Dziecko w okularach? Nie taki diabeł straszny!

Dwa lata temu na nosach moich dzieci pojawiły się okulary. Doskonale pamiętam nasz beztroski spacerek na pierwsze badanie wzroku i wielkie zdziwienie, gdy okazało się, że z całej trójki tylko Hela okularów nie musi nosić. Byłam zszokowana, bo w końcu tyle dzieci chodzi po świecie bez okularów, a u mnie nagle taki wysyp! Kiedy rok później okulary trafiły na nos Heli, to łatwiej się z tym pogodziłam, choć jak wiadomo trzy pary okularów do pilnowania to więcej niż dwie! Dzisiaj fakt, że moje dzieci noszą okulary, nie robi na mnie żadnego wrażenia, za to nieustannie zadziwia mnie to, co moje dzieci są w stanie tym okularom zrobić.

I chociaż bez wątpienia pojawienie się na nosie dziecka okularów jest dość stresującym wydarzeniem, no i dużym wydatkiem, to nie ma co zamykać oczu i odwlekać badanie wzroku dziecka, bo, tak czy inaczej kiedyś trzeba będzie to zrobić!

Niewinny początek, czyli badanie wzroku

Nie ma znaczenia, z jakiego powodu zabiera się dziecko na badanie wzroku. Niektórzy tam idą, bo wiedzą, że każde dziecko musi mieć zbadany wzrok. Inni dostają informację od nauczycieli przedszkolnych czy szkolnych, że warto sprawdzić, czy ze wzrokiem wszystko jest w porządku. A jeszcze inni dochodzą do wniosku, że mrużenie oczu, potykanie się o własne nogi, czy przytykanie nosa do książeczki, to nie jest do końca prawidłowe zachowanie. Bez względu na przyczynę chyba wszyscy mają nadzieję, że tak naprawdę badanie wzroku wykaże, że z widzeniem wszystko jest w jak najlepszym porządku i żadnych okularów nie potrzeba.

okulary dzieci

Badanie wzroku można wykonać u okulisty, optometrysty lub ortoptysty, pierwszy z nich jest specjalistą chorób oczu, optometrysta specjalizuje się w dobieraniu korekcji optycznej, a ortoptysta bada wzrok w przypadku trudności z widzeniem obuocznym. My mamy za sobą badanie wzroku zarówno u okulisty, jak i u optometrysty i powiem szczerze, że najważniejsze jest znalezienie dobrego specjalisty, który pracuje z dziećmi, ma do nich dobre podejście, cierpliwość i umie wykonać badanie nawet wtedy, gdy pacjent nie potrafi wysiedzieć na pupie kilku minut. To, kim jest z zawodu, ma mniejsze znaczenie. Jak znaleźć takiego dziecięcego fachowca? Najłatwiej przez rodziców dzieci w okularach – oni mają swoje sprawdzone adresy!

Jeśli macie za sobą swoje własne komputerowe badanie wzroku, które trwało pięć minut i było darmową akcją w galerii handlowej, to muszę was poinformować, że pełne badanie wzroku tak nie wygląda. Na takie badanie trzeba nierzadko poświęcić godzinę a czasem nawet więcej. W tym czasie dziecko dostaje do wykonania mnóstwo atrakcyjnych zadań, a rodzice odpowiadają na różne pytania, w tym takie o poród i ciążę. Niektóre sprzęty, które w trakcie badania zostaną użyte, będą wyglądały tak, jakby projektowała je NASA. Generalnie całe badanie wzroku u optometrysty to dość duże i ekscytujące wydarzenie, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.

Kiedy ja szłam z dziećmi na pierwsze badanie wzroku, byłam przekonana, że to czysta formalność i żadnych okularów nie będzie. Gdybyście mieli takie samo podejście, to informuję, że może to się skończyć zupełnie inaczej. Kiedy podczas pierwszej wizyty usłyszałam, że 2/3 mojego potomstwa wyjdzie z niej w okularach, to byłam podłamana. Nie tylko byłam złą matką (nie badając dzieciom wzroku wcześniej), ale również byłam przekonana, że okulary na dziecięcych nosach to jest mega wielki problem, koszt i mnóstwo nerwów. No i jeśli chodzi o okulary, to niewiele się myliłam.

