Samochodem z dziećmi po Europie – jak pojechać i przeżyć

Właśnie wróciliśmy z naszej samochodowej wyprawy do Szwajcarii i padam z nóg. Nie ma się co oszukiwać — wspólne wakacje z trójką energicznych dzieci są wyczerpujące dla każdego uczestnika, ale mimo to wszyscy są wyjazdem zachwyceni. Na taką długą samochodową wyprawę zdecydowaliśmy się po raz trzeci — pierwszy raz wyjechaliśmy w 2013 roku na 10-dniową wyprawę przez Niemcy do Szwajcarii, Włoch, Austrii i Czech. Rok później planowaliśmy tygodniową podróż po Litwie, Łotwie i Estonii, z której musieliśmy w ostatniej chwili zrezygnować z powodu choroby dzieciaków. Tym razem byliśmy głównie w Szwajcarii, ale za to z trójką, co wydawało się dużym wyzwaniem. Wyjątkowo nikt nie zachorował, pojechaliśmy i wróciliśmy w komplecie :)

Wiem, że sama myśl o długiej wyprawie samochodem u większości rodziców powoduje drgawki i migreny, ale w gruncie rzeczy, nie jest to takie straszne, jak się wydaje (oczywiście jeśli żadne z dzieci nie ma choroby lokomocyjnej). My mamy już swoje sprawdzone sposoby na to, żeby taka podróż przebiegła w miarę przyjemnie i żeby logistyka nas nie zabiła :) Jeśli więc ktoś z was przymierza się do takiej wyprawy, to z chęcią podzielę się naszym doświadczeniem.

1. PLANOWANIE PODRÓŻY

Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby nie planować zbyt dokładnie całej podróży, gdyby nie to, że jedziemy z dziećmi i jednak nie możemy im fundować czegoś, co jest ponad ich możliwości. My zawsze zaczynamy od wstępnego obmyślenia planu, wymieniamy miejsca, które chcielibyśmy zobaczyć, a potem wrzucamy je na mapę. Zazwyczaj okazuje się, że na zrealizowanie naszych planów potrzebowalibyśmy 40 dni, a do dyspozycji mamy znacznie mniej i po kolei obcinamy to, co jest za daleko, lub nie po drodze.

Google maps jest idealnym narzędziem do planowania takiej wielodniowej podróży, bo bardzo łatwo możemy sobie całość podzielić na etapy, tak żeby dobrać odpowiednią długość trasy. Podczas wyjazdów z dziećmi staramy się, żeby większość tras nie była dłuższa niż 4 h dziennie, chociaż zazwyczaj w pierwszych dniach przekraczamy ten czas. Z zasady maksymalny czas spędzony w trasie nie przekracza w teorii 6-7 godzin (z minimum 1 półgodzinną przerwą), chociaż trzeba wziąć poprawkę na to, czego zaplanować się nie da.

Zauważam też, że im więcej pasażerów na pokładzie, tym więcej mamy postojów. Nie wszystko da się zsynchronizować, ale warto zaplanować sobie przerwy minimum co 2-3 godziny. Polecam też wziąć pod rozwagę fakt, że dzieci trzymane pół dnia w samochodzie mają niespożytą energię fizyczną i duże zmęczenie psychiczne, więc chcą więcej biegać i są bardziej drażliwe — czyli to, co lubimy najbardziej…

Jeśli jednego dnia jedziemy dłużej, to drugiego staramy się jechać krócej, lub w ogóle nigdzie nie jechać. Staramy się też ograniczać ilość miejsc, w których zatrzymujemy się tylko na jedną noc, taki intensywny objazd jest bardzo męczący dla dzieci, co zresztą dają odczuć, kiedy okazuje się, że w jakimś miejscu będziemy nocować więcej niż raz. Zazwyczaj skaczą wtedy z radości.

Bardzo ważne jest też to, żeby z góry zaplanować jakieś atrakcje dla dzieci. Jeśli wiemy, że po drodze mijamy jakiś super park wodny czy wesołe miasteczko, czy mega wielki plac zabaw, to się tam zatrzymajmy, bo dzieciaki właśnie to będą z podróży pamiętać najbardziej. Jeśli będą mieć jakiś gorszy dzień, to wtedy też je łatwiej zmotywować, przypominając jakie atrakcje czekają nas w dniu następnym.

2. PRZYGOTOWANIE SAMOCHODU

Cóż nie będą wam tutaj przypominać, że warto zdążyć przed wyjazdem zmienić opony na letnie, zrobić przegląd czy wymienić żarówkę, to już jakoś sami ogarniecie. Ale warto przy tej okazji upewnić się, czy foteliki są poprawnie zamontowane. Oczywiście takie rzeczy powinniśmy sprawdzać częściej, ale jednak przed długą podróżą warto się podwójnie upewnić czy wszystko jest na tip-top.

