LessWaste, czyli ekologiczne nowości w mojej łazience

Nie ma co ukrywać, świadomość ekologiczna zapukała ostatnio do naszych głów. Niektórzy nazywają to trendem, inni histerią, dla mnie jest to efekt tego, że standard naszego życia się coraz bardziej podnosi, co sprawia, że możemy zacząć rozglądać się dookoła. Możliwość dokonywania ekologicznych wyborów jest bowiem luksusem, na który stać mieszkańców bogatych regionów świata. Nikt, kto żyje w biedzie, nie będzie zastanawiał się nad tym, czy wybrać produkt ekologiczny, czy najtańszy, bo takiego wyboru de facto mieć nie będzie. Jeśli więc mamy ten luksus, że możemy stanąć przed uginającą się półką w wielkim sklepie i wybrać produkt, który jest organiczny, wegański, biodegradowalny i zapakowany w butelkę z przetworzonego szkła, powinniśmy go docenić. A jeśli spotkało nas to szczęście, że stojąc przed taką półką, możemy powiedzieć „W sumie to ja tego tak naprawdę nie potrzebuję”, to już w ogóle wygraliśmy życie.

Po przeczytaniu kilkunastu artykułów dotyczących tego, jak bardzo zaśmiecamy naszą planetę, postanowiłam, że nie będę zwalać winy za ten cały syf na mieszkańców krajów rozwijających się (bo oni wpuszczają do oceanów więcej plastiku niż my), ani na wielkie korporacje (gdyby im zależało, to produkowaliby bardziej ekologicznie), gdyż po pierwsze podaż na tym świecie w dużym stopniu kształtujemy my — mieszkańcy bogatej Europy, a po drugie nie mam żadnego wpływu na to, co kupują Chińczycy, ani na to, w jaki sposób produkowane jest to, co kupują Europejczycy. Mam wpływ jedynie na to, co ja kupuję i jak tego używam. No i zajęłam się tymi produktami, które kupuję ciągle, których kupować nie przestanę i które stale zapełniają nasz śmietnik.

Chcę wam pokazać produkty, które pomogły mi zmniejszyć ilość wytwarzanych przeze mnie śmieci łazienkowych, gdyż być może jest to coś, czego sami szukacie :) Do tej pory większość używanych w naszym domu produktów higienicznych była raczej słabo biodegradowalna — plastikowe patyczki do uszu, syntetyczna nić dentystyczna na plastikowych wykałaczkach, plastikowe podpaski i plastikowe aplikatory z tamponów. Można by machnąć na to ręką, skoro patyczki i nitka to małe drobiazgi, a podpaski i tampony to tylko kilka dni w miesiącu, ale jakby nie patrzeć, zmiana plastikowych patyczków na tekturowe jest nieco łatwiejsza od zmiany szamponu w płynie, na taki w kostce.

Zanim pokażę wam ekologiczne nowości w mojej łazience to mam jedna ważną informację. Do końca tygodnia (7.07.2019) macie 15% zniżki na zakupy na ekodrogeria.pl! Hasło brzmi: mamygadzety :)

Nić dentystyczna Georganics

lesswaste nić dentystyczna

Nitkowanie zębów to bardzo ważny element dbania o zdrowe zęby, nie wyobrażam sobie, żeby zrezygnować z używania nici. Przez jakiś czas używaliśmy namiętnie wykałaczek z nicią, gdyż były dużo wygodniejsze w użyciu zwłaszcza przy nitkowaniu zębów dzieciom. Niby kilka takich wykałaczek w śmietniku to nie jest jakaś tragedia, ale w pewnym momencie pomyślałam, że w ciągu roku wywalamy do śmieci około 1000 plastikowych wykałaczek! Tradycyjna nitka jest nieco lepsza pod tym kątem, ale wciąż zakup takiej nici to syntetyczne włókno schowane do plastikowego pudełka zapakowanego w papier i plastik! Po zużyciu plastikowe pudełko trafia do śmieci. Ani nitka, ani opakowanie nie znikną z powierzchni ziemi, nie ma też żadnej możliwości, by jeszcze je wykorzystać.

Dlatego, kiedy zobaczyłam nici Georganics, to wiedziałam, że niczego więcej do nitkowania zębów nie potrzebuję. Nici wykonane są z naturalnych włókien (bambusowych lub jedwabnych) i dodatkowo pokryte woskiem candelilla i nasączone olejkiem miętowym lub olejkiem z kardamonu. Zwinięta nitka zamknięta jest w szklanym pojemniku z aluminiową nakrętką naciętą tak, by można było łatwo odcinać potrzebną długość nici. Wieczko można odkręcić i uzupełnić je wkładem, który kupuje się osobno! Słoiczek może być więc używany latami, a my kupując nić Georganics, nie będziemy produkować żadnego plastiku!

