Mamy Biznesy #2: 5 nowych polskich produktów dla dzieci

Nie jest łatwo skompletować piątkę do cyklu Mamy Biznesy. Produkty muszą być polskie, tworzone przez kobiety (chociaż nie dyskryminuję projektów małżeńsko-partnerskich) dla dzieci i rodziców, i muszą być wyjątkowe, a nie odtwórcze. No i ja sama muszę się takim produktem i jego historią zachwycić. Nie sądziłam, że aż cztery miesiące zajmie mi znalezienie pięciu marek, które spełniają te kryteria. Lekko nie było, bo część produktów wpadała do mojej szuflady, by po chwili stamtąd wypaść. Po poniedziałkowym zachwycie marką The Odder Side Baby wiedziałam, że druga piątka Mamy Biznesów jest domknięta i mogę zasiąść do pisania!

Przed wami 5 produktów i marek tak różnych, że część z nich ciężko było mi ustawić koło siebie. Chociaż szczerze mówiąc, cenię tę różnorodność, bo każdy z tych produktów jest wyjątkowy i stworzony z myślą o trochę innych potrzebach rodziców. Dlatego wierzę, że każdemu z was coś tutaj przypadnie do gustu!

Rutynek – jak zmienić trudne poranki w dobrą zabawę

Rutynek, to karty stworzone przez Gosię, autorkę bloga geeway.pl. Jest to bardzo proste narzędzie, które ma pomóc dzieciom w ogarnianiu rzeczywistości. Pewnie nie każdy z was tak ma, ale u nas bardzo często zdarzały się takie poranki, kiedy 5 minut przed wyjściem do szkoły okazywało się, że Franek siedzi w piżamie w swoim pokoju i bawi się klockami Lego. Po prostu zapomniało mu się, co miał robić i zupełnie nie pamiętał, że rano nie ma zabawy, bo jest pełne skupienie na szkole.

Strasznie nas to denerwowało, bo przecież jest duży i mógłby zapamiętać te 5 rzeczy, które rano trzeba zrobić, zwłaszcza że my musimy pomóc dziewczynkom w przygotowaniu się do przedszkola. I wtedy na pomoc przyszedł nam właśnie „Rutynek”, czyli karty, które przypominają dziecku, co i w jakiej kolejności należy w ciągu dnia wykonać. Karty są trzykolorowe (żółte, malinowe, fioletowe) i przypisane są do 3 części dnia — poranka, popołudnia i wieczoru. Na każdej karcie znajduje się informacja o tym, co należy zrobić (np. umyj zęby, odrób lekcje, czas na zabawę itp.). Dziecko wspólnie z rodzicami decyduje o tym, które karty będą w użyciu i w jakiej kolejności powinny być ułożone.

My używamy tylko tych żółtych (czyli porannych). Nie wierzyłam, że zadziała, ale okazało się, że widząc rozłożone karty na biurku, Franek rano robi dokładnie to, co jest napisane na kartach i dokładnie w takiej kolejności. To, że pamięta o umyciu zębów i spakowaniu plecaka to pikuś. FRANEK ZACZĄŁ ŚCIELIĆ ŁÓŻKO. Chyba 2 lata go o to prosiłam bezskutecznie, ale jak przeczytał kartę „Pościel łóżko” to zaczął to robić. I nie muszę ani prosić, ani błagać, ani płakać, ani krzyczeć. Układamy wieczorem karty na biurku, a on rano sobie je po kolei czyta i odwraca, kiedy zadanie jest skończone.

Moim zdaniem jest to świetny gadżety dla tych dzieci, które mają problem ze skupieniem się na rzeczach ważnych i nie do końca odnajdują się w naszej rzeczywistości. Oczywiście ambitni rodzice mogą wykonać takie karty samodzielnie, a złote rączki nawet mogą sobie je wyrzeźbić w drewnie, ale dla reszty możliwość kupienia takich kart będzie świetnym rozwiązaniem. Zwłaszcza że karty są bardzo ładne, drukowane na sztywnym papierze pokrytym folią, więc na pewno przetrwają niejedno dziecko.

