Whisbear CRYsensor – Szumiący Miś z funkcją wykrywania płaczu + KONKURS

4.3

Szumiący Miś Whisbear CRYsensor z funkcją wykrywania płaczu nie tylko pomaga zasnąć niemowlętom, ale automatycznie się włącza kiedy „usłyszy” w pobliżu płacz. Dzięki niemu zwiększamy szanse na rzadsze nocne pobudki i dłuższy sen (rodziców i dziecka). Cena 189 zł.

Wygląd 5 Jakość 5 Cena 3

Rok temu na blogu pojawiła się recenzja Szumiącego Misia Whisbear. Miałam wtedy w domu 22 dniowe maleństwo, które od początku uwielbiało zasypiać przy kuchennym wyciągu. Szumiący Miś okazał się dla nas najlepszym noworodkowym gadżetem, bo pozwolił nam wyjść z kuchni i usypiać Helę w każdym innym miejscu w domu i poza nim. Wiedziałam, że jest to coś, co przyda się wielu świeżo upieczonym rodzicom. Teraz, po roku, miś Heli jest nadal w użyciu i nadal ułatwia jej zasypianie! Od kilku tygodni testujemy też najnowsze „dziecko” Whisbear, czyli misia z funkcją wykrywania płaczu, który, ku mojemu zaskoczeniu, świetnie sprawdza się też przy rocznym dziecku.

Nowy Miś różni się od „zwykłego” Szumiącego Misia jedynie mechanizmem. Pluszak jest dokładnie taki sam, czyli jest głową misia z miejscem w środku na szumiący mechanizm oraz czterema nogami, które służą zarówno do przyczepienia misia do łóżeczka, wózka czy fotelika, jak i do zabawy, bo są szeleszczące, a materiały, z którego są uszyte, mają różne kolory i faktury. Wiem, że nie wszystkim ten projekt przypadł do gustu, ale ja bardzo lubię go za to, że jest oryginalny i bardzo funkcjonalny (każdy element misia do czegoś służy). Miś w funkcją wykrywania płaczu dostępny jest w 3 wersjach kolorystycznych: turkus, cytryna i arbuz. Te różnice kolorystyczne widoczne są na jednej łapce misia, więc nie szukajcie po sklepach całego żółtego szumiącego misia, bo nie znajdziecie :)

whisbear

A jak działa ten nowy, super mechanizm? Po włączeniu urządzenia (potrzebne są do tego 3 baterie AAA) przez 40 minut słuchamy usypiającego szumu, który na koniec stopniowo się wycisza. Po tym czasie przechodzi w stan czuwania i analizuje dochodzące do niego dźwięki z otoczenia. Jeśli wykryje coś, co będzie brzmiało jak płacz dziecka, to na 20 minut włączy szum. Po dwudziestu minutach znowu przechodzi w stan czuwania. Maksymalna długość stanu czuwania trwa 3 godziny, jeśli w tym czasie nic nie wykryje, to urządzenie się wyłączy. Można też włączyć mechanizm z pominięciem tego pierwszego 40 minutowego szumu, więc jeśli nasze dziecko już śpi, to nie musimy raczyć go szumem, ale możemy nadal korzystać z funkcji wykrywania płaczu. Oczywiście możemy zmieniać głośność szumu, dostosowując go do upodobań dziecka.

Podczas naszych testów próbowaliśmy wybudzać urządzenie różnymi dźwiękami i oprócz płaczu dziecka działały też głośne rozmowy oraz krzyk. Jeśli więc w pobliżu misia znajdzie się ktoś lub coś, co wydaje długie i głośne dźwięki, to urządzenie uruchomi szumienie.

whisbear-2

Odkryłam również dodatkową korzyść z tego trzygodzinnego czasu czuwania. Jeśli Hela budzi się w nocy i płacze, a Szumiący Miś się nie włącza, to oznacza, że spałam WIĘCEJ NIŻ 3 GODZINY Z RZĘDU. Wtedy mam ochotę płakać ze szczęścia :) Jeśli urządzenie się włącza, to liczę po cichu na to, że to przebudzenie Heli jest chwilowe i Miś da sobie z nim radę, jeśli szum nie pomaga, to najpierw klnę w myślach, a później idę na ratunek dziecku.

