Poradnik wiosenny – piesze wyprawy

Kiedy na dworze robi się cieplutko, to wychodzimy ze swoich norek, jak małe robaczki, które stęskniły się za widokiem słońca. Jest nas wtedy więcej — w parkach, na placach zabaw, w lasach, na plażach i w górach. Wiemy, że słońce i ciepło mamy tylko przez kilka miesięcy, więc musimy się nim nacieszyć, zanim znowu zapadniemy w zimowy sen, a miejski krajobraz przykryje się brudnym, rozjechanym przez samochody śniegiem. Uśmiecham się na samą myśl o wycieczce do lasu w ciepły dzień i choć teraz jeszcze pogoda lubi być kapryśna, to uciekam na długie spacery, gdy tylko pokazuje się trochę słońca, a wiatr robi się ciepły, a że jakoś tak się w życiu porobiło, że mam trójkę dzieci, to rzadko te ucieczki są samotne :)

Chciałam się z wami podzielić kilkoma radami na temat tego, jak się zorganizować podczas pieszych wycieczek z maluchami i pokazać wam, co może wam się w trakcie wypraw przydać — będzie więc o wózkach, chustach, nosidłach i kilku innych niezbędnych gadżetach.

PIESZE WYCIECZKI Z MALUCHEM (ok. 0-2 lata)

WÓZKI

dsc_1698-001

Wózki są chyba najpopularniejszym środkiem transportu maluchów. Nic w tym dziwnego — zazwyczaj łatwiej się pcha, niż nosi, chociaż jest bardzo dużo czynników, które mogą zniechęcać do wędrowania z wózkiem. Jeśli nasze dziecko lubi jeździć wózkiem, jest mu wygodnie i może przybrać w nim najlepszą dla siebie pozycję, to super, jeśli do tego wózek nadaję się do jazdy w wybranym przez nas terenie i nie jest koszmarnie ciężki, to prawdopodobnie będziemy zachwyceni wspólną wędrówką z wózkiem.

Ale może zdarzyć się tak, że wózek popsuje nam i dziecku wycieczkę. Mnie zdarzały się takie pomyłki — zabierałam wózek, na pozornie niezbyt trudną wycieczkę, po czym okazywało się, że w połowie trasy klęłam na wózek jak najęta. Na szczęście możecie uniknąć moich błędów:

  • Dokładnie przeanalizujmy trasę, żeby nie rozpaczać nad własną głupotą

Ja wiem, że jak się w Zakopanem zapytamy o to, czy na Giewont, Rysy i Kasprowy Wierch da się wjechać wózkiem, to zawsze usłyszymy „Tak!”, no bo na pewno się da, pytanie tylko czy MY chcemy to robić :) Niejednokrotnie widziałam, jak na popularnych górskich szlakach okazywało się, że wózek trzeba jednak przez jakąś część trasy nieść, przenosić, przepychać lub wpychać. Chodząc z dziećmi po górach, nauczyłam się jednego — na górskie trasy (nawet takie płaskie) zabrać można wózek terenowy (taki naprawdę terenowy, a nie parasolkę o nazwie „Terrain”), każdy inny prędzej czy później stanie się ciężarem. Oczywiście dacie radę, bo ostatecznie jeden rodzic może na rękach nieść dziecko, a drugi wózek, ale nie o takiej wycieczce myśleliśmy :)

  • Przypatrzmy się wózkowi przez kilka minut, zanim zabierzemy go ze sobą

Jeśli jeździmy wózkiem tylko po mieście, to nie mamy wyobrażenia, jak jeździ się nim po lesie, po plaży, czy w górach. Dlatego warto szczególnie długo badać jego koła i amortyzację — bo blokujące się na korzeniach małe (i nie daj Boże podwójne) koła będą doprowadzać nas do obłędu, a brak dobrej amortyzacji sprawi, że nasze niemowlę nauczy się mówić „ra-a-a-a-tu-u-u-u-n-k-u-u-u-u!”. Nie chcecie takiej wycieczki!