Okulary, czyli nie ma rzeczy niezniszczalnych

O tym, że dzieci i okulary nie idą w parze, wyczułam już osiem lat temu, kiedy niespełna roczny Franek złapał do ręki moje okulary i je złamał. Gdy dowiedziałam się, że moje dzieci mają mieć własne okulary, to oczami wyobraźni widziałam, co z nimi robią i nie były to miłe obrazy. Chociaż jak się okazało, to nie uszkodzenia oprawek są moim największym zmartwieniem.

Nie ma takich oprawek, których dziecko nie potrafi złamać

Przez dwa lata posiadania w domu dwójki, w porywach do trójki dzieci w okularach, wielokrotnie zawoziłam do optyka uszkodzone oprawki. Czasami na okularach stawali koledzy, raz zdarzyło się to mi samej, czasem ktoś się z kimś pobił, szarpiąc za okulary, a czasem podobno zausznik odpadł tak sam z siebie. Bez względu jak bardzo dziecioodporne były oprawki, to dało się je uszkodzić. Ale bez względu na to, co się z tymi oprawkami działo, to zawsze dało się je naprawić. Oczywiście to wieczne lutowanie i naprawianie nie pozostało bez znaczenia, ale nie musiałam przez dwa lata wymieniać oprawek z powodu ich dokumentnego uszkodzenia. Dobre dziecięce oprawki są przygotowane na to, że nikt się z nimi nie będzie obchodził jak z jajkiem.

Zupełnie inaczej sprawa się ma z soczewkami okularowymi! Kiedy w naszym domu okularnikiem byłam tylko ja, to wydawało mi się, że największą zbrodnią przeciwko soczewkom jest wycieranie ich bawełnianą podkoszulką. Tymczasem okazało się, że dzieci potrafią kłaść okulary na ziemi szkłami do dołu, wycierać je o kolana, zdrapywać z nich brud przy użyciu paznokcia, albo szczoteczki do zębów. Zasadniczo potrafią robić z nimi wszystko. I oczywiście rodzic może przypominać, upominać, straszyć, grozić, szantażować, a dziecko, tak czy inaczej, nie zacznie traktować własnych okularów jak świętości, bo to nie jest żadna świętość, tylko sprzęt codziennego użytku.

Czy istnieją pancerne soczewki okularowe?

Przez ostatnie dwa lata soczewki w okularach dzieci wybierałam 7 razy! Nigdy wymiana szkieł na nowe nie była podyktowana tym, że soczewki są zniszczone, ale wynikała z tego, że musieliśmy zmienić moc szkieł. Najdłużej w jednych soczewkach chodził Franek, trwało to aż 14 miesięcy i kiedy po kolejnym badaniu wzroku okazało się, że trzeba zmienić moc soczewek, to optyk, patrząc na to, jak wiele przeszły okulary Franka, rzekł: „Gdyby te soczewki nie były tak bardzo odporne na zarysowania, to nie przetrwałyby takiego traktowania”. Bo przyznać muszę, że z całej trójki Franek do okularów podchodzi najbardziej beztrosko.

Oczywiście wszystkie moje dzieci mają wiedzę na temat tego, jak należy obchodzić się z okularami. Codziennie kąpiemy je w ciepłej wodzie z płynem do mycia naczyń, wycieramy je tylko specjalnymi ściereczkami, nie drapiemy ich paznokciami, nosimy je na nosie, ściągamy je tylko obiema rękami i zawsze odkładamy je do etui. Tak brzmi teoria. W praktyce moje dzieci są dziećmi, więc robią wszystko zupełnie inaczej, niż chcieliby dorośli.

