Wyprawka do żłobka, czyli jak przeżyć pierwsze tygodnie rozłąki z dzieckiem

Mogłabym napisać, że dziecko do żłobka się po prostu zawozi i ono tam sobie świetnie radzi, a po jakimś czasie nawet rodzice oswajają się z myślą, że żłobek jest super. Z perspektywy matki trójki dzieci, z których trzecie właśnie kończy karierę w żłobku, tak to właśnie wygląda. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że gdy do żłobka wysyła się pierwsze dziecko, to czujemy się mniej więcej tak, jakbyśmy wysyłali niemowlaka na rok do dżungli. Bo przecież ono jest takie małe, bo na pewno będzie mu tam źle, na pewno coś z tym żłobkiem będzie nie tak i dziecko tego po prostu nie przeżyje.

Decyzja o oddaniu naszego dziecka pod opiekę obcych ludzi w obce miejsce nie jest łatwa. Samo wybranie żłobka to żmudne poszukiwania odpowiedniej placówki. Trzeba przepytać znajomych, przekopać wszystkie fora i grupy na Facebooku. A jeśli w tym szale zbierania informacji wpadniemy przez przypadek na jakieś artykuły o strasznych rzeczach, które potrafią dziać się w żłobkach, to już w ogóle katastrofa, bo zacznie nam się wydawać, że tak na pewno będzie w żłobku, który wybierzemy!

Nie będę się mądrzyć na temat 5 niezawodnych sposobów, które zagwarantują, że dziecko pokocha żłobek, bo moim zdaniem dzieci są na tyle różne, że żadnych niezawodnych sposobów nie ma. Podzielę się po prostu moją historią, która być może pokrzepi wasze serca :)

Jako matka jedynaka, który urodzony został w złych czasach 20-tygodniowego urlopu macierzyńskiego, nie mogłam sobie wyobrazić, by wysłać tak małe dziecko gdziekolwiek dalej niż do drzwi naszego domu. Franek miał dwie nianie i jedną babcię! Nie równocześnie oczywiście, bo żadna ze mnie Angelina Jolie :) Nianie się zmieniały, bo były młodymi studentkami studiów dziennych, a babcia zajmowała się Frankiem jeden dzień w tygodniu, kiedy obie nianie miały zajęcia.

Kiedy Franek skończył 2 lata, to nadszedł czas na klub malucha (na państwowy żłobek nie było żadnych szans). Bałam się tego strasznie, więc chyba trzy miesiące szukałam odpowiedniego miejsca, większość miejscówek odpadała już na etapie poszukiwań internetowych. Ostatecznie wybór padł na niewielki klub malucha bardzo blisko domu. Przez pierwsze dwa tygodnie Franek przychodził tam na pół dnia, dwa lub trzy razy w tygodniu. Prowadziła go tam niania, odbierałam ja. Wszystko było super, Frankowi się w klubie podobało, polubił dzieci i opiekunki.

Problemy zaczęły się wtedy, kiedy spędzał tam cały tydzień i to ja go tam odprowadzałam. Okazało się, że wcale nie był taki chętny, płakał po wejściu, nie chciał zostawać. Nie wiedziałam, o co chodzi, bo jeszcze kilka dni wcześniej problemu nie było. Oczywiście w pierwszej chwili byłam pewna, że to wina żłobka. Pewnie go tam biją, przywiązują do łóżeczka i każą pić płyn do mycia naczyń.

Dopiero po kilku dniach uświadomiłam sobie, że jeśli ktoś jest winny to raczej ja. Prowadzę go w ogromnym strachu, czy jest mu tam dobrze. Sto razy na minutę pytam się, czy mu się tam podoba. Im bardziej on panikuje, tym bardziej ja się boję. MASAKRA. Doszliśmy do wniosku, że dla dobra wszystkich lepiej będzie, jeśli to Michał będzie go tam rano zaprowadzał, a ja go będę odbierać. Z ojcami zazwyczaj jest tak, że gdy prowadzą dziecko do żłobka, to po wejściu zakładają mu kapcie i mówią, baw się dobrze. Nie mają w oczach łez, nie umierają ze strachu i nie przekazują dzieciom tych wszystkich trudnych emocji.

