Jak wybieraliśmy imiona dla 4 dzieci?

Jak wybieraliśmy imiona dla 4 dzieci?

Wybieranie imienia dla dziecka to zdecydowanie jeden z bardziej ekscytujących momentów ciąży. Dokładnie tak myślałam, kiedy wybieraliśmy imię dla pierwszego i drugiego dziecka, przy trzecim mieliśmy już spore problemy, a przy czwartym zaczęłam się zastanawiać, czy nie można imienia po prostu wylosować w urzędzie, bo ciężko było nam się w piątkę dogadać, choć ostatecznie udało nam się je wybrać bez pomocy urzędników. Skąd wzięły się imiona naszych dzieci?

Franciszek

Syna Franka chcieliśmy mieć w sumie od zawsze. Na samym początku naszego związku poznałam przyjaciół Michała z dzieciństwa i ich rodziny. Wśród tej poznańskiej gromady był niezwykle uroczy trzyletni urwis o imieniu Franek, który z miejsca stał się moim ulubieńcem i właściwie już wtedy pomyśleliśmy, że gdybyśmy mieli mieć kiedyś razem syna, to na pewno byłby Frankiem. Kiedy zaszłam w pierwszą ciążę, mieszkaliśmy w Genewie i to imię wyjątkowo zaczęło pasować do chłopca urodzonego we francuskiej części Szwajcarii. Rzecz jasna naszym szwajcarskim sąsiadom od razu powiedzieliśmy, że mogą mówić na niego „François”, gdyż na Franciszku połamaliby sobie język. I chociaż zawsze uważałam, że warto dzieciom nadawać takie imiona, żeby obcokrajowcy potrafili je wymówić, to przy Franku się złamaliśmy, tłumaczymy to sobie tym, że to imię istnieje w większości języków, więc zawsze można nie przedstawiać się swoim oficjalnym imieniem, tylko jego bardziej międzynarodową wersją.

Gdyby Franek był dziewczynką, zostałby Amelią! Byliśmy absolutnie zakochani w tym imieniu, nie przeszkadzało nam nawet to, jak bardzo popularne wtedy było (w pierwszej 10 najpopularniejszych imion!). A koronnym argumentem, żeby tak właśnie nazwać dziewczynkę urodzoną w Genewie, był fakt, że Amelia to imię francuskie. Po prostu idealny wybór! Gdyby w 2009 roku ktoś mi powiedział, że będę miała 3 córki i ŻADNA nie będzie Amelią, to bym po prostu nie uwierzyła.

Liliana

Jak to się stało, że pierwszą córkę nazwaliśmy Lilą? Kiedy Franek był noworodkiem, to zaczęliśmy podczas spaceru rozmawiać właśnie o imionach dla dziewczynek i jakoś od słowa do słowa wyszło, że bardzo podoba nam się imię „Lila”. W sumie znacznie bardziej niż Amelia, której rodzicami mogliśmy być od kilku tygodni :) Więc o tym, że Lilka będzie Lilą, wiedzieliśmy 2 lata przed tym, jak się urodziła.

Wyzwaniem okazało się wybranie jednej wersji tego imienia. Szybko doszliśmy do tego, że nie będzie to Lila czy Lilia, tylko Liliana albo Lilianna. Ja chciałam Lilianę, Michał – Liliannę, ale decydujący głos mieli znajomi na Facebooku, gdyż Michał postanowił zrobić ankietę. Byłam zła na niego, że imię dla naszego dziecka będą wybierać jacyś znajomi na fejsie, ale jak tylko zobaczyłam, że Liliana zdobywa przewagę, to uznałam, że to świetny pomysł ;) Co zabawne moim argumentem za Lilianą było to, żeby nie musiała się przedstawiać „Lilianna przez dwa „n”!”, a tymczasem bardzo często rejestrując ją gdzieś osobiście czy telefonicznie muszę mówić „Liliana przez jedno „n”!”. Życie.

Gdyby Lila była chłopcem, miałaby na imię Ryszard! Mam dużą słabość do tego imienia, a w telewizji mówili, że „wszystkie Ryśki, to fajne chłopaki”, więc nie trzeba było szukać dalej. No i Ryszard ma tę zaletę, że jest imieniem mało popularnym, więc spełniało ważne dla nas kryterium nazywania dzieci tak, by wiadomo było, kogo się woła przez okno na obiad.

