Co dobrego przyniosła nam pandemia?

Co dobrego przyniosła nam pandemia?

Dziewięć tygodni temu zostałam mamą po raz czwarty i od dziewięciu tygodni nie mogę się nadziwić, że czwarte dziecko może tak bardzo zaskoczyć doświadczoną matkę. Do momentu porodu wydawało mi się, że jestem gotowa na wszystko. Byłam w tym temacie bardzo pewna siebie, ale jak przyszło co do czego, to okazało się, że nadal męczą mnie nocne pobudki, kiepsko znoszę konieczność całodobowego noszenia i tulenia, irytuję się kiedy nie udaje mi się od razu znaleźć powodu płaczu, frustruje mnie brak czasu dla siebie (i nie chodzi o czas na czytanie książki, tylko na prysznic i jedzenie). Do tego dochodzi połóg, konieczność zadbania o siebie i danie sobie kilku tygodni odpoczynku połączonego z opieką nad noworodkiem. I w sumie to by było wszystko, gdyby nie pandemia i zdalne nauczanie, organizowanie dzieciom domowej nauki, zabawa w domowe przedszkole z sześciolatką i konieczność radzenia sobie z trudnymi emocjami dzieci wynikającymi z mocno ograniczonego kontaktu z rówieśnikami. Lekko nie jest!

To, co mnie najbardziej męczy w obecnej sytuacji, to wbrew pozorom nie jest opieka nad dziećmi (choć, a i owszem kilka razy dziennie sprawdzam, czy już można komercyjnie polecieć na księżyc i czy sprzedają bilety tylko w jedną stronę), ale logistyka związana z posiadaniem dużej rodziny. Pamiętanie o szkolnych zebraniach, wizytach u dentysty i okulisty, pilnowanie płatności za zajęcia, zapisanie dzieci na obozy i kolonie, wożenie ich w tę i z powrotem, zakupy, pilnowanie czy z kaloszy nie wyrośli i czy nie skończyły się pieluchy. No trochę tego jest, a jak wiadomo im mniejsze dziecko, tym więcej zadań spoczywa na nas, bo dziecko jeszcze samo słabo ogarnia.

Dlatego, jeśli tylko istnieje możliwość, żeby jakąkolwiek z tych rzeczy zautomatyzować, zrobić zdalnie czy uprościć, to z tego korzystam. Inaczej byśmy zginęli w stosie miliona rzeczy, o których trzeba pamiętać. I gdybym miała znaleźć jakiś plus pandemii, z którą żyjemy już od ponad roku, to bez wątpienia jest nim to, że tak wiele rzeczy można zrobić zdalnie. Przy czwórce dzieci w domu to jest zbawienne, bo zdecydowanie ułatwia te wszystkie logistyczne wygibasy. 

Kilka miesięcy temu zachwycałam się domowym KTG, dzięki któremu pod koniec ciąży mogłam w domu kontrolować czy z dzieckiem wszystko w porządku. Nie musiałam nigdzie jeździć, a zapis KTG automatycznie trafiał do położnej, która w ciągu kilku minut odsyłała sms z informacją, że wszystko jest w porządku (albo dzwoniła jeśli miała jakieś wątpliwości). Teraz kiedy po raz kolejny jestem mamą niemowlaka, to zachwycam się możliwością zdalnej konsultacji medycznej!

heydoc

Do tej pory pamiętam, że kiedy ponad 11 lat temu zostałam mamą Franka, to codziennie w mojej głowie pojawiała się setka pytań na temat tego, czy katar u niemowlęcia nie jest śmiertelny, czy wysypka to wysypka, czy raczej objaw śmiertelnej choroby, czy jeśli niemowlę nie oddycha przez sekundę, to trzeba jechać do szpitala, czy ten płacz nie oznacza, że umiera, czy odgłosy wydawane podczas jedzenia to nie znak, że dziecko się dusi itp. KAŻDA nowa rzecz wywoływała w nas niepokój. Oczywiście, zanim zadaliśmy te wszystkie pytania lekarce podczas rutynowych wizyt, to pytaliśmy się o zdanie doktora Googla, który jak wiemy, nie ukończył żadnej uczelni medycznej, nie posiada żadnego tytułu, a jednak zapytany wypowiada się na każdy temat. No i jak się domyślacie, według doktora Googla każda z dolegliwości naszego niemowlaka była poważna i śmiertelna, co w ogóle nas nie uspokajało, tylko kazało czym prędzej jechać do szpitala. I tu przydała się moja życiowa niechęć do sprawiania innym kłopotu i wychodzenia na głupka, bo ona w większości nie pozwoliła mi jechać z tym śmiertelnym katarem niemowlaka na SOR. Jak bardzo marzyłam wtedy o tym, by można było, bez wychodzenia z domu zadać te pytania komuś, kto jednak się na tym zna! No ale w tamtej rzeczywistości lekarze przyjmowali w gabinetach, a nie przez Skypa.

