Termosy na jesienno-zimowe rodzinne wyprawy

Miesiąc temu pokazałam na blogu termobutelki, które świetnie sprawdzają się podczas spacerów z maluchami w chłodniejszych miesiącach, a dzisiaj mam dla was recenzję termosów na jedzenie i picie, które testowaliśmy przez ostatnie tygodnie. I przyznam się od razu, że przed zabraniem się za te rodzinne testy nie często korzystaliśmy z termosów, bo łatwiej było coś kupić do jedzenia i picia gdzieś po drodze. Ale ostatni weekend spędzony w Austrii, gdzie każdy posiłek i każda herbata kosztowała słono, przekonał mnie, że ciepłe jedzenie i picie brane na dłuższe wycieczki to świetny sposób na oszczędzanie pieniędzy oraz niemarnowanie żywności, bo dzieciom do termosów można zapakować rosół w ich ulubionym wydaniu. Unikniemy wtedy płaczu nad kupioną za ciężkie pieniądze austriacką zupą z papierka, której ani my, ani dziecko nie tknie ;)

Do naszych testów trafiły te termosy, które mamy w domu już od jakiegoś czasu i z których sporadycznie korzystaliśmy. Tak naprawdę każdy z nich wydawał mi się dobrym wyborem, ale kiedy postanowiłam je przetestować równocześnie i porównać, to okazało się, że da się zauważyć istotne różnice między nimi :) Dlatego, jeśli zastanawiacie się nad zakupem termosów, to polecam przeczytać ten tekst. Nawet jeśli nie skusicie się na te termosy, które my mamy w domu, to z całą pewnością będziecie wiedzieć czego szukać w sklepach.

Termosy na picie

Takich tradycyjnych termosów na ciepłą herbatę jest pewnie milion, ale dziwnym trafem my do niedawna nie mieliśmy w posiadaniu żadnego. Używaliśmy termicznych kubków, czy wspomnianych już termobutelek. Ale nadeszła starość, a wraz z nią klasyczny termos Twistshake w pięknym miętowym kolorze oraz super praktyczny termos, a w zasadzie bidon termiczny z rurką marki Zoli!

Termos Twistshake

Miętowy Twistshake ma pojemność 420 ml i wykonany jest ze stali nierdzewnej. Zewnętrzna ścianka pokryta jest przyjemnym w dotyku silikonem, więc nie wyślizguje się z rąk! Łatwo jest go umyć i bardzo dobrze trzyma temperaturę gorącego napoju. W niektórych sytuacjach trzyma ją nawet za dobrze i trzeba długo czekać zanim się z niego napijemy ;) Zresztą z piciem też nie jest łatwo, gdyż ten termos nie ma kubeczka, zakrętka jest po prostu zakrętką, więc jeśli nie mamy własnych kubeczków, to trzeba pić bezpośrednio z termosu, co może być problematyczne przy niezbyt uważnych dzieciach. Ponieważ termos nie ma innego zamknięcia poza zakrętką to również trzeba uważać, żeby dzieci przez przypadek nie wylały jego zawartości podczas postoju w trakcie wycieczki.

Jeśli postanowicie zaparzyć herbatę bezpośrednio w termosie Twistshake, to może się okazać, że dopiero po 4-5 godzinach będziecie mogli się z niego napić bez ryzyka oparzeń, chociaż to oczywiście w dużej mierze zależy od tego, czy zazwyczaj pijecie wrzątek, czy czekacie, aż herbata ostygnie :) Paradoksalnie, dla mnie ten długi czas utrzymywania wysokiej temperatury był sporą wadą. Ja po prostu nie lubię zbyt gorącej herbaty i nie lubię mieć poparzonego języka :)