  • Nie traktujmy wózka jak wielbłąda, bo ostatecznie to my nim zostaniemy

Jupi! Mamy super terenowy, duży wózek, z dużymi pompowanymi kołami, z amortyzacją i do tego jego waga jest świetna — tylko 10 kg! A najlepszy jest ten OGROMNY kosz pod wózkiem. Ale super! Zmieszczą się tam nasze kurtki i prowiant, i jeszcze butelki z wodą wpakujemy, do tego wszystkiego dojdzie tam nasze kochane 10 kilo dziecka i wio! A w zasadzie prr… Państwo tego nie popchną! To znaczy na początku tak, będzie świetnie, tylko potem się okaże, że pchanie załadowanego wózka, to pchanie wózka (10 kg i więcej), dziecka (minimum 3 kg i w górę!) i całej reszty (tyle ile się zmieści w koszu). Jak do tego dojdzie wyboista droga, może jakieś wzniesienie i żar lejący się z nieba, to zdechniemy! Mamy świetny, terenowy, ale niezbyt lekki wózek i dziecko. Całą resztę lepiej wrzucić sobie do plecaka, wtedy już po pierwszych metrach okaże się, że połowa plecaka jest zbędna i lepiej od razu zostawić to w domu.

  • Zanim weźmiemy wózek, zastanówmy się 10 razy, czy na pewno będzie lepszy od chusty/nosidła

To jest bardzo dobre ćwiczenie. Wózki są naprawdę wygodne, ale często mają bardziej ograniczone możliwości niż nasze nogi — my wejdziemy prawie wszędzie, wózek nie. Wózek zajmuje ręce, a być może wolne ręce będą konieczne podczas tej wycieczki. Kilka dni spędzonych w Wenecji tylko z chustą i nosidłem dało się mojemu kręgosłupowi we znaki, ale i tak nie żałuje — wiem, że tam każdy, nawet najmniejszy i najlżejszy wózek były kosmicznie niewygodny i, że mój kręgosłup bardziej by się nacierpiał od ciągłego schylania się po wózek i wnoszenia go po schodach.

Miałam całkiem sporo wózków, którymi mogłabym wjechać na Rysy, ale te, które oceniam najlepiej w kategorii „terenowość” to Bumbleride Indie :)

CHUSTY

chustonosidła

Chusty tkane są zdecydowanie najbardziej uniwersalnym gadżetem do noszenia dzieci — można w nich bardzo bezpiecznie nosić noworodka, ale trzylatka też bez problemów poniesiemy, można je zamotać z przodu i z tyłu, może nosić je filigranowa mama i bardzo duży tata, zawsze będą pasować do naszych wymagań. Jest tylko jeden malutki problem — trzeba umieć je motać i to dobrze, bo tylko dobrze zamotana chusta daje komfort i odpowiednią pozycję maluchowi i rodzicowi. Nasza pozycja jest równie ważna, co pozycja dziecka, bo jeśli nadmiernie się przeciążamy nieumiejętnym motaniem, to po kilku godzinach chodzenia padniemy z bólu i niewygody.

Jeśli motanie ogarnęliśmy w stopniu wystarczającym, to możemy zacząć nosić! Aaaaa, jednak nie! Najpierw musimy kupić chustę, a przed dokonaniem zakupu skończyć Wyższą Szkołę Korzystania z Forów Chustowych i Rozpoznawania Chust na Zdjęciach — na serio, dla mnie kupowanie chusty to jest jakiś dramat. Mimo że jako Doradca Noszenia całą teorię mam w małym palcu, to jednak każdy zakup konsultuję z Zamotaną Martą.

Chust na rynku jest milion, dosłownie milion chust w tysiącach rodzajów i nawet ja, patronka matek gadżeciar nie objęłam ich swym umysłem :D Mimo to, podejmuję się zadania wyjaśnienia wam, jaką chustę kupić (jeśli chcecie motać) :)

Po pierwsze odradzam chusty elastyczne — sama od takiej zaczynałam i nie byłam z niej zadowolona — jest łatwiejsza w obsłudze niż chusta tkana, ale ma bardzo ograniczone możliwości, jeśli chodzi o motanie — nie nadaje się do noszenia ciężkich dzieci, wiąże się ją tylko z przodu i bardzo kiepsko się ją dociąga. Szczerze mówiąc, jeśli ktoś koniecznie chce nosić w teoretycznie prostszej do zamotania chuście elastycznej, to lepiej, żeby kupił nosidło Close Caboo, które uszyte jest właśnie z chusty elastycznej, ale daje znacznie lepszą możliwość dociągnięcia chusty i korygowania pozycji dziecka.

