, słabym kobietom, może się to zdarzyć, ale nie nam — idealnym, wiecznie wypoczętym i uśmiechniętym mamom! Skoro potrafimy równocześnie pracować na etat, dojeżdżać do pracy dwie godziny, puszczać pralkę dwa razy dziennie i każdego dnia jeździć na eko bazar w poszukiwaniu najświeższego jarmużu, równocześnie odbierając dzieci z przedszkola przed 15.

Tak właśnie wygląda moje życie, gdy zamykam oczy i marzę o czymś tak nierzeczywistym, jak 48 godzin, podczas których usłyszę „mamo!” mniej niż 67 razy! Kiedyś próbowałam z tym walczyć, nawet miałam pomysł, żeby na stałe przeprowadzić się do reklamy płatków śniadaniowych, ale niestety podobno tak nie można. Pogodziłam się więc z byciem zwykłą matką. W związku z czym na wszelkie gadżety ułatwiające mi bycie dobrą matką w oczach własnych i dzieci napalam się tak, jak szczerbaty na suchary. Miłością niezmierzoną darzę owoce zamknięte w tubce! Są idealne dla takiej roztargnionej matki last minute, jaką jestem przez znaczną część mojego macierzyństwa ;)

gerber-tubki-5

Przygotowanie tego wpisu zajęło mi kilka tygodni, w trakcie których badałam, kiedy owocowe tubki sprawdzą się najlepiej. Moje dzieci twierdzą, że był to najlepszy okres ich życia, bo nigdy wcześniej nie proponowałam im tak często deserków ;) Owocowe musy Gerbera wielokrotnie uratowały życie mi, moim dzieciom, mojej torebce, a nawet ocaliły zdrowie pani z biblioteki. Poniżej przedstawiam 5 zupełnie typowych dla mojej rodziny sytuacji z życia.

1. Przekąski dla dzieci wkładam do torby, na której przynajmniej raz któreś z dzieci usiądzie.

Od początku września chodzimy wszyscy na basen. Oprócz strojów, ręczników, rękawków, płetwy rekina, okularków i czepków (!) zabieramy też niekiedy coś do jedzenia. Albowiem jakiś czas temu okazało się, że starosłowiańskie powiedzenia „woda wyciąga!”, które od lat słyszeliśmy z ust naszych matek, to prawda. Najpierw myśleliśmy o przelaniu ogórkowej do słoika, ale jednak słabo się pije tę ogórkową w trakcie suszenia włosów. Rozważaliśmy również zakup jakiejś czekolady, ale nie po to zabieramy dzieci na basen, żeby myć je drugi raz w domu. Kiedyś wzięłam banany, ale Franek najpierw je przygniótł mokrym ręcznikiem, a jak już dobrze nasiąkły wodą, to na nich usiadł. Owoce zamknięte w tubkach wypadły za to bardzo korzystnie — są małe, więc po powrocie do domu wejdzie też ogórkowa, są nieprzemakalne, więc można spokojnie owinąć je mokrym czepkiem i wychodzą bez szwanku, nawet jeśli komuś zdarzy się na nich usiąść!

gerber-tubki-4

2. Na co najmniej kilka dni zapominam o tym, że przekąskę dla dziecka mam w swojej torebce, między portfelem a książką z biblioteki.

To nieprawda, że tylko dzieci zapominają wyciągnąć resztki drugiego śniadania ze swojego plecaka. Mnie też to się zdarza, zwłaszcza jeśli nie są to słodycze (po nich nigdy nie zostają mi żadne resztki!). Dzięki temu, że czasem zapominam, to wiem o tym, że taki bardzo, bardzo dojrzały banan to jest już cały czarny i że, jak wkładam do torebki rękę i trafiam w coś miękkiego i mokrego, to z całą pewnością jest to jabłko, które tydzień temu zabraliśmy na plac zabaw. No cóż, nikt nie jest doskonały, ale moja torba, portfel oraz pani z biblioteki lubią musy w tubkach, co najmniej tak bardzo, jak lubią je moje dzieci.

3. W trakcie podróży samolotem/pociągiem/autobusem latorośl domaga się przekąski.

Wszyscy uwielbiamy podróżowanie z dziećmi, szczególnie kiedy jest to masowy środek transportu. Wtedy nasze dziecko ma szansę usiąść między obcymi ludźmi i się z nimi zsocjalizować. Ci obcy ludzie też zazwyczaj to uwielbiają, chociaż niektórzy starają się tego nie okazywać i grają takich trochę zimnych drani. Ale przyznajcie się, któż może się oprzeć słodkiemu szczebiotowi małych usteczek i uroczo klejących się od jedzenia łapek? Ci nasi milusińscy, to przecież czysta słodycz! A jak uroczo jedzą! Te umorusane buźki, upaćkane rączki tak uroczo wycierane podczas zabawy o fotel. I pomyśleć, że takie owocowe tubki mogłyby nas pozbawić tych wszystkich uroków podróżowania z dzieckiem, że nie byłoby tych brudnych rączek lepiących się do pani sąsiadki, którą złośliwy los usadził na fotelu obok naszego ancymonka. Szaleństwo!