Nici występują w dwóch wariantach — czarna z węglem drzewnym ma w sobie 20% włókien poliestrowych, więc nie nadaje się do kompostowania, natomiast jasna z włókien jedwabnych jest w całości biodegradowalna! Po kilku miesiącach używania tego czarnego wariantu jestem nim nadal zachwycona i polecam wszystkim, którzy chcą się pozbyć plastikowych nici.

Nie jest to opcja tania, bo 30 metrów nici w słoiczku kosztuje ok. 25-35 zł, natomiast wkłady uzupełniające (2 × 30 m) kosztują 40-45 zł. Jest to mniej więcej 3 razy drożej od zwykłych nici. W skali roku przy naszym zużyciu jest to ok. 90 zł więcej. Jeśli chcielibyście kupić taką nić, to pełną gamę wariantów znajdziecie między innymi w Ekodrogerii.

To, czego wciąż znaleźć nie mogę (a szukam), to jakiś wielorazowy uchwyt do nici, bo jednak nitkowanie zębów dzieciom jest znacznie wygodniejsze przy użyciu takiej wykałaczki, no i jednak znacznie zmniejsza ona zużycie samej nici.

Organiczne patyczki do uszu Simply Gentle

lesswaste patyczki

Patyczki to kolejny zapychacz śmietnika w łazience — każdy patyczek to plastikowa rurka i syntetyczna wata, całość zamknięta w plastikowym pudełku. Zdarza się, że taki zużyty patyczek ląduje w ubikacji (czego osobiście nie znoszę). Szukałam jakiegoś produktu, który godnie zastąpi zwykłe patyczki, a przy tym będzie w całości biodegradowalny, żebym nie płakała, gdy następnym razem zobaczę patyczek pływający w toalecie. No i znalazłam :) Organiczne patyczki Simply Gentle wykonane są z recyklingowanego papieru oraz organicznej bawełny pochodzącej z upraw ekologicznych. Patyczki umieszczone są w kartonowym pudełku (z foliowym okienkiem). Używa się ich dokładnie tak samo, są tak samo trwałe i skuteczne jak zwykłe patyczki. Zresztą musiałam się im przyjrzeć z bliska, by uwierzyć, że ten patyczek jest papierowy, bo na pierwszy rzut oka można go pomylić z plastikowym.

Opakowanie zawiera 200 patyczków i kosztuje ok. 7-9 zł, czyli jest mniej więcej 3 razy droższe od zwykłych plastikowych patyczków. Przy naszym zużyciu w skali roku jest to ok. 35 zł więcej za zero plastikowych patyczków wyrzuconych do śmieci i spuszczonych w kanalizacji! Jeśli chcielibyście sami wypróbować tych patyczków, to możecie je kupić w Ekodrogerii za 7,29 zł.

Podpaski i wkładki higieniczne Vuokkoset

lesswaste vuokkoset

Kilka lat temu, kiedy zaczęłam używać przy Heli wielorazowych pieluch, policzyłam, ile jednorazówek zużyłam przy starszych dzieciach. Wychodziło mniej więcej 4000 pieluch na dziecko, czyli ogromna góra zużytych pieluch, które będą rozkładać się nawet 500 lat! To jest taki kosmos, że trudno w to uwierzyć. No i wtedy pomyślałam o tym, że taką górę pieluch produkujemy jedynie przez ok. 2,5 roku, i zaczęłam się zastanawiać, jak to wygląda w przypadku tamponów, podpasek i wkładek, których używamy co prawda rzadziej niż dziecko pieluch, ale za to znacznie dłużej, bo nie przez dwa, ale przez kilkadziesiąt lat! Jakiś czas temu policzyłam, ile mniej więcej artykułów higienicznych zużyję w ciągu życia i wyszło mi, że jest to mniej więcej 4000 tamponów, 2200 podpasek i 2600 wkładek. Nieźle, co? I zupełnie nie rozgrzesza mnie fakt, że jako dziecko nie używałam jednorazowych pieluch.

Przez chwilę zastanawiałam się nad kubeczkiem menstruacyjnym, no ale doszłam do wniosku, że to jednak nie dla mnie. Jako bardzo lojalna użytkowniczka Tampaxów (tampony z aplikatorem) nie byłam w stanie sobie wyobrazić, że mogę używać czegokolwiek innego. Postanowiłam więc sprawdzić, czy da się coś zrobić z podpaskami i wkładkami. W ten sposób odkryłam fińską markę Vuokkoset. Od kilku miesięcy używam podpasek tej marki i jestem z nich bardzo zadowolona – nie odczuwam jakiejś wielkiej różnicy między nimi, a zwykłymi podpaskami. Za to różnicę na pewno odczuje środowisko, bo podpaski wykonane są z biodegradowalnych materiałów, warstwa chłonna jest bawełniana i niebielona chlorem. Wszystko poza opakowaniem jest kompostowalne. Podpaski są naprawdę super, ale między mną a wkładkami Vuokkoset jakiejś wielkiej miłości nie ma – są mniej wytrzymałe od tych, które pokryte są plastikową siateczką, więc trzeba je częściej zmieniać. No, ale chęć zmniejszenia ilości wyrzucanego plastiku zobowiązuje też do poświęceń, więc ich grzecznie używam ;)