close
Hela w nosidle Close Caboo

Najlepsze do noszenia są chusty tkane, ale żeby nie było łatwo — nie każda chusta tkana jest dobra. Musi być to chusta o splocie skośno-krzyżowym, bo taki splot sprawia, że chusta „pracuje”, czyli wyciąga się po skosie, ale nie zmienia swojej długości, trzyma napięcie, ale nie pozwala na zbyt mocne dociągnięcie. W kontrze do takich chust są tzw. pościelówy, czyli chusty o splocie prostym. Miałam wątpliwą przyjemność motania czegoś takiego i odradzam, niech cena was nie kusi. Jeśli jednak trudno wam się oprzeć, to przed zakupem spróbujcie zamotać dziecko w prześcieradło — efekt będzie taki sam.

fot. Zamotani
fot. Zamotani

Ważny jest materiał, z jakiego wykonana jest chusta — może być to sama bawełna lub bawełna z domieszką (np. lnu, jedwabiu, bambusa). Te domieszki dają różne efekty — jedne się trudniej dociągają, inne się ślizgają. Ogólnie rzecz biorąc, różnie może z nimi być, stuprocentowa bawełna jest stuprocentową bawełną, i jest całkowicie przewidywalna. Na początek najlepiej jest mieć chustę bez domieszek, bo będzie nam łatwiej się na niej wprawiać.

Jeśli chodzi o wzory na chustach, to najłatwiej jest się uczyć na chustach w paski i od takich dobrze zacząć, ale jeśli nie planujemy kupować więcej niż jednej chusty, a chcielibyśmy mieć coś bardziej spektakularnego wizualnie, to możemy zaszaleć i zrezygnować z pasków — ważne, żeby krawędzie miały różne kolory i żeby oznaczony był środek chusty — resztę się ogarnie :)

Ważna jest długość chusty, bo za długa będzie nas wkurzać, za krótka nie pozwoli motać „chustochłonnych” wiązań. Długość zależy nie tylko od tego, jak chcemy dziecko motać (chusta na kieszonkę musi być dłuższa niż chusta na kangurka), ale też od gabarytów rodzica. Ja (mam 168 cm i jestem raczej drobna) mam chustę o długości 3.6 (na kangurka i plecak prosty) i 4.6 (na kieszonkę). Jeśli nie planujemy mieć więcej niż jednej chusty, to lepiej kupić dłuższą — zamotamy z niej wszystko, a wiszące końce ogarniemy inaczej :)

Wszyscy w Internecie piszą, że najlepiej kupić chusty używane, bo takie są już „złamane” – czyli są bardziej miękkie i łatwiej jest w nich motać, ale moim zdaniem, jeśli na chustach się kompletnie nie znamy, to jednak lepiej kupić nową i maltretować ją, żeby się szybko złamała. Kompletnie zielona młoda mama po prostu nie będzie wiedziała, czy to, co kupuje, jest dobre, nie zrozumie połowy wyrazów, które znajdują się w ogłoszeniu i nie będzie wiedziała, czy to jest prawda, czy nie. Ale jeśli ktoś wam może w zakupie pomóc, to super, rozglądajcie się wtedy za używanymi :)

Ja w moim rosnącym stosie chust mam tak naprawdę głównie chusty używane, które bardzo lubię, ale muszę przyznać, że żadna z nich nie dała mi takiej radości z posiadania, jak pachnącą nowością, zapakowana w pudełko chusta Hoppediz (ta szara na zdjęciu ze spaceru). Faktycznie, jako nieużywana chusta, nie nosi się (jeszcze) tak dobrze, jak te starsze, ale i tak polubiłam ją od pierwszego zamotania!

