Szkolna wyprawka z Faber-Castell

Pogoda nie zostawia żadnych wątpliwości — idzie jesień i pewnie już wkrótce zobaczymy pod nogami pierwsze opadłe z drzew liście. Dla nas ten wrzesień będzie wyjątkowy, bo nasze pierworodne dziecko rozpocznie swoją szkolną przygodę. Trudno uwierzyć, że to już. Nie wiem, kto bardziej się tą szkołą ekscytuje — ja czy Franek, on nie wie jeszcze, o co w tym wszystkim chodzi, a ja zamykając oczy, widzę stosiki nowiuśkich zeszytów, ostro zatemperowane kredki i jeszcze czyste gumki do ścierania pierwszych kulfonów. Co prawda czasy się zmieniły i zamiast wyjścia do sklepu papierniczego mamy wspólne wybieranie kredek w sklepie internetowym, ale radość z odpakowywania paczki z wyprawką jest dokładnie taka sama.

Ostatnio czytany przez nas „Plastusiowy Pamiętnik” wzbudził we Franku bardzo duże zaciekawienie piórnikiem. I chociaż jego piórnik w niczym nie będzie przypominał tego tosinowego, bo ani w nim nie będzie stalówki, ani nasadki, ani nawet scyzoryka do ostrzenia kredek, to od kilku dni czekał, aż przyjdzie do nas zawartość jego piórnika. Nie wiem, kto był bardziej zachwycony przesyłką — ja czy on. W efekcie on nie może odkleić się od tych szkolnych nowości, a ja muszę mu je cichaczem wykradać, żeby zrobić zdjęcia i pokazać wam je na blogu.

Wymagania w szkole Franka są takie, żeby plecaki, piórniki i wszystko to, co dzieci ze sobą przynoszą, nie były zadrukowane Gwiezdnymi Wojnami, Elsą i Anną czy Pokemonami. Chodzi o to, żeby dzieci nie rozpraszały się tym, z czym mają pracować. Moim zdaniem jest to słuszne posunięcie, bo myślę, że większości dzieci naprawdę ciężko jest się skupić i każdy dodatkowy bodziec jest problemem. Ale jak się okazało sporym wyzwaniem było znalezienie produktów, które spełniały by te wymagania, bo łatwiej kupić kredki z Gwiezdnymi Wojnami, niż bez. To było jednym z powodów, dla którego cała kreślarsko-plastyczna wyprawka Franka to produkty niemieckiej marki Faber-Castell, na których kreskówkowych nadruków nie znajdziemy, a które są tak fajne, że dziecko szybko zapomni o tym, że marzyło o temperówce w kształcie Pokemona :)

szkolna wyprawka faber castell

Najważniejszym elementem piórnika naszego pierwszoklasisty są miękkie ołówki (B lub HB), który powinny mieć trójkątny ergonomiczny przekrój. Te, marki Faber-Castell mają dodatkowo czarne antypoślizgowe kropeczki, więc sprawdzą się nawet wtedy, kiedy mały człowiek będzie wylewał w szkole siódme poty :D Zresztą sama testowałam te ołówki przez wiele lat od podstawówki, aż po studia, więc to moja osobista rekomendacja :)

Ponieważ mam pewne obawy, czy syn mój wszystko będzie w szkole pisał bezbłędnie, to pomyślałam, że warto zainwestować w gumkę do ścierania ołówka. Jeśli okaże się geniuszem, to najwyżej mu się nie przyda ;)

temperówce najważniejszy jest rozmiar! Wybraliśmy taką, która po pierwsze ma dwie dziury, na małe i duże kredki, a po drugie jest na tyle duża, że się nie zgubi i na tyle mała, że zmieści się w piórniku, po trzecie ma mały pojemnik na obierki, więc jest szansa na większy porządek w piórniku i okolicach.