Podpaski Vuokkoset kosztują 13 zł za opakowanie (8 lub 9 sztuk podpasek na noc, 10 lub 12 podpasek na dzień). Jest to mniej więcej dwa razy drożej niż zwykłe podpaski. Wkładki Vuokkoset kosztują 11 zł (za 26 sztuk) i jest to również dwa razy drożej. Jak to wygląda w moim przypadku w skali całego roku? Za podpaski i wkładki muszę zapłacić 60 zł więcej niż wcześniej, więc nie jest to jakaś ogromna kwota, zwłaszcza że podpaski i wkładki są w całości kompostowalne, nie będą więc przez stulecia zalegać na wysypisku.

Oprócz podpasek i wkładek Vuokkoset ma w swojej ofercie również biodegradowalne tampony (w 3 rozmiarach). Wszystkie produkty tej marki znajdziecie między innymi w Ekodrogerii.

Kubeczek menstruacyjny Selenacup

selenacup

Przerzucenie się na biodegradowalne podpaski i wkładki tak naprawdę nie wpłynęło w żaden sposób na największą ilość plastiku, który co miesiąc wyrzucałam do śmieci, gdyż moje ukochane Tampaxy mają plastikowy aplikator :( Kiedy zaczęłam ich używać (jakieś 20 lat temu!), aplikator był tekturowy i przyznaję, że nie był ani tak wygodny, ani tak kompaktowy, jak ten obecny, no ale z całą pewnością był bardziej ekologiczny. Kiedy kilka dni temu udałam się do Rossmanna w celu nabycia opakowania tamponów, to bardzo się ucieszyłam, gdyż pojawił się nowy wariant Tampax Cotton Comfort — tampony wykonane są ze 100% bawełny z certyfikatem Oeko-Tex, a plastikowe aplikatory w 90% są pochodzenia roślinnego. No i kiedy ściągałam z półki pudełko Tampaxów, to pomyślałam sobie, że do odważnych świat należy i w koszyku obok tamponów wylądował kubeczek menstruacyjny.

Przyznam, że wokół kubeczków kręciłam się już jakiś czas, wypytywałam o nie koleżanki, słyszałam same dobre rzeczy i dostałam listę marek, które mają najlepsze kubeczki. A potem ściągnęłam z półki w Rossmannie kubeczek Selenacup, o którym nic nie wiedziałam. Spodziewałam się, że będę bardzo niezadowolona, źle dobiorę rozmiar, nie będę umiała go poprawnie używać i potem bez wyrzutów sumienia wrócę do bawełnianych Tampaxów. Tymczasem dzisiaj zastanawiam się co zrobić z tymi wszystkimi podpaskami i tamponami, które mam w domu, gdyż jak się okazało, wystarczyło kilka dni używania kubeczka menstruacyjnego, by stwierdzić, że absolutnie niczego więcej nie potrzebuję! To jest tak genialny gadżet, że każda kobieta powinna spróbować zastąpić nim podpaski i tampony. Nie spodziewałam się, że można zapomnieć o tym, że ma się okres i czuć się świeżo bez względu na to, jak obfite jest krwawienie. Gdyby jeszcze kubeczek działał przeciwbólowo, to byłby idealny!

Nie mam co prawda na razie żadnych doświadczeń z opróżnianiem takiego kubeczka w toalecie poza domem, ale szczerze mówiąc, nie przeczuwam większych problemów – planuję w takiej sytuacji korzystać z chusteczek Waterwipes, tak, by nie opłukiwać kubeczka pod kranem w części wspólnej toalety.

Wiem, że są dziewczyny, które mają problem z dopasowaniem wielkości kubeczka czy z jego poprawnym umieszczeniem, tak by nic nie przeciekało, ale ja o dziwo poradziłam sobie bez najmniejszego kłopotu. Dla pewności razem z kubeczkiem używam wkładek higienicznych, chociaż na razie nie były one w ogóle potrzebne! To, co moim zdaniem jest niezbędne przy kubeczkach to świadomość własnego ciała i znajomość anatomii. Łatwiej jest kubeczek poprawnie umieścić, jeśli wiemy, jak jesteśmy zbudowane. Łatwiej jest też opróżniać go w odpowiednich odstępach czasu, jeśli wiemy, jak przebiega nasz okres.