Szczerze mówiąc, kiedy nowy Whisbear dotarł do nas na testy, to byłam przekonana, że Hela jest już na to za duża. Oczywiście przetestuję i zrecenzuję, ale sama dużych korzyści z takiego produktu nie będę już miała. Na szczęście byłam w dużym błędzie. Hela budzi się w nocy dość często (powiedzmy 2-4 razy) jak na roczne dziecko, przez co czasami nie daję rady już jej ogarnąć (głównie nad ranem). Okazało się, że do części z tych wybudzeń nie muszę wstawać ja, bo wstaje do niej Whisbear. Zdarza się, że raz czy dwa razy w nocy ona się przebudza, ale szum, który budzi się razem z nią, z powrotem ją usypia. Nie muszę chyba tłumaczyć rodzicom, że to jest dla mnie mega wielka radość!

whisbear-4

Po pierwszych kilku nocach z nowym Misiem, liczyłam po cichu na to, że przejmie on ode mnie wszystkie pobudki Heli, ale niestety się nie udało. Mam nadzieję, że autorki Whisbeara będą pracować nad stworzeniem kolejnych funkcji, czyli przytulania i karmienia, bo na razie w tym zakresie jestem niezastąpiona. I przydałoby się też coś na ząbkowanie ;)

Szumiący Miś z funkcją wykrywania płaczu jest droższy od tych zwykłych i trzeba za niego zapłacić 189 zł (69 zł więcej niż w wersji zwykłej). Rodzice, którzy mają misia ze zwykłym urządzeniem, a chcieliby mieć taki z wykrywaniem płaczu, mają szansę dokupić samo urządzenie za 65 zł (oferta ograniczona czasowo do 30 października, więcej informacji jest TUTAJ).

whisbear-5

Misia można kupić w wielu dobrych sklepach z akcesoriami dla dzieci, ale jest też dostępny bezpośrednio na whisbear.com. Jeśli ktoś z was jest z Warszawy (albo akurat tu przebywa) i chciałby przed zakupem móc zobaczyć, dotknąć i wybrać sobie osobiście takiego misia, to jest to możliwe w Showroomie w Warszawie przy ulicy Solec 30.

KONKURS

Ponieważ zdaję sobie sprawę, że 189 zł to nie jest mała kwota, szczególnie na etapie kolekcjonowania wyprawki, to mam dla was super konkurs, w którym nagrodami jest 5 Szumiących Misiów Whisbear z funkcją CrySensor. Tym razem konkurs będzie literacki!

Żeby wygrać misia, trzeba w komentarzu pod tym wpisem napisać niezbyt długą opowieść o tym, jak wyglądałoby wasze rodzicielstwo gdyby zabrakło w nim Szumiącego Misia. Czekam na mrożące krew w żyłach historie, które dostarczą mi mnóstwo rozrywki, w tym bólu brzucha ze śmiechu!

Najlepszych 5 historii zostanie nagrodzonych Szumiącymi Misiami z funkcją CrySensor. Najlepsze historie wybieram oczywiście ja!

Na wasze zgłoszenia czekam do końca 20 października (do północy). Laureaci zostaną wyłonieni do 23 października, a informacja o laureatach będzie opublikowana w tym wpisie (na dole!).

Osoby zostawiające komentarz konkursowy niech pamiętają, że adres mailowy, który zostawiają podczas logowania do systemu komentarzy, jest adresem, pod którym będę ich szukać w razie wygranej! Także bez żartów, same poważne adresy.

POWODZENIA!

