Jak (nie)oszczędzać na dzieciach – podcast Lidl Dobry Temat

Jak (nie)oszczędzać na dzieciach – podcast Lidl Dobry Temat

Dzieci są jak worek bez dna, do którego wrzucamy jedzenie, zabawki, ubrania, buty i książki. Nie ma znaczenia, ile wrzucamy, bo i tak ciągle mamy wrażenie, że worek wciąż jest pusty. Podobno w trzecim dziesięcioleciu się zapełnia i nie trzeba dalej do niego wrzucać, a w piątym dziesięcioleciu możemy zacząć mieć nadzieję, na to, że dostaniemy coś z powrotem, ale być może to tylko plotki! 

Zanim pojawi się w naszym życiu pierwsze dziecko, to będziemy w ekscytacji kupować wszystko, co tylko wpadnie nam w ręce i będzie miało napisane na opakowaniu „mother” lub „baby”. Kiedy podczas kolejnych zakupów w sklepie okaże się, że nasza karta kredytowa się zepsuła, to zapali się nam pierwsza lampka ostrzegawcza. Gdy w domu okaże się, że to nie karta się zepsuła, tylko całe nasze konto bankowe, to zaczniemy się zastanawiać, czy naprawdę rodzicielstwo musi być synonimem bankructwa.

Jako naczelna dzieciowa gadżeciara, która źle się czuje, jeśli w garażu stoją tylko 2 wózki, powiadam wam: rodzicielstwo nie musi oznaczać ruiny finansowej, ale z całą pewnością powinno oznaczać mądrzejsze podejście do robienia zakupów. Gdy zostajemy rodzicami, to zaczynamy kochać promocje, dyskonty, karty lojalnościowe, fakt istnienia second handów i znajomych, którzy mają dzieci kilka lat starsze od naszych.

O tym, ile kosztują dzieci, co zrobić, żeby nie zbankrutować w kilka miesięcy po porodzie i jak sobie z tymi wszystkimi wydatkami poradzić rozmawiałam z Karolem Okrasą w podcaście Lidla Dobry Temat! Gorąco zachęcam do tego, żebyście spędzili z nami te kilkadziesiąt minut, bo nawet jeśli o dzieciach i oszczędzaniu wiecie już wszystko, to i tak będziecie się z nami dobrze bawić!

A dla tych, którzy lubią streszczenia i opracowania mam poniżej 6 sprawdzonych przeze mnie sposobów oszczędzania na dzieciach!

1. Polowanie na zniżki i rabaty

Wszystko kosztuje mnóstwo pieniędzy – pieluchy, jedzenie, ciuchy, buty, zabawki czy wózek. Jak to wszystko zsumujemy, to wychodzi, że na jedno dziecko każdy z nas wyda cały skarbiec Sknerusa McKwacza. Dlatego warto przyjrzeć się sklepom, w których kupujemy i sprawdzić, czy jest szansa na jakąś dłuższą przyjaźń, która zaowocuje znacznymi oszczędnościami. Ja polecam 4 sposoby na mniejsze wydatki.

Po pierwsze warto zapisać się do newsletterów, bo dzięki nim mamy pod ręką wszystkie informacje o promocjach – na ich podstawie dużo taniej można kupić pieluchy jednorazowe czy mokre chusteczki.

Po drugie zakładajcie karty stałego klienta we wszystkich sklepach, w których często kupujecie. Dzięki temu otrzymacie zniżki na zakupy, co więcej będziecie mieć ułatwione zwroty i reklamacje. Nie trzeba kolekcjonować paragonów, bo wszystko podczas płacenia jest zapisywane na karcie, co jest mega ułatwieniem. Zauważyłam, że sama dużo częściej reklamuję rzeczy w sklepach, gdzie mam te karty, bo jest to po prostu znacznie prostsze. A zwracanie i reklamowanie produktów jest ważnym elementem bycia oszczędnym!

Po trzecie obserwujcie blogi i konta parentingowe w Social Mediach, bo bardzo często dziewczyny mają kody rabatowe dla swoich czytelniczek i obserwatorek. Ja sama często dzielę się moimi zniżkami z wami, dzięki czemu i ja i wy możemy oszczędzić!

Po czwarte jeśli macie Kartę Dużej Rodziny, to róbcie zakupy tam, gdzie dostaniecie na nią zniżkę. Wbrew pozorom takich sieci i sklepów nie jest mało! Między innymi Lidl honoruje KDR, więc przy większych zakupach można sporo oszczędzić.

2. Szukanie najlepszych produktów w najlepszych cenach

Uwielbiam czasy, w których żyjemy za to, że mamy informacje na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba szukać daleko, żeby móc zebrać wszystkie interesujące nas fakty. Nie trzeba chodzić po sklepach, żeby zobaczyć produkty, którymi jesteśmy zainteresowani. Nie trzeba jeździć po mieście, żeby móc sprawdzić, czy nie da się tego kupić taniej. No i nie zawsze musimy wszystko testować sami, bo można łatwo znaleźć opinie o produktach. Wszystko to jest w sieci :)

Pamiętam, że kiedy spodziewaliśmy się pierwszego dziecka, wybieraliśmy w zasadzie tylko te najdroższe produkty. Z jednej strony chcieliśmy, żeby nasze dziecko miało najlepsze rzeczy, z drugiej nie chcieliśmy ryzykować, że te tańsze produkty jakoś mu zaszkodzą. No ale dość szybko się okazało, że kupowanie najdroższych rzeczy oznacza dość szybkie bankructwo, a najdroższe wcale nie znaczy najlepsze!