szkolna wyprawka faber castell

Nożyczki są niezbędne do obcinana koleżankom warkoczy, więc myślałam przez chwilę o oddaniu mu moich krawieckich. Okazało się jednak, że są dla niego za ciężkie, więc wybraliśmy szkolne — pewnie nie dadzą rady obciąć grubego warkocza, ale za to mają wygodny uchwyt, specjalne miejsce na podpisanie nożyczek imieniem dziecka i blokadę, no i kolorystycznie idealnie się komponuje z pozostałymi elementami. Jeśli chodzi o linijkę, to najważniejsze jest to, żeby była prosta i niezbyt długa, fajnie jak się mieści w piórniku, w ostateczności nie powinna wystawać z plecaka :)

szkolna wyprawka faber castell

Za moich szkolnych czasów kredki dzieliły się na ołówkowe i świecowe i jakoś nikt zbyt długo nie pochylał się nad tym zakupem. Teraz istnieje jakiś tysiąc rodzajów kredek, takie ołówkowe mogą mieć różną wielkość i różny kształt. Szkolne zalecenie jest takie, aby były trójkątne, to znaczy przekrój miały trójkątny, bo to podobno pomaga lepiej ćwiczyć dzieciom odpowiedni chwyt. Kusiły mnie ogromne opakowania w metalowych pojemnikach, w których można godzinami układać kolorystycznie te 120 kredek, ale potem sobie przypomniałam, że to dla mojego syna, a nie dla mnie :) Dlatego mamy „jedynie” 30 kolorów i dlatego na kredkach jest miejsce na podpisanie ich (to genialny pomysł!) – wystarczy cienki marker permanentny i kilkukrotnie zwiększamy szansę na to, że nasze dziecko pod koniec czerwca nadal będzie miało swoje kredki!

szkolna wyprawka faber castell

Przyznam, że nie jestem fanką kredek świecowych, są małe i szybko się łamią, w zasadzie po kilku dniach z 12 kredek robi się ich ponad 30, z czego połowa się gubi w całym domu, no i dają słabszy efekt artystyczny niż kredki ołówkowe. Ale dzieci je lubią, więc nie mogłam odmówić :) Te kredki świecowe, które znalazły się w szkolnej wyprawce to grubasy (o przekroju trójkąta), więc mają szansę przetrwać całkiem długo. Dam znać, jak pierwsza się złamie :)

szkolna wyprawka faber castell

Jako dziecko byłam ogromną fanką flamastrów, marzyły mi się ogromne opakowania z mnóstwem kolorów. Zapał do flamastrów straciłam, kiedy zostałam mamą. Okazało się, że flamastrami świetnie maluje się po ścianach, ubraniach i meblach. Dlatego mocno ograniczałam ich obecność w naszym domu i pilnowałam, żeby nigdy nie było ich tak dużo, żebym przestała nad nimi panować. Ale umówmy się, ktoś, kto idzie do szkoły ma już całkiem sporo rozumu i zazwyczaj nie wykazuje skłonności do malowania po ścianach, więc mogliśmy zaszaleć!

szkolna wyprawka faber castell

Mamy więc piękne, metalowe auto a w nim flamastry w 33 kolorach. Co więcej, skuwki tych flamastrów można ze sobą łączyć, a dzięki dodatkowym ruchomym łącznikom, flamastry nie służą tylko do kolorowania, ale są świetnymi klockami konstrukcyjnymi! Od kiedy powiedziałam Frankowi o tej funkcji, to zaczął masową produkcję flamastrzanych statków kosmicznych i samolotów. Co więcej, już po godzinie doszedł do wniosku, że flamastrów jest stanowczo za mało, bo nie wystarcza mu ich do zbudowania Gwiazdy Śmierci. Mam nadzieję, że jego wychowawczyni będzie również bardzo zadowolona z tych flamastro-klocków i nie będą one powodem pierwszej szkolnej pogadanki ;)

szkolna wyprawka faber castell

Z farbami mam podobnie, jak z flamastrami, jako mama za nimi nie przepadam, dlatego od zawsze zachęcałam moje dzieci do wyżywania się malarsko w przedszkolu. Ale wiecie, jak to jest z zakazanym owocem? Nawet jeśli w przedszkolu malowali cały dzień, to w domu też błagali o wydanie farb (bo farby w naszym domu są schowane wysoko, od czasu kiedy dowiedziałam się, że trzymanie ich w zasięgu maluchów jest niezwykle niebezpieczne). Franek, jako dziecko, które już straciło zainteresowanie niszczeniem mienia przy użyciu przyborów plastycznych, dostał swoje pierwsze farby na WŁASNOŚĆ. Trzyma je w pokoju i może malować wtedy, kiedy ma ochotę.

