Pierwszy prawdziwy rowerek – jak wybierać i jak nauczyć dziecko na nim jeździć

Nauczenie dziecka jeżdżenia na rowerze to ukoronowanie naszych rodzicielskich wysiłków! Ten, kto to ma już za sobą, staje się rodzicem spełnionym. Po tym, jak bardzo przeżywamy fakt, że ta sztuka nam się udała, można by wnioskować, że w zasadzie dzieci rodzą się głównie po to, żebyśmy my mogli nauczyć ich ogarniać dwa koła i pedały. Jazda na rowerze to kolejny kamień milowy, którym będziemy się przechwalać na placu zabaw, w parku i na imprezie ze znajomymi. No i wiadomo, że im wcześniej nam się to uda, tym większy respekt na osiedlu!

Nie oszukujmy się, nie jest to prosta rzecz, ale im później się za to zabierzemy, tym trudniej. Jeśli w ogóle o to nie zadbamy, to być może nasze dorosłe dziecko też nie będzie umiało na rowerze jeździć. Sama jako dziecko pomagałam dwunastoletniej koleżance ogarnąć rower i naprawdę nie było to łatwe zadanie. Dlatego moim zdaniem trzeba się za te rowerowe nauki zabrać na poważnie i nauczyć dziecko jeździć wtedy, kiedy jest mu najłatwiej.

Niektóre dzieci potrafią jeździć na zwykłym rowerku z pedałami, zanim skończą 4 lata, inne dopiero po 6 roku życia, ale jestem przekonana, że każdy może się tego nauczyć, zanim pójdzie do szkoły. Jak najłatwiej nauczyć dziecko jeździć na rowerze? Najlepiej zacząć od rowerka biegowego — na nim nauczy się utrzymywać równowagę i balansować ciałem. Myślę, że większość 4-latków nie ma problemu z szybką jazdą na biegówce bez wywrotek, a to oznacza, że opanowali najtrudniejszy element jazdy na rowerze. Do pełni szczęścia brakuje tylko umiejętności kręcenia pedałami, ale to jest już pikuś w porównaniu z utrzymywaniem równowagi.

Jeśli nasze dziecko dobrze sobie radzi na rowerku biegowym i wykazuje zainteresowanie rowerkiem z pedałami, to możemy zacząć się rozglądać za pierwszym prawdziwym rowerem dla dziecka. Jak go wybrać? Najlepiej tak, żeby nie popełnić wszystkich moich błędów :)

Jak wybrać rowerek dla dziecka?

Wielkość rowerka

Umiejętne dobranie wielkości rowerka to naprawdę niełatwa sztuka. Najczęściej wielkość dziecięcych rowerów określa się poprzez wielkość koła. Mamy więc małe rowerki z kołami 12″, mamy większe 16″ i jeśli dobrze poszukamy, to okaże się, że są też takie 14″. Jednak sama wielkość koła może nie wystarczyć, bo tak naprawdę kluczowa jest wysokość, na której znajduje się siodełko, a z tym różnie może być. Dlatego warto zabrać dziecko do sklepu i wybrać ten rower razem z nim.

Kiedy kupowałam pierwszy rower dla Franka (miał wtedy 3,5 roku, świetnie jeździł na biegówce i chciał mieć prawdziwy rower) to najpierw padło na rower o kołach 16″. Co prawda Franek ledwo sięgał palcami do ziemi, ale pan sprzedawca zapewniał mnie, że tak może być, bo przecież dorośnie. No cóż, dorósł do niego rok później, a ja w międzyczasie kupiłam drugi rowerek o kołach 12″, który był dla Franka za mały, ale przynajmniej mógł sobie sam na niego wsiadać.

Franek (5.5) na swoim pierwszym 16″ rowerku. Dorósł do niego w wieku 4.5 lat, a dostał go rok wcześniej.

W zeszłym roku Lila (wtedy lat 4 i pół) zaczęła swoją przygodę z rowerkiem i pierwszą samodzielną jazdę zaliczyła na rowerku 12″, ale już wtedy okazało się, że ten rower jest po prostu za mały i takie jeżdżenie jest dla niej męczące. Szukałam w sklepach rowerów 14″ i udało mi się znaleźć jeden taki rower marki WOOM za jedyne 1300 zł. Tanioszka, prawda? W końcu odkryłam, że w Decathlonie też mają rowerki 14″ i to kilka modeli (TUTAJ macie wszystkie decathlonowskie 14″ rowerki)! Popędziłam więc tam czym prędzej i za 399 zł nabyłam idealny rowerek dla Lili. Co prawda spodziewałam się, że to może być zakup na jeden sezon, ale po pierwsze rower nie był drogi, po drugie w kolejce do niego i tak stoi Hela, a po trzecie nie chciałam Lili zniechęcać, zmuszając do jeżdżenia na zbyt małym rowerze.

