Poradnik Wakacyjny: Wakacyjna apteczka

Od dawna wiadomo (zgodnie z Prawem Murphy’ego), że jeśli nasze dzieci nie chorowały przez cały rok, to zachorują właśnie podczas wakacji. Jeśli przez cały rok chorowały, to tym bardziej oczywiste jest to, że zachorują podczas wakacji. Powiem szczerze, że jeśli u nas coś ma się stać w kwestii zdrowia, to najpewniej będzie to w środku wakacyjnej przygody. Czasem strach wyjeżdżać, chociaż z roku na rok jestem po prostu mądrzejsza o tę jedną rzecz, której ze sobą wcześniej nie zabieraliśmy. W związku, z czym nasza wakacyjna apteczka co roku wydaje się jeszcze większa.

Lista rzeczy, którą polecam wam w tej części Poradnika Wakacyjnego, również z roku na rok się rozrasta, być może za kilka lat będzie to Poradnik Apteczkowy, a nie Wakacyjny ;) Oczywiście możecie w komentarzach pisać: „Phi! Po co tyle tego, ja biorę tylko termometr i leki przeciwgorączkowe”. Rozumiem to doskonale, pozwolę rosnąć waszej wakacyjnej apteczce bez mojej pomocy, wasze rosnące doświadczenie wakacyjne w zupełności samo sobie z tym poradzi ;)

W tym wpisie polecam nie tylko te rzeczy, które pozwalają łatwiej zmierzyć się nam z chorobą czy urazem na wyjeździe, ale znajdziecie w niej również używane przez nas specyfiki na komary i kleszcze. Skupiłam się w tym wypadku na tych, które są odpowiednie dla małych dzieci (a niektóre nawet dla niemowlaków).

Nigdy w poradniku nie polecam żadnych leków ani innych środków, które powinien polecić wam lekarz bądź farmaceuta, więc nie miejcie pretensji, że na liście nie ma leków przeciwgorączkowych, syropów i antybiotyków :)

No to do działa! Jak mawia Hela.

1. Podręcznik „Pierwsza Pomoc dla dzieci i niemowląt”

wakacyjna apteczka

Jeśli nie jesteś lekarzem, pielęgniarką, położną czy ratownikiem medycznym, to WARTO zaopatrzyć się w podręcznik do pierwszej pomocy. Ja od prawie pięciu lat polecam „Pierwszą pomoc dla dzieci i niemowląt” wydaną przez Sierra Madre. Poradnik w bardzo przejrzysty sposób opisuje jak postępować podczas 30 najczęstszych wypadków, które przytrafiają się dzieciom. Ja go zabieram na wyjazdy, na których nie mam obstawy medycznej i wiem, że w sytuacji nagłej będę musiała sobie radzić bez profesjonalnej pomocy. Książka jest świetnie wydana – bardzo łatwo znaleźć w niej interesujący nas temat, a informacje na temat tego, jak postępować w danej sytuacji są bardzo klarowne. Nawet jeśli jesteśmy spanikowani i mamy problem z szybką reakcją, to ten podręcznik powie nam krok po kroku, co zrobić. Więcej na jego temat pisałam TUTAJ.

Podręcznik „Pierwsza pomoc dla dzieci i niemowląt” można kupić w sklepie Mama Gama za 30 zł.

2. Apteczka pierwszej pomocy LittleLife (z wyposażeniem)

wakacyjna apteczka
wakacyjna apteczka

Apteczka to absolutna podstawa każdego wyjazdu. Znajduje się tam wszystko, co przydaje się przy najczęstszych urazach. Dawno temu wspólnie z ratownikiem medycznym napisałam o tym, „Jak skompletować rodzinną apteczkę?”, więc jeśli szukacie porady w tym zakresie, to polecam ten wpis. Jeśli chcecie kupić jakiś gotowiec, to mogę polecić wam apteczkę LittleLife, z której korzystamy już cztery lata, przydała się wielokrotnie, a jej wyposażenie wystarcza do udzielenia pierwszej pomocy w najczęstszych przypadkach :)

Rodzinna apteczka LittleLife mieści w sobie kilkadziesiąt produktów, takich jak żele na oparzenia, plastry, opatrunki, chustę trójkątną, nożyczki, pęsetę, bandaże, agrafki, termometr i inne przydatne rzeczy. Szczerze mówiąc, od czterech lat uzupełniam w niej głównie plastry oraz Octenisept, czyli dwie najczęściej używane rzeczy z apteczki. Cała reszta grzecznie czeka w środku na swoją szansę.