My na tegoroczną wyprawę pojechaliśmy nie naszym samochodem, w związku z tym mieliśmy małą zagwozdkę jak upewnić się, czy Heli fotelik RWF (Axkid Duofix) będzie w nim poprawnie zamontowany. I tutaj z pomocą przyszedł warszawski sklep osiem gwiazdek, w którym bez problemu zamontowano Axkida w 15 minut i to tak, że fotelik sprawiał wrażenie, jakby był tam przyczepiony na stałe. Dzięki temu mogliśmy ruszyć bez obaw o bezpieczeństwo dzieci :)

W trakcie takiej długiej podróży z dziećmi bardzo przydają się organizery przyczepione z tyłu przednich foteli. My korzystamy z jednego takiego organizera i dzięki niemu mamy tam miejsce do trzymania bidonów z wodą, zabawek czy chusteczek i pieluch. Nic nie lata po samochodzie, nie robi się bałagan i wszystko jest pod ręką.

Bardzo przydają się też małe worki na śmieci. Tylko ten, kto ma dzieci, rozumie ile ton odpadów są one w stanie wyprodukować w godzinę (nawet jeśli są zamknięte w samochodzie i nie mają nic pod ręką). U nas wszystkie odpady trafiają do worka na śmieci, który opuszcza samochód na każdym postoju. Dzięki temu, dojeżdżając po południu do kolejnego celu podróży, nadal wyglądamy jak rodzinny samochód, a nie śmieciarka.

Biorąc pod uwagę, że w samochodzie spędzimy sporo czasu, bierzemy dla dzieci (i pasażera też) zagłówki do spania, dzięki temu głowy podczas snu nie przybierają przedziwnych pozycji, tylko wygodnie się opierają o poduszki. W efekcie dzieciaki nie budzą się z płaczem i nie wyją później, że szyja je boli. Warto sobie zaoszczędzić tych decybeli ;)

Oczywiście do samochodu zabieramy też bidony z piciem, dzięki temu unikamy żebrania co stację o colę, soczek i wodę smakową. Z drugiej strony dostęp do wody bez limitu zwiększa też liczbę postojów na siku, co zaczyna boleć zwłaszcza wtedy, kiedy jedzie się w 5 osób, a na każdej stacji trafiamy na płatną toaletę i musimy za nią płacić pięć razy ;)

Taki wyjazd jest doskonałą okazją do nauczenia starszych dzieci poprawnego zapinania pasa samochodowego. Lila z Frankiem po tygodniu moich ciągłych kontroli doszli do perfekcji w zapinaniu pasa tak, żeby nie był skręcony, był dobrze napięty i miał prawidłowy przebieg. Jak daję słowo, w Warszawie nie byłam ich w stanie tego nauczyć, a po powrocie z wyjazdu wiem, że spokojnie mogę im zaufać jeśli chodzi o samodzielność w tej kwestii, bo na temat pasów wiedzą już wszystko :)

3. TAJNIKI PAKOWANIA

Pakowanie rodziny na taką objazdową wycieczkę jest nie lada wyzwaniem. Z jednej strony wiadomo, że musimy wziąć masę rzeczy, z drugiej strony przeraża nas myśl o tym, że będziemy samochód codziennie rozpakowywać i pakować. Ja mam już opracowaną strategię pakowania całej rodziny na takie podróże i muszę stwierdzić, że nieźle się sprawdza.

Po pierwsze nie pakuję samochodu pod sufit. Wszystko ma się zmieścić pod roletą bagażnika. Tak jest bezpieczniej (w razie wypadku czy gwałtownego hamowania nikt nie dostanie walizką w głowę), a dodatkowo dzięki temu zabieram mniej, niż bym mogła wziąć, gdyby zamarzyło mi się pakowanie pod sufit. A im mniej rzeczy, tym łatwiej jest je ogarnąć podczas codziennych przepakowań.

Po drugie wszystko pakuję osobiście, bo ważne jest to, żeby wiedzieć co, gdzie się znajduje. Jeśli zdarzy się nagle, że trzeba znaleźć dodatkowe skarpetki Franka, to wiem, w którą torbę wsadzić rękę i w którą stronę ją skierować :) A gwarantuje wam, że najczęściej trzeba szybko znaleźć najmniejszą rzecz, która znajduje się w największej torbie.