WYNIKI

Wszystkie Wasze zgłoszenia zajęły dokładnie 120 stron A4 i powiem szczerze, że przeczytanie całości było sporym wyzwaniem. Nie mniej jednak, było to bardzo przyjemne kilka godzin, bo było bardzo dużo niesamowicie dobrych opowieści i wierszy. Jedyny minus – po kilku godzinach czytania o braku snu, podkrążonych oczach i zombie, zaczęłam mieć wrażenie, że posiadanie dzieci to prawdziwy koszmar ;) Było mi trudno wybrać 5 najlepszych historii, ale te, które ostatecznie wybrałam to moim zdaniem prawdziwe perełki. Moim zdaniem Whisbear powinien pomyśleć, o wykorzystaniu waszej twórczości w swojej reklamie :)

Wszyscy czekacie na wyniki, więc poniżej zamieszczam 5 wybranych zgłoszeń. Autorzy poniższych utworów literackich w ciągu kolejnych 24 godzin otrzymają ode mnie maila z informacją o tym, jak dotrą do nich nagrody :)

Gratuluję laureatom i życzę wszystkim przyjemnej lektury!

Pierwszy Whisbear z funkcją CRYsensor trafia do Kate :)

– Proszę wstać. Sąd idzie!
Oczy wszystkich zwrócone były na wielkie drzwi, z których wyłoniła się czarna postać. To sędzia Pan Nocny Koszmar — nieustępliwy i twardy.
Sala rozpraw była pełna. Mnóstwo zainteresowanych. A na ławie oskarżonych tylko on jeden. Niejaki Whisbear. Twarz miał wyjątkowo szarą, cztery szeleszczące nogi zwisały i kołysały się niczym gałęzie drzew, poruszane przez zimny, jesienny wiatr. Czarne oczy błyszczały, a uszy (jedno w paski, drugie w kropki) jakby oklapły.
Główną poszkodowaną była Pani Kolka. Elegancka postać w okularach na nosie, włosach spiętych w kok, na ramieniu torba Morini i ta mina: kwaśna, groźna, złowieszczyła najgorsze. Pani Kolka zabrała głos:
– Oskarżam, tego oto delikwenta o zniszczenie moich planów, dotyczących tysięcy tzw. rodzin dzietnych, oskarżam go o straty moralne, a także obarczam kosztami za pensje, które musiałam wypłacić moim pracownikom, nomen omen bezpodstawnie, bo na nic się zdała praca Pana Bóla Brzucha czy też Pana Marudnika Bezsennika.
– Co się stało — rzekł sędzia — proszę opowiedzieć.
– Jak zwykle co wieczór — zaczęła Kolka — zaczęliśmy pracę w jednym z tych małych, pulchnych brzuszków. Wierciliśmy, szczypaliśmy. Na początku wszystko szło zgodnie z planem, czyli niekończący się płacz tego bachora, marudzenie i pół nieprzespanej nocy przez jego rodziców. Nic nie zapowiadało katastrofy. Aż tu nagle, szok! Niedowierzanie! Dziecko smacznie śpi. Krzyczę więc do Bólu Brzucha: mocniej, mocniej! Sama nawet zaczęłam wbijać moje żelowe paznokcie intensywniej. Ale to na nic. Na próżno. Wtem, słyszymy dziwne: szzzzzzzzz. Cóż to? Kto tu jest? Ach. Jak śmiesz! Jakim prawem! To on Wysoki Sędzio — wskazała czerwonym szponem na Whisbeara. On — ten Szumiący Miś. Kiedy on zaczyna swoje szumienie — wszystko przepadło, wszystko na marne. Aż odechciewa się być tym Złym.
Opuściła głowę, opadła ciężko na krzesło i otarła łzę, spływającą po policzku.
– Czy zdarzyło się to jeden raz? – zapytał sędzia.
– Ależ skąd. Teraz to norma. Wszędzie tylko Misie. Wszędzie ma kumpli.
Sędzia Nocny Koszmar po krótkim namyśle rzekł:
– A zatem Panie Whisbear dowody przeciwko Panu są niepodważalne. To Pan sprawia radość dzieciom i ich rodzicom. To Pan daje ukojenie brzuszkom i spokojny sen nocą. To Pan swoim szumieniem odebrał pracę i chęć do działania tej biednej Powódce. To Pan sprawił, że na nic jej działania i poczynania. Jest Pan WINNY! W związku z tym skazuje Pana na karę: karę bolesną i straszną. Skazuje Pana na powieszenie….powieszenie na szczebelkach od łóżeczka i nieustanne szumienie — dożywotnio.
Wszyscy zaczęli klaskać. Whisbear nie powiedział nic. Uśmiechnął się tylko pod nosem, a na sali dało się słyszeć cichutkie szzzzzzzzz….

