Tu zaczyna się dom – nasza najpiękniejsza sień

Sień to miejsce, w którym zaczyna się nasz dom. Wchodząc do niej, powinniśmy mieć na twarzy uśmiech, a w głowie same dobre myśli, tymczasem przez ostatnie pięć lat rzeczywistość była zupełnie inna. Było to od zawsze najgorzej urządzone i najbrzydsze pomieszczenie w naszym domu, ale od tygodnia jest tam tak pięknie i czysto, że mogłabym w niej siedzieć całymi dniami! I muszę się tą moją cudną sienią pochwalić!

Nie wiem, jak w waszych domach wygląda to pierwsze pomieszczenie, do którego się wchodzi. U nas sień jest mała, ciasna i raczej ciemna. Trzymamy w niej wszystko to, co potrzebne jest do wyjścia z domu — buty, kurtki, czapki, smycz psa czy płócienne worki na zakupy. Przez małą ilość miejsca i dużą ilość czynności, które trzeba wykonać, wychodząc z domu, rano można tam zobaczyć dantejskie sceny. Piekło o powierzchni dwóch metrów kwadratowych, w którym pięć osób równocześnie próbuje coś znaleźć, włożyć kurtkę i buty. W zimie jest tam dużo błota, a latem sień może robić za piaskownicę. Jasne ściany dość szybko pokryły się śladami małych i dużych rąk, podeszwom butów również udało się zostawić swoje odbicie tuż nad listwą podłogową i nie było żadnej możliwości, by zmyć ze ściany te wszystkie brudne pamiątki naszego życia. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że sień jest bardzo wąska, więc nie można w niej umieścić praktycznie żadnych mebli typowych dla przedpokoju — od początku trzeba więc było kombinować i szukać rozwiązań, które najlepiej sprawdzą się w tym małym pomieszczeniu.

Tak było przed!

O tym, że chciałabym tę naszą sień odnowić, zdecydowałam już kilka miesięcy temu, ale wiedziałam, że ze względu na koszty (zatrudnianie malarza do pomalowania takiej małej powierzchni to bardzo nieekonomiczne rozwiązanie) będziemy musieli wszystko zrobić naszymi rękami, a nic nie przerażało mnie bardziej niż takie samodzielne prace malarskie. Miało to swoje plusy — mogłam bardzo dużo czasu poświęcić na przemyślenie tego, jak ta sień ma wyglądać, na Pintereście znalazłam miliony pomysłów, dzięki którym efekt jest chyba lepszy od tego, co zakładałam. Zobaczcie, jak pięknie mi to wyszło!

sień

Ściany

Kiedy przed remontem dokładnie przyjrzałam się, jak sień wygląda z bliska, to się załamałam. Okropnie brudne ściany, dziury po montowanych na ścianach meblach (przez pięć lat zmienialiśmy półkę na buty chyba z pięć razy, bo żadna się nie sprawdziła) i wyraźna „linia brudu” odcinająca się na wysokości rąk dzieci. Próbowałam myć ściany, ale okazało się, że poza niedomytym brudem doszły też ślady po mokrej gąbce. Tak mnie to wtedy wkurzyło, że byłam bliska decyzji o pomalowaniu sieni farbą olejną. W końcu skoro te farby tak świetnie sprawdzały się w szkołach i szpitalach, to znaczy, że dadzą sobie radę z moimi dziećmi. Na szczęście w międzyczasie znajomy fachowiec polecił farbę ceramiczną, jako lepsze rozwiązanie do domu. Nie jest aż tak odporna na brudzenie, jak olejna, ale za to wygląda znacznie lepiej.

Sentyment do czasów mojego dzieciństwa i niezniszczalnej farby olejnej sprawił, że na nowo zakochałam się w malowanej lamperii. Doceniam nie tylko walory estetyczne tego rozwiązania, ale i praktyczne! Wiadomo, że brud najbardziej widać na jasnych ścianach, dlatego sień powinna mieć jak najciemniejsze ściany, ale malowanie ciemnym kolorem tak małego pomieszczenia to niezbyt rozsądny pomysł. Dlatego połączenie jasnej góry, która rozświetla sień z ciemnym dołem, który zdecydowanie lepiej ukryje wszelkie zabrudzenia, wydało mi się genialnym pomysłem. Podpatrzyłam na Pintereście kilka biało-szarych malowanych lamperii i wiedziałam, że właśnie tak pomaluję naszą sień!

