„Przecinek i Kropka”, czyli najlepsze książki dziecięce na Festiwalu Tere-Fere

Jeśli kiedyś zbankrutuję to wcale nie przez wózki, bo każdy duży zakup dokładnie analizuję i mija sporo czasu, zanim podejmę decyzję o zakupie. Do bankructwa doprowadzą mnie książki dla dzieci, są znacznie tańsze od wózków i kupuję je bardzo spontanicznie. Gdy wchodzę do dobrej księgarni, to moja głowa krzyczy: „Kup to!”, „Musisz to mieć!”, „Dzieci muszą to przeczytać!”. W większości przypadków ulegam mojej głowie, dzięki czemu nasza biblioteczka pęka w szwach i wieczorne poszukiwanie książki na dobranoc trwa niekiedy bardzo długo. 

Kiedy dowiedziałam się o Festiwalu Książki Dziecięcej Tere-Fere, to mój portfel od razu wyczuł, że nie będzie to dla niego łatwe wydarzenie, ale ja i tak wiedziałam, że tam pójdę. Co więcej, zabrałam ze sobą naszego najmłodszego czytelnika, który jest chyba jeszcze większym fanem książek niż ja – zresztą mój portfel bardzo źle zniósł to podwójne towarzystwo, bo jak się okazało ja i Franek jesteśmy w stanie kupić jeszcze więcej książek niż ja sama!

Festiwal odbył się na 3. piętrze Domu Towarowego Braci Jabłkowskich, w związku z czym pierwsze pytanie Franka dotyczyło tego, dlaczego jesteśmy w kościele. Kto by pomyślał, że witraże mogą znajdować się również w świeckich budynkach, prawda? Zresztą to pytanie było bardzo dobrym wstępem do opowiedzenia trochę o historii tego miejsca. Po wdrapaniu się po schodach Franek wiedział już prawie wszystko o Domu Braci Jabłkowskich i znaleźliśmy się w „wielkiej bibliotece”, jak to określił Franek. Całe trzecie piętro wypełnione było stoiskami wydawnictw dziecięcych i księgarń, na których znajdowały się chyba wszystkie dobre książki dziecięce – byliśmy w raju!

terefere

Przez prawie godzinę buszowaliśmy w książkach, krzycząc co chwilę do siebie „Patrz Franek, jaka fajna książka!”, „Mamo, zobacz, mamy taką!”. Franek, jak przystało na starszego brata, od razu wyłapywał książki, które mogą spodobać się Lili i Heli, a ja z łezką w oku oglądałam wznowione wydania klasyki dziecięcej z mojego dzieciństwa.

Drugą godzinę Franek spędził na warsztatach „Litera duża i mała” z tworzenia własnej czcionki. Całe dwa dni Festiwalu były szczelnie wypełnione warsztatami literacko-plastycznymi dla dzieci w różnym wieku. Bardzo żałowałam, że nie mogliśmy tam spędzić więcej czasu, bo warsztaty prowadzili między innymi autorzy i ilustratorzy książek dziecięcych, co było ogromną atrakcją nie tylko dla dzieci, ale i dla rodziców.

terefere3

Punktem kulminacyjnym całego wydarzenia było ogłoszenie wyników konkursu na Najlepszą Książkę Dziecięcą „Przecinek i Kropka” organizowanego przez Empik.

„Przecinek i kropka” to prowadzony od 2008 roku cykl warsztatów edukacyjnych dla dzieci, który trwa cały rok w wybranych salonach Empiku. Dzieci w wieku 5-8 lat mają okazję poznać historię alfabetu, pisma i druku, a także proces powstawania książki – wszystko w formie zabawy. Grupy dzieci przedszkolnych i szkolnych mogą uczestniczyć w takich warsztatach w wybranych salonach w dużych miastach (Białystok, Gdańsk, Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Rzeszów, Szczecin, Warszawa i Wrocław).

Od 7 lat „Przecinek i Kropka” jest to również konkurs, w którym co roku jurorki konkursu oceniają kilkaset zgłoszonych książek, wybierając do finału te, które są doskonałe zarówno pod kątem merytorycznym, jak i technicznym. W jury konkursu zasiadają prawdziwe znawczynie literatury dla najmłodszych: Dorota Koman – dziennikarka i prezes Fundacji Promocji Polskiej Książki „Ars Libri”, Ewa Gruda – dyrektor Muzeum Książki Dziecięcej, Ewa Świerżewska – tłumacz i redaktor naczelna portalu Qlturka oraz psycholog dziecięca dr Aleksandra Piotrowska.

Patrząc na wszystkich finalistów tego konkursu, widać, że jurorki naprawdę znają się na rzeczy, bo wybrane książki są rewelacyjne — można je kupić dziecku w ciemno!

O tym, kto ostatecznie otrzyma tytuł Najlepszej Książki Dziecięcej „Przecinek i Kropka” decydują czytelnicy, głosując na stronie www.przecinekikropka.pl. Nagrodzona książka nie jest więc tylko doskonała merytorycznie i technicznie, ale również lubiana przez dzieci i rodziców.

