Zdarte kolana, czyli symbol udanych wakacji

Wakacje w tym roku mieliśmy naprawdę wspaniałe. Zupełnie nie wiem, jak to się wydarzyło, bo planów żadnych nie robiliśmy, ale nasze lato było raczej dzikie. Takie mocno all-exclusive, bo spanie w namiocie, albo w przyczepie, za gorące poranki i za zimne noce, wyżywienie, które lepiej wygląda w menażce niż w porcelanie, no i prysznice, z których zawsze leciała woda o zupełnie innej temperaturze, niż byśmy sobie wymarzyli. Nasze dzieci przez prawie 50 dni nie widziały domu, nie przywiązywały wagi do tego, czy noszą na sobie czystą bieliznę, rzadko przeglądały się w lustrze, więc nic nie wiedziały o swoich czarnych szyjach, a zabłoconych nóg myć nie chciały, bo przecież za chwilę i tak znowu będą utytłane.

Chyba nigdy wcześniej nie widziałam moich dzieci tak brudnych i szczęśliwych równocześnie. Okazało się jednak, że te dzikie wakacje mają też swoją ciemną stronę, bo jak daję słowo, po raz pierwszy w życiu dzieciaki były tak poobcierane, potłuczone i pokaleczone. W zasadzie najbardziej charakterystycznym obrazkiem tych wakacji jest rechocząca Hela, która goniąc kogoś, potyka się, a następnie leży, przywierając całą sobą do gleby. W ciągu tych dwóch miesięcy moje dzieci zużyły tyle plastrów, że mogłabym się doktoryzować z plastrowania dzieci poniżej 9 roku życia. Narzekać naprawdę nie mogę, gdyż posiadłam ogromną wiedzę z zakresu właściwości przeciwbólowych plastrów oraz skutecznego naklejania plastrów na wszystkie kluczowe partie ciała (jeśli myślicie, że wiecie, jak prawidłowo nakleić plaster na kolano, to zapewne nie wiecie nic!).

Zacznę od „właściwości przeciwbólowych”.

Każdy anestezjolog wie, że obecnie najbardziej skutecznym środkiem przeciwbólowym i znieczulającym działającym na małe dzieci są plastry! Nie ma takiego bólu, którego odpowiedni opatrunek nie ukoi! Ponoć dzieci można nawet operować, znieczulając je li tylko poprzez naklejenie na rękę ogromnego plastra z ulubionym bohaterem z bajki! U nas każdy wypadek, który zostawia po sobie ślad w postaci jakiegokolwiek najmniejszego obtarcia lub skaleczenia, jest doskonałym powodem do zgłoszenia się po plaster!

Przyznam szczerze, że za czasów mojego dzieciństwa sprawy wyglądały nieco inaczej. Nawet najbardziej rozkwaszone kolano warto było chować przed rodzicami, gdyż wiadomo było, iż zanim dostaniemy plaster, trzeba będzie oblać ranę wodą utlenioną, albo innym cholerstwem, które pieniąc się, wyżre nam pół nogi. Nie wiem jak wy, ale ja w dzieciństwie wierzyłam, iż ta piana z wody utlenionej to bakterie, które syczą ze złości, że zostały oblane trucizną. A najgorsze było to, że jak już przecierpieliśmy te straszne męki, to na ranę trafiał najzwyklejszy plaster w kolorze brudnopomarańczowym. Żadnych innych wtedy w sklepach nie było.

Jeśli nie woda utleniona, to co?

woda utleniona

Moje dzieci, żyją szczęśliwie w XXI wieku i doskonale wiedzą, że odkażanie nie boli, żadne bakterie ze złości nie syczą, a po odkażeniu należy się kolorowy plaster. Oczywiście to wszystko wynika z tego, że jestem miłą mamą i wszelkie rany odkażam zupełnie bezboleśnie przy pomocy Octeniseptu, który jest najważniejszym wynalazkiem współczesnej medycyny. Podejrzewam, że ciężko będzie policzyć, ile noworodkowych pępków zostało dzięki niemu uchronionych od alkoholu (i ile alkoholu nie zmarnowało się dzięki temu) i ile dzieci pozwoliło sobie bez wahania odkazić pobijane kolana i poprzecinane palce, dzięki czemu nie trzeba było jechać później z nimi do szpitala z powodu zakażenia.

Octenisept co prawda nie pieni się tak spektakularnie, jak woda utleniona, ale ma znacznie lepsze właściwości odkażające, gdyż niszczy bakterie, grzyby, a nawet wirusy. Według najnowszych badań woda utleniona, uszkadzając zdrowe tkanki znajdujące się wokół rany, utrudnia gojenie. Octenisept działa przez minutę, więc ważne jest to, by poczekać z naklejeniem plastra, co oczywiście nie jest łatwe, gdyż jak wiadomo, to plaster działa na dzieci przeciwbólowo i uspokajająco. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat tego, dlaczego woda utleniona to nie jest najlepszy środek odkażający oraz przeczytać o tym, czym jeszcze nie należy dezynfekować ran to zajrzyjcie TUTAJ.