Na koniec napiszę jeszcze krótko o chuście kółkowej, która jest bardzo ciekawą chustą, ale nie nadaje się na długie spacery z małym dzieckiem. Jest to kawałek chusty tkanej zszyty z jednej strony z dwoma dużymi (najczęściej) metalowymi kółkami, przez które przeciągamy koniec chusty. W takiej chuście rodzic obciąża tylko jedno ramię, co bywa bardzo niewygodne. Plusem jest to, że motanie takiej chusty jest dużo szybsze, więc jest to świetne rozwiązanie na szybkie wypady. Mnie osobiście chusta kółkowa spodobała się dopiero, gdy Hela skończyła rok, przy tak ruchliwym dziecku szybkie motanie okazało się zbawienne, a ja przestałam wtedy zwracać uwagę na tę asymetryczność.

NOSIDŁA

chustonosidła-5

„Droga Marysiu! Nie ważne ile napiszesz wpisów o chustach i ile wrzucisz zdjęć w chuście, to i tak będę oporna i Ci nie ulegnę! Napisz tu coś o nosidłach, bo nosić będę, ale po mojemu!” Jeśli ktoś z was czytając poprzedni punkt, układał sobie w myślach tę wiadomość, to mam dobrą nowinę. Teraz będzie o nosidłach.

Nosidła są bardzo fajnym gadżetem do noszenia siedzących dzieci, niestety nie wszystkie nosidła są fajne, więc przed zakupem trzeba się co nieco zainteresować tematem, żeby wiedzieć, co wybrać. Czy można nosić w nich dzieci, które jeszcze nie siedzą? Oczywiście, że można, nie jest to zabronione, aczkolwiek trzeba wiedzieć, że nie jest to dla dzieci najlepsze, bo dziecko w nosidle jest spionizowane (czyli jego kręgosłup nie ma wtedy pozycji naturalnej dla tego etapu rozwoju).

MPierwsza rzecz, którą trzeba przed zakupem nosidła ogarnąć, to zrozumienie jak wygląda dobre nosidło — dobre nosidło to takie, w którym dziecko nie wisi, tylko siedzi. W wisiadłach panel (czyli ten materiał, na którym opiera się pupa dziecka) jest wąski, co Międzynarodowy Instytut ds. Dysplazji Bioder uznał za potencjalnie szkodliwe dla rozwoju stawów biodrowych niemowląt. W nosidłach panel jest szeroki, daje dziecku lepsze podparcie, a stawom biodrowym mniejsze obciążenie. Co ważne — panel powinien sięgać dziecku od jednego do drugiego dołu podkolanowego — jeśli jest węższy, to nogi lecą w dół, zwiększa się siła działająca na staw biodrowy, prostuje się kręgosłup. Jeśli panel jest za szeroki, to dziecko robi szpagat i zmuszone jest odchylić się do tyłu. Są nosidła, w których szerokość panelu można regulować, co oznacza, że starczy ono na dłużej.

Kolejny ważny element to miękkość panelu, żeby był on wygodny i dobrze przytrzymywał plecy dziecka, to musi być miękki — w dobrych nosidłach panele są uszyte najczęściej z kawałka materiału (czasem jest to jedna, czasem kilka warstw). Panel na całej długości kręgosłupa musi przyklejać dziecko do rodzica, co jest szczególnie istotne, gdy dziecko zasypia w nosidle, wtedy jego mięśnie puszczają i tylko panel trzyma je w pionie — jeśli będzie sztywny, nieprzylegający do dziecka na całej długości pleców, to nie będzie dobrze stabilizował pozycji dziecka.

Przy wyborze nosidła musimy zwrócić też uwagę na wysokość panelu — czyli jak wysoko sięga dziecku nosidło, gdzie kończy się materiał. Jeśli nosimy malucha, który w nosidle zasypia, to panel powinien sięgać karku, wtedy mamy pewność, że nawet podczas snu dziecko będzie ustabilizowane. Jeśli nosimy starszaki, które w nosidle nie śpią, to panel może kończyć się na wysokości pach — takie dzieci ręce będą wyciągać na zewnątrz nosidła i sterować rodzicem przez ciągnięcie za włosy :D

Jeśli wiemy już, na co zwrócić uwagę, to pora dowiedzieć się, co możemy wybrać. Ponieważ interesują nas tylko nosidła o szerokim i miękkim panelu, to szukać powinniśmy wśród nosideł ergonomicznych, których w Polsce jest od groma. Niestety nie ma takiego jednego, idealnego, które pasować będzie wszystkim.