Na tym wyjeździe miałam też jedną niezbyt dużą torbę podręczną – przecudną MOMMY BAG, w której znalazły się kosmetyczki, piżamy i jedna zmiana ubrań dla każdego podróżnika. To było podejście idealne, bo kiedy mieliśmy gdzieś nocować tylko raz, to z samochodu zabierałam tę jedną torbę, wózek i plecaczki dzieci. Pozostały bagaż nocował sobie na parkingu. Następnego ranka przepakowywałam brudne ubrania do torby na brudy, a z bagażu wyciągałam kolejną zmianę ubrań. Przy tym podejściu świetnie sprawdziło się pakowanie ubrań kompletami :)

Każde z dzieci miało swój plecaczek, w którym mieli zabawki, książki, szczoteczkę, pastę i piżamę. Świetne rozwiązanie, bo zawsze mieli zabawki pod ręką, no i musieli ograniczyć ilość zabranych książek i misiów do tego, co byli w stanie unieść. Każdy z nich miał też bidon, który codziennie uzupełniał wodą.

Oczywiście rzeczy do bagażnika należy spakować tak, żeby na wierzchu było to, z czego korzystamy często (wózek, podręczna torba, pieluchy), a z tyłu to, co jest nam potrzebne później, lub już nie będzie nam potrzebne (torba z rzeczami na basen czy górskie buty). Przy dobrej organizacji przepakowywanie wszystkiego na parkingu nie zajmuje więcej niż 5 minut :)

4. GADŻETY MAŁEGO PODRÓŻNIKA

Tradycyjnie zabrałam ze sobą sprawdzone gadżety, które przydają się podczas takich eskapad. Większości z nich używamy od dawna i nie potrafię bez nich się ruszyć na jakiś dłuższy wyjazd.

NOSIDŁO I WÓZEK

Na razie bez tych gadżetów na dłużej z dziećmi nie wyjadę. Dzięki wózkowi jesteśmy w stanie przejść z Helą bardzo długie trasy po mieście i nie musimy myśleć o tym, czy jest zmęczona i kiedy powinna zasnąć. Nosidło zaś jest niezastąpione przy wszelkich bardziej górskich trasach, czy w miastach mało przyjaznych wózkom (jak na przykład Wenecja). Warto pamiętać o tym, że noszenie dziecka cały dzień na własnych plecach nie jest jakoś super relaksujące, więc lepiej nie planować kilku dni z rzędu z dzieckiem w nosidle, ale zrobić sobie jakąś wózkową przerwę.

ŁÓŻECZKO TURYSTYCZNE

Łóżeczko jest świetnym rozwiązaniem na hostelowo-hotelowe braki w łóżeczkach. My podczas wszystkich noclegów mieliśmy do dyspozycji 4 łóżka. Po pierwsze tak było taniej, po drugie łatwiej było znaleźć takie pokoje, po trzecie Hela jest na tyle mała, że osobne łóżko nie było jej potrzebne. Wzięliśmy ze sobą dmuchane łóżeczko turystyczne, ale pech chciał, że przy pierwszym użyciu pękło tak, że nie dalibyśmy go rady skleić w hotelowych warunkach :)

Poradziliśmy sobie bez niego, po prostu Hela spała albo z nami, albo z Lilą i Frankiem, ale szczerze mówiąc, wolałabym, żeby łóżeczko jednak nie pękło, bo w hostelu było mi z nią dość niewygodnie spać na bardzo wąskim materacu. Dlatego bardzo polecam zabieranie ze sobą małych łóżeczek turystycznych, które nie zabiorą w samochodzie więcej miejsca, niż nasza kosmetyczka ;)

KRZESEŁKO BENBAT I ŚLINIAKI JEDNORAZOWE

Jeśli jedziecie z maluchem (takim młodszym niż 2 lata) to będziecie bardzo zadowoleni z krzesełko-walizeczki Benbat, która zastąpi w restauracjach i na stołówkach krzesełka dla niemowląt. Krzesełko Benbat montuje się na zwykłym krześle, dzięki czemu maluch siedzi odpowiednio wysoko i jest bezpiecznie przypięty. Nie musicie się więc w ogóle martwić tym, czy tam, gdzie będziecie jeść, są dostępne krzesełka. My tym razem z Benbata nie skorzystaliśmy ani razu, bo nawet jeśli krzesełka nie było, to Hela sięgała już głową nad stół ;)Za to podczas wyjazdu non-stop używałam jednorazowych śliniaków. Hela świetnie posługuje się widelcem i łyżką, ale nie wiedzieć czemu ciągle coś jej spada na ubranie. W domu w ogóle mnie to nie wzrusza, ale w podróży mocno irytuje. Nie mam przecież pod ręką ani pralki, ani nieskończonej ilości ubrań. Jednorazowe śliniaki są nieprzemakalne, mają kieszonkę na spadające jedzenie, a po posiłku zwija się je w kulkę i wrzuca do śmietnika. Są więc idealnym gadżetem podróżnym :)