Ten projekt został ufundowany przez platformę wspieram.to i obecnie komplety kart otrzymują te osoby, które wsparły projekt. Kiedy zakończy się wysyłka, będzie można je kupić w sklepie, a na razie chętni mogą się zgłaszać na listę TUTAJ.

Mammania – skórzane torebki dla mam

Trochę wstyd się przyznać, że Mammania wcześniej nie wpadła mi w oko. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że nie jestem w stanie śledzić wszystkiego, co dzieje się w mamowych biznesach. W każdym razie Mammania nie jest już biznesową świeżynką. Stworzona została przez Mariannę, bardzo przedsiębiorczą mamę, która padła ofiarą kradzieży własnej torby. Większość z nas w takiej sytuacji poszłaby do sklepu i kupiła nową, ale Marianna doszła do wniosku, że czas zaprojektować i stworzyć własną torbę.

Prace nad torbami zajęły sporo czasu, bo Marianna jest perfekcjonistką, ale efekty jej pracy są imponujące. Torby Mammania są świetnie przemyślane, każda mama będzie zachwycona ich funkcjonalnością i tym, że są absolutnie ponadczasowe — będą służyć nam nawet wtedy, kiedy dzieci będą zdecydowanie za duże na pieluchy, ubrania na zmianę i smoczki. Gdyby nie to, że Marianna powiedziała mi, że są to torby, które pod kątem funkcjonalności zostały stworzone z myślą o małych dzieciach i ich mamach, to pewnie bym sama tego szybko nie zauważyła, bo są to po prostu przepiękne, skórzane kobiece torby z dużą ilością kieszeni i przegródek.

Kiedy oglądałam całą kolekcję skórzanych toreb, nie byłam w stanie wskazać tej jedynej. Eden to duża, pojemna torba, która zmieści absolutnie wszystko, co zabieramy ze sobą, wychodząc z domu. Jestem pewna, że zaradniejsze matki są w stanie włożyć do środka wózek. Gwen, to nieco mniejsza, ale bardziej charakterna torba. Jest na tyle duża, że zmieści w środku laptopa, chociaż z zewnątrz wygląda bardzo niepozornie. Zoe to taka trochę zagadka — niby to plecak niby to torba o kuferkowym, rzadko spotykanym kształcie. Jestem nią totalnie oczarowana i chociaż zupełnie nie jest w moim stylu, to moje serce rwie się do niej jak szalone. Jest jeszcze Maya — maleńka torebeczka-myszka, która jest absolutnie najbardziej uroczą torebką, jaką widziałam. Powiem szczerze, że Maya towarzyszy mi w każdym wieczornym wyjściu, a za dnia jest ulubioną torebką Lili.

Torby Mammania nie są tylko polską marką, ale są także polskim produktem — szytym lokalnie, co daje im kolejne punkty w moim prywatnym rankingu marek, które warto wspierać! Dlatego gorąco zachęcam wszystkie mamy szukające wyjątkowej torby — zajrzyjcie na mammania.pl, na pewno się zakochacie.

Zgubek – nowoczesny patent na podpisanie rzeczy

Pomysłów na to, jak oznaczyć rzeczy dziecka jest milion, zaczynając od mazania markerem po metkach, poprzez naszywanki, naprasowanki, a nawet własnoręczne haftowanie imienia dziecka na każdej skarpetce. Do wyboru, do koloru, co kto lubi. Ale szczerze mówiąc żaden z tych sposobów na oznaczenie naszych rzeczy, nie wywołał we mnie takich emocji, jak Zgubek, czyli naklejki, naprasowanki i breloczki z kodem QR, dzięki którym znalazca może skontaktować się z właścicielem zguby.

