Zacznij coś bezcennego i podaruj dzieciom wspomnienia

– Na co ja w ogóle zbieram pieniądze? – zapytała się mnie ostatnio Lila 

– Nie wiem, a co byś chciała sobie kupić? – odpowiedziałam

– No właśnie nie mam pomysłu… To znaczy, ja już mam wszystko, co bym chciała, nie potrzebuję żadnej nowej zabawki.

Wzruszyło mnie to bardzo, bo nie pamiętam, kiedy ostatnio ktokolwiek powiedział mi, że ma już wszystko. Z ust dziecka takie zdanie prawdopodobnie pada tak często, jak często zakwita kwiat paproci. Raczej jestem przyzwyczajona do tego, że dzieci bombardowane reklamami chcą absolutnie każdą rzecz, którą wypatrzy ich oko. 

– Już wiem! – przerwała moje rozmyślanie – Ja te pieniądze odłożę na wyjazdy, żebyśmy mogli znowu gdzieś razem pojechać. To jest dużo fajniejsze niż nowa zabawka.

No i wtedy mnie zatkało. Byłam pewna, że dzieci te nasze wspólne wyjazdy biorą za coś, co jest jakoś przy okazji. My chcemy gdzieś pojechać, więc oni jadą razem z nami. Oni mają wakacje, więc zabieramy ich gdzieś, żeby coś nowego zobaczyli i przeżyli, i nie spędzali dwóch miesięcy w domu. Sama mam mnóstwo wspomnień z dzieciństwa właśnie z takich wspólnych wyjazdów, ale szczerze mówiąc, chyba ich tak bardzo nie ceniłam, mając mniej niż 8 lat. Wtedy zdecydowanie więcej emocji budziła we mnie wymarzona lalka Barbie czy ogromny zestaw Lego, który dostał w prezencie mój brat.

Tyle że od kiedy miałam 8 lat, wiele się na świecie zmieniło. Ja w dzieciństwie miałam może 3 lalki, jeden wózek dla nich i drewniane klocki, z których potrafiłam ułożyć wszystko. Do tej pory pamiętam, jak uwielbiałam po szkole chodzić do mojej koleżanki, która miała zestaw Lego z ludzikami-dziewczynkami, nikt inny takich nie miał! Zabawki na początku lat 90. wzbudzały ogromne emocje – niby już można było je kupić bez większych ograniczeń, ale kosztowały niemałe pieniądze.

Teraz dzieci wręcz toną w zabawkach i to pomimo tego, że pojawiają się one u nas tylko z jakiejś okazji. Tych prezentowych okoliczności w sumie nie jest dużo, bo niby tylko Mikołaj, Święta Bożego Narodzenia, urodziny i Dzień Dziecka, ale osób chętnych do przyniesienia prezentu jest sporo, no a jak między tymi okazjami przyjeżdża dawno niewidziana babcia, to jasne, że chce coś wnukom dać w prezencie. A umówmy się, że babcia nie jest jedyna w tej chęci obdarowywania. 

Tylko jak się tak dobrze zastanowię, to rzadko kiedy widzę u moich dzieci jakieś ogromne przywiązanie do zabawek. Na początku jest radość, to jasne. Ale potem nikt już nie pamięta, że taka fajna rzecz pojawiła się w naszym domu. Każde dziecko ma dosłownie kilka takich zabawek, do których faktycznie jest przywiązane, które lubi i często samo do nich wraca. A przy starszej dwójce to w ogóle emocji związanych z przedmiotami jest coraz mniej. Dużo większą rolę odgrywają przeżycia, chęć nauki, poznawania i tworzenia. I pisząc o nauce, nie mam na myśli siedzenia nad książkami, bo takiego rodzaju nauki moje dzieci jeszcze nie doświadczyły. One chcą się uczyć nowych umiejętności, poznawać świat i tworzyć. Coraz częściej, zamiast „Chciałbym mieć…” słyszę: „Chciałbym zobaczyć/pojechać/nauczyć się/zrobić…” i powiem szczerze, że wspaniale się zapowiada bycie matką trochę większych dzieci!

Te wyjazdy, o których wspomniała Lila, były w naszym życiu tak naprawdę od samego początku. Zanim pojawiły się dzieci, dość sporo podróżowaliśmy, nie były to wyjazdy do Tajlandii na pół roku, raczej dwa tygodnie zwiedzania jakichś bardziej odległych zakątków Europy i do tego sporo wyjazdów na weekend w góry, na Warmię czy nad morze. Potem pojawiły się dzieci i byłam pewna, że staniemy się mniej mobilni. Tymczasem z dwójką maluchów objechaliśmy kawałek Europy i zobaczyliśmy kilka Wysp Kanaryjskich. Kiedy urodziła się Hela, znacznie rzadziej zaczęliśmy wyjeżdżać za granicę (bo 3 dziecko drastycznie zwiększa cenę hoteli), ale zaczęliśmy bardziej doceniać Polskę. Nigdy nie organizowaliśmy takich wyjazdów, mając z tyłu głowy jakiś większy cel – po prostu chcieliśmy odpocząć, oderwać się od codzienności, spędzić czas z przyjaciółmi, coś przeżyć. Dzieci były po prostu naszymi współtowarzyszami w tych podróżach i szczerze mówiąc, dopiero niedawno zorientowałam się, jak istotną rolę odgrywają w ich życiu te wyjazdy.