Mei-Tai

Pierwsza grupa nosideł, które warto polecić to nosidła Mei-Tai, brzmią bardzo orientalnie i mogą wydawać się skomplikowane w zakładaniu — ale jeśli ktoś choć raz spróbuje zamotać chustę, to Mei-Tai będzie dla niego banalnie prosty :) Mei Tai to uszyty panel, którego pas biodrowy i pasy naramienne są całkowicie wiązane. Zawiązujemy na sobie najpierw pas biodrowy, przytulamy dziecko, przykrywamy je panelem i wiążemy pasy naramienne, umiemy zawiązać Mei-Tai już po pierwszej przymiarce :) W Mei-Tai można nosić zarówno z przodu, jak i z tyłu. Można kupić gotowe nosidło lub uszyć na zamówienie, tak, żeby było idealnie dopasowane do dziecka, te nosidła nie mają regulacji szerokości panelu, więc trzeba zwrócić uwagę, czy szerokość panelu będzie odpowiednia dla naszego dziecka.

Nosidło Mei-Tai doux-doux

Nosidło hybrydowe

Hybryda to nosidło, którego pas biodrowy zapinany jest na klamrę (lub na rzep), ale pasy naramienne są wiązane. Wyglądają mniej skomplikowanie od Mei-Tai, ale są chyba bardziej popularne. Można w nich nosić na przodzie i na plecach. Część nosideł hybrydowych ma możliwość regulacji szerokości panelu — tak jest na przykład w Bondolino czy Storchenwiege. Bondolino to jest nosidło, które mam od niedawna i naprawdę szczerzę żałuję, że nie wpadło w moje ręce wcześniej, bo panel sięga Heli tylko do pach, więc długie, usypiające wędrówki w Bondolino odpadają, a szkoda, bo jest to bardzo wygodne nosidło!

chustonosidła-8
Hela w Bondolino

Nosidło klamrowe

Chyba najbardziej popularny rodzaj nosidła, bo to właśnie w tej grupie znajduje się Tula i Manduca. Kiedyś uważałam, że nie ma nic lepszego od nosidła klamrowego, ale kurs Doradcy Noszenia nieco zmienił moje nastawienie do niego.

Nosidło klamrowe to nosidło, którego pas biodrowy i pasy naramienne zapinane są na klamrę. W tych nosidłach pasy naramienne mają nieco inny przebieg niż w hybrydach i Mei-Tai, bo dolna część pasa naramiennego zszyta jest z panelem mniej więcej w jego połowie — dociągnięcie pasów naramiennych powoduje więc ucisk w połowie pleców dziecka, co automatycznie wymusza wyprost kręgosłupa. Maluchy, które jeszcze nie stoją, mają naturalnie zaokrąglony kręgosłup i nie powinniśmy na siłę go prostować.

Hela w Tuli
Hela w Tuli

Z nosideł klamrowych polecam Tulę, chociaż przed zakupem należy koniecznie przymierzyć się do niego, żeby mieć pewność, że szerokość panelu jest odpowiednia dla naszego dziecka. Jeśli marzy nam się coś ekstra i możemy sobie pozwolić na większy wydatek, to warto pomyśleć o uszyciu nosidła na miarę (naszą i dziecka). W tym miejscu muszę polecić polskie szyte na miarę nosidła Madame Googoo, które są małymi dziełami sztuki — przepiękne, świetnie uszyte i przyciągające uwagę. Od roku powstrzymuje się przed uszyciem takiego dla Heli, naprawdę nie jest łatwo!

googoo
Szyte na zamówienie nosidła Madame Googoo

To, co? Wiecie już czego szukać? Gdybyście chcieli być idealnymi rodzicami niechustowymi, to zaczynajcie noszenie od Mei-Tai i nosideł hybrydowych, a na klamrowe decydujcie się, dopiero gdy dziecko samo stanie :) Ale, że idealni być nie musicie, to możecie wybrać zupełnie inaczej — ważne, żeby nosidło było prawdziwym nosidłem ergonomicznym i, żeby nie było na dziecko ani za małe, ani za duże. Na pewno będzie wam świetnie służyć podczas wypraw po bezdrożach :)

