Podróżujący niemowlak i jedzenie

Kiedy pisałam wpis o tym, jak pakuję dzieci na wakacje, to chciałam w jednym akapicie napisać, jak zorganizować żywienie małego dziecka w podróży. I kiedy skończyłam pisać, okazało się, że nie jest to jeden akapit, tylko dwie strony i jakbym nie próbowała, to nie dało się tego skrócić. Dlatego powstała zupełnie osobna notka, w której bardziej szczegółowo opiszę moje żywieniowe doświadczenia i strategie, które stosuje po kilku latach wakacyjnych praktyk. 

Najlepiej jest na wakacje jechać z niemowlakiem, które jest tylko na piersi. Wtedy jedzenie nie zajmuje miejsca w bagażu, nie trzeba go przygotowywać, podgrzewać ani odmierzać. Jeśli jest matka, to jest mleko. Zawsze w odpowiedniej ilości, temperaturze i na miejscu. Luksus!

Super się też jeździ ze starszymi dziećmi, które jedzą już wszystko, bo będą się żywić dokładnie tak samo, jak my i nie będą wymagać w tej kwestii specjalnego traktowania. Super!

Ale w życiu każdego dziecka jest ten moment między „żywię się tylko mlekiem mamy” a „jestem duży, jem już wszystko” i wymaga on nieco większych przygotowań przed podróżą. Nie ma się co bać, nie trzeba rezygnować z wyjazdów i odkładać ich na czas, kiedy dziecko będzie duże i samodzielne. Da się.

Mleko modyfikowane

Karmienie dziecka mlekiem modyfikowanym bywa upierdliwe szczególnie w podróży. Głównie dlatego, że trzeba wcześniej pomyśleć o tym, w jakich warunkach dziecko będzie jeść. Czy będziemy mieć skąd wziąć ciepłą, przegotowaną wodę i gdzie będziemy myć butelki?

Ja po doświadczeniach z Frankiem nauczyłam się, że malutki czajnik elektryczny to super gadżet podróżny, bo do podania dziecku mleka wystarczy tylko źródło prądu i woda pitna. Jeśli do tego mam torbę termoizolacyjną albo termos, to mogę wyskakiwać na cały dzień zwiedzania bez szukania miejsca, w którym ktoś przygotuje mi wodę.

Na krótkie wyjazdy zagraniczne zabierałam ze sobą również odpowiedni zapas mleka modyfikowanego, bo nie chciałam ryzykować zmiany, która mogła się niekorzystnie odbić na zdrowiu Franka, ale gdybym wyjeżdżała na długie wakacje, to wtedy rozważyłabym zmianę mleka już na samym początku wakacji, żeby nie tachać ze sobą kilogramów puszek.

A co z obiadami?

Wiem, że są tacy, którzy na wyjazdach będą gotować swoim dzieciom obiady, pomimo że pierwotnie planowali odpocząć i tacy, którzy będą chodzić po restauracjach w poszukiwaniu odpowiednich składników do skomponowania obiadu dla niemowlaka, pomimo że codziennie będzie się to kończyło ryżem z warzywami. Ja uważam, że słoiczki wymyślono właśnie po to, żeby móc zapewnić sobie święty spokój i nie stresować się tym, czy dziecko zjadło odpowiednio zbilansowany posiłek. Oczywiście nie mam problemu z tym, żeby niemowlak podczas wspólnego posiłku zjadł trochę gotowanego ryżu, marchewkę czy kawałek ryby z mojego talerza, ale musi być to w dobrej restauracji, a danie powinno być przygotowane z myślą o dziecku. Jednak wyjeżdżając na wakacje, zawsze zabieram ze sobą zapas słoiczków ze zróżnicowaną zawartością, tak żeby Hela miała zapewnioną odpowiednią do swojego wieku dietę.

Podczas pierwszego wyjazdu z Frankiem wzięłam ze sobą słoiczki tylko na kilka pierwszych dni z myślą o tym, że bez problemu kupię słoiczki na miejscu w Hiszpanii i srogo się na tym zawiodłam. W tamtych czasach (czyli 5 lat temu) zawartość hiszpańskich słoiczków miała konsystencję wody, bez względu na wiek dziecka, co mój 10-miesięczny Franek przyjął z rozpaczą, a raczej nie przyjął wcale. Nie chciał tego jeść, bo był przyzwyczajony do tego, że obiad ma grudki czy ziarenka ryżu. Skończyło się więc na tym, że musiałam codziennie szukać mu w hotelowej stołówce czegoś do jedzenia, co nie jest frytką i panierowanym kurczakiem, przez 10 dni jadł więc ryż z warzywami i od czasu do czasu dostawał kawałek mięsa, jeśli akurat trafiło się coś odpowiedniego.