To był strzał w dziesiątkę! Franek szybko zapomniał o tym, że matka prowadziła go tam, trzęsąc się ze strachu i znowu polubił żłobek. Ja zaczęłam zaprowadzać go do żłobka dopiero wtedy, kiedy sama uporałam się z tą zmianą. Kiedy poczułam, że to jest dobre miejsce i przestałam mieć obawy o to, czy na pewno jest tam szczęśliwy. Gdy kończył mi się urlop macierzyński z Lilą, to bez żadnych obaw zapisałam ją do tego samego żłobka, w którym był Franek. Opuściłam etap niań, nie tylko z powodu finansów, ale również dlatego, że to było po prostu dobre miejsce nie tylko dla dwulatka, ale również dla niemowląt. Podobnie zrobiłam z Helą.

Obie dziewczyny były przyprowadzane do żłobka, gdy skończyły pół roku. Najpierw na 2-3 godziny dwa razy w tygodniu, a potem coraz dłużej. To był dla nas układ idealny, bo miały naprawdę sporo czasu na przyzwyczajenie się do nowego miejsca, poznanie opiekunek i zwyczajów, które panują w żłobku. A ja nie miałam żadnego lęku separacyjnego, bo dostając cztery godziny w tygodniu tylko dla siebie po pół roku siedzenia z niemowlakiem non stop, byłam wniebowzięta. W ten sposób powoli odzwyczajałyśmy się od swojej stałej obecności.

Oczywiście Lila i Hela miały też trudniejsze momenty (około drugiego roku życia) i były takie tygodnie, że płakały przed wyjściem do żłobka, ale znowu podziałała zmiana rodzica odprowadzającego dziecko. Tata okazał się jak zwykle niezawodny. Dlatego z perspektywy czasu uważam, że najważniejszym punktem na każdej żłobkowej (i przedszkolnej) liście wyprawkowej jest rodzic gotowy do oddania dziecka pod opiekę innym osobom i ufający miejscu, które dla swojego dziecka wybrał. Jeśli ten punkt macie odhaczony, to będzie wam znacznie łatwiej. I bez dużych obaw będziecie mogli zacząć kompletować z dzieckiem żłobkowy ekwipunek.

Wyprawka do żłobka

Każdy żłobek ma swoją listę wyprawkową, bo w różnych miejscach panują różne zwyczaje. Są żłobki, do których nie trzeba przynosić prawie nic, są takie, gdzie trzeba przynieść wszystko. Lista w żłobku, do którego chodziły moje dzieci, nie jest jakaś przesadnie długa, ale ponieważ wiem, że w innych żłobkach często trzeba przynosić więcej rzeczy, to postanowiłam, że w tym wpisie też pokażę ich nieco więcej.

Dla fanów filmów przygotowałam video poświęcone wyprawce, w którym pomimo obecności Helenki staram się pokazać wszystkie polecane przeze mnie produkty. Ale zachęcam również do przeczytania tekstu, bo znajdziecie w nim informacje o rabatach dla moich czytelników na zakup niektórych wyprawkowych rzeczy.

Pamiętajcie, że rzeczy, które tutaj pokazuję, mogą być kompletnie nieprzydatne w żłobkach waszych dzieci, więc zanim zaczniecie zakupy, zapytajcie się, co powinniście przynieść. Produkty, które wam polecam to rzeczy, których sami używaliśmy lub używamy, więc są w 100% sprawdzone.

SPANIE

W naszym żłobku do spania potrzebny jest tylko kocyk i ewentualnie jakaś maskotka, jeśli dziecku jest łatwiej z nią zasypiać. Ale w innych żłobkach może to wyglądać inaczej. Wiem, że są żłobki, w których dzieci do snu przebiera się w piżamki. Czasem, zamiast kocyka trzeba przynieść po prostu poszewkę na kołderkę. Moja rada jest taka, żeby dać do żłobka to, co dzieci lubią, znają i przy czym najłatwiej będzie im zasnąć. Dzięki temu poczują się bezpieczniej i na pewno nieco szybciej oswoją się z nową rzeczywistością.