Kubeczek Selenacup kosztuje 69,99 zł, czyli jest to raczej średnia półka. Można kupić kubeczki tańsze (za 30 czy 40 zł) oraz droższe (powyżej 100 zł). Jak się okazało, te kubeczki produkowane są w Polsce, co jest dużym ekologicznym plusem, bo nie muszą one przemierzać połowy świata, by trafić w nasze ręce. Zgodnie z informacją, jaką znalazłam w internecie, takiego kubeczka można używać 5-10 lat. Ja zakładam, że będzie to raczej 5 niż 10, bo pewnie uda mi się go zgubić :) Moje oszczędności będą więc ogromne! W ciągu pięciu lat oszczędzę na tamponach ok. 600 zł, czyli 120 zł rocznie! A jeśli doliczę do tego podpaski, których też używać już nie planuję, to w sumie będzie to prawie 200 zł rocznie! Wystarczy więc na te droższe ekologiczne wkładki, papierowe patyczki do uszu, organiczną nić dentystyczną i chusteczki Waterwipes :)

Jeśli jesteście zainteresowane takimi kubeczkami, to polecam poczytać trochę opinii w internecie, bo nie wszystkie są takie pozytywne, jak moja. Będziecie wtedy lepiej przygotowane na ewentualne problemy. Jest też dużo informacji na temat tego, jak poprawnie wybrać rozmiar kubeczka (bo przed zakupem zmierzyć się go nie da ;)). Ja sama polecam kubeczek Selenacup, bo tego używam, ale wiem, że są też inne z bardzo pozytywnymi opiniami.

Co jeszcze planuję wyrzucić z listy zakupów?

Zamówiłam ostatnio woskowijki, które, mam nadzieję, zastąpią w naszej kuchni folię oraz papier śniadaniowy. Nie wiem tylko, czy faktycznie będą wielorazowe, gdyż można się spodziewać, że któregoś dnia dzieci się zapomną i wyrzucą taki papier po śniadaniu do śmieci. A to nie są tanie rzeczy! Oczywiście nie używamy w domu toreb foliowych, mamy jakiś milion bawełnianych toreb i z nich korzystamy na każdych zakupach.

Cały czas zastanawiam się nad tym, jak mogę zmniejszyć ilość plastikowych butelek, które lądują w śmietniku. U nas butelkowym numerem jeden jest mleko. Byłoby znacznie łatwiej, gdybyśmy obok kranu z wodą mieli drugi kran z mlekiem, ale niestety nie ma co na to liczyć. Bardzo żałuję, że w okolicznych sklepach nie ma mleka w szklanych butelkach, bo na pewno bym się na takie przerzuciła. Przez jakiś czas zamawialiśmy świeże mleko w szkle od rolnika, ale wymagało to dość dużej systematyczności w robieniu zakupów w wiejskich gospodarstwach.

Kolejna rzecz, o której myślę to powrót do mydła w kostce, tyle że w ekologicznym woreczku, bo nic mnie tak nie obrzydza, jak rozmokłe i rozpadające się mydło w mydelniczce pełnej wody. Na razie wypróbuję takie rozwiązanie na sobie, a potem rozszerzę działalność na pozostałych członków rodziny.

I marzy mi się, by ktoś w końcu zaczął produkować biodegradowalne końcówki do szczoteczek do zębów! Wszyscy używamy szczoteczek elektrycznych, które służą wiele lat (moja ostatnia działała przez jakieś 7 lat!), więc byłoby świetnie, gdyby końcówki wymieniane 4 razy w roku były biodegradowalne! I jeszcze pasta do zębów w słoiku, ale z fluorem (na razie znalazłam tylko taką bez fluoru).

Oczywiście nie są to jakieś ogromne zmiany, bo zgodnie z tym, co czasem czytam w internecie, powinniśmy już wczoraj przejść na weganizm, jeść tylko lokalne warzywa i owoce, a jako opakowań używać wyłącznie toreb uszytych z naszych starych ubrań (najlepiej uszytych przeze mnie z polskiego lnu), które najpierw powinnam przerobić na ubrania dziecięce, a dopiero później na torby, a jeszcze później na szmaty do podłogi, no ale na takie rewolucje nie jesteśmy jeszcze gotowi. Zresztą umówmy się po przerzuceniu się z tamponów z plastikowym aplikatorem na kubeczek menstruacyjny i tak powinnam być w czołówce rankingu „Kobiety, które najbardziej wpłynęły na poprawę stanu naszej planety” ;)

Jeśli wy macie jakieś swoje produkty, które pozwoliły wam zmniejszyć ilość wyrzucanego do śmieci plastiku, to chętnie się dowiem co to za cuda :) Wrzucajcie w komentarzach!