Helena

Co my żeśmy z Helą przeszli, to nawet nie chcę pamiętać. Imię dla drugiej córki ustaliliśmy dopiero na jakiś miesiąc przed porodem. Najdłużej wygrywały Joanna i Małgorzata. Z tym że Joanna to moja siostra i nie bardzo chciałam powtarzać to imię, a Małgosia poza tym, że jest absolutnie cudownym imieniem, to ma w sobie te nieszczęsne „ł” i „rz”, więc ostatecznie postanowiliśmy szukać dalej. Helena była w sumie moją faworytką dość długo, ale Michał się upierał, że kojarzy mu się z jakąś starą ciotką, więc żadnej Heleny nie będzie. Ostatecznie wystarczyło, by ciotkę Helenę zastąpić w głowie Heleną Trojańską i od razu zmieniło się postrzeganie tego imienia. Jeszcze tylko kontrolnie sprawdziliśmy, czy imię Helena nie króluje na porodówkach (w 2014 roku było dopiero na 36. miejscu) i zaklepane! Niesamowicie się cieszę, że udało mi się tę Helenę wynegocjować, bo to naprawdę niesamowicie piękne imię.

Przy Heli nawet nie bardzo dyskutowaliśmy o imieniu dla chłopca, bo po pierwsze szybko wiedzieliśmy, że to dziewczynka, po drugie w kolejce czekał Ryszard.

A jeśli myślałam, że szukanie imienia dla trzeciego dziecka było wyzwaniem, to tylko dlatego, że nie szukałam imienia dla czwartego!

Felicja

Szczerze mówiąc, miałam gdzieś cichą nadzieję, że będę mieć drugiego syna. Nie mam rzecz jasna nic do dziewczynek, gdyż uważam, że kobiet nigdy dość, no ale Franek ma już 11 lat i zdążyłam zatęsknić za maleńkim chłopczykiem zakochanym w mamusi. Z tego właśnie powodu jeśli rozmawialiśmy o imionach, to raczej męskich. Okazało się też, że przez lata przybyło nam osób do dyskutowania, bo jak się ma dużo dużych dzieci, to imię jest wybierane nie tylko przez rodziców, ale starsze rodzeństwo ma niesamowicie dużo do gadania.

Ja miałam taką idée fixe, że imię dla dziewczynki musi kończyć się na -lina. Całą ciążę mówiłam, że skoro jest Li-liana, He-lena, to cudownie by było gdyby była jakaś Kalina, Alina, Celina, a najlepiej Michalina! Michalina to jedno z moich ulubionych imion, ale niestety nigdy nie było brane przez nas pod uwagę, gdyż Michał nie uznaje swojego imienia w wersji żeńskiej. W sumie trochę go rozumiem, gdyż ja nie uznaję imienia Marian, ale Michalina w przeciwieństwie do Mariana jest przepięknym imieniem. Poparcie dla Michaliny znalazłam wśród przyjaciół, ale nawet to nie pomogło. Michał za to proponował Igę (ja byłam skora nazwać córkę Ida, ale nie Iga), Matyldę (niestety dla mnie zbyt twarde w wymowie) albo Ewę. Ta Ewa w sumie nawet mi pasowała, ale takie trzyliterowe imiona wydawały się zbyt krótkie przy Franciszku :D Serio nie mieliśmy żadnego dobrego pomysłu na imię dla dziewczynki, może dlatego tak chętnie dyskutowaliśmy imiona dla chłopców.

Okazało się, że przez ostatnie 9 lat Ryszard stracił w naszych oczach, a dzieci uważały, że to fatalne imię (nie wiem, co na to ich babcia Ryszarda ;)). Prowadziliśmy więc długie dyskusje przy rodzinnym stole. Ja marzyłam o Henryku (byłam nawet skłonna urodzić Henryka Mikołaja Góreckiego), Michał mówił o Janie, a dzieci o Yodzie, Luku, Harrym i Felixie. Yoda odpadł dość szybko, Łukasz jakoś mi nie przypadł do gustu, Harrego zamieniłam na Henryka, ale Michałowi nie leżało połączenie z nazwiskiem (serio, jaki % ludzi w Polsce kojarzy Henryka Góreckiego???). Ale ten Feliks był godny uwagi. Dość szybko ustaliliśmy, że Feliks podoba się wszystkim (dzięki ci Rafale Kosiku za „Felixa, Neta i Nikę”!) i tak właśnie miało się nazywać nasze czwarte dziecko. Problem był jednak w tym, że na każdym badaniu wychodziło jak nic, że żadnego Feliksa nie będzie, bo będzie dziewczynka!