Zostało mi tylko wybrać farbę, niby banalne zadanie, ale skąd mam wiedzieć co wybrać, skoro nigdy wcześnie nie kupowałam farby, którą miałam sama malować?! Od czegoś ma się jednak znajomych — zaczęłam podpytywać ich o to, czym malowali takie „brudne” pomieszczenia w swoich domach i jak się okazało dość często wybór padał na farbę Magnat Ceramic – czyli ceramiczną farbę plamoodporną. Brzmiało to, jak idealny wybór do mojego przedpokoju, a kiedy jeszcze się okazało, że dwa kolory farb, których będę potrzebować do malowania będą kosztować niecałe 160 zł to już wiedziałam, czego chcę!

Wybieranie kolorów nie było proste (kto śledzi mnie na InstaStory ten miał możliwość pomóc mi podjąć decyzję), więc zakupiłam takie małe testery Magnat Ceramic w sześciu różnych odcieniach szarości, pomalowałam nim białe sztywne kartki, a potem sobie sprawdzałam, jak wygląda ich połączenie z bielą i jak prezentują się w sieni. Wybór padł na kolor Jaspis Picasso!

magnat ceramic

Potem było już z górki…

Ha! Ha! Ha! Niestety nie! Miałam przez chwilę taki pomysł, żeby te moje prace remontowe relacjonować na bieżąco na InstaStory, ale szybko z tego zrezygnowałam, gdyż okazało się, iż taki remont to nie przelewki, a ja muszę być na nim w 100% skupiona. Obejrzałam dokładnie wszelkie możliwe instruktaże malowania i starałam się zawsze postępować tak, jak kazano, tylko od czasu do czasu chciałam iść na skróty i za każdym razem źle się to kończyło :D

magnat ceramic
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że nie będzie kolorowo ;)

Niezbyt dokładnie zakleiłam framugi drzwi, nie ściągnęłam ramki z gniazdka tylko postanowiłam je okleić, nie użyłam gruntu podkładowego (bo myślałam, że jak się maluje białą farbą na beżowej, to ten grunt w ogóle nie jest potrzebny). Po wszystkim miałam więc mnóstwo sprzątania i trochę poprawek, a białej farby zużyłam znacznie więcej niż powinnam (na szczęście zmieściłam się w jednej 2.5 l puszce), ale w gruncie rzeczy samo malowanie zajęło mi bardzo mało czasu! Malowanie sufitu to była pestka, malowanie szarej lamperii to była czysta przyjemność (również dlatego, że lamperia nie jest równa, mogłam się więc pobawić w robienie nierównych szlaczków), a cała energia poszła w przemalowywanie górnej części beżowej ściany na biało i w zeskrobywanie zaschniętej farby z framug.

Po malowaniu musiałam dwa dni odpoczywać, gdyż jak się okazało moje ramiona nie przywykły do tak długiego przytrzymywania rąk w górze :) Serio, bałam się, że coś sobie zrobiłam z barkami, okazało się, że to był tylko wysiłek fizyczny ;)

Ale, gdy po tych dwóch dniach odpoczynku wróciliśmy do domu, to ściany wyglądały przepięknie! Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na połączenie dwóch kolorów. Biel sprawia, że sień wydaje się większa i niezwykle jasna, szary dół przez wiele lat będzie świetnie ukrywał ślady brudnych rąk :) Normalnie nie do uwierzenia, że ja — kompletny malarski laik — stworzył coś tak ładnego! A najlepsze jest to, że takie drobne nierówności są jedynie w dwóch miejscach i tylko ja je widzę! Naprawdę szok! Gdybym wiedziała, że tak dobrze mi idzie malowanie, to bym papiery na ASP złożyła!