Apteczkę LittleLife można kupić w sklepie Mama Gama za 129 zł.

3. Termometr bezdotykowy

wakacyjna apteczka

Dopiero po sześciu latach mierzenia temperatury własnym dzieciom, postanowiłam kupić termometr bezdotykowy, co od razu uświadomiło mi, że zmarnowałam poprzednie 6 lat ze złymi termometrami! Pomiar otrzymujemy w sekundę, nie trzeba nigdzie termometru wkładać, czekać w nieskończoność, czy pamiętać o jednorazowych kapturkach. Na serio polecam wszystkim rodzicom taki awans. Fakt, takie termometry są droższe, ale biorąc pod uwagę to, jak często będziemy z nich korzystać przez wszystkie lata, to warto. Jedyny minus to ich wielkość, która może nieco utrudnić pakowanie, ale jestem w stanie zrezygnować z jednego kremu, żeby zmieścić go do walizki :)

My mamy raczej tańszy model, kupiony na jakiejś mega promocji w aptece za ok. 100 zł. Szybko mierzy temperaturę, zapamiętuje wyniki, jest dokładny i ma podświetlany wyświetlacz. Można kupić go TUTAJ za niecałe 190 zł.

4. Aspirator do nosa

Aspirator to rzecz, która szybko zagościła w naszej podróżnej apteczce. Wiadomo, że gluty to nieodłączny element dzieciństwa, więc nie ma się co dziwić, że dopadną nas w trakcie wakacji — szczególnie jeśli kąpiemy się w Bałtyku :) I o ile kilkulatki świetnie sobie z glutami radzą, to przy niemowlakach niezbędny jest aspirator do nosa. Im więcej mam dzieci, tym więcej aspiratorów przewija się przez nasz dom. Moim zdecydowanym ulubieńcem jest Katarek, ale że nie zabieram na wakacje odkurzacza, to wakacyjnie posiłkuję się innymi modelami.

Minidoo Beaba

wakacyjna apteczka

Szukając aspiratora pod kątem podróży, zwracałam uwagę przede wszystkim na wielkość (powinien zajmować mało miejsca) i ilość części, które można zgubić (nie chcemy gubić ani jednej). I tak w moje ręce wpadł aspirator Minidoo marki Beaba — mały i 4 częściowy, bez możliwości samoczynnego wypadnięcia którejkolwiek części. Do tego ma specjalną końcówkę dla niemowląt do 3 miesiąca życia (taką malutką i miękką), więc naprawdę zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie odkryłam tego aspiratora, kiedy Hela w wieku 2 tygodni złapała pierwszy przywleczony z przedszkola katar. Jeśli jeszcze nie macie aspiratora, to polecam!

Aspirator Minidoo można kupić w sklepie Mama Gama w cenie 56 zł.

Aspirator elektroniczny Beaba Tomydoo

wakacyjna apteczka

Dopiero przy trzecim dziecku odkryłam aspirator Katarek, który podłącza się do odkurzacza. Wiem, że brzmi to strasznie, ale jest piekielnie skuteczne (bezpieczne też jest, sprawdzałam na sobie :D), na serio jest to najlepszy aspirator, jaki istnieje. Katarek ma jednak tę wadę, że jego nieodłącznym elementem jest odkurzacz, którego raczej zbyt często nie zabieramy ze sobą na wyjazdy. Zaczęłam się więc rozglądać za czymś podobnym, tyle że niepodłączanym do odkurzacza.

Dwa lata temu do testów trafił do nas aspirator elektroniczny Beaba. Zasilany jest on na dwie baterie AA, ma trzy wymienne końcówki w zależności od wieku dziecka oraz foliowy pokrowiec, w którym mieści się aspirator. Mimo że taki elektryczny aspirator nie jest tak fajny, jak Katarek to jest to świetna opcja podróżna. Największym minusem jest niestety cena, bo aspirator Beaba Tomydoo kosztuje 205 zł. Można go kupić w sklepie Mama Gama.