W wakacje spędziłam kilka dni w górach z Helą. To był dla mnie wyjazd sentymentalny, bo odwiedziłam miejsce, do którego przez wiele lat jeździłam w każde wakacje i ferie. Chciałam przypomnieć sobie, jak tam jest. Byłyśmy tam niespełna trzy dni, a Hela cały czas opowiada, jak bardzo jej się tam podobało, że miałyśmy pokój z brązową kanapą, że siedziała na oknie i puszczała bańki mydlane, że poślizgnęła się na trawie i zjechała po niej na pupie i że znalazła patyk w kształcie młotka. Żadna z tych rzeczy nie była dla mnie istotna, dla niej to są najwspanialsze wspomnienia z wyjazdu z mamą.

Gdy Franek miał trzy lata, pojechaliśmy na grecką wyspę Kos. Do tej pory twierdzi, że pamięta statek piracki, zjeżdżalnie, jak kąpał się ze mną w morzu. Ma teraz dziesięć lat, trochę zmieniło się od tego czasu, ale on wciąż powraca do tych wspomnień.

We wrześniu Mastercard zaprosił nas na weekend do Disneylandu pod Paryżem. Tak się akurat złożyło, że ten wyjazd wypadł w piąte urodziny Heli, więc wszyscy byliśmy niesamowicie podekscytowani tym, że w tak magiczny sposób będziemy świętować jej urodziny. To był też pierwszy wyjazd od dawna, który w całości był skupiony na dzieciach, a my jako rodzice wcale nie graliśmy pierwszych skrzypiec. 

Wszystko, co tam przeżyliśmy, miało być w sumie atrakcją dla dzieci, ale przyznam szczerze, że to jest takie miejsce, że ciężko powiedzieć, czy lepiej bawią się tam dzieci, czy rodzice. Magia Disneylandu działa absolutnie na każdego, bo umówmy się wyjazd tam to spełnienie marzeń nie tylko dzieciaków, ale i dorosłych, którzy o Disneylandzie marzyli w dzieciństwie. Tam poczułam, że tak naprawdę najlepiej potrafię spędzać czas z własnymi dziećmi wtedy, gdy sama odnajduję w sobie dziecko. Kiedy biegam z dziećmi od atrakcji do atrakcji, piszczę, jadąc kolejką i kiedy stoję w kolejce po autograf do Myszki Miki, zupełnie nie pamiętając, że to przecież zwykły człowiek w stroju myszki. Wtedy jestem po prostu najlepszą kumpelką własnych dzieci, a nie poważnym człowiekiem z planami, celami i innymi niezwykle ważnymi, dorosłymi sprawami.

To były tak wspaniałe trzy dni, że cały czas wracamy do nich we wspomnieniach, a zdjęcia i film, który tam nagraliśmy, oglądamy cały czas. Zobaczenie na żywo sztucznych ogni nad zamkiem, który tak dobrze znam z czołówek filmów z mojego dzieciństwa, jest przeżyciem absolutnie nie do opisania. A kiedy na koniec własne dziecko mówi, że nigdy nie słyszało, żeby mama się aż tak dużo śmiała, to wiesz, że to było absolutnie bezcenne przeżycie dla dzieci i dla ciebie. Serio nie ma lepszego wyjazdu z dziećmi, niż ten, na którym możesz stać się jednym z nich!

I kiedy ostatnio Lila powiedziała mi o tym, że chce odkładać pieniądze na wyjazdy, to od razu pomyślałam, że w takim razie czas przygotować jakiś plan. Jeśli ośmiolatka wcale nie marzy o nowej zabawce, ale o tym, by coś przeżyć, zobaczyć i zachować we wspomnieniach, to trzeba to wykorzystać! Znaleźć więcej takich miejsc, jak Disneyland, w którym dzieci i dorośli będą mogli naprawdę spędzić czas razem. Odkurzyć plan wyprawy do szwedzkiego Vimmerby i świata Astrid Lindgren, której książki tak bardzo lubią Lila, Hela i ja. Popłynąć tam promem, wynająć jakąś małą chatkę nad niedużym jeziorem i świetnie się bawić z Pippi, Dziećmi z Bullerbyn czy Emilem z Lonnebergi. Albo wynająć kampera i ruszyć w kierunku Danii do Legolandu, o którym tak bardzo marzy Franek i Michał? Po prostu przestać myśleć, że dobrym prezentem dla dziecka jest przedmiot, bo jak widać wspólne, radosne przeżycia są dla nich dużo cenniejsze. Prawdopodobnie bezcenne, bo zostają z nami na zawsze.

A jeśli po obejrzeniu naszego filmu i zdjęć zamarzył wam się wyjazd do Disneylandu, to zajrzycie do wpisu Michała, w którym znajdziecie dużo praktycznych informacji na temat wyjazdu!

Wpis powstał przy współpracy z Mastercard.