W tym roku nominowanych było 5 książek, z których trzy poznaliśmy przed festiwalem i dzieciaki zakochały się w nich bezwarunkowo.


3ksiazki

„Pod ziemią, pod wodą” to fantastyczna książka, a w zasadzie zbiór ogromnych, przepięknych i szczegółowych ilustracji opowiadających o tym, co znajduje się pod ziemią i pod wodą. Zaspokaja dziecięcą ciekawość, chociaż dorośli też mogą się dużo z tej książki dowiedzieć. W zasadzie pozycja obowiązkowa w każdym domu, w którym mieszkają ciekawskie dzieciaki.

 

„Pszczoły” to kolejna bardzo lubiana u nas książka – przepięknie ilustrowana encyklopedia o pszczołach, która nie tylko sprawia, że czytelnicy stają się pszczelimi ekspertami, ale przede wszystkim wyjaśnia jakie ogromne znaczenie w życiu człowieka mają te małe owady.

 

„Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych)” zaczęliśmy czytać dzień przed festiwalem Tere-Fere. Dzieciaki zakochały się w tej książce od razu, bo zdradza ona największy sekret każdego domu – co się dzieje ze skarpetkami, że zawsze jedna z pary znika bez śladu. Przygody dziesięciu zaginionych skarpetek są nie tylko zabawne, ale bardzo różne – z książki dowiadujemy się, że skarpetki nie tylko różnie wyglądają, ale mają też bardzo różne marzenia i plany na życie. Całość jest przepięknie zilustrowana przez Daniela de Latour – świetna książka zarówno dla młodszych dzieci, które uwielbiają oglądać ilustracje, jak i nieco starszych, które chętniej skupiają się na tekście.

 

 

2ksiazkiCiągle przed nami lektura kolejnych dwóch nominowanych książek, które z całą pewnością zachwycą nas tak samo, jak te już przeczytane.

 

„Królik i Chopin” to jedyna nominowana książka, której autorem nie jest Polak, ale za to jest nim jeden z jej bohaterów. Opowiada ona o przyjaźni między niezwykłym królikiem, który rozumie ludzką mowę a polskim kompozytorem i pianistą Fryderykiem Chopinem.

„Królewna” to książka, która opowiada o tym, że życie królewny wcale nie jest takie różowe, jak się może wydawać. Bajkowe życie, ważni rodzice i pełen skarbiec nie dają radości, jeśli jest się w życiu samotnym. To książka, w której Lila zakochała się już od zobaczenia okładki – całość jest przepięknie zilustrowana przez Mariannę Oklejak.

 

 

Kiedy siedzieliśmy w oczekiwaniu na werdykt jury, to okazało się, że Franek niezwykle to przeżywa. Fakt, że znał większość książek, sprawiła, że kibicował każdej, którą czytał i za każdym razem, kiedy Magdalena Różczka wyczytywała kolejną nominowaną książkę, to krzyczał „O! Mamy taką!”. Gdy okazało się, że Najlepszą Książką Dziecięcą 2015 roku są „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych)”, to Franek zaczął skakać i bardzo głośno się cieszyć, co pewnie było miłe dla siedzących obok Justyny Bednarek i Daniela de Latour – autorki i ilustratora tej pozycji. Trochę żałuję, że nie przynieśliśmy ze sobą naszego egzemplarza, bo mielibyśmy szansę na zdobycie autorsko-ilustratorskiej dedykacji.

terefere4

Po wręczeniu nagród zrobiliśmy jeszcze jedną rundę po wszystkich książkowych stoiskach i kupiliśmy mnóstwo książek dla wszystkich dzieci – Franek skupił się głównie na serii „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai”, której jest wielkim fanem, ale nie zapomniał również o książkach „Pępek” i „Dziurki w nosie”, na które polowaliśmy już od dłuższego czasu. Dla Lili znaleźliśmy przepiękny „Wytwórnik domowy” autorstwa Agaty Królak – coś dla wszelkich fanów malowania, wycinania i klejenia, książkę „Co kryje las?”, która jest tegorocznym dziecięcym hitem, „Kosmonautka”, która powinna znaleźć się w biblioteczce każdej małej feministki oraz nowość – pierwsza z serii książka „Edzio” o przygodach nieśmiałej wiewiórki. Najtrudniej było z książkami dla Heli, ale w końcu wybraliśmy „Kto robi hu-hu?” – Hela uwielbia „Jeden, dwa, trzy” z tej samej serii, więc liczyłam, że kolejna część jej się spodoba oraz książkę „A dlaczego?”, która co prawda może być zgubna dla zdrowia psychicznego rodziców, ale w dzieciach jeszcze bardziej rozwija ciekawość świata :)

Ogromną zaletą Festiwalu Tere-Fere było to, że wszystkie książki sprzedawane były w nieco niższych niż okładkowe cenach, więc w sumie całkiem sporo udało mi się zaoszczędzić :) W przyszłym roku z całą pewnością zabiorę ze sobą również Lilę, bo taka okazja do rozwijania w dzieciach miłości do książek często się nie zdarza.

 

Wpis powstał przy współpracy z siecią Empik.