5. Inhalator

wakacyjna apteczka

Jeśli dzieci często łapią infekcje dróg oddechowych i w domu często korzystamy z inhalatora, to powinniśmy się zastanowić, czy nie zabrać go ze sobą. Ja sześć lat temu podczas wakacji musiałam kupić inhalator na szybko, bo okazało się, że jest pilnie potrzebny, a do domu miałam 250 km. Od tego czasu przez kilka lat inhalator miał swoje magiczne miejsce w samochodzie i zgodnie z Prawem Murphy’ego, ani razu nie trzeba było go wyciągać. Ale, tak czy inaczej, jeśli jechaliśmy gdzieś samochodem na dłużej niż kilka dni, to inhalator jeździł z nami.

Moje doświadczenie mówi, że przed wyjazdem warto przemyśleć sprawę infekcji, inhalatora i miejsca w bagażniku :) Jeśli jedziecie w miejsce, gdzie nie ma dostępu do prądu, lub jest on mocno ograniczony, to zastanówcie się nad zakupem inhalatora, który działa nie tylko po podłączeniu do prądu, ale również na baterie. Jak się okazuje, takich inhalatorów jest całe mnóstwo. Tutaj możecie coś dla siebie wybrać!

Jeśli komuś podoba się nasza „Biedronka”, którą skutecznie wykorzystujemy już jakieś 10 lat, to można znaleźć ją TUTAJ za ok. 160 zł.

6. Specyfiki antykomarowe dla dzieci

Nic nie potrafi zepsuć wakacji tak, jak komary. Może być cudna pogoda, ciepła woda i fajne towarzystwo, lecz jeśli co chwile musimy machać rękami, żeby pozbyć się natrętnych komarów, to będzie to jedno z żywszych wspomnień z wakacji. Dzieci znoszą ukąszenie komarów znacznie gorzej niż dorośli, nie potrafią się powstrzymać przed drapaniem, co tylko pogarsza sytuacje. Dlatego warto zabezpieczać je przed ukąszeniami używając specyfików przeznaczonych dla dzieci. No i nie należy zapominać o tym, żeby ukąszenia smarować maściami, które zmniejszają swędzenie, bo to zmniejsza marudzenie dzieci.

I pamiętajcie – najlepszą metodą na komary jest moskitiera. Oczywiście pod warunkiem, że szczelnie przykrywa wózek czy łóżeczko, nikt jej nie rusza, a komary znajdują się po drugiej stronie! No, chyba że wasze dziecko akurat biega, to wtedy moskitiera jest słabym pomysłem!

Bubble&Co Picstop – organiczna emulsja odstraszająca owady (0+)

Jeśli szukacie środka na komary, który jest bezpieczny dla najmłodszych dzieci (od urodzenia), to warto przyjrzeć się organicznej emulsji Picstop marki Bubble&Co. Jest to mieszanka oleju ryżowego, olejku cytrynowego i owocowego oraz składników roślinnych i ma działanie nie tylko odstraszające owady, ale i nawilżające, więc świetnie sprawdzi się u tych dzieci, które mają skórę wrażliwą lub atopową. Emulsja pachnie bardzo przyjemnie i można ją nakładać tak często, jak jest to potrzebne. Jeśli chodzi o skuteczność, to u nas się sprawdziła, aczkolwiek nie testowaliśmy jej w ekstremalnych warunkach (czyli lato na Mazurach), ale we własnym ogródku.

Emulsja Picstop Bubble&Co dostępna jest w dwóch przepięknych opakowaniach (z dziewczynką lub chłopcem). Za 100 ml musimy zapłacić 49,99 zł, a kupić można ją w Fabryce Wafelków.

Seria antykomarowa Chicco

Seria antykomarowa Chicco pojawiła się w tym zestawieniu rok temu i dobrze się u nas sprawdza, więc polecam! Ogromnym plusem jest to, że wszystkie te kosmetyki są bezpieczne nawet dla niemowląt (od 2 miesiąca życia). Mogą być też bez obaw stosowane przez kobiety w ciąży! Składy są bardzo dobre (możecie poczytać o tym u Sroki), a różnorodność form ułatwia wybranie idealnego produktu dla naszego dziecka.