To bajka krótka i bez morału, ale ukazująca, że życie bez Misia Szumisia to nocny koszmar: w roli głównej z panią kolką i jej kompanami :)

Drugi Whisbear z funkcją CRYsensor trafia do Magdy :)

Śpij kochanie! – prosi mama
a on płacze tak do rana.
O poranku, wieczorami,
ciągle jest zalany łzami.
Mama szarpie z nerwów włosy
a on krzyczy wniebogłosy.
Umęczona, niewyspana
to kolejna noc zarwana.
Tato znów o urlop prosi,
całą noc na rękach nosił
swego synka malutkiego
a szef na to- Oj nic z tego.
I pracuje bez humoru,
w domu sceny jak z horroru.
Jak Ci pomóc mój kochany?
Ktoś doradzi drogie mamy?
Kołysanki, masaż brzuszka
nic nie działa na maluszka.
Smutek, rozpacz, załamanie,
aż tu nagle- rozwiązanie.
Miś co szumi, płacz wykrywa
kto się stara, ten wygrywa.
Więc my także chcemy dzisiaj
dostać szumiącego misia.

Trzeci Whisbear z funkcją CRYsensor trafia do NatH :)

Dorośli twierdzą, że potworów nie ma, że to tylko małe dziecięce główki pełne wyobraźni tworzą maszkary czyhające pod łóżkiem, by straszyć w nocy. Ja jednak wiem, że jest inaczej po tym, jak opuściłam ciasny brzuchol mamy. Najpierw wpakowali mnie w jakiś piekarnik pełen fioletowego światła. Mama twierdziła, że to dla zdrowia, bo byłam żółta jak kurczak, ale ja swoje wiedziałam, więc wzywałam co sił w płucach by przyszła mi na pomoc i po trzech dniach w końcu zrozumieli, że solarium jest mi nie potrzebne. Jakby nie mogli od razu. Lekarze to złe stwory. Terroryzowali mnie igłami, ale dorośli dalej twierdzą, że potworów nie ma. Śpię po cichutku w nocy i w końcu błogo i miło, aż tu nagle jakiś stuk jakiś puk. No to panikuje, bo przecież instynkt pierwotny mam nie dam się zeżreć dzikim bestiom i na nic usprawiedliwienia mamy, że to sąsiad bierze prysznic. Rury nie mogą tak gulgotać, a już na pewno nie uwierzę, że takie dzielne dziecko jak ja (w końcu przetrwałam lekarzy), może obudzić mydło spadające w łazience trzy piętra niżej. Przecież mama i tata hałasują, tym razem to nie przypadek, to na pewno dzikie stwory. Opracowałam system zabezpieczeń, już nie mruczę. By wzywać pomocy, mam system alarmowy, działa niezawodnie, bo budzi całą kamienicę :) Znają mnie już wszyscy sąsiedzi, chociaż twierdzą, że potworów nie ma. Za to mama mój bohater odstrasza wszystko. Ma kamuflaż i wygląda gorzej niż to, co mnie budzi. Dobry kamuflaż, bo zawsze działa, a gdy bardzo się boję, to się pochyla, żebym widziała lepiej jak się postarała, by potwory odstraszyć. A specjalnie dla mnie szusza i robi mi takie szszszszsz…by powieki zrobiły się cięższe. Wiecie co, to działa, bo jakoś tak po takich akcjach budzę się potem i myślę, że może to prawda i potworów już nie ma.