Od tamtej pory, jeśli jadę na zagraniczne wakacje z niemowlakiem, to robię wywiad na temat tego, jakie produkty mogę kupić dla dziecka na miejscu. I najczęściej biorę zapas, żeby nie biegać po sklepach. Plusem takiego podejścia jest też możliwość zaplanowania, co będzie jadło dziecko, co jest istotne przy rozszerzaniu diety. Ponieważ mamy za sobą z Helą już kilka dłuższych wyjazdów, to z chęcią podzielę się z wami naszym przykładowym menu z czasu, kiedy Hela miała 6 miesięcy i zaczynaliśmy rozszerzać dietę i z ostatniego wyjazdu w warmińską głuszę z 9-miesięczną Helą.

12-dniowe menu półrocznej Heli

gerber

Nasz pierwszy wspólny wyjazd zbiegł się z początkiem rozszerzania diety Heli, dlatego zabrałam ze sobą zapas słoiczków z linii “Moja pierwsza łyżeczka” – jednoskładnikową Dynię oraz Brokuły (o gramaturze 80 g) i Marchewkę z ziemniaczkami (o gramaturze 125 g). W sumie 6 słoiczków na 12 dni. W pokoju mieliśmy lodówkę, więc nie było problemu z przechowywaniem otwartych słoiczków i niektóre były zjadane przez 2-3 dni (można je po otwarciu przechowywać przez 48 godzin). Były takie dni, kiedy Hela odmawiała jedzenia pozamlecznego i takie, w których zjadała dwa razy tyle co zwykle, więc średnio wyszło pół słoiczka dziennie.

Słoiczki były podawane Heli raz dziennie, mniej więcej pół godziny po karmieniu piersią poza naszymi posiłkami, żeby miała pełną swobodę cieszenia się z nowych smaków, bo karmienie jej w trakcie naszych posiłków było niemożliwe — jedliśmy w 16 osób, z czego połowę stanowiły dzieci.

 9-dniowe menu 9-miesięcznej Heli

gerber-2

Przed ostatnim wspólnym wyjazdem na Warmię również zaopatrzyłam się w zestaw słoiczków. Dokładnie wiedziałam, gdzie jadę, więc znałam odległość od okolicznych sklepów, jakość jedzenia w pobliskiej stołówce i nasze plany na grillowanie, te wszystkie czynniki skutecznie zmotywowały mnie do zabrania słoiczkowego zapasu na cały wyjazd.

Na każdy dzień miałam przygotowany jeden duży słoiczek obiadowy (190 g). 6 słoiczków to były obiady mięsne a 3 słoiczki to obiady rybne (bo w każdym tygodniu 5 razy podaję mięso a 2 razy rybę). Starałam się tak je dobierać, żeby były to różne obiadki, z różnymi rodzajami mięsa i różnymi gatunkami ryb, część słoiczków to były zupki, oczywiście zabrałam te, które Hela lubi najbardziej :) Poza obiadkami Hela była karmiona piersią na żądanie i czasami dostawała coś z mojego talerza do zabawy, głodna nie chodziła i noce przesypiała :)

Jeśli ktoś chce w podróży gotować niemowlakowi, to moim zdaniem, bardzo dobrym rozwiązaniem jest wykorzystanie podczas przyrządzania posiłków dla niemowlaka jednoskładnikowych słoiczków mięsnych – wiadomo, to o sprawdzone mięso będzie w trakcie podróży najtrudniej, a dzięki słoiczkom zapewnimy dziecku odpowiednią ilość mięsa w diecie. Więcej na temat tych jednoskładnikowych słoiczków mięsnych pisałam w tekście o tym, jak Hela została mięsarianką.

Szczerze mówiąc, obecnie dużo bardziej stresuje się tym, co je Franek, bo zrobił się z niego niejadek i trzeba się czasem mocno napocić, żeby poza domem zjadł coś sensownego. Podróże z niemowlakiem są w dzisiejszych czasach banalnie proste pod kątem żywieniowym. Trzeba przed wyjazdem poświęcić pół godziny na zaplanowanie, co dziecko będzie jadło, a później spędzić pół godziny na zakupach i tyle! Można cieszyć się wakacjami :)
Wpis powstał przy współpracy z marką Gerber

 


Jeśli chcecie wiedzieć, co polecam zabrać na wakacje i jak się na nie pakować, to zapraszam do przeczytania pozostałych wpisów z PORADNIKA WAKACYJNEGO.

poradnikwakacyjnymamygadzety