Lila (4.5) śmigająca na swoim 14″ rowerku

Dlatego naprawdę bardzo ważne jest to, żeby rower miał odpowiednią wysokość — dziecko siedząc na siodełku, musi pewnie podpierać się palcami (lub całą przednią częścią stopy). Musi być w tym podparciu stabilne, ale nie powinno podpierać się całą stopą, bo jeśli tak jest, to znak, że rowerek jest za mały i szybko będzie trzeba kupić większy (chyba że dziecko lubi pedałować z nogami pod brodą ;)).

Sama złapałam się na tym, że byłam skłonna kupić rower, na którym Lila siedziała, podpierając się całymi stopami, ale na szczęście sprzedawca w sklepie wytłumaczył mi, że powinna mieć rower nieco większy. I mimo że początkowo taki większy rower sprawiał jej większą trudność, to po 10 minutach śmigała na nim bez problemów :)

Wybrane rowerki z 14″ kołami:

Waga rowerka

Bardzo ważną cechą pierwszego rowerka dla dziecka jest jego waga. Dzieciaki jeżdżące samodzielnie muszą mieć siłę, żeby taki rowerek podnieść, poprowadzić i utrzymać. Jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do biegówek, których waga nie przekracza 5 kg, a najczęściej wynosi około 3-4 kg, to musimy się przygotować na dużą zmianę :) Są oczywiście super lekkie rowery, które ważą 6-7 kg, ale za nie zazwyczaj trzeba słono zapłacić. Rowerki w średniej cenie ważą około 8-10 kg i dla dziecka mogą być sporym wyzwaniem zwłaszcza w początkowym etapie nauki.

Jeśli możemy, to wybierzmy taki rower, który jest najlżejszy i upewnijmy się, że dziecko jest w stanie samodzielnie podnieść go z ziemi. Jeśli chcemy kupić rowerek dla 3-4 letniego malucha i każdy rowerek jest dla niego zbyt ciężki, to być może warto odłożyć ten zakup na kolejny sezon i kontynuować jazdę na biegówce, póki dziecko nie nabierze krzepy :)

Wysokość ramy

Bardzo duże znaczenie ma wysokość ramy roweru. W takim dziecięcym rowerze rama powinna być obniżona, żeby dziecko nie miało problemu z przełożeniem przez nią nogi. Oczywiście dzieci mają różne umiejętności akrobatyczne i różnie może to wyglądać, ale jeśli zabierzemy dziecko do sklepu, to sprawdźmy, czy potrafi ono przełożyć nogę nad ramą, czy musimy go na ten rower wsadzać.

Hamulec

Oglądając rowery dziecięce, znajdziemy takie, które są wyposażone w torpedo (mają hamulec w pedałach) lub mają wolnobieg (można kręcić pedałami do tyłu) i hamulce na kierownicy. Rowery z torpedo mają najczęściej również hamulec na kierownicy, który spowalnia przednie koło.

Zaletą torpedo jest to, że jest dla małego dziecka intuicyjne — jak kręcę nogami do przodu, to jadę, jak kręcę do tyłu, to hamuję. Jest to również konstrukcja bezobsługowa — nie trzeba tego regulować czy serwisować. Minusem jest to, że podczas hamowania trzeba mieć nogi na pedałach, co jest trudne, jeśli nasze dziecko jest rajdowcem, zjeżdżającym z górek, po największych wertepach. W takiej sytuacji przydaje się asekuracja nożna :)

Hamulce na kierownicy z jednej strony wymagają konserwacji — bo trzeba doglądać stanu linek i klocków hamulcowych, i od czasu do czasu je regulować. Z drugiej strony rower z takimi hamulcami pozwala na znacznie łatwiejsze ustawienie pedałów podczas nauki ruszania z miejsca i pozwala na asekurację nogami przy zjazdach z górki. Jednak korzystanie z manetek na kierownicy wymaga treningu, a równoczesne uczenie się pedałowania i hamowania manetkami może być po prostu trudne. Dlatego w takim wypadku najlepiej mieć wcześniej biegówkę z hamulcem na kierownicy — wtedy dziecko ucząc się jazdy na rowerku z wolnobiegiem, będzie miało opanowane używanie hamulca.