Czwarty Whisbear z funkcją CRYsensor trafia do Kasi :)

Rodzicielstwo bez misia szumiącego ? Oooj nie ! Dla mnie nie istnieje już coś takiego. I niech ta historia z dnia dzisiejszego będzie przestrogą dla rodzica każdego, że życie bez misia szumiącego to jest istny armagedon !!
Ciepły poranek nie zapowiadał nic strasznego… aż przyszła pora karmienia pierwszego. A po karmieniu jak to zwykle bywa, Kalinka w objęciach szumiącego misia odpływa. I już wyciągam rękę, by uruchomić mega przyjaciela… i patrze i oczom nie wierzę !
O cholera, nie ma whisbear’a. Łóżko, komoda — misia brak — oj to nie jest dobry znak. Może pod szafą, może w pościeli… nie ma. Diabli go wzięli! Kalina już wierci się niepewnie…zaraz eksploduje to pewne ! Świat zaczyna pomału wirować… spokojnie, oddychaj, byle nie zwariować. To nie jest w końcu taki mały miś ! Na pewno w innym pokoju się zapodział dziś. Pokój, kuchnia, łazienka — misia brak, niech to szlag ! Jestem stracona — zabawka została skradziona! Niedługo czekając na pierwsze tego skutki, już z pokoju dochodzi płacz cichutki.
To nie może być prawda, ja na pewno śnie, niech ktoś uszczypnie mnie! Bez szumiącego misia, Kalina nie zaśnie dzisiaj.
Co począć ?!, jak żyć?! – myślę załamana, a tymczasem Kalina coraz bardziej zapłakana… Trzeba przeprowadzić śledztwo od rana!
A, że w ciąży kryminałów się dużo naczytałam, to ochoczo się do pracy zabrałam. Lista podejrzanych — to będzie pierwszy krok — Trzeba przeszukać cały blok !!
– hmm, ale czy tak by zrobił Poirot ? Nie ! On działa po cichu z ukrycia i ja też przeprowadzę śledztwo jak cwana kocica.
Pierwsze podejrzenie padło na psa.
– Taak na pewno ona go ma ! Zabrała, zjadła, rozszarpała, wstręciucha mała ! Pies zabrany na przesłuchanie… przeszukane psa posłanie. W uchu, pod łapą, między kłami śladów brak… ech to nie był psiak.
Z rozmyślań wyrwał mnie dziki wrzask Kaliny. O matko! Sąsiedzi zaraz zadzwonią po gliny! Pomyślą, że dziecko maltretowane i, nie daj Boże, zostanie mi zabrane.
– hmmm Chyba żadne dziecko nie umarło z przejedzenia….dam Małej cyca dla uspokojenia…
Następna na liście była sąsiadka. Tak się zawsze zachwycała, że Kalinka ładnie spała; że gdyby tylko ona szumiącego misia miała, jej córka by jej snu z powiek nie spędzała.
– hmm z psem poszło gładko, ale co tu zrobić z sąsiadką ?
– Może niby niechcący niby przypadkiem zrzucę jej na głowę kwiatka ?! Padnie jak długa pod blokiem, a ja wtedy dumnym krokiem wybawię mego szumiącego misia i Kalinka zaśnie dzisiaj ! Plan niby pierwsza klasa, ale co z czasem ? Na balkonie byśmy stały dzień cały, a i tak byśmy się na sąsiadkę nie doczekały.
Mleko niestety nic nie zadziałało, dziecko wniebogłosy się znowu rozpłakało. Sąsiad z góry już wali w rury, mnie głowa pęka — co za udręka! Jak uciszyć tego smyka małego ? Może suszarki użyję do tego ?! Sukces ! Suszarka została włączona — Kalina chwilowo przekupiona.
Tymczasem wracam do śledztwa mojego… kto zwędził misia małego ? A może to babci Irenka ? Ostatnio tak narzekała na dziadka Zenka; że chrapie, że spać nie może. HA ! Na pewno pomyślała, że szumiący miś jej pomoże.
Nie ! Nie ! Nie ! To nie prawda być musi, babcia by tego nie zrobiła swojej wnusi.
Ku mojemu przerażeniu nawet suszarka nie podołała temu małemu stworzeniu… Kalina łzami zalana, a ja na kanapie siedzę załamana — bez misia każda kolejna noc będzie nieprzespana.
Wszystkie scenariusze zostały wyczerpane, ktoś sprytniejszy ukradł nam tego misia nad ranem. Biada nam, oj biada… a Kalinka już taka blada.
Całe to dochodzenie sprawiło, że dzień nam minął niepostrzeżenie. Patrzę na zegar, a tu już siedemnasta… dzięki Bogu tata zaraz wraca z miasta. Ledwo przekracza próg mieszkania i oczom własnym nie wierzy… Czy tutaj tajfun uderzył ?! Patrzy to na mnie to na płaczącą Kalinę — nie za wesołą ma minę. Co tu się działo do jasnej anieli ?! Czemu Mała nie śpi już po kąpieli ?
Wtedy wybucham płaczem i ja… – Straciliśmy Szumiącego misia !
Wtem tata oznajmił z miną niewinną — W pośpiechu porannym go spakowałem i ze sobą do pracy dziś zabrałem…
W normalnych okolicznościach rzuciłabym w niego młotem, ale dziś, cieszę się, że mamy misia z powrotem.
Hurraaa !! Nasz whisbear żyje i wtulił się już Kalince w szyje.