Jeśli szukacie termosu, który utrzyma temperaturę nawet przez 10 godzin, to Twistshake spełni wasze oczekiwania :) W trakcie naszych testów wsadziłam Twistshake z wrzątkiem do lodówki (tuż przed zakręceniem termosu temperatura wody wynosiła 95°C) i po 3 godzinach woda miała 74°C, czyli była gorąca, ale możliwa do wypicia. Po 5 godzinach temperatura wynosiła 65°C (idealna temperatura dla mnie, między gorącą a ciepłą), a po 10 godzinach termometr oznajmił, że woda ma 50°C, czyli była nadal ciepła! Dlatego ja nauczona doświadczeniem staram się wlewać tam nieco ostudzoną herbatę, tak by po 2-3 godzinach móc bez problemu ją wypić. Oczywiście, jeśli mam na to czas, bo zazwyczaj szykuję picie tuż przed wyjściem i wtedy nie ma zmiłuj, do termosu leci wrzątek ;)

Jeśli chcecie kupić termos Twisthake to kosztuje on 97 zł, ale w tej chwili jest on niedostępny :( Jak już się znowu pojawi to na pewno znajdziecie go w Fabryce Wafelków.

Termos z rurką Zoli Pow Pip

Drugi termos, który mamy to bidon termiczny z rurką Zoli Pow Pip (co za nazwa!). Nie jest to klasyczny termos, ale u nas sprawdza się genialnie i w sumie polecam go każdemu, kto szuka termosu na rodzinne wycieczki, podczas których nie planuje wędrować w mrozie przez 10 godzin :) Termos ma pojemność 470 ml i wykonany jest ze stali nierdzewnej, a z zewnątrz pokryty jest taką matową powłoką, która sprawia, że łatwiej go trzymać w rękach (nawet tych niedużych). W zakrętce jest ukryty ustnik, dzięki czemu nie trzeba odkręcać termosu, by się z niego napić. Z tego też względu zalecam, aby przed podaniem tego termosu dziecku samemu sprawdzić temperaturę napoju w środku!

Nieco uciążliwe jest mycie termosu Zoli, bo o ile sam pojemnik myje się łatwo, o tyle rurkę i ustnik trzeba już dość dokładnie wyczyścić w zakamarkach, by nic się w środku nie zalęgło. Ale jeśli macie taki wycior do mycia smoczków czy rurek, to dobrze sobie poradzicie z tym zadaniem. Można też oczywiście taką mini szczotkę kupić za 39 zł (za 2 sztuki) o TUTAJ.

Termos Zoli nie trzyma temperatury tak dobrze, jak Twistshake, co dla mnie okazało się zaletą! Po prostu nam bardziej podpasował termos, z którego już po 2 godzinach można się spokojnie napić bez poparzenia sobie języka. Termos Zoli został poddany takiemu samemu doświadczeniu jak Twistshake. Po wlaniu do niego wrzątku wsadziłam go do lodówki (woda tuż przed zakręceniem termosu miała 95°C), po 2 godzinach temperatura wody wynosiła 70°C (gorąca, ale do wypicia), po 3 godzinach miała 63°C (ciepła, w sam raz do wypicia), a po 5 godzinach tylko 51°C (czyli jeszcze ciepła). Ewidentnie widać więc, że jest to termos, który znacznie krócej utrzymuje temperaturę napoju, co dla niektórych może być wadą.

Dużym plusem termosów Zoli jest to, że dzięki wygodnemu ustnikowi nasze dzieci będą chciały z niej korzystać cały rok! Może więc być to bidon na każdą okazję – do szkoły i na wędrówkę. Zoli Pow Pip kosztuje 129 zł, czyli porównywalnie do innych stalowych termobutelek, ale więcej od tradycyjnych termosów. Dostępne są w pięciu kolorach i można je kupić między innymi w sklepie Baby&Travel.

Porównanie termosów Twistshake i Zoli

Termosy obiadowe

Do termosów na jedzenie musieliśmy przekonywać się długo, bo w zasadzie niezbyt często zabieraliśmy ze sobą na wycieczki ciepłe jedzenie. Najczęściej bierzemy owoce, kanapki czy przekąski, a do nich nie są potrzebne termosy. Jednak teraz na samą myśl o tym, by na jesienno-zimowy spacer po lesie czy górach zabrać ze sobą ciepły posiłek, robi mi się miło :) Zaprawdę powiadam wam nie ma nic lepszego niż ciepła zupa czy fasolka po bretońsku zjedzona na zimnym kamieniu!