Kiedy usłyszałam o tym w pierwszej chwili, to oczami wyobraźni zobaczyłam zgubiony na przystanku piórnik i osiemdziesięcioletnią staruszkę, która go znajduje i ona wtedy wyciąga telefon, skanuje kod i voila! No wiadomo, że to raczej się nie zdarzy. Potem pomyślałam sobie, że to jednak nie jest produkt dla niemowląt i staruszków, a dla ludzi, którzy całkiem nieźle posługują się nowymi technologiami i się ich nie boją.

A jeszcze później polecieliśmy do Szanghaju i okazało się, że tam kodów QR używa się do wszystkiego (dosłownie) i nie da się żyć bez umiejętności korzystania z nich. Wtedy wszelkie wątpliwości, które miałam w stosunku do Zgubka, zniknęły. Dziś uważam, że jest to super pomysł na oznaczenie rzeczy dzieciaków szkolnych, które mają już swoje telefony i małych dzieci, których rodzice ogarniają telefony, a nawet na oznaczenie naszych rzeczy, jeśli też mamy tendencję do gubienia wszystkiego na ulicy.

Jak to działa? Bardzo prosto! Na stronie zgubek.pl tworzy się swojego Zgubka — trzeba się zarejestrować, wpisując te dane, które chcemy ujawnić (obowiązkowo trzeba uzupełnić jedynie imię/pseudonim oraz adres e-mail), a następnie są one szyfrowane w kodzie QR i zamówiony zestaw naklejek, naprasowanek czy brelok z kodem naszego dziecka przybywa do nas pocztą. Potem wystarczy oznaczyć rzeczy naszego dziecka i czekać na pierwszą znalezioną zgubę.

Co się stanie, jeśli ktoś znajdzie rzecz oznaczoną Zgubkiem? Przeczyta na naklejce: „zeskanuj i powiadom”, gdy zeskanuje kod telefonem, to pojawi mu się informacja o tym, że może powiadomić właściciela o znalezisku. Do właściciela zguby możemy wysłać maila lub SMS-a (jeśli numer telefonu został podany przy rejestracji). Jeśli chcemy skontaktować się mailowo, to musimy wypełnić krótki formularz, jeśli wybieramy SMS, to jego treść tworzona jest automatycznie. A właściciel znalezionego przedmiotu dostaje informacje o znalezisku wraz z numerem telefonu/adresem e-mail znalazcy.

Z jednej strony w Zgubku fajne jest to, że nie upubliczniamy danych, które chcemy zachować dla siebie. Z drugiej strony znalazca też ma możliwość zdecydowania o tym, czy poda numer telefonu, czy adres e-mail. Nasze dane są udostępniane tylko przez nas samych, a nie przez Zgubka. Poza tym Zgubek to jest naprawdę niedroga rzecz — zestaw 72 naklejek i 72 naprasowanek kosztuje 34,90 zł a brelok 14,90 zł. Twórcy Zgubka przygotowali również darmową aplikację na androida, którą można wykorzystać podczas skanowania kodu QR, ale równie dobrze można skorzystać z dowolnej aplikacji, która umożliwia skanowanie.

Touch Wood – ręcznie robione drewniane zabawki

Touch Wood to dzieło Asi i Piotra — ona jest głową tej marki, a on rękami. Razem tworzą bardzo zgraną parę, bo produkty wychodzące z ich pracowni są dopracowane w każdym calu — pomysłowe, pięknie wykonane i zapakowane. Zawsze bardzo doceniam ręczną robotę – dla mnie magiczne jest to, że ktoś własnoręcznie zadbał o to, by zabawka wyglądała idealnie, kto poprawiał ją sto razy, a tysiąc razy sprawdzał, czy jest dokładnie taka, jaka miała być. Żaden produkt nie jest dziełem przypadku, każdy jest trochę inny.

Zabawki Touch Wood to przede wszystkim bardzo oryginalne przeplatanki — drewniane zwierzątka z równo nawierconymi otworami, które wyplata się bawełnianą włóczką nawleczoną na drewnianą igłę. Fantastyczna zabawa dla maluchów i starszych dzieci, które potrafią przez długi czas przeplatać nitkę przez dziurki, ucząc się przy okazji praktycznej umiejętności posługiwania się igłą i nitką.