Jeśli dziecko używa w domu smoczka, to moim zdaniem warto dać mu smoczek również do żłobka. Na odzwyczajenie jeszcze przyjdzie czas, a fundowanie dziecku równocześnie kilku tak dużych zmian nie jest najlepszym pomysłem. Lepiej wybrać metodę małych kroków, czyli najpierw przyzwyczaimy dziecko do żłobka, a potem odzwyczaimy go od smoczka.

Moje żłobkowe typy do spania:

wyprawka do żłobka

Króliczek Maud’n’Lil (119 zł) | Smoczek kauczukowy Eco Viking (27 zł) | Kocyk bawełniany Lodger (149 zł) | Poduszka Lullalove (45 zł) | Owieczka Quax (120 zł) Piżama Skip Hop (125 zł) Kocyk bambusowy Colorstories (179 zł)

Jeśli planujecie zakup kocyka lub pościeli, to mam dla was niespodziankę!

Marka Colorstories przygotowała dla czytelników mojego bloga wyprawkową zniżkę. Do końca sierpnia w sklepie internetowym Colorstories na hasło „mamygadzety” dostaniecie 15% zniżki na cały asortyment marki.

HIGIENA

Również higieniczna część wyprawki będzie różna w zależności od żłobka i dziecka. To, co na pewno znajdzie się w każdej żłobkowej wyprawce, to dużo wygodnych ubrań na zmianę. Maluchy często się brudzą, zdarzają im się pieluchowe wpadki, więc czasem trzeba je przebrać kilka razy dziennie. Żeby nie donosić codziennie kompletu czystych ubrań, najlepiej przynieść ich dużo już na początku.

Jeśli wasze dziecko będzie w żłobku używać pieluch wielorazowych to warto do wyprawki dołączyć również jakiś wodoodporny worek na mokre pieluchy. U nas całkiem dobrze w tej roli sprawdzał się worek Skip Hop. Pieluchowe maluchy poza samymi pieluchami powinny mieć również mokre chusteczki i krem do pupy (najlepiej takie, jakich używacie w domu, co by nie było niespodzianek w postaci uczulenia). Większe dzieci, które są na etapie odpieluchowania, warto zaopatrzyć w majtki treningowe.

No i nie można zapominać o szczoteczce, paście i kubku do mycia zębów. O ile wybranie szczoteczki i kubka to żadna filozofia, o tyle nad pastą powinniśmy już się zastanowić. Ze względu na to, że małe dzieci bardzo często zjadają pastę, a w żłobku nie mamy nad tym żadnej kontroli, to polecam kupić pastę bez fluoru (z ksylitolem). Taka pasta jest bezpieczna, nawet jeśli dziecko większość pasty połyka i nie płucze jeszcze dokładnie buzi.

Moje typy:

Dużo ubrań na zmianę | Worek na mokre ubrania Skip Hop (70 zł) | Biodegradowalna szczoteczka do zębów Jack n’Jill (25 zł) | Pasta do zębów Jack n’Jill (30 zł) | Biodegradowalny kubek Jack n’Jill (30 zł) | Krem do pupy Pure Beginnings (35 zł) | Majtki treningowe Zoocchini (99 zł) | Chusteczki Waterwipes (13 zł)

JEDZENIE

Część wyprawki związana z jedzeniem zazwyczaj nie jest duża, bo żłobek korzysta ze swoich naczyń. My musieliśmy przynieść jedynie kubek lub bidon. Ze względu na to, że maluchy często nie potrafią korzystać ze zwykłego kubka bez rozlewania, a rozlewanie wiąże się z nieustannym przebieraniem dziecka, to najlepiej dać mu do żłobka kubek, z którego nie da się wylać wody, ale co równocześnie uczy picia ze zwykłego kubka, czyli kubek 360°.

Jeśli do żłobka wysyłacie niemowlaka przyzwyczajonego do picia mleka z butelki, to w wyprawce powinna znaleźć się taka butelka. Jak pisałam już wcześniej — na odzwyczajanie dziecka od butelki ze smoczkiem przyjdzie czas, a robienie tego równocześnie z posłaniem dziecka do przedszkola, to fundowanie mu dwóch bardzo dużych zmian w jednym czasie.