Termosów jedzeniowych mamy w sumie cztery i bardzo się między sobą różnią wielkością, funkcjonalnością no i oczywiście odpornością na niskie temperatury. I o ile w przypadku termosów na napoje wcale nie zależy mi na tym, by utrzymywały one bardzo wysokie temperatury przez bardzo długi czas, o tyle w przypadku termosów na jedzenie mam już inne zdanie. Warto pamiętać o tym, że jedzenie pakowane do termosów zazwyczaj nie ma więcej niż 90°C, jest to raczej bliżej 80°C, przez co jedzenie szybciej stygnie! No i polecam też zimą korzystać z rad producentów termosów — przed włożeniem jedzenia warto zalać termos wrzątkiem i zostawić na kilka minut, dzięki temu termos dłużej będzie trzymał ciepło.

Termos obiadowy Kiokids

To jest mój ulubieniec! Termos Kiokids jest duży, bo ma pojemność 500 ml i świetnie trzyma temperaturę jedzenia. Ja mieszczę w nim dwie porcje obiadu, więc jeśli nie jecie ogromnych ilości, to u was pewnie też będzie mógł służyć dwóm osobom. Minusem jest fakt, że należy jeść z tego termosu albo po kolei, albo równocześnie. Obie opcje mogą być dla niektórych uciążliwe, ale mi to zupełnie nie przeszkadza.

termos

Termos wykonany jest ze stali nierdzewnej i jest całkowicie szczelny, ale, tak czy inaczej, warto przenosić go w pozycji pionowej :) Zdecydowanie najlepiej się sprawdzał podczas testów terenowych, co w sumie potem potwierdziło się przy teście lodówkowym :)

Żeby porównać wszystkie termosy na jedzenie, napełniłam je wrzątkiem (95°C) i wsadziłam do lodówki, a następnie co kilka godzin sprawdzałam temperaturę wody. Oczywiście nie należy przywiązywać się do wartości liczbowych, bo raczej nigdy nie będziecie do termosu wlewać wrzątku i chodzić na spacer wyłącznie w temperaturze lodówkowej, ale te pomiary dają nam jakieś wyobrażenie o tym, jak długo w praktyce będziemy mogli cieszyć się ciepłym obiadem.

Po 3 godzinach temperatura wody w termosie Kiokids była nadal bardzo wysoka (prawie 70°C), a po pięciu godzinach wynosiła ponad 50°C, co oznacza, że jedzenie wciąż byłoby ciepłe.

Jeśli nie przypadła wam do gustu różowa wersja kolorystyczna, to melduję, że termos obiadowy Kiokids występuje również w wersji turkusowej. Obie wersje kosztują 89 zł. Można je kupić między innymi w sklepie Mama Gama.

Termos obiadowy Skip Hop

Miałam sporo wątpliwości, czy Skip Hop jest w stanie zrobić naprawdę dobry termos obiadowy, ale dość szybko okazało się, że rewelacyjnie trzyma on ciepło! Termos nie jest duży, bo jego pojemność wynosi 325 ml, ale spokojnie wystarczy na jedną porcję obiadu. Bardzo fajnym dodatkiem jest uchwyt na łyżeczkę oraz plastikowa łyżeczka w komplecie. No, chyba że tak jak my, będziecie zawsze o niej zapominać, wtedy ten dodatek nie ma znaczenia :)

Termos wykonany jest ze stali nierdzewnej, jest szczelny, ale ja mam czasami problem z nakrętką, która nie zawsze chce się gładko odkręcić. Być może jest to kwestia naszego, jednego egzemplarza, ale uprzedzam, że u nas czasem ciężko idzie odkręcanie.