Do wyboru mamy spray, krem oraz roll-on, wszystkie trzy kosmetyki mają bardzo delikatny ziołowy zapach z najbardziej wyczuwalną nutą cytrynową. Odstraszająco na komary działa mieszanka olejku z melisy oraz olejku andiroba. Krem Chicco ma również właściwości nawilżające, będzie więc idealnym rozwiązaniem dla tych osób, którym zależy nie tylko na ochronie przed komarami, ale i na nawilżeniu skóry. Konsystencja wszystkich produktów jest podobna – białe mleczko lub krem, które łatwo się wchłaniają, przyjemnie odświeżają i ładnie pachną.

Super sprawdza się też mała tubka z kremem łagodzącym podrażnienia po ukąszeniach. Tubka kończy się „kulką”, która zdecydowanie ułatwia aplikację i sprawia, że używamy tego specyfiku oszczędniej niż popularnych żeli łagodzących.

Produkty Chicco kosztują od ok.15 do ok. 20 zł. Dostępne są między innymi a aptece Gemini.

Seria antykomarowa Ziaja antybzzz… (1+)

poradnik-apteczka-8

Jeśli macie starsze dzieci, to bardzo polecam tanią, ale skuteczną serię antybzzz… marki Ziaja. Płyn przeciw insektom (odstrasza komary, osy, meszki i kleszcze) przeznaczony jest dla dzieci, które skończyły rok, a żel łagodzący po ukąszeniach komarów mogą bezpiecznie używać trzylatki. Oprócz skuteczności (tej antykomarowej) mają też niską cenę! Płyn kosztuje ok. 12 zł, a żel ok. 9 zł.

Produkty antykomarowe Ziaja możecie kupić stacjonarnie w Rossmannie, ale jeśli chcecie kupować przez internet, to zapraszam TUTAJ.

Kick The Tick — repelent na komary i kleszcze (3+)

Jeśli szukacie skutecznego repelentu do odstraszania komarów i kleszczy, a przy tym czegoś, co zostawia na skórze całkiem przyjemny cytrynowy zapach, to polecam Kick The Tick. Producent zapewnia, że daje on czterogodzinną ochronę przed komarami i meszkami oraz dwugodzinną ochronę przed kleszczami. U nas sprawdza się bardzo dobrze! Jedynym minusem jest to, że tego preparatu nie należy nanosić na ubrania, chociaż ja to oczywiście zrobiłam i nic się nie stało (albo ja jeszcze o tym nie wiem). Repelent przeznaczony jest dla dzieci powyżej 3 roku życia. Można go nanosić na skórę raz (dzieci od 3 r.ż.) lub dwa razy dziennie (dorośli i dzieci powyżej 12 r.ż.). Jestem fanką opakowania Kick The Tick, ponieważ sprej ma blokadę, co skutecznie chroni maluchy przed sprejem, albo sprej przed maluchami. No i dzięki temu niepotrzebna jest dodatkowa nakrętka, która zawsze się gubi!

Sprej można kupić w opakowaniach różnej wielkości. Opakowanie rodzinne ma 200 ml i kosztuje ok. 19 zł, natomiast opakowanie JUNIOR ma 90 ml i kosztuje ok.13 zł. Obydwa produkty można kupić na przykład w tej aptece.

Mosbito – plastry odstraszające komary i meszki (0+)

plastry komary kleszcze

Plastry mosbito znalazłam kilka lat temu w Rossmannie i od razu postanowiłam kupić kilka paczek, bo wydawało mi się, że to jest super opcja do odstraszania komarów w domu i podczas wyjazdów, szczególnie przy najmłodszych dzieciach! Mosbito to nieduże plastry nasączone geraniolem – substancją będą składnikiem olejków eterycznych o udowodnionych właściwościach odstraszających komary i meszki (a nawet kleszcze, chociaż o tym producent nie pisze na opakowaniu). Plastry dość intensywnie pachną, co niektórym może przeszkadzać zwłaszcza tuż po wyjęciu z opakowania. Można je przykleić na ubranie, wózek czy inne przedmioty znajdujące się w pobliżu (ale poza zasięgiem małego dziecka), plaster zaczyna działać po mniej więcej 20 minutach i efekt utrzymuje się przez około 4 godziny.