PIESZE WYCIECZKI ZE STARSZAKIEM (2+)

NOSIDŁA TURYSTYCZNE

wedrowanie-22

Jeśli chodzimy na wyprawy ze starszakiem, to dochodzi nam możliwość niesienia go w nosidle turystycznym — to coś, co wygląda jak górski plecak, z którego wystaje głowa dziecka :D Możecie się zapytać, dlaczego polecam coś takiego dla starszaka, skoro producenci piszą, że można w nim nosić dzieci dziewięciomiesięczne (czasem nawet półroczne). Nosidło turystyczne to takie miękkie krzesło z pasami, dziecko w nim siedzi dokładnie tak samo, jak w krzesełku do karmienia. Czy jest to pozycja, w której zabralibyście ledwo siedzące dziecko na długą wędrówkę? Raczej nie. Ale dla starszaka, który sam biega i potrzebuje od czasu do czasu odsapnąć w pozycji siedzącej, będzie to bardzo dobre rozwiązanie.

Ja bardzo lubię takie nosidła właśnie dla 2-3 latków, które część trasy pokonują samodzielnie i potrzebują wsparcia po dłuższym czasie spędzonym na własnych nogach. Zresztą Lila była w naszym nosidle turystycznym noszona również w wieku 4 lat, bo jest wyjątkowym maruderem na szlaku :) Na co warto zwrócić uwagę przy zakupie takiego nosidła?

  • wygoda dziecka – to jest szczególnie istotne, jeśli chcemy nosić mniejsze dzieci (czyli takie, które same nie pójdą za daleko), jeśli dziecku nie będzie wygodnie, nie będzie mogło się wygodnie oprzeć, to nie będzie chciało tam siedzieć. Przy starszaku poradzimy sobie, każąc mu iść na nogach, ale przy maluchu to raczej nie działa. Warto przed zakupem przymierzyć do nosidła dziecko, zobaczyć, czy w ogóle takie coś mu odpowiada
  • wygoda noszącego – jeśli nosidło nie będzie dla nas wygodne, to nie będziemy w nim nosić, dlatego ważne jest, żeby pas biodrowy był wygodny i regulowany, żeby szelki były szerokie (wąskie będą się wrzynać w nasze ramiona) i żeby pas piersiowy nas nie uciskał
  • waga nosidła – w nosidle będziemy nosić raczej ciężkie dziecko, do tego dziecko będzie miało sporą swobodę ruchów, co dodatkowo zmniejszy przyjemność noszenia, więc tylko naprawdę lekkie nosidło nie doprowadzi nas do rozpaczy. Moje nosidło waży niecałe 2 kg, ale są też takie ważące dwa razy więcej — zanim na któreś się zdecydujemy, pomyślmy, ile sami jesteśmy w stanie unieść
  • maksymalne obciążenie – są nosidła, w których możemy nosić 15 kilowe dziecko i takie, do którego wsadzimy 20 kilowego potomka. Zdecydujmy, jak długo chcemy używać nosidła, czy wystarczy nam 15 kg, czy lepiej jest kupić coś na dłużej
  • pozycja dziecka – większość nosideł ma możliwość zmiany wysokości siedziska — dzięki czemu jesteśmy w stanie dopasować nosidło do wzrostu naszego dziecka, które będzie mogło w nim wygodnie siedzieć bez względu na to, czy ma 80, czy 110 cm wzrostu
  • podparcie głowy – jeśli nasze dziecko część trasy spędza na nogach, to mamy dużą szansę, że po włożeniu do nosidła padnie — fajnie by było, gdyby wtedy jego głowa swobodnie spoczęła na miękkim podparciu
  • podparcie nóg – chyba nie ma nic bardziej denerwującego niż dyndające nogi siedzącego dziecka — w chustach i nosidłach ergonomicznych nogi są podparte od jednego do drugiego dołu podkolanowego i dziecku jest wygodnie. W nosidle turystycznym dziecko siedzi na dość wąskim panelu i nogi mu wiszą, brak podparcia jest bardzo męczący (sami wariujemy, kiedy siedzimy na stołku barowym i nie mamy o co oprzeć nóg, prawda?), dlatego warto, żeby nosidło miało strzemiona, w które dziecko włoży sobie nogi i będzie mogło znacznie wygodniej wędrować na cudzych plecach :)
  • pasy podtrzymujące dziecko – powinny być regulowane i trudne do odpięcia (żeby dziecko nie mogło zrobić tego samodzielnie)
  • możliwość postawienia nosidła na ziemi – dzięki temu będziemy mogli znacznie łatwiej wkładać i wyciągać dziecko z nosidła (ale nigdy nie można zostawić dziecka w stojącym nosidle!)
  • schowek na podstawowe dziecięce gadżety – część nosideł ma całkiem pojemne kieszenie w dolnej części, do których można zmieścić trochę rzeczy, ale warto pamiętać o tym, że nie należy ich zbyt mocno obciążać (najczęściej maksymalne obciążenie to 2 kilo)
  • osłona przeciwsłoneczna i przeciwdeszczowa – to dwie różne rzeczy – pierwsza to daszek nad dzieckiem, który chroni dziecko przed słońcem (choć może być zastąpiony przez czapeczkę z dużym daszkiem), druga to pokrowiec, który chroni przed deszczem dziecko i nosidło, przyda się szczególnie w górach, gdzie pogoda zmienia się szybko

