Pokój dla rodzeństwa

Pokój z rodzeństwem dzieliłam aż do 3 klasy liceum i od czasu kiedy byłam nastolatką o niczym bardziej nie marzyłam niż posiadanie własnego pokoju, którego nie musiałabym dzielić z siostrą. Dlaczego więc, pomimo że mamy warunki uparłam się na to, żeby moje dzieci zajmowały tylko jedno pomieszczenie? Częściowo wynika to z praktycznego podejścia do porządku w domu. Wychodzę z założenia, że ekonomiczniej jest mieć jeden pokój wypełniony zabawkami, i przyjemniej jest mieć jeden zabałaganiony pokój dla rodzeństwa niż dwa osobne. Ale w ograniczaniu ilości dziecięcych pokoi mam też cel wychowawczy.

W dorosłym życiu bardzo przydają się takie umiejętności jak współdziałanie, praca zespołowa, rozwiązywanie konfliktów, negocjowanie, zarządzanie ludźmi, otwartość na potrzeby innych czy empatia. Mamy świetną szansę nauczyć się tego wszystkiego dzieląc przez lata z innymi osobami kilkanaście metrów kwadratowych. Każdy dzień jest wspólną zabawą, w trakcie której dzieci nawiązują relacje, rozwiązują konflikty i współpracują dążąc do jednego celu (porządku – ha! ha! ha!). Z punktu widzenia rodzica wydaje mi się, że dużo łatwiej jest mieć osobne pokoje dla dzieci, bo wtedy w przypadku konfliktu, do którego zostaliśmy wciągnięci możemy zawsze powiedzieć „Każdy do swojego pokoju!”, nie musimy rozstrzygać kto zrobił bałagan, kto, komu i co zabrał i mamy święty spokój (co prawda w niczym dzieciom nie pomogliśmy, ale przynajmniej z naszej perspektywy konflikt się zakończył). Jeśli pokój jest jeden to ilość konfliktów rośnie, bo dzieci często chcą się bawić tym samym i przeszkadzają sobie nawzajem. Franek i Lila bardzo często próbują nas wciągać do swoich kłótni, ale o tym, że ja w rolę sędziego staram się w ogóle nie wchodzić pisałam tutaj. Mamy więc w domu zapewne więcej krzyków i kłótni, ale moim zdaniem dzięki temu nasze dzieci uczą się współdziałania.

Oczywiście nie mam zamiaru trzymać dzieci w jednym pokoju do matury, zwłaszcza że w okresie dojrzewania dzieci potrzebują intymności. Zobaczymy też jak to będzie, kiedy dzieci będzie już troje, i czy wtedy wszystkie będą mieszkać razem, czy zaczniemy je w jakiś sposób dzielić. Ale na chwilę obecną, mając dwójkę dzieci z dwuletnią różnicą wieku nie widzę bardziej korzystnej opcji niż wspólny pokój, za który razem są odpowiedzialni.

W naszym nowym domu pokój dzieci jest tym największym i najbardziej słonecznym. Liczę na to, że dzięki temu będą lubiły tam przebywać :) Rozkład pomieszczenia, który wydawał się bardzo niekorzystny (kwadrat z dodatkową małą wnęką, która miała być garderobą) okazał się strzałem w dziesiątkę, bo udało nam się oddzielić część nocną od części dziennej.

We wnęce udało nam się zmieścić małe piętrowe łóżko, którego znalezienie było prawdziwym wyzwaniem. Ze względu na nietypowy wymiar chcieliśmy zamówić je u stolarza, ale terminy były odległe, a ceny wysokie. W końcu dzięki pomocy koleżanki, udało nam się znaleźć łóżko o wymiarach idealnie pasujących, w białym kolorze i w cenie mebla z Ikei :) Oprócz łóżka, we wnęce jest też miejsce na nieduży regał na książki, który jest właśnie tworzony na wymiar przez bardzo zdolnego rękodzielnika. Regału oczywiście już nie mogę się doczekać i pochwalę się nim jak tylko przyjdzie :)

photo (1) photo 2

łóżko: LITDREW
 

Część dzienna jest naprawdę duża i znajduje się tutaj regał na najczęściej używane zabawki, stolik i krzesełka oraz szafa na ubrania i dwa duże schowki na zabawki. 90% mebli została kupiona w Ikei, z czym na początku bardzo walczyłam. Ale okazało się, że znalezienie ładnych i praktycznych mebli w dobrej cenie graniczy z cudem i po obejrzeniu paru szaf i regałów za kilka tysięcy złotych wróciłam do Ikei :)

photo (2)photo (3)

regał, dywan, krzesełka, szafy i schowki: IKEA
stolik: MEBLE SIGNAL
lampy: KAPA
 

Najbardziej zależało mi na tym, żeby pokój był neutralny kolorystycznie. Przerobiłam już ciemne ściany i ciemne podłogi z ciemnymi meblami oraz ciemne ściany i ciemne podłogi z jasnymi meblami. Każda z tych propozycji wygląda fajnie, kiedy w pokoju jest pusto, ale jeśli wrzucimy tam milion zabawek dziecka w milionie różnych kolorów, to oczy zaczynają się męczyć i mamy wrażenie, że panuje tam wieczny bałagan. Dlatego, tym razem mamy jasno niebieskie ściany, białe meble i jasną podłogę. Kolory zostaną wprowadzone przez dodatki i zabawki. Zrezygnowaliśmy też z dywanu, który zajmuje cały pokój. Dzieci nauczyły się już chodzić i nie leżą cały dzień na podłodze, więc dywan, który jest w pokoju zajmuje niewielką jego część i służy raczej jako ozdoba :)

Teraz przede mną część, za którą nie przepadam, czyli detale, ozdoby i dekoracje. Mam nadzieję, że za kilka tygodni wszystko będzie już całkowicie gotowe :)