Piąty Whisbear z funkcją CRYsensor trafia do Anilorak:)

To była najczarniejsza godzina, a poranek zamienił się w koszmar na jawie. O świcie wszyscy zaalarmowani moim płaczem szybko pojęli, że wydarzyło się coś naprawdę przeokropnego. Moja rozpacz nie miała końca… Los był okrutny! Szum Miś zaginął!

Ale zacznijmy wszystko od początku…

Już w nocy odczułam pierwszy niepokój. Otworzyłam oczy koło godziny 2 nad ranem. Panowała dziwna, złowroga cisza. Zza szczebelków łypnęłam zielonym okiem w stronę uśpionych rodziców. Tatik jak zwykle spał z kołdrą założoną na głowę. Jasno odczytałam jego przekaz: „Mleka nie będzie, nocnego wstawania też nie!” Westchnęłam cicho, cała nadzieja w Mamiku (od dawna wiedziałam, że siła tkwi w żeńskiej solidarności). Zapłakałam, wybierając z mojego bogatego arsenału dźwięków nutę na melodię „Jestem bardzo głodna”. Zareagowała z lekkim opóźnieniem, ale wspaniałomyślnie zrzuciłam to na karb intensywnej niedzieli. Byliśmy u moich dziadków, a w dodatku przez cały dzień niemiłosiernie bolały mnie zęby. Nie mogłam im dać o tym zapomnieć, a złym humorem dzieliłam się ochoczo z całym otoczeniem. Oczywista oczywistość, co nie? Mamik rozpoznając bezbłędnie melodie głodową (mam talent!) na autopilocie wyjęła mnie z łóżeczka, przytuliła i udostępniła moją ulubioną Mlekodajnie. Popijając, rozglądałam się po pogrążonej w mroku sypialni, nazywając w myślach ulubione przedmioty. Raptem mój wzrok padł na moje łóżeczko. Na szczebelkach brakowało Szumiącego Misia!! To dlatego wstałam tak wcześnie! Już miałam alarmować wszystkich, ale upojona mlekiem i z pełnym brzuchem, nim zdążyłam zareagować, odpłynęłam w błogą nicość.

O godzinie 5:23, gdy ponownie otworzyłam oczy, Szumiącego Misia dalej nie było. Nie można było dłużej czekać. Postanowiłam niezwłocznie zgłosić jego zaginięcie. Alarm wzniosłam przejmującym wyciem i łkaniem. Niezwykła sytuacja wymaga niezwykłych środków. Tatik zerwał się na baczność i ruszył w moim kierunku. Po inspekcji sanitarno-cieplnej (zaliczałam pozytywnie!) jego niepokój wzrósł. A ja dalej darłam się wniebogłosy, jasno komunikując: „Szumiący Miś przepadł! Musimy go odzyskać!”. Do akcji wkroczyła Mamik, wzięła na ręce, kołysała i wołała „SzyySzyySzyy”. Tyle że to nie było moje ukochane SzyySzyySzyy!. Do pokoju wpadła nawet moja starsza siostra Tula. Ta od razu zakumała. Schyliła się pod łóżeczko moje, potem rodziców, następnie rozejrzała po całym pokoju, a na koniec oznajmiła: „Szumiący Miś zaginął! Dlatego tak strasznie płacze”. Na potwierdzenie, że moja siostra się nie myli, rozdarłam się jeszcze raz.