11 lat później pandemia sprawiła, że musieliśmy nagle ograniczyć wizyty lekarskie, trzymać dystans i nie przesiadywać w przychodniach, jeśli nie była to naprawdę poważna sprawa. I dzięki temu moje marzenie sprzed dekady się spełniło i teraz można skonsultować się z prawdziwym lekarzem szybko, bez czekania, bez wychodzenia z domu. Można w ten sposób dostać skierowanie na badania, receptę, dowiedzieć się, czy to, co nas niepokoi faktycznie jest groźne, czy wymaga wizyty w gabinecie, czy szpitalu.

Wiem, że telemedycyna ma sporo przeciwników, bo jeśli jest nadużywana, to tak naprawdę może niekorzystnie wpływać na nasz stan zdrowia, ale ja jestem jej wielką fanką. Jak się ma dzieci, to jest naprawdę milion rzeczy, które wymagają konsultacji, ale niekoniecznie fizycznego badania. Mamy sto tysięcy pytań do lekarzy, na które odpowiedź będzie brzmiała tak samo, bez względu na to, czy jesteśmy w gabinecie, czy przy telefonie.

Przez ostatni rok, zarówno przychodnie i lekarze, jak i pacjenci nauczyli się o telemedycynie sporo. Ja sama byłam zachwycona tym, że podczas ciąży nie musiałam jechać do gabinetu mojej lekarki tylko po to, by omówić wyniki badań, dostać receptę, czy zwolnienie. Michał, który przyjmuje leki na stałe, i często zapomina o tym, że właśnie mu się skończyły, doszedł do wniosku, że telemedycyna została stworzona dla niego, bo w momencie, w którym odkrywa, że nie ma już lekarstw, umawia się na wizytę telefoniczną i jeszcze tego samego dnia ma receptę. Nie musi na nic czekać, ani nigdzie jechać, wszystko załatwia zdalnie. Wspaniałe jest to, że te ewizyty lekarskie można odbyć z każdego miejsca na ziemi, w którym mamy zasięg i telefon albo komputer!

W ciągu ostatniego roku ilość wizyt u lekarzy, na które musieliśmy stawić się osobiście, zmniejszyła się dość wyraźnie i bardzo to sobie cenię, bo naprawdę znacznie upraszcza to logistykę w dużej rodzinie. Z telemedycznych rozwiązań korzystamy tak często, jak tylko możemy, czyli za każdym razem, kiedy nie jest konieczna fizyczna obecność w gabinecie lekarskim.

heydoc

Jeśli szukacie miejsca, które zapewni wam właśnie mobilną opiekę zdrowotną, to polecam platformę HeyDoc.pl, którą tworzą lekarze różnych specjalizacji z całej Polski. Platforma pozwala się umówić na konsultację medyczną przez telefon, czat albo video, w zasadzie z dnia na dzień! Można skonsultować się między innymi z pediatrą, internistą, neonatologiem, alergologiem, ginekologiem, a nawet doradcą laktacyjnym, czy psychologiem! Wizyty online są w zasadzie dostępne z dnia na dzień o bardzo różnych porach od poniedziałku do niedzieli! No i co dla mnie ważne – nie muszę mieć wykupionego żadnego abonamentu, żeby z tych ewizyt skorzystać, wystarczy założyć konto na HeyDoc.pl. Płaci się po prostu za każdą wizytę online i powiem wam, że ceny tych konsultacji są bardzo atrakcyjne! Ewizyta z pediatrą lub internistą kosztuje 59 zł, a z lekarzem innej specjalizacji od 89 zł! Szczerze mówiąc, są to znacznie niższe ceny niż te, które wcześniej płaciłam w dużych centrach medycznych oferujących takie usługi!

Oczywiście te zdalne konsultacje nie zastąpią tradycyjnej opieki lekarskiej, więc całą rodziną przede wszystkim jesteśmy pod opieką lekarki rodzinnej w przychodni, a z telemedycyny korzystamy doraźnie, kiedy zależy nam na szybkim kontakcie z lekarzem.

Tekst powstał przy współpracy z platformą HeyDoc.pl

Tagi:

Zobacz
więcej