4. Dziecko uzewnętrznia oznaki głodu, wzbudzające wśród otoczenia niezdrowe zainteresowanie matką.

„Jestem głodna!”, „Chcę jeść!”, „Nie mam już siły!” słyszane w najmniej oczywistych momentach, kiedy Ciebie i dzieci od stołu z obiadem dzielą 2 godziny. Zazwyczaj ignoruję to do czasu, aż dzieci zaczynają wyć tak głośno, że otoczenie przestaje mnie ignorować i zaczyna wykazywać niezdrowe zainteresowanie mną jako matką. Zazwyczaj nie mam przy sobie garnka z rybnymi kotlecikami, więc wyciągam wtedy magiczne tubeczki spomiędzy czystego portfela a niezalanej książki z biblioteki i wręczam im z dumą tę przekąskę i z radością obserwuje, jak otaczającemu mnie tłumowi smutnieje mina. Nic z tego, tym razem widowiska nie będzie!

gerber-tubki-2

5. Dzieci domagają się czegoś słodkiego, w postaci przypominającej bardziej batonika niż sałatkę owocową.

Nie wiem, czy częściej od słowa „Mamo!” nie słyszę: „Chcę coś słodkiego!”. W sumie rozumiem moje dzieci, w końcu w naszym domu prawie nie ma słodyczy, więc cierpię tak samo, jak one. No, ale staram się nadążać za modą i najnowszymi zaleceniami, a przede wszystkim za moim lenistwem. U nas w domu za zaopatrzenie żywieniowe odpowiada Michał, a on słodyczy nie lubi, więc ich nie kupuje. Trochę mi smutno, bo sama w dzieciństwie zżerałam z dziką przyjemnością kilka batoników tygodniowo, no ale co poradzę, że moje dzieci urodziły się w takich czasach i z takiego ojca :)

Kiedy moje dzieci żądają cukru, to najpierw upewniam się, czy na pewno powiedziały„coś słodkiego” a nie „chcę jarmużu”. Wiecie, różnie bywa i każdy może się przejęzyczyć. Zazwyczaj okazuje się, że jednak nie chodzi o jarmuż. Potem oczywistym staje się, że proponowane przeze mnie słodkie jabłko lub banan też nie są zaliczane do kategorii „coś słodkiego”. Jednakże jeśli już to jabłko i banan trafi do kolorowej tubki z napisem „jabłko banan”, to nagle dzieją się czary i oto owoce stają się dobrem wysoce pożądanym przez małoletnich. Świętuje ten mój mały sukces!


No i jak? Nieprawdaż, że praktyczny wynalazek? Oczywiście owocowe tubki nie zastąpią dzieciom owoców, przynajmniej do czasu, aż nie zostaną kosmonautami i nie wybiorą się z kosmiczną misją tam, gdzie ludzie jedzą tylko z tubki :) Ale są świetnym rozwiązaniem, kiedy szukamy wygodnej, szybkiej i zdrowej przekąski (w tubkach znajdują się jedynie owoce oraz witamina C). Ja jestem najbardziej zadowolona z tego, że moje dzieci owocowe tubki traktują tak, jakby były to najsmaczniejsze na świecie desery, a różnorodność smakowo-kolorystyczna dodatkowo zwiększa ich atrakcyjność – Gerber ma w swojej ofercie 6 smaków, każdy z nich oparty jest na jabłku oraz jednym lub dwóch dodatkowych owocach i dla lepszego rozróżnienia sprzedawany jest w tubce innego koloru.

gerber-tubki

Jeśli chcecie podać tubkę niemowlakowi (musy są przeznaczone dla dzieci powyżej 6 miesiąca życia), to pamiętajcie, że zalecenie jest takie, żaby karmić go łyżeczką, a nie bezpośrednio z tubki. Maluchy nie potrafią samodzielnie jeść z tubki, a dorośli nie powinni im rzecz jasna wyciskać zawartości tubki do buzi, gdyż jest to nieprzyjemne (dla dzieci) i niebezpieczne. Cena jednej tubki to ok. 3 zł za 90 g musu.

A i pamiętajcie, że musy w tubce świetnie sprawdzają się również wtedy, kiedy zależy wam na zrobieniu rodzinnej sesji zdjęciowej. Nic tak nie motywuje dzieci do zachowania odpowiedniej miny i nie uciekania przed obiektywem, jak owocowa tubka :D

 

Zdjęcia Agnieszka Wanat.

Wpis powstał przy współpracy z marką Gerber.