Mamik skinęła głową, a ponieważ zawsze szybko podejmowała decyzje, a jeszcze szybciej, gdy płako-śpiewałam oznajmiła: „Wyruszam na poszukiwania, a wy w tym czasie spróbujcie ją wyciszyć!”

Kreatywność mojej rodziny zasługiwała na uznanie. Gdy tylko za Mamikiem trzasnęły drzwi wejściowe, moja siostra Tula uruchomiła suszarkę do włosów. Dźwięk całkiem mi znany z okresu predoczesnego, ale nie koił moich nerwów tak doskonale, jak Miś. W dodatku po półgodzinie coś zgrzytnęło, poszedł dym, a Tula stała przede mną z lekko zszokowaną miną i włosami rozwichrzonymi jak u Alberta Einsteina. Suszarka była do wyrzucenia.

Do akcji wkroczył Tatik. Zabrał nas obie do kuchni i włączył kuchenny pochłaniacz zapachów. Podczas gdy Tula pałaszowała przyrządzone naleśniki, ja wsłuchiwałam się w szum wyciągu, z rozrzewnieniem wspominając piękny pluszowy wygląd mojego misia i porównując go do tej bezkształtnej blachy.

Mama ciągle nie wracała, a zegarek wskazywał, że najwyższy czas odstawić Tulę do przedszkola. Tatik wyłączył więc pochłaniacz, pozamykał dom, w trzech susach zapakował nas do samochodu i pomknął przed siebie. W zasadzie lubię jazdę samochodem, a przy moim aktualnym stanie nerwów miarowy ryk silnika nieco mnie uspakajał. Posiadam słuch absolutny (w przyszłości zostanę bowiem śpiewaczką operową) i warkot silnika to żadna muzyka dla moich wyczulonych uszu, ale byłam już tak zmęczona moim łkaniem i rozpaczą, że postanowiłam zamknąć na chwilę oczy. Tylko na sekundę, może dwie.

Obudziłam się jakiś czas później i ze zdziwieniem stwierdziłam, że dalej siedzę w samochodowym foteliku. Tuli już nie było, a Tatik właśnie rozmawiał z Mamikem przez telefon. Z ich rozmowy wynikało, że Mamik zlokalizowała zgubę (Szumiący Miś został niefrasobliwie zostawiony przez moich nieodpowiedzialnych rodziców u dziadków!) i właśnie była w drodze po niego. Złe wieści były takie, że miało po potrwać jeszcze około godziny, a tata nie dość, że zjeździł już wszystkie dzielnice w mieście dwukrotnie (pewnie próbował tym nieczystym zagraniem utrzymać mnie w śpiączce) to właśnie kończyła mu się benzyna w baku. I bardzo dobrze! Rozkrzyczałam się na nowo na melodię: ”Szumiący Misiu wróć!!!”.

Tatik zrezygnowany zabrał mnie do domu. Usiedliśmy w salonie. Ponieważ mój rodziciel nie lubi ciągle słuchać tej samej melodii (chyba w skrytości ciągle liczy, że zostanę jednak fizykiem kwantowym, a nie śpiewaczką) włączył mi odkurzacz. Ponieważ jestem dobrze wychowana, postanowiłam tym razem mu ulec i posłuchać i tego szumu. Do końca mej udręki i samotności została już tylko godzina. Tak obiecała Mamik.

Kiedy ponownie otworzyłam oczy, Mamik już była i co lepsze właśnie miała zamiar uruchomić Mlekodajnie. Obok mnie leżał mój ukochany Szumiący Miś. Cały, zdrowy, tak samo piękny, jak zapamiętałam i w dodatku śpiewał dla mnie „SzyySzyySzyy”!!!.
Zanim odpłynęłam w krainę błogości i sytości usłyszałam jeszcze komentarz Tatika: „Rodzicielstwo bez Szumiącego Misia jest naprawdę ciężkie, a rachunki za prąd i benzynę dwukrotnie wyższe!”

JESZCZE RAZ GRATULUJĘ WYGRANYM!

Wpis powstał przy współpracy z marką Whisbear