U nas Franek miał pierwszy rower z torpedo, a Lila uczyła się jeździć na wolnobiegu z manetkami przy kierownicy. Jaki był efekt? Franek bardziej się męczył przy ustawianiu pedałów do ruszania, Lila męczyła się podczas hamowania — nie ogarniała manetek, więc ratowała się nogami :) Koniec, końców każdy z nich opanował wszystko do perfekcji :)

Kolor

Wiadomo, że kolor jest kluczowy, bo dziecko nie będzie chciało jeździć na rowerze, który mu się nie podoba. Ale z punktu widzenia matki wielodzietnej kolor jest ważny również z innego powodu. Jeśli mamy lub planujemy mieć więcej niż jedno dziecko, a do tego być może będzie to dziecko innej płci niż pierwsze, to możemy mieć problem podczas dziedziczenia roweru po starszym rodzeństwie :) I o ile kupowanie roweru dla chłopca nie będzie wielkim wyzwaniem, bo nawet z czarnego rowerka jesteśmy w stanie wyczarować coś dla dziewczynki, to różowy lub fioletowy rower może być dla nas później problemem, bo okaże się, że młodszy brat na różowym rowerze jeździć nie chce, a to oznacza, że rower musimy sprzedać, lub w całości przemalować, co jest czasochłonne.

Ja ostatnio zmieniłam chłopięcy rower Franka w bardzo dziewczęcy rower dla Lili. Było to proste i tanie, głównie dlatego, że rower był czerwony. Lila jest w swoim „nowym” rowerku zakochana, a ja wydałam na niego niecałe 50 zł :)

Stary rower Franka przygotowany dla Lili :)

Akcesoria rowerowe

Oprócz tego rower może mieć milion gadżetów, które go uatrakcyjnią — w przypadku moich dzieci najważniejsza jest nóżka oraz dzwonek :) Ja uczulam na to, żeby sprawdzić, czy rower ma lampki rowerowe (jeśli nie ma, to warto dokupić). Przy pięknej pogodzie potrafimy siedzieć z dzieciakami na dworze, aż się ściemni i warto, żeby były widoczne podczas powrotu do domu.

Jak nauczyć dziecko jeździć na rowerze?

Każdy rodzic, który ma już ten sukces wpisany do swojego pamiętnika, ma swój niezawodny sposób. Jasna sprawa, ja też mam mój :) Nie jest on jedynym skutecznym, ale u mnie się sprawdził.

1. Zaczynam od rowerka biegowego

Rowerek biegowy to prawdziwe ułatwienie. Dzięki temu ominęliśmy etap jeżdżenia z bocznymi kółkami i długo trwającej nauki utrzymywania równowagi na rowerze, która od rodziców wymaga przebiegnięcia maratonu za rowerkiem dziecięcym ;) Przerabiałam to dwa razy i u mnie sprawne jeżdżenie na biegówce skutkowało 15-minutową nauką jazdy na prawdziwym rowerze. Po godzinie ćwiczeń każde z dzieci świetnie ogarniało rower (Franek uczył się na za dużym, więc nie ogarniał wsiadania na rower, ale cała reszta szła dobrze).

2. Upewniam się, że dziecko chce jeździć na prawdziwym rowerku

Niby banał, a jednak czasem się zdarza, że to rodzice chcą, żeby dziecko na takim rowerze jeździło. Dziecko za to nie jest zainteresowane. Uczenie kogoś, kto nie chce się nauczyć, jest kompletną stratą czasu dla każdej zaangażowanej w to osoby. Być może dziecko się boi, może rower jest za ciężki i za duży, może do tej pory nie jeździło na czymkolwiek? Przyczyn może być dużo, ale należy je znaleźć i wyeliminować :)

Franek chciał jeździć na rowerze, jak miał 3.5 roku. Lila nauczyła się, jak była rok starsza. Za każdym razem uczyłam jazdy na rowerze wtedy, kiedy chciało tego dziecko.