U nas te plastry najlepiej sprawdzają się stacjonarnie. To znaczy, jeśli przykleję je na mebel w pokoju dziecka, czy na wózek stojący na dworze to plasterki działają. Ale jeśli przykleję je na swoje ubranie i pójdę na spacer tam, gdzie są komary, to wtedy skuteczność jest słabsza. Wtedy dużo lepszy jest repelent, którym psikam ubrania.

W opakowaniu znajduje się 6 zamkniętych torebek, w których zamknięte są po dwa małe, żółte plastry. Opakowanie plastrów mosbito kosztuje w Rossmannie niecałe 20 zł.

7. Produkty do odstraszania kleszczy

Jeśli planujecie spędzić wakacje poza piaszczystą plażą, to może zdarzyć się tak, że kleszcze będą chciały się do was dobrać. Kleszcze są niebezpieczne, bo mogą przenosić choroby takie jak borelioza czy odkleszczowe zapalenie mózgu. Dlatego bardzo ważne jest to, żeby przed kleszczami się zabezpieczać (długie spodnie, kryte buty, spreje antykleszczowe – to często te, które są antykomarowe) oraz by codzienne dokładnie oglądać dziecko (i siebie też). W przypadku, gdy już jakiś kleszcz się zadomowi na skórze, to trzeba się go jak najszybciej pozbyć (im szybciej się go wyciągnie, tym mniejsza szansa zarażenia).

Z wymienionych przeze mnie wyżej produktów Ziaja oraz Kick the Tick mają właściwości odstraszające kleszcze, chociaż zazwyczaj skuteczność antykleszczowa jest niższa niż antykomarowa. Najlepszymi środkami odstraszającymi kleszcze (i komary) są te, w których substancją czynną jest DEET, która niestety jest szkodliwa (bezwzględnie zakazana w przypadku noworodków i kobiet w ciąży, ograniczone stosowanie u dzieci poniżej 12 r.ż.). Dlatego warto czytać to, co napisane jest na opakowaniach repelentów na komary i kleszcze, bo nie każdy będzie odpowiedni dla dziecka. Zresztą sami też powinniśmy unikać szkodliwych substancji, jeśli mamy bezpieczniejszą alternatywę o wysokiej skuteczności.

Jeśli szukacie środków odpowiednich dla dzieci i stworzonych z myślą o odstraszaniu kleszczy, to takie też można znaleźć.

Aromaterapeutyczna mieszanka odstraszająca kleszcze HEBDA (3+)

kleszcze hebda

Klaudyna Hebda — blogująca aromaterapeutka kliniczna, już piąty rok sprzedaje stworzoną przez siebie mieszankę aromaterapeutyczną odstraszającą kleszcze. Jest to całkiem przyjemnie pachnący olejek, którego skład oparty jest na wynikach badań naukowych. Jak pisze Klaudyna, skuteczność tego odstraszacza została potwierdzona również przez jej klientów, którzy kolejny rok dopominają się o ten produkt (który co roku jest ulepszany!).

Bardzo ważne jest to, by mieć świadomość, że żaden odstraszacz nie daje 100% ochrony przed kleszczami, a jedynie zmniejsza (czasem do zera) liczbę kleszczy, które łapiemy. Odstraszacza kleszczy Hebda używa się na ubranie — należy kilka razy psiknąć na rękawy i nogawki spodni. Aromaty utrzymują się bardzo długo, więc nie ma konieczności zbyt częstego powtarzania tej czynności. Jest to produkt przeznaczony dla dorosłych i dzieci minimum trzyletnich. Dla młodszych dzieci stężenie olejków eterycznych może być za duże.

Korzystamy z tego odstraszacza kolejny rok i jestem bardzo zadowolona z efektów (jeśli dobrze pamiętam, to od kilku lat nikt z nas kleszcza nie złapał pomimo wyjazdów na Warmię, w góry czy codziennych spacerów z psem). Ale ten specyfik może być używany wyłącznie pod kontrolą dorosłych, dlatego nigdy nie daję go dzieciom na wyjazdy – obozy czy kolonie. Jednak warto pamiętać, że Klaudyna Hebda sama zastrzega, że ani ten, ani żaden innych środek na kleszcze nie daje 100% skuteczności!