Jeśli chodzi o kwestie trzymania ciepła, to Skip Hop wypadł równie dobrze co Kiokids. Mam pewność, że nawet spacery w dość niskich temperaturach nie zaszkodzą temperaturze obiadu i po trzech godzinach będziemy mogli zjeść bardzo ciepły posiłek. W testach lodówkowych po trzech godzinach od wlania wrzątku do termosu i zamknięciu termosu w lodówce temperatura wody wynosiła 65°C, co jest bardzo dobrym wynikiem!

Termosy obiadowe Skip Hop można kupić w różnych wersjach kolorystycznych ze zwierzątkami Skip Hopa (nasza wersja kolorystyczna jest już niedostępna). Kosztują 95 zł i można je kupić między innymi w sklepie Mama Gama.

Termosy obiadowe Zoli

Termosy Zoli są chyba najbardziej pomysłowe i zdecydowanie najbardziej przemawiają do mnie wizualnie, ale z drugiej strony najsłabiej trzymają ciepło. Co prawda na naszych kilkugodzinnych spacerach w chłodzie nigdy nie odczuliśmy jakoś specjalnie, że jedzenie w tych termosach szybciej stygnie, ale już po powrocie do domu zdarzało się, że jedzenie w innych termosach miało jeszcze całkiem przyzwoitą temperaturę, a jedzenie w termosach Zoli już nie. Na pewno przed zakupem warto się zastanowić, jak planujecie ich używać, czy raczej w zimnych temperaturach na świeżym powietrzu, czy jako termos z obiadem do szkoły. W tym drugim przypadku na pewno będziecie z Zoli zadowoleni, w tym pierwszym może być różnie.

termos

A co mnie zachwyca w tych termosach? To, że są dostępne nie tylko w wersji pojedynczej, ale również podwójnej — takiej, w której można zapakować do dwóch małych termosów dwa różne dania, a następnie skręcić je w jedną całość. Zoli w wersji pojedynczej ma 355 ml, czyli całkiem dużo. Natomiast wersja podwójna to 2 razy po 240 ml, idealna dla dwójki dzieci! Co więcej, wersja podwójna jest tak zaprojektowana, że można sobie do niej dokręcić kolejny termos, albo i dwa. Jeśli więc macie trójkę dzieci, to możecie skręcić jeden pojedynczy i jeden podwójny termos Zoli w jedną całość. Wyjdzie z tego całkiem pokaźna wieża, ale przynajmniej wszystko będzie w jednym miejscu. Jedynym minusem tego rozwiązania jest fakt, że po rozkręceniu spód górnego termosu ubrudzony jest jedzeniem z dolnej części, więc trzeba go wytrzeć chusteczką, zanim podamy go dziecku.

Jak już wspomniałam termosy Zoli wypadły znacznie słabiej, jeśli chodzi o trzymanie temperatury. W teście lodówkowym temperatura wody w termosach Zoli była o ok. 10°C niższa niż w Skip Hopie czy Kiokids. Aczkolwiek warto zauważyć, że po dwóch godzinach od włożenia termosu do lodówki woda była jeszcze gorąca, więc te termosy spokojnie dadzą sobie radę nawet w zimie, pod warunkiem, że nie będziecie zbyt długo zwlekać z jedzeniem ;)

Termosy Zoli są najdroższymi spośród tych, które mamy w domu. Wersja pojedyncza Zoli Pow Dine kosztuje 129 zł, natomiast wersja podwójna Zoli This&That aż 209 zł. Dostępne są w kilku różnych kolorach i można je kupić między innymi w sklepie Baby&Travel.

Porównanie termosów obiadowych Kiokids, Skip Hop i Zoli

termos obiadowy

 

Zdjęcia: Agnieszka Wanat


Część zawartych w tym wpisie linków, to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu drobną prowizję. W żaden sposób nie wpływa to na cenę, którą Ty zapłacisz, ale dla mnie będzie sygnałem, że cenisz moją rekomendację :)

Przydał Ci się mój wpis? Poleć go znajomym :)