Równie fantastyczne są drewniane autka Touch Wood, które kształtem przypominają znane nam sprzed lat klasyki polskiej motoryzacji — Syrenka, Nyska, Żuk czy autobus Ogórek. Jest to więc zabawka nie tylko dla dziecka, ale i dla rodzica, który z chęcią pobawi się autami ze swojego dzieciństwa.

Obydwie zabawki to moje typy na prezenty gwiazdkowe, dla każdego, kto ceni, piękną, ręczną robotę, naturalne surowce i niepowtarzalne prezenty. Dodatkowym atutem będzie to, że Touch Wood to mała, rodzinna firma, która wszystko robi własnymi rękami a wszystkie surowce, z których zrobione są zabawki pochodzą z Polski.

The Odder Side Baby – ubranka dla niemowląt

The Odder Side Baby to nowa marka ubranek dla niemowląt. Wywodzi się bezpośrednio z marki ubrań dla kobiet The Odder Side, którą 3 lata temu założyły Brygida Kubiś i Justyna Przygońska. Niespełna rok temu Justyna została mamą i jakoś tak całkiem naturalnie wyszło, że na początku września zadebiutowała dziecięca odsłona The Odder Side.

Zakochałam się w tych ubrankach — są przepiękne, bardzo minimalistyczne, w stonowanych kolorach i nawet na zdjęciach wyglądają miękko. Na żywo okazują się być tak przyjemne w dotyku, że człowiek ma ochotę się w nie wtulić. Szyte są w Polsce z bardzo dobrej bawełny. Muszę powiedzieć, że to, co mnie urzekło to jakość wykonania — wszystko jest bardzo starannie uszyte i zaprojektowane! To są ubrania, w których pierwszy rok przepełza mnóstwo dzieci. Nic tu nie jest jednorazowe, wszystko jest uszyte tak, jakby miało służyć dekadę, a nie dwa miesiące.

polskie produkty

Rodzice zapewne docenią też praktyczne podejście projektantki — body jest wiązane, piżamki zapinane na zamek, spodnie dresowe są szerokie, więc nawet pupie z dużą pieluchą będzie wygodnie, a miękką bluzę można bez problemu przełożyć przez głowę niemowlaka.

Jedynym minusem jest cena ubranek, bo z całą pewnością nie każdy będzie mógł sobie pozwolić na skompletowanie tam wyprawki. Za to zawsze można tam wysłać dziadków, ciocie i koleżanki, w końcu co chwilę ktoś coś kupuje dzieciom w prezencie.

Warto też zajrzeć do butiku The Odder Side Baby na ul. Rozbrat w Warszawie. To jest fantastyczne miejsce dla mamy z dzieckiem — poza przepięknymi ubrankami, można tam kupić kapcie Titot, gryzaczki i zabawki Little Leaf, czy przepiękne kocyki Tiny Bubbles. Jest też przestrzeń, w której można odpocząć, nakarmić dziecko, a nawet pozwolić się dziecku pobawić podczas zakupów.


Każda z tych pięciu polskich marek i ich produkty to moim zdaniem perełki, rzeczy wyjątkowe, które mają szansę zachwycić masę rodziców. To świetnie, że ci, którzy dużą uwagę przywiązują do wspierania lokalnych produktów, mają coraz szerszy wybór i w zasadzie trudno znaleźć jest już taką kategorię artykułów dla dzieci, w której nie ma dobrego produktu w całości wyprodukowanego w Polsce.

Ja kończąc drugą odsłonę cyklu Mamy Biznesy, od razu zabieram się za kompletowanie następnej piątki, a wy koniecznie dajcie znać w komentarzach, co myślicie o tych produktach! Dla ich twórców takie komentarze są bardzo cenne.