3. Przygotowuję odpowiedni sprzęt

Chodzi oczywiście o rowerek odpowiedniej wielkości. Możemy też zastanawiać się nad kupnem bocznych kółek lub drążka do nauki jazdy. Ja z kółek nie korzystałam, więc nie mam pojęcia, jak uczy się na nich jazdy na rowerze, ale drążek mieliśmy.

Drążek okazał się najlepszym sposobem na zwiększenie wiary we własne możliwości. Każde z moich dzieci przed pierwszym podejściem do roweru upewniało się, że będę je trzymać. Zamontowałam więc drążek i zapewniłam, że trzymać będę. Przytrzymywałam drążek, kiedy dziecko wsiadało na rower, a jak zaczęło pedałować, to puszczałam. Znów przytrzymywałam, kiedy dziecko traciło równowagę. O tym, że drążka nie trzymam, informowałam wtedy, kiedy szło mu najlepiej. Rezultat był taki, że drążek ściągałam po 15 minutach, bo dzieci wiedziały, że potrafią jeździć bez mojej pomocy.

4. Wykrzykuję hasła pomocnicze

Być może są dzieci, którym wystarczy raz objaśnić zasady jeżdżenia na rowerze, ale u nas konieczne było stałe przypominanie o rzeczach najważniejszych. Dzieci zafascynowane były tym, jak działają pedały i miały tendencję do patrzenia się tylko na nie, a wtedy strasznie słabo szło im kierowanie. Dlatego na początku cały czas przypominałam, że mają się patrzeć przed siebie i kierować kierownicą. Jak już zaskoczyło, to przestałam krzyczeć.

Na koniec warto nauczyć dziecko hamować, dlatego ja bawiłam się z nimi w hamowanie na zawołanie. Dzieciaki jeździły, a ja od czasu do czasu krzyczałam „hamuj!” i musiały wtedy zahamować. Dzięki temu miałam pewność, że dziecko nie tylko wie, jak to zrobić, ale reaguje na to polecenie, co przydało się wtedy, kiedy zaczęliśmy jeździć po chodnikach i ścieżkach rowerowych.

Ile czasu potrzebowaliśmy na naukę jazdy na rowerze?

Tak naprawdę wprawny rowerzysta biegowy nie powinien potrzebować więcej niż godziny (chociaż najczęściej to trwa 15-20 minut). U nas po godzinie jazda była już bardzo płynna, a pomoc była potrzebna tylko przy ruszaniu (lekkie przytrzymanie siodełka). Wszystko zależy od dziecka, bo wiadomo, że są takie bardziej i mniej sprawne fizycznie, takie, którym trudno jest uwierzyć we własne możliwości i takie, które wierzą, że wszystko potrafią.

Ze strony rodzica najważniejszy jest czas, zaangażowanie (nie uczcie dzieci jeździć, siedząc na telefonie) i motywowanie dziecka. Ja im cały czas mówiłam, że robią świetne postępy, że idzie im coraz lepiej, że im dłużej ćwiczą, tym lepiej jeżdżą. A jak po raz 4018 zamiast przed siebie, patrzyły się na pedały, to się nie wkurzałam, tylko po raz 4018 mówiłam „Musisz patrzeć przed siebie, bo jak patrzysz na pedały, to się przewracasz”. Widziałam dzieci, które po takiej nauce wracały do domu z płaczem, bo (najczęściej) tata nie wykazał się cierpliwością. To jest niesamowicie przykry widok. Takie dziecko nie robi nam przecież na złość, stara się jak może, tylko nie zawsze mu wychodzi. Dlatego na taką naukę trzeba wybrać dobry moment — kiedy nie jesteśmy zmęczeni i z głową zupełnie gdzie indziej.

Jeśli planujecie w tym roku przesadzić dziecko z biegówki na zwykły rowerek, to pamiętajcie – najważniejszy jest rower odpowiedniej wielkości i wasze zaangażowanie. Jak te dwie rzeczy uda wam się zgrać w czasie, to następnego dnia będziecie mieć w domu prawdziwego rowerzystę :)


Część zawartych w tym wpisie linków, to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu drobną prowizję. W żaden sposób nie wpływa to na cenę, którą Ty zapłacisz, ale dla mnie będzie sygnałem, że cenisz moją rekomendację :)

WIĘCEJ TEKSTÓW DOTYCZĄCYCH WIOSENNO-ROWEROWYCH TEMATÓW ZNAJDZIESZ W MOIM PORADNIKU WIOSENNYM!