Wróciliśmy więc do dyskusji o imionach dla dziewczyn. Znalazłam sojuszniczkę dla Celiny w Helence, ale Michał kategorycznie stwierdził, że żadnej Celiny, co „nie wytrzeźwiała od soboty” nie będzie. Nie doszliśmy do porozumienia co do Kaliny, Aliny czy innej Marceliny. Odpadła Iga, Ida, Michalina, Ewa, Matylda, Aniela i milion innych imion, aż w końcu gdy wracaliśmy samochodem znad Bugu, Agnieszka – nasza przyjaciółka i fotografka w jednym, rzekła, że skoro podoba nam się tak bardzo Feliks, to może Felicja też nam się spodoba. No i tę myśl od razu podchwycił Michał! Ja nie byłam przekonana, ale Michał zrobił „Felicji” taki PR wśród rodziny i przyjaciół, że tydzień później wszyscy mówili, że Felka to rewelacyjne imię. Trochę sobie tym zaszkodził, bo kiedy kilka tygodni później zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno Felicja, to było już za późno. Mógłby ją sobie nazwać Anią czy Kasią, a i tak wszyscy mówiliby Felicja.

Rzecz jasna sprawdziłam, ile Felicji rodzi się rocznie w Polsce, bo to, że nie ma jej wśród najpopularniejszych imion, to raczej było jasne od początku. W zeszłym roku urodziły się (jeśli dobrze pamiętam) 123 Felicje, więc jest duża szansa, że Felka drugiej Felki przez całe życie nie spotka. No, chyba że za granicą, bo tam jest ich zapewne więcej.

A najlepsze jest to, że gdy Felicja już się urodziła, to uczepiła się mnie myśl o córce Glorii (prawdopodobnie jest temu winna Sofia Vergara i jej absolutnie cudowna Gloria z „Modern Family”), ale moje własne dzieci mnie wyśmiały, śpiewając „Gloria in excelsis Deo” i śmiejąc się z imienia Chwała/Chałwa :D Dlatego właśnie piątego nie będzie!

A co z drugim imieniem?

Szczerze mówiąc, nie wyobrażałam sobie, że można nie mieć drugiego imienia, bo moje rodzeństwo je ma i jako dziecko byłam pewna, że to jest obowiązkowe. Teraz już wiem, że można spokojnie żyć z jednym, ale mimo to bardzo chciałam, żeby nasze dzieci miały po dwa imiona, co więcej chciałam, żeby były to imiona po dziadkach. Wiem, że różnie w rodzinach bywa, ale akurat zarówno ja, jak i Michał mamy świetnych rodziców, więc imiona dziadków kojarzą nam się wyłącznie dobrze!

Franek jest więc również Włodzimierzem po moim tacie, a Lila Barbarą po mamie Michała. Hela miała być Ryszardą po mojej mamie, ale moja mama (delikatnie ujmując) nie jest wielką fanką swojego imienia i kategorycznie zabroniła nam nazywać Helę Ryszardą. W zamian sama wybrała jej drugie imię i Helena jest też Wandą (tak jak moja babcia, teściowa mojej mamy). Przy Felicji skończyły nam się babcie, a drugi dziadek nie ma imienia, które ma żeński odpowiednik i doszliśmy do wniosku, że odejdziemy od tego klucza.

Ponieważ Felicja miała się urodzić w połowie marca, to bardzo chciałam, żeby miała na drugie Ida, Michał zgodził się pod warunkiem, że urodzi się dokładnie 15 marca. A potem zaproponował, że jeśli Felka urodzi się tak jak on 14. dnia miesiąca, to będzie mogła być Felicją Michaliną. Nigdy nie byłam bardziej zmobilizowana do porodu w terminie jak przy Felce, bo nie dość, że Michalina to przepiękne imię, to jeszcze jest to imię mojej prababci. Felicja musiała bardzo nie chcieć być Michaliną czy Idą, bo urodziła się 12 marca. W ten oto sposób znowu nie mieliśmy drugiego imienia. Z pomocą przyszło nam jedno ucho Felicji, które jest bardzo nietypowe, gdyż małżowina uszna układa się w nim w literę „E”. E jak Ewa rzecz jasna, a ponieważ Ewa to moja praprababcia (mama Michaliny) to wszystko się zgadza ;)

Tagi:

Zobacz
więcej

Pierwsza podróż z niemowlakiem — mój niezbędnik

Pierwsza podróż z niemowlakiem — mój niezbędnik

Ręka do góry, kto z rodziców zastanawiał się nad tym, kiedy jest dobry moment na pierwszą podróż z niemowlakiem? Czy na pierwsze wakacje można zabrać ze sobą dwumiesięczne niemowlę, czy lepiej poczekać, aż nieco podrośnie?