„Mamo, chcę kupę!”, czyli ile wina możemy wypić podczas odpieluchowywania dziecka

Jestem mamą od 7 lat, mam troje dzieci, wiele już przeszłam, widziałam takie rzeczy, o których wcześniej mi się nie śniło. Okazało się, że przez długi czas mogę funkcjonować bez snu, że da się żyć bez porannego prysznica, a dla usłyszenia ciszy jestem w stanie zrobić prawie wszystko. Moje dzieci przeszły przez żłobek, przedszkole i mamy za sobą pierwsze szkolne miesiące, ale jeśli chodzi o wyzwania stojące przed rodzicem, to nadal uważam, że najtrudniejsze jest odpieluchowanie.

Za każdym razem był to bardzo trudny czas, bez względu na to, czy trwał miesiąc, czy dwa dni. I szczerze mówiąc, do tej pory nie miałam pojęcia, czemu to jest takie męczące. Dopiero lektura książki „Mamo, chcę kupę!” pozwoliła mi zrozumieć, dlaczego nauczenie dziecka korzystania z toalety było dla mnie wyczerpującym okresem. Trochę żałuję, że anglojęzyczna wersja tej książki nie wpadła wcześniej mi w ręce, bo pewnie zaoszczędziłabym sobie kilku tysięcy godzin frustracji, ale czasu nie cofnę. Za to wy możecie z tego skorzystać!

Książka „Mamo, chcę kupę!” została napisana przez amerykankę Jamie Glowacki, która jest ekspertką od treningu nocnikowego i zajmuje się tym tematem od kilkunastu lat. Wiem, że obecnie słowa „trening” czy „trener” mogą źle się kojarzyć. Nie rozumiem czemu niektórzy myślą, że trening oznacza stanie z batem nad dzieckiem i czekanie aż wykona ono nasze polecenie, ale jeśli macie takie złe skojarzenia, to zastąpcie słowo „trener” słowem „konsultant” – od razu lepiej, prawda? ;) A jeśli drażni was „trening nocnikowy”, możecie go nazwać „nauką korzystania z nocnika”.

Sama byłam do tej książki nastawiona sceptycznie. Byłam święcie przekonana, że przeczytam w niej o jedynej skutecznej metodzie odpieluchowywania i byłam pewna, że po tej lekturze będę czuła się winna. Tymczasem książka ta w czterech miejscach zachęca mamy do picia wina a w dwóch do jedzenia czekolady, co samo w sobie sprawia, że odpieluchowanie dziecka zaczyna się jawić jako bardzo pożądany etap bycia rodzicem!

Autorka jest naprawdę bardzo doświadczoną osobą w kwestii uczenia dzieci korzystania z toalety. Sama ma jednego syna, ale pracowała z rodzicami tysięcy innych dzieci. Można więc z dużym prawdopodobieństwem założyć, że pomagała przezwyciężyć te problemy, które napotykamy my :) Niestety pomimo tysięcy nocnikowych konsultacji nie udało jej się odnaleźć tego tajnego guzika, który należy wcisnąć, żeby dziecko przestawiło się z pieluch na nocnik. Na szczęście na podstawie swoich doświadczeń stworzyła 6-etapową metodę odpieluchowania, którą stosuje podczas pracy z rodzicami i ich dziećmi.

Szczerze mówiąc, dla mnie w tej książce najważniejsza nie jest wcale ta metoda, ale wyjaśnienie rodzicom czym jest odpieluchowanie i jak ważna jest pielucha w życiu małego dziecka. Po pierwsze nauczenie dziecka korzystania z toalety jest pierwszą AKTYWNĄ nauką w życiu dziecka. Do tej pory dziecko uczyło się wszystkiego samo z siebie — raczkowanie, siadanie, chodzenie, wkładanie jedzenia do buzi. Nie musimy dziecku pokazywać, jak się siada, ono samo usiądzie, kiedy będzie gotowe. Tymczasem korzystanie z toalety jest umiejętnością społeczną — wymaga zapoznania dziecka z tą czynnością i uświadomienia mu, że tak powinno się postępować. Jest bardzo dużym sprawdzianem naszej konsekwencji, cierpliwości, umiejętności nauczania i wyznaczania granic. Dlatego tak nas to frustruje i doprowadza do szaleństwa, jeśli nie otrzymujemy efektów tak szybko, jak byśmy chcieli.

Po drugie — pielucha to dla małego dziecka symbol bezpieczeństwa — pielucha trafia na pupę niedługo po urodzeniu i jest na niej stale przez dwa lata. Dziecko jest do niej przywiązane i naturalne dla niego jest to, że ciepła kupa przyklejona jest do jego pośladków. Jakby to nie brzmiało — rodzice z niezrozumiałych dla dziecka powodów chcą mu zabrać to, co towarzyszy mu od zawsze. Coś, co dla dorosłych jest normalne (korzystanie z toalety), dla dziecka jest czymś kompletnie nienormalnym. Autorka pisze o tym w bardzo obrazowy sposób:

„Przez około dwa lata wasz maluszek robił kupkę w jedyny znany mu sposób, aż tu nagle któregoś dnia prosicie go, by robił to inaczej. Dziwicie się, że może się to spotkać z oporem? Wyobraźcie sobie, że odwiedzacie mnie w domu, a ja oznajmiam wam, że u nas należy wypróżniać się wyłącznie w rogu dużego pokoju. Wmawiam wam, że to przyjęta norma. Wszyscy tak robimy. Serio. Zapewnię wam prywatność. Proszę was, bardzo was proszę, zróbcie kupkę w rogu dużego pokoju. Nie martwcie się! Ja wszystko posprzątam! Niezależnie od tego, co bym powiedziała, będziecie czuć, że coś jest nie w porządku.”