Gdyby w wyprawce żłobkowej miał się znaleźć śliniak, to ja polecam fartuszki Close. Nie dość, że wszystko łatwo się z niego spiera i szybko schnie, to jeszcze może posłużyć nie tylko podczas jedzenia, ale również podczas brudzących zabaw plastycznych.

Moje typy:

Śliniaczek-fartuszek Close (60 zł) | Szklana butelka Eco Viking (70 zł) | Stalowa butelka Pura Kiki (125 zł) | Bidon Skip Hop (31 zł) | Kubek 360° Wow Cup (45 zł)

KAPCIE, WORKI I PLECAKI

Kapcie do żłobka to temat rzeka, co dwie matki to trzy opinie. U nas, jako kapcie do żłobka najlepiej sprawdzały się miękkie papcie, a w czasach, kiedy dziewczynki nie chodziły lub dopiero zaczynały chodzić, to używaliśmy po prostu antypoślizgowych skarpet. Istnieją też zwolennicy tradycyjnych kapci, które również dobrze się sprawdzą, pod warunkiem, że dziecku będzie łatwo je samodzielnie założyć. Dlatego wybierając kapcie, warto zwrócić uwagę, czy istnieje jakakolwiek szansa, że dziecko sobie z nimi poradzi (ja z góry odrzucam wszelkie kapcie zapinane na sprzączki bądź wiązane na sznurówki).

W zależności od tego, jak w żłobku zorganizowane jest przechowywanie dziecięcych rzeczy, koniecznym może się okazać dołączenie do wyprawki worka lub plecaka. Z perspektywy rodzica najlepsze będą niedrogie materiałowe woreczki, ale z perspektywy dziecka dużo bardziej atrakcyjne i zachęcające do pójścia do żłobka będą nieduże, kolorowe plecaki.

Moje typy:

Worek Lullalove (25 zł) | Worek Titot (39 zł) | Kapcie Collegien (108 zł) | Papcie Titot (69 zł) | Kapcie Slippers Family (130 zł) | Tornister Penny Scallan (149 zł) | Tornister Hugger (119 zł)

Zniżka na kapcie dla czytelników bloga!

Jeśli przypadły wam do gustu nasze ulubione przedszkolne kapcie Slippers Family, to możecie je kupić z 15% zniżką! Wystarczy podczas zamawiania ich w sklepie internetowym wpisać kod rabatowy „mamygadzety”.

JAK NIE ZGUBIĆ RZECZY W ŻŁOBKU?

Kluczowym elementem wyprawki jest podpisanie wszystkich rzeczy, które zanosimy do żłobka. Można do tego używać flamastra, a można zamówić naklejki, metki i naprasowanki z imieniem i nazwiskiem dziecka. Ja preferuję ten drugi sposób, bo naklejki i metki zawsze mogę zdjąć. Z flamastrem nie jest już tak łatwo. Jeśli szukacie dobrej jakości produktów, które będą wam służyć nie tylko w żłobku, ale również w przedszkolu, to polecam podpisane.pl. TUTAJ możecie przeczytać o tych produktach, które sama testowałam.

Jeśli przeraża was liczba rzeczy, które trzeba razem z dzieckiem przynieść do żłobka, to nie ma się co martwić. Im starsze będzie dziecko, tym mniej tych rzeczy będzie. Dużą ulgę poczujecie, gdy dziecko podrośnie i się usamodzielni. Ja zawsze byłam zdziwiona tym, że wyprawka przedszkolna to przy żłobkowej jest mały pikuś, bo ani pieluch, anie chusteczek, ani śliniaczków, ani butelek czy smoczków kupować już nie musiałam.

 

Zdjęcia: Agnieszka Wanat

Część zawartych w tym wpisie linków, to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu drobną prowizję. W żaden sposób nie wpływa to na cenę, którą Ty zapłacisz, ale dla mnie będzie sygnałem, że cenisz moją rekomendację :)


Przydał Ci się mój wpis? Poleć go znajomym :)

JEŚLI CHCECIE WIEDZIEĆ, CO POLECAM DO ŻŁOBKA, PRZEDSZKOLA I SZKOŁY, TO ZAPRASZAM DO PRZECZYTANIA POZOSTAŁYCH WPISÓW Z CYKLU „WITAJ SZKOŁO, PRZEDSZKOLE, ŻŁOBKU”.