Warto przed zakupem wybrać się do jakiejś wypożyczalni nosideł turystycznych i pomierzyć wszystko, co mają, wypożyczyć po kolei kilka modeli i kupić ten, który pasuje nam najbardziej. Jeśli nie planujemy zbyt częstych pieszych wędrówek, to być może bardziej opłacalne będzie wypożyczanie nosidła? Tylko trzeba pamiętać o tym zawczasu, bo tuż przed długimi weekendami trudno jest coś znaleźć :)

MOTYWATOR

Przy starszakach nie zawsze potrzebujemy nosidła, bo jeśli wybieramy trasy dostosowane do możliwości dziecka, to ono da radę. Różnie z tym bywa, bo naszą Lilę na każdym szlaku głośno słychać — już od początku wędrówki płacze, że chce na ręce, po czym dwie godziny później dochodzi do celu bez żadnych objawów zmęczenia. Przed wyruszeniem w drogę, należy z dzieckiem porozmawiać, wytłumaczyć mu gdzie idziemy i jaki jest nasz cel, co po drodze będzie mógło zobaczyć, czasem już sama rozmowa wystarczy. Dobrze działają motywatory na przykład w postaci własnego plecaka z własnym prowiantem (tylko nie przesadzajmy z jego ilością), czy własny bidon z wodą, coś, co sprawi, że dziecko poczuje się turystą pełną gębą, a nie dzieckiem idącym za rodzicami, bo oni chcą gdzieś iść, ale nie do końca wiem po co :)

chustonosidła-7

Wiecie, jak ten nowy plecaczek w różowe kwiatki działa na Lilę? Nagle okazuje się, że chodzenie wszędzie pieszo jest najfajniejsze, bo można schować do plecaka własny bidon z wodą podczas spaceru, bułki i masło podczas zakupów, czy torebki na psie kupy podczas spaceru z psem. Iście magiczny plecak :D

PIANKA ANTYBAKTERYJNA

Ostatni niezbędny gadżet podczas wędrówek z dziećmi, dla których ręce są podstawowym narzędziem do poznawania świata. Nie zawsze mamy dostęp do bieżącej wody, a nie koniecznie chcemy, żeby dziecko jadło brudnymi rękoma. Na spacerach i podczas dłuższych wędrówek taka pianka sprawdzi się idealnie.

pianka

Moje dzieci używają pianki Bentley Organic, która usuwa bakterie, ale jest bardzo delikatna dla skóry dziecka (90% składu to składniki organiczne). Jedno opakowanie starcza na ok. 120 aplikacji. Warto mieć takie coś nie tylko podczas długich wycieczek, ale również podczas dłuższych wyjść na plac zabaw, zresztą ja noszę piankę w torebce i sama często z niej korzystam :)

 

WIĘCEJ TEKSTÓW DOTYCZĄCYCH WIOSENNO-ROWEROWYCH TEMATÓW ZNAJDZIESZ W MOIM PORADNIKU WIOSENNYM!