NOCNIK TURYSTYCZNY POTETTE PLUS

To jest gadżet idealny zarówno dla maluchów, jak i starszaków. Jak się okazuje, nie na każdym parkingu są toalety, a jakoś sobie radzić trzeba. U nas nocnik Potette jest niezastąpiony od naprawdę wielu lat. W trakcie podróży służy jako nocnik (zakłada się na niego specjalne woreczki) lub jako nakładka na deskę sedesową. W hostelach i schroniskach zastępuje toaletę w pokoju, bo jak wiadomo, nie zawsze dziecko zdąży dobiec do łazienki, która znajduje się na drugim końcu korytarza.

samochodem z dziećmi

Potette Plus sam w sobie jest też niezwykłą rozrywką dla maluchów. Hela traktowała korzystanie z niego jak dobrą zabawę, w związku z czym prawdopodobnie zupełnie przez przypadek odpieluchowała się nam na tym wyjeździe (jutro sprawdzimy, jak to wygląda w żłobkowej rzeczywistości). Jeśli planujecie podróżować ze swoim dzieckiem, a powoli wyrasta ono z pieluch, to Potette będzie dla was niezastąpiony.

SZELKI, OPASKI I ZEGARKI Z GEOLOKALIZACJĄ

Ważne jest to, żeby liczba dzieci podczas wyjazdu była zgodna z liczbą dzieci podczas powrotu. Będzie to możliwe jeśli nie zgubimy żadnego po drodze, a z tym różnie bywa ;) Wiadomo, że my zawsze uważamy na nasze dzieci i nigdy przenigdy by się nam nie zdarzyło, żeby jakiekolwiek dziecko zniknęło nam z oczu choćby na sekundę. Ale mimo wszystko na wszelki wypadek warto się zabezpieczyć, zwłaszcza jeśli wyjeżdżamy do kraju, w którym ludzie mówią w innym języku i nawet przy dobrych chęciach nie będą w stanie szybko pomóc naszemu zagubionemu dziecku.

samochodem z dziećmi

W zależności od wieku i ogarnięcia dziecka rozwiązania mogą być różne. Przy takich dwu-trzylatkach jak Hela można się zabezpieczyć specjalnymi szelkami bezpieczeństwa. Jest to bardzo przydatne jeśli wybieramy się z maluchem w bardzo tłoczne miejsce. Pamiętam jak dziś wizytę z dziećmi na placu Świętego Marka w Wenecji, który zatłoczony jest okropnie i daję słowo, że wypuszczenie tam małego dziecka z rąk może skończyć się bardzo słabo. Jeśli wasze dzieci są bardzo ruchliwe i szybkie, to takie szelki będą dla was wybawieniem. Z Helą mamy o tyle dobrze, że ona nie ucieka i trzyma się zawsze bardzo blisko nas (najchętniej na rękach), więc tym razem szelek nie użyliśmy ani razu, ale na wszelki wypadek je zabrałam.

samochodem z dziećmi

Starszym dzieciom zakładam na rękę opaski informacyjne z numerem telefonu do mnie. Takie dzieciaki są na tyle rozsądne, że się nas pilnują i na tyle duże, że trudniej je stracić z oczu, ale na wszelki wypadek po obcych terenach latają z opaskami.

Franek od niedawna używa zegarka z telefonem i geolokalizacją. Zarówno on, jak i my bardzo chwalimy sobie to rozwiązanie (ten zegarek będzie miał wkrótce własną długą recenzję), bo gdyby cokolwiek się działo, to możemy do siebie zadzwonić i możemy znaleźć Franka (a raczej jego zegarek), dzięki aplikacji na naszych telefonach. Korzystanie z zegarka za granicą oczywiście wiąże się z dodatkowym kosztem, ale jeśli jedziemy gdzieś na dłużej, to można do niego włożyć lokalną kartę SIM.

 

Jeśli macie ochotę na taką objazdową wycieczkę po Polsce czy Europie, to przypominam, że zbliża się długi majowy weekend. Jak się dobrze z urlopem ogarnąć, to może wyjść nawet 9 dni wolnego, a w 9 dni to samochodem o Paryż można zahaczyć ;) My tradycyjnie majówkę spędzamy w Bieszczadach, z czego bardzo się cieszę, bo takich długich objazdowych wyjazdów mam na razie dosyć. Chociaż jak już wypakowałam wszystkie torby i wrzuciłam do pralki pierwsze pranie, to pomyślałam, że może w przyszłym roku udałoby się samochodem objechać Bałtyk ;)