Co więcej, Octenisept dobrze sprawdza się też wtedy, gdy nasze pogryzione przez komary czy inne cholerstwo dziecko postanowi sobie rozdrapać bąble. Można nim wtedy te ranki poodkażać, gdyż jak się domyślacie rozdrapywanie ugryzień brudnymi wakacyjnymi paznokciami to dość ryzykowna rozrywka. Więcej na ten temat możecie przeczytać TUTAJ.

Jeśli rana jest już czysta i odkażona to można przejść do najważniejszego elementu ratunkowej medycyny rodzinnej, czyli do założenia opatrunku! Plaster, jak wiadomo, musi być kolorowy, musi mieć odpowiednią wielkość (zakrywać całą ranę) i musi się dobrze trzymać, co wcale nie jest proste do uzyskania, gdyż dzieci zazwyczaj kaleczą się tam, gdzie zginają się ich ręce, kolana i palce, a zginające się kończyny to wrogowie ładnie przyklejonych plastrów.

Jak zakleić czubek palca?

Plaster zaklejający czubek palca (bądź paznokieć) najczęściej trzyma się bardzo słabo. Możemy co prawda kupić sobie specjalne plastry w odpowiednim kształcie, ale możemy też zrobić je samemu. Wystarczy odciąć z dużego, kwadratowego plastra dwa trójkąty, tak by plaster przypominał kształtem motylka, a następnie przykleić go na czubku palca tak, jak na zdjęciach. Taki opatrunek jest dziecioodporny, co wielokrotnie sprawdziłam na własnych dzieciach. 

Jak zakleić kolano i łokieć?

Jakby nie liczyć, to najczęściej naklejam dzieciom opatrunki w okolicy kolan. Latem nie ma opcji, by któreś nie miało pozdzieranych kolan. Zdecydowanie rzadziej obklejam łokcie, ale jeśli aż tak drastyczna wywrotka się wydarzy to radzę sobie z nią tak samo dobrze.

Co zrobić by po zdezynfekowaniu rany plaster trzymał się na kolanie dobrze nawet wtedy, gdy dziecko będzie chciało sobie z tym plastrem na kolanie biegać? Do zaklejania kolan używam najczęściej dużych, kwadratowych opatrunków, które nacinam z dwóch strony, tak by na końcach powstała taka „trawka”. Dzięki temu, że boki plastra są ponacinane, opatrunek jest bardziej odporny na zginanie nóg i rąk.

A co jeśli nie mamy kolorowego plastra?

Możesz mieć pod ręką Octenisept, możesz wycinać z plastrów najładniejsze motylki, ale jeśli plaster, który chcesz nakleić dziecku, nie będzie kolorowy, to nic z tego nie wyjdzie! Zwykłe plastry nie działają na dzieci. Być może są dobrym opatrunkiem, ale żadnych dodatkowych właściwości przeciwbólowych czy uspokajających nie mają.

Jeśli pod ręką nie mamy ani ładnego plastra, ani apteki, to jeszcze nie wszystko stracone, gdyż można przygotować taki cudowny plaster własnoręcznie. Wystarczy mieć przy sobie flamastry lub naklejki, względnie wszystko inne czym jesteś w stanie ozdobić plaster.

Jeśli mamy przy sobie flamastry to możemy na plastrze namalować dokładnie to, co dziecko sobie zażyczy. Wzór prawdopodobnie nie będzie najpiękniejszy na świecie, nie na każdym plastrze będzie trwały, ale na pewno wystarczy do czasu nabycia prawdziwych kolorowych plastrów.

Jeśli mamy przy sobie naklejki (najlepiej takie, które podobają się naszemu dziecku) to można przykleić je do zwykłego plastra. Dziecko będzie na pewno zachwycone!

Istnieje niestety ryzyko, że po takich warsztatach z plastrowego DIY dzieci nie będą chciały już używać kupnych kolorowych plastrów i będziecie zmuszeni do własnoręcznego wyrobu odpowiednich opatrunków.

Po przygotowaniu plastra z odpowiednim zdobnictwem należy go dobrze przykleić, tak by zakrywał całą ranę. Jeśli plaster ma zostać naklejony na trudne miejsce, to należy zastosować się do podanych wyżej wskazówek. Naklejenie plastra powinno dziecko uspokoić i wyciszyć, chociaż warto pamiętać, że przy starszych dzieciach to już tak szybko nie działa :(

To pisałam ja, habilitowana naklejaczka plastrów, która w ciągu tegorocznych wakacji nakleiła na dzieci własne oraz cudze około 80 plastrów, niektóre na rany, a niektóre dla ozdoby. A jeśli chcielibyście poczytać więcej na temat tego, czym odkażać rany, a czym absolutnie tego nie robić, jak radzić sobie z różnymi skaleczeniami to zachęcam do zajrzenia na stronę zagojeni.pl.

 

Wpis powstał przy współpracy z producentem Octeniseptu

Zdjęcia: Agnieszka Wanat