Jak to się więc dzieje, że pomimo takiego niezbyt ostrożnego traktowania okularów szkła korekcyjne potrafią bez problemu wytrzymać tak długo? Cała tajemnica tkwi w tym, że soczewki okularowe, których od zawsze używamy, to Hoya PNX Kids. Przekonało mnie do nich to, że takie same soczewki przeznaczone są dla osób uprawiających sporty ekstremalne, a jak wiadomo, od bycia dzieckiem do sportów ekstremalnych jest niedaleko. I żeby nie było – to nie jest tak, że Franka okulary po 12 miesiącach wyglądały, jak z katalogu. Wprost przeciwnie, już na pierwszy rzut oka było widać, że są mocno eksploatowane, ale soczewki dotrwały do tego momentu w stanie wystarczającym do użycia, co raczej nie jest regułą przy małych okularnikach.

Wiem, że nie wszystkie soczewki mają tak dużą odporność na zarysowania i nie raz słyszałam od innych mam, że zdarza im się wymieniać soczewki w okularach co kilka miesięcy właśnie ze względu na ich mechaniczne uszkodzenie. Zresztą podczas rozmowy z optometrystą w Akademii Wzroku Tokarzewski potwierdziłam swoje przypuszczenia – dzieciaki nie są mistrzami w dbaniu o okulary, więc jeśli nie chcemy co chwilę naprawiać oprawek i wymieniać porysowanych soczewek, to nie ma sensu na nich oszczędzać. Chyba że z góry wiemy, iż dane szkła są tylko na chwilę. Jeśli na badanie wzroku chodzimy raz w roku czy raz na pół roku, to lepiej wybrać te soczewki, które mają najwyższą odporność na zarysowania.

Soczewki, których używają moje dzieci, poza maksymalną ochroną przed zarysowaniami, mają również powłokę antyrefleksyjną oraz filtr UV, który chroni oczy przed szkodliwym promieniowaniem. No i oczywiście są bardzo lekkie, dzięki czemu okulary nie zsuwają się im z nosów i są zawsze na swoim miejscu (chyba że akurat leżą na podłodze).

Co najważniejsze – moje dzieci lubią chodzić w okularach! Bardzo lubią badanie wzroku (bo to fajna zabawa), wybrały sobie takie oprawki, które im się najbardziej podobały i nie przechodziły żadnego okularowego buntu. Nawet Hela, która okulary zaczęła nosić jako trzylatka, szybko się do nich przekonała. Nie wiem, w jakim stopniu to jest zasługa ich usposobienia, a w jakim to, że okulary nie przeszkadzają im w byciu dziećmi, więc praktycznie w ogóle ich nie zauważają. Dlatego, jeśli sami jesteście przed pierwszym badaniem wzroku dziecka (a należy je wykonać najpóźniej przed pójściem do szkoły), to niczym się nie stresujcie. Znajdźcie takie miejsce, w którym badanie wzroku jest bardziej zabawą niż przykrym obowiązkiem, pozwólcie dziecku wybrać takie oprawki, jakie mu się marzą (uprzednio sprawdzając ceny) i wybierzcie takie soczewki, które nie będą przeszkadzały w byciu dzieckiem.

My ze swojej strony polecamy Akademię Wzroku Tokarzewski, w której Franek z Lilą zrobili badanie wzroku i gdzie dobieraliśmy nowe okulary. Pracownicy mają fantastyczne podejście do dzieci, a badanie wzroku jest tam świetną przygodą.

Gdyby stało się tak, że wasze dziecko w najbliższym czasie dołączy do szacownego grona okularnic i okularników, a wy zdecydujecie się na zakup okularów z soczewkami Hoya PNX Kids, to mam dla was miłą informację. Firma Hoya przygotowała konkurs plastyczny, w którym można wygrać bardzo fajne młodzieżowe zegarki AM-PM lub klocki LEGO Duplo przeznaczone dla młodszych dzieci. Wystarczy tylko narysować swojego ulubionego bohatera z książki czy filmu, który nosi okulary. Szczegóły konkursu oraz jego regulamin możecie znaleźć TUTAJ.

Wpis powstał przy współpracy z firmą Hoya.

Zdjęcia: Agnieszka Wanat

Badanie wzroku, dobór oprawek i sesja zdjęciowa została zrealizowana w Akademii Wzroku Tokarzewski w Warszawie.