szkolna wyprawka faber castell

Jest nimi zachwycony, bo farby są dwupoziomowe i każda z 24 farb znajduje się na osobnej podstawce, które można ze sobą dowolnie łączyć. Nie pokazałam Frankowi jeszcze wszystkich możliwości konstrukcyjnych tych farbo-klocków, bo na razie czekam na reakcję szkoły na flamastry ;) W zestawie z farbkami jest cienki pędzelek Click&Go, który podbił moje serce. Zwykłe pędzelki do farb po kilku użyciach przypominały starą miotłę i średnio nadawały się do użycia. Te pędzelki mają specjalny przesuwany uchwyt, który chroni włosie pędzelka przed uszkodzeniem, moim zdaniem to jest absolutny hit dla dzieciaków. Oprócz cienkiego pędzelka z zestawu farb, mamy też grubszy, który można kupić osobno.

szkolna wyprawka faber castell

Zachwycił mnie również pojemnik na wodę, bo po pierwsze dzięki pofalowanemu brzegowi pędzelki z niego nie spadają, a po drugie jest składany na płasko, nie zajmuje więc niepotrzebnie miejsca! A pomyśleć, że za moich czasów zwykły kolorowy kubek to była już ekstrawagancja!

szkolna wyprawka faber castell

Pióro nie jest potrzebne na początku szkolnej przygody, bo dzieci najpierw uczą się pisać ołówkiem, a na pióro przychodzi czas, kiedy sztuka pisania jest już dobrze opanowana. Ale nie mogłam się powstrzymać! Głównie dlatego, że podczas czytania „Plastusiowego Pamiętnika” ciężko było mi tłumaczyć, co to jest stalówka i nasadka, do czego służy atrament i co się trzyma w kałamarzu. Oczywiście współczesne pióra są dosyć odległe od tych, którymi pisano w dwudziestoleciu międzywojennym, ale zobaczenie pióra na żywo wiele wyjaśniło! Okazało się, że dzieci są pojętne, bo od razu zrozumiały, że wymazywacz jest do usuwania kleksów :)

szkolna wyprawka faber castell

Pióro dziecięce Faber-Castell można kupić w opcji dla prawo i leworęcznych dzieci. Materiał, z którego jest wykonane, jest miękki, więc dziecięce ręce mniej się męczą. Dziurki w nasadce pozwalają kontrolować ilość atramentu w naboju, a specjalny kształt skuwki sprawa, że pióro nie będzie się turlać po ławce i z niej spadać. Wszystko jest pomyślane tak, żeby dziecku łatwiej było skupić się na nauce, a nie na rozpraszaczach. W zestawie z piórem są dwa wymazywacze oraz 5 naboi z atramentem. Naboje rozbawiły nas najbardziej, bo Franek nie mógł uwierzyć, że tak właśnie wyglądają naboje i nie rozumiał, dlaczego sprzedają je razem z piórem, a nie z pistoletem :D

szkolna wyprawka faber castell

Pojawienie się w naszym domu tych wszystkich cudowności sprawiło, że mocno odczuliśmy brak piórnika, bo Pan Uczeń chętnie by to wszystko już w środku poukładał. Zdziwił się trochę, kiedy powiedziałam mu, że nie będzie miał takiego drewnianego piórnika z przegródkami, jaki miała Tosia, ale jest otwarty na inne propozycje. Jednakże okazuje się, iż kupienie kredek bez tych wszystkich bajkowych postaci to prawdziwy PIKUŚ. Spróbujcie znaleźć taki piórnik, jeszcze, żeby był duży i bez wyposażenia. Przeszłam już cały internet, czuję, że będę musiała ruszyć się z domu i odwiedzić, te wszystkie rzeczywiste sklepy. Jeśli wam wpadł w oko jakiś fajny piórnik (bez wyposażenia), to dajcie znać w komentarzach, bardzo chętnie się wspomogę Waszymi radami.

 


Zawarte w tym wpisie linki, to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu drobną prowizję. W żaden sposób nie wpływa to na cenę, którą Ty zapłacisz, ale dla mnie będzie sygnałem, że cenisz moją rekomendację :)