Powiem szczerze, zrozumienie tych dwóch rzeczy zupełnie zmieniło moją perspektywę. Teraz na odpieluchowanie patrzę z większym respektem i podziwem dla dziecka, które musi tak diametralnie zmienić swoje życie. Zresztą w książce opisywane są również inne ważne aspekty życia dziecka, na które być może nie do końca zwracamy należytą uwagę, jak na przykład szaleńcze tempo życia i napięte grafiki dwulatków, w które rodzice próbują upchać naukę korzystania z nocnika. Być może polskich rodziców to jeszcze tak nie dotyczy, ale warto poczytać o tym, co prędzej czy później do nas przyjdzie.

Bardzo podoba mi się podejście do wieku, w którym dziecko powinno nauczyć się samodzielności w kwestii toalety. Jasno jest tu wyznaczony okres między 20 a 30 miesiącem życia, jako optymalny i opisane są oznaki gotowości dziecka do treningu, ale są też specjalne porady dla rodziców, którzy rozpoczynają trening nocnikowy wcześniej i później. Jamie jest dla nas bardzo miła i wyrozumiała, do czasu aż nasze pieluchowe dziecko nie skończy 3 lat, wtedy jest już śmiertelnie poważna i stanowcza. Co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, że przychodzą do niej rodzice nawet 4 i 5-letnich dzieci w pieluchach na pupach, którzy czekali, aż dziecko samo do nich przyjdzie i powie, że chciałoby się nauczyć korzystać z toalety.

Metoda Jamie bardzo przypadła mi do gustu. Składa się ona z dość jasno opisanych etapów, w których obowiązują pewne zasady postępowania. Autorka pozwala nam się do nich stosować lub nie, co jest w sumie miłe, chociaż podobno większość rodziców, którzy podchodzą do tej metody raczej swobodnie, po pierwszych porażkach zaczynają jej w całości przestrzegać. Bardzo motywujące jest to, że etapy trwają od jednego do kilku dni, co potęguje wrażenie robienia postępów i jest ważne dla skupionych na osiągnięciu celów rodziców.

Wbrew oczekiwaniom rodziców w metodzie opracowanej przez Jamie nie ma żadnych nowatorskich odkryć. Myślę, że jest to zbiór tego, co podpowiada nam intuicja, co być może większość z nas robi, ale bez większego planu. Tutaj wszystko jest dokładnie uporządkowane, podzielone na etapy, z jasnymi wskazówkami co powinniśmy osiągnąć. Nie spodziewajcie się więc tego, że ktoś pokaże wam jakiś cudowny sposób, o którym do tej pory nie słyszeliście. To jest dokładnie to, co należy zrobić, kiedy uczymy kogoś nowych umiejętności, ale bardzo dokładnie i ciekawie opisane.

Jak się okazuje, większość niepowodzeń podczas nauki korzystania z nocnika wynika z błędów rodziców. Sama przeczytałam o kilku rzeczach, które robiłam nie do końca dobrze (jest to między innymi swobodne podejście do odpieluchowania Heli). Ale jak już wcześniej pisałam, autorka nie wzbudza poczucia winy, a raczej mobilizuje do zmiany postępowania i tłumaczy, dlaczego to, co robimy nie działa. Każdy problem opisuje dość szczegółowo, ale bardzo przystępnie. Szczerze mówiąc, po tej lekturze rodzic nie powinien mieć problemu ze stworzeniem w głowie planu na odpieluchowanie. Oczywiście łatwiej będą miały te mamy, które zajmują się dzieckiem na co dzień, niż te, których dzieci spędzają czas w żłobku czy z opiekunką, ale podpowiedzi dla żłobkowych dzieci również znajdziecie.

Bardzo polecam tę książkę nie tylko ze względu na zawartą w niej wiedzą o odpieluchowaniu, ale również ze względu na lekkość, z jaką jest napisana. Czyta się ją dokładnie tak, jakbyśmy słuchali koleżanki opowiadającej nam o przygodach z nocnikiem. Jeśli macie czas to przeczytacie ją w jeden wieczór. I zapewniam was, po tej lekturze będziecie bardzo pozytywnie zmotywowane do nauczenia dziecka korzystania z toalety. Mam nadzieję, że pójdzie wam to znacznie szybciej, niż się spodziewałyście :)

 

Książka „Mamo, chcę kupę” została wydana w Polsce w listopadzie 2016 roku przez wydawnictwo Vivante. Cena okładkowa to 39.99 zł. TUTAJ nieco taniej możecie kupić zarówno książkę w wersji papierowej, jak i elektronicznej.

 


Zawarte w tym wpisie linki, to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu drobną prowizję. W żaden sposób nie wpływa to na cenę, którą Ty zapłacisz, ale dla mnie będzie sygnałem, że cenisz moją rekomendację :)