Ja bardzo ten produkt polecam, można go kupić na klaudynahebda.pl, gdzie za 100 ml zapłacimy 59 zł.

Tickless – ultradźwiękowy przyrząd odstraszający kleszcze (0+)

kleszcze tickless

Drugim odstraszaczem stworzonym z myślą o kleszczach jest Tickless – małe urządzenie zasilane baterią, które emituje impulsy ultradźwiękowe. Jak twierdzi producent, te impulsy blokują u kleszczy narząd Hallera, który kleszcze wykorzystują do namierzania żywiciela. W momencie, gdy narząd Hallera jest zablokowany, kleszcze nie są w stanie skutecznie polować. Tego urządzenie możemy bezpiecznie używać nawet przy najmniejszych dzieciach, ponieważ nie jest ono z żaden sposób szkodliwe. Po uruchomieniu przyrządu należy mieć je cały czas przy dziecku (lub przy sobie), bo działa ono tylko w określonym zasięgu.

Używaliśmy tego urządzenia dwa lata temu – Franek miał je ze sobą na kolonii zuchowej w lesie z przykazem noszenia przy sobie i nie trzeba było z niego wyciągać ani jednego kleszcza. Podobnie było z Helą, która w trakcie wakacji nosiła przy sobie Tickless Baby. Więc jeśli chodzi o moje doświadczenie, to Tickless działa. Ale, ale… Na temat odstraszaczy ultradźwiękowych wypowiedzieli się polscy naukowcy i stwierdzili, że nie ma takiej opcji, żeby działało. Niestety producent Tickless nie udostępnił swoich badań (wykonanych we Włoszech w 2012 roku) i chociaż PZH badał ultradźwiękowe odstraszacze, to nie mogłam znaleźć informacji, czy na pewno był wśród nich również Tickless. Jak twierdzi dr Marta Hajdul-Marwicz (specjalistka od kleszczy i chorób odkleszczowych) teoretycznie istnieje możliwość częściowego zablokowania narządu Hallera przez ultradźwięki. Czekam więc na jakiś zwrot akcji i obserwuję fanpage Za-kleszcz-ona Polska (pod redakcją dr Marty Hajdul-Marwicz), dowiadując się o kleszczach różnych ciekawostek.

A Tickless traktuję jak amulet antykleszczowy — u mnie działa. Jeśli rozważacie zakup Tickless, to informuję, iż występuje on w trzech wersjach — Baby i Kid (po uruchomieniu jest cały czas aktywny, działa w zasięgu 1,5 m, a bateria wystarcza na ok. 10-12 miesięcy) oraz Human (można go włączać i wyłączać, działa w zasięgu 3 m, a bateria wystarcza na ok. 3000 godzin).

Warto pamiętać, że Tickless (być może) chroni nas przed polującymi kleszczami, ale jeśli potrącimy liść, na którym siedzi kleszcz to ciągle może na nas spaść, więc nie należy tego urządzenia traktować jako 100% ochrony, ale raczej uzupełnienie codziennych przeglądów ciała :)

Tickless Baby i Tickless Kid kosztują 109 zł, a Tickless Human kosztuje 129 zł. Wszystkie produkty można kupić w Fabryce Wafelków.

8. Przyrządy do wyciągania kleszczy

Podczas wakacji spędzanych w lesie zdarzało się, że trzeba było wyciągać kleszcze ze skóry moich dzieci, ale na szczęście praktycznie zawsze byłam z obstawą medyczną i nie musiałam robić tego sama. Nie potrafię posługiwać się pęsetą, bo tak bardzo boję się, że coś kleszczowi urwę, że nie jestem w stanie go wyciągnąć. Wiem, że są ludzie, którzy kleszcze wyciągną dużym palcem u nogi, brwią czy uchem, ale ja nie potrafię i już! Dlatego dziękuję wszystkim, którzy wymyślają, produkują i sprzedają urządzenia pomocne przy wyciąganiu kleszczy. Mam swoje dwa ulubione przyrządy, przy pomocy których nauczyłam się kleszcza usunąć — polecam je tym, którzy tak jak ja nie podejdą do kleszcza z pęsetą :)