Chyba najlepszym przykładem jest tutaj kupowanie pieluch. Bardzo często gdy wybieramy pieluchy dla dziecka, to do koszyka wpadają te najdroższe, ale z tygodnia na tydzień zaczynamy się zastanawiać, czy pieluchy muszą tyle kosztować i czy te tańsze są naprawdę gorsze. No i z tygodnia na tydzień coraz częściej w naszych koszykach lądują te tańsze marki, jak na przykład lidlowe Lupilu, bo jak się okazuje, są równie wygodne, miękkie i chłonne.

3. Kupowanie używanych rzeczy

Zwykle odkrywamy to przy drugim dziecku, ale warto uświadomić to sobie jeszcze zanim będziemy rodzicami: nie wszystko, co kupujemy naszemu dziecku, musi być nowe. Naprawdę :) Wózek najlepszej marki kupimy po dwóch latach używania w świetnym stanie, ale za połowę pierwotnej ceny. Ubranka po niemowlaku będą w idealnym stanie, bo takie dziecko nie ma możliwości zniszczenia ubrań, które nosi przez chwilę. Elektroniczna niania naprawdę nie musi być nowa, ma po prostu działać.

Sama zawsze polowałam na używane wózki (większość tego, co miałam w garażu, to nie były nowiutkie egzemplarze) i używane ubrania (bardzo lubię ciuchy z lumpeksu, bo wiem, że muszą być dobrej jakości, by tam trafić w dobrym stanie). Zanim zdecyduję się na zakup jakiejś nowej rzeczy, to sprawdzam, czy nie ma gdzieś używki w dobrym stanie. Chyba jedynymi wyjątkami są buty, bielizna i foteliki samochodowe :)

4. Wybieranie praktycznych prezentów dla dziecka

Jeśli w domu pojawia się noworodek, to pojawia się tłum ludzi, którzy będą chcieli go zobaczyć. Niczym Trzej Królowie przyniosą ze sobą dary. Mądrzy rodzice tak to wszystko zorganizują, że w darach znajdą się te rzeczy, o których marzyli. Jeśli w Twojej rodzinie nie ma Rockefellera, to można zasugerować zrzutkę większej grupie osób. Niech dziadkowie kupią wózek czy fotelik samochodowy, a znajomi niech przyniosą ubranka czy pieluchy (tych nigdy za mało). Dzięki temu budżet świeżo upieczonych rodziców trochę odetchnie. Podobną strategię warto stosować przy okazji świąt czy urodzin, będzie działało do czasu, aż dziecko odkryje, że samo może decydować o tym, co chce dostać.

5. Wietrzenie szaf i strychów u dzieciatych znajomych

Nawet nie wiecie, ile nieużywanych rzeczy znajduje się w domach, w których są dzieci – zabawki, ubranka, mebelki, krzesełko do karmienia czy wanienka. Oczywiście część znajomych może to trzymać dla kolejnego potomka, ale znajdą się też tacy, którzy po prostu nie wiedzieli, co z tym zrobić i tak już drugi rok leży i się kurzy. Pomóżcie im odzyskać przestrzeń i weźcie to, co wam się przyda, a im już nie. Naprawdę ciężko określić, kto będzie bardziej szczęśliwy – wy czy oni :)

6. Sprzedawanie tego, z czego już nie korzystamy

Nie popełniamy błędu dzieciatych znajomych i nie gromadzimy przedmiotów w domu. Gdy przestajemy czegoś używać, to od razu się tego pozbywamy – wystawiamy na sprzedaż przez Internet, czy sprzedajemy znajomym. Jeśli mamy coś o małej wartości co ciężko jest wycenić, to zamiast pieniędzy możemy się wymienić na przykład na pieluchy czy mokre chusteczki – dzięki temu zaoszczędzimy nawet kilkadziesiąt złotych. Oczywiście wyjątkiem są rzeczy, które chcemy zostawić dla kolejnego potomka :)

Dzięki takiemu racjonalnemu podejściu do zakupów można naprawdę sporo zaoszczędzić, przez co do tego worka z napisem dziecko wrzucimy trochę mniej kasy :) To, co dzięki temu zostanie w portfelu, będziemy mogli wydać na to, co rodzice lubią najbardziej, czyli ciepła kawa, lunch z przyjaciółką na mieście, czy rodzinne wyjście na lody!

Wpis powstał przy współpracy z marką Lidl.

Tagi:

Zobacz
więcej

Pierwsza podróż z niemowlakiem — mój niezbędnik

Pierwsza podróż z niemowlakiem — mój niezbędnik

Ręka do góry, kto z rodziców zastanawiał się nad tym, kiedy jest dobry moment na pierwszą podróż z niemowlakiem? Czy na pierwsze wakacje można zabrać ze sobą dwumiesięczne niemowlę, czy lepiej poczekać, aż nieco podrośnie?