Meble

Kiedy już emocje malarskie opadły to nadszedł czas na umeblowanie sieni. Ze starych mebli zostały jedynie najwspanialsze składane krzesła w kolorze białym. Zastanawiałam się przez chwilę czy ich nie zeszlifować do gołego drewna, ale po pierwsze prawdopodobnie bym tego fizycznie nie wytrzymała, a po drugie białe krzesła świetnie prezentują się na tle szarej ściany! Ponieważ o te straponteny (tak się fachowo nazywają składane krzesła) miałam milion pytań to zostawiam link do sklepów, w których można je kupić.

sień

Nad krzesłami chciałam mieć miejsce na klucze, listy i inne drobiazgi, które zawsze przynosimy do domu. A ponieważ zależało mi na tym by cały remont był jak najtańszy to zdecydowałam się na tablicę SKÅDIS z Ikei. Powiem szczerze, że nie tylko świetnie się sprawdza, ale i bosko wygląda. Nad tablicą zawisł zegar, a obok duży plakat z mapą Targówkadrewnianej ramie.

sień

Na drugiej ścianie musiało się znaleźć miejsce na wszystko, czyli czapki, buty, kurtki, torby i smycz psa. Wiedziałam, że nie może być to zamykana szafka — już taką mieliśmy, więc wiemy, że średnio dwa razy dziennie, któreś dziecko będzie dostawać tymi drzwiami w głowę podczas walki o wyjście z domu. Po okropnie długich poszukiwaniach padło na wiszący regał SVALNÄS z Ikei. Musiałam go nieco przerobić pod nasze potrzeby (półki obrócone o 90º stały się naszymi wieszakami, mam więc już za sobą pierwszy własny Ikea Hack :D), ale całość wyszła rewelacyjnie.

sień

sień

Muszę jednak dodać, że o ile malowanie ścian i sufitu to był jeden dzień bardzo ciężkiej pracy, o tyle montowanie mebli zajęło nam trzy dni. W tym czasie udało nam się między innymi dowiercić do przewodów elektrycznych :D Takie z nas zdolniachy ;) Na szczęście układanie na półkach koszyków i dekorowanie sieni poszło nam już bez problemów.

Ile kosztował nas ten mini-remont?

Malowanie sieni:

  • Farba Magnat Ceramic (2 x 2.5l) – ok. 160 zł
  • Mydło malarskie, wałki, pędzelek, kuweta i inne drobiazgi – ok. 50 zł

Meble i dekoracje:

W sumie wyszło ok. 1400 zł, więc nieco więcej niż zakładałam (chciałam się zmieścić w 1000 zł), ale dokupiłam trochę dekoracji, których na początku w ogóle w planie nie było :D No i meble też do najtańszych nie należały. Zdecydowanie najkorzystniej cenowo wyszło malowanie!

Całość prezentuje się tak wspaniale, że nawet moje własne dzieci, które zupełnie nie interesują się projektowaniem wnętrz zgodnie westchnęły widząc gotową sień po raz pierwszy: „Wow, ale tu pięknie!”. Ja jestem na maksa podjarana faktem, że jest to w całości mój pomysł, wykonanie jest w 90% moje (gdyż Michał musiał wiercić dziury w ścianie oraz dokręcać to, czego sama nie dałam rady) a efekt wielokrotnie przeszedł moje oczekiwania! Ściany prezentują się znakomicie (chociaż nie wszyscy są fanami mojej nierównej lamperii :D) i za jakieś 4 tygodnie będę mogła zacząć sprawdzać, jak zmywa się z nich brud. Chociaż mam głęboką nadzieję, że dzięki ciemnej dolnej połowie, nie będę musiał nic zmywać przez bardzo długi czas.

No, a ja przekonałam się w międzyczasie, że malować ściany potrafię, więc kto wie, które pomieszczenie będzie następne :D

 

Zdjęcia: Agnieszka Wanat

Wpis powstał przy współpracy z marką Magnat.