Lasso Trix

kleszcze lasso

Nobla temu, kto to wymyślił! Lasso Trix wygląda jak długopis, na którego końcu jest cieniutka żyłka, którą zaciska się na kleszczu, możliwie jak najbliżej skóry. Jak już złapiemy kleszcza na lasso, to powoli wykręcając, wyciągamy do góry. Jest bardzo proste w użyciu i nadaje się do usuwania kleszczy zarówno ze zwierząt, jak i z ludzi :) Miałam okazję używać tego lassa nawet na sobie i muszę powiedzieć, że to właśnie dzięki temu wynalazkowi po raz pierwszy w życiu udało mi się samodzielnie i szybko usunąć kleszcza, więc mówię wam — KUPCIE TO, a będziecie spokojniejsi!

Lasso można kupić między innymi TUTAJ za ok. 25 zł.

Kick the Tick expert – zestaw do bezpiecznego usuwania kleszczy

kleszcze trix

Oto zestaw do usuwania kleszczy Kick The Tick expert składający się z preparatu do zamrażania kleszczy, przyrządu do usuwania kleszczy oraz dwóch próbówek, gdyby was fantazja poniosła i chcielibyście kleszcza oddać do zbadania (podobno jest to totalnie bez sensu). Preparat do zamrażania kleszczy jest w formie aplikatora, który przykłada się do wbitego w nasze ciało kleszcza, a następnie psika się prosto w kleszcza określoną ilość razy (1 dawka na larwy i nimfy, 2 dawki na samicę kleszcza pospolitego i łąkowego). Nic się nie martwcie, nie musicie studiować cyklu rozwojowego kleszcza, by wiedzieć, które licho wam się wbiło, gdyż różnią się one wielkością.

Po co to całe psikanie i mrożenie? Dzięki temu kleszcz przestaje wydzielać zakaźną ślinę. Dodatkowo powłoka utworzona na kleszczu przez ten preparat zmniejsza ryzyko uszkodzenia kleszcza podczas wyciągania. W aplikatorze znajduje się ok. 60 dawek preparatu, co wystarczy na usunięcie ok. 40 kleszczy (to zależy od ich wielkości). Biorąc pod uwagę bardzo długi termin przydatności (mój zeszłoroczny zestaw jest ważny do marca 2021 roku), jest to zakup na długo.

W zestawie jest też przyrząd do wyciągania kleszczy w kształcie wygodnych w użyciu kleszczołapek z dwoma końcówkami różniącymi się wielkością. Co ważne napomknięcia — to urządzenie przyczepia się do aplikatora, dzięki czemu znacząco zmniejsza się prawdopodobieństwo zgubienia!

Cały zestaw kosztuje ok. 35 zł i można go kupić w aptece (np. TUTAJ). Natomiast gdybyście chcieli kupić samo urządzenie do wyciągania kleszczy, to też można. Kosztuje ono ok. 8 zł i można je kupić np. TUTAJ.


I tak wygląda nasza cała wakacyjna apteczka. Wierzę, że niektórzy z was mogą mieć tam znacznie więcej rzeczy, a inni nie biorą nic poza termometrem i sprejem na komary :) Grunt, to jakoś sobie poradzić ze wszystkim tym, co nas na wakacjach zaskoczy.

Pamiętajcie, by nie bagatelizować tematu kleszczy i przygotujcie się zarówno na codzienne oględziny skóry dziecka, jak i na to, że takiego kleszcza trzeba będzie wyjąć. Koniecznie zwróćcie uwagę na to, żeby każdy, kto idzie do lasu czy na łąkę miał ubranie i buty dobrze chroniące przed kleszczami :) Zabierzcie też ze sobą spreje, antykleszczowe materiały i amulety. Przezorny zawsze ubezpieczony!


Zawarte w tym wpisie linki, to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu drobną prowizję. W żaden sposób nie wpływa to na cenę, którą Ty zapłacisz, ale dla mnie będzie sygnałem, że cenisz moją rekomendację :)


JEŚLI CHCECIE WIEDZIEĆ, CO JESZCZE POLECAM ZABRAĆ NA WAKACJE, TO ZAPRASZAM DO PRZECZYTANIA POZOSTAŁYCH WPISÓW Z PORADNIKA WAKACYJNEGO.

poradnik wakacyjny