Najlepsze pasty do zębów do żłobka, przedszkola i szkoły

Jakiś czas temu miałam przyjemność poprowadzić konferencję prasową na temat higieny jamy ustnej małych dzieci. Wniosek, który wysunęłam z rozmów ze stomatologami oraz wyników prezentowanych badań był jeden — my jako rodzice, mamy średnie pojęcie o tym, jakie pasty kupujemy naszym dzieciom. Najczęściej motamy się między tym, co jest na promocji w Rossmannie, a tym, co wyczytamy w internecie, ewentualnie dochodzi jeszcze to, czym straszą nas znajomi. Ja sama z jednej strony wiedziałam, że pasta do zębów powinna zawierać fluor, ale nie miałam pojęcia, że część past, które kupuję dla dzieci ma tego floru na tyle mało, że nie wykazują one działania przeciwpróchniczego, więc w sumie szkoda moich pieniędzy. Z drugiej strony wiedziałam, że fluor w nadmiarze może zaszkodzić, no ale czy to znaczy, że mam odmierzać dzienne dawki pasty do zębów i spisywać wszystko w kajecie, żeby go nie przedawkować?

Całe szczęście kilka rozmów ze stomatologami rozwiało wszystkie moje wątpliwości i mądrzejsza o liczby i informacje, mogłam wprowadzić kilka zmian w kwestii kupowanych past do zębów. Wszystko, co rodzice powinni wiedzieć o fluorze, możecie znaleźć na blogu matkadentystka.pl we wpisie „Jak działa fluor? Czy jest potrzebny? Jak go mądrze stosować?”. Jest to super kompendium wiedzy, z którego sama korzystałam i polecam innym — zarówno tym, którzy boją się fluoru, jak i tym, którzy bagatelizują ten temat.

Moje rozmowy ze stomatologami poskutkowały tym, że po pierwsze starsze dzieci (sześcioletnia Lila i ośmioletni Franek) przerzuciły się na pasty dla dorosłych. Te pasty mają stężenie fluoru (1450 ppm), które zalecane jest dla dzieci powyżej 6 roku życia oraz dla dorosłych, a do tego są znacznie tańsze niż kolorowe pasty dla dzieci. Nie muszę chyba wspominać, że dzieci były tym zachwycone, bo taka „dorosła” pasta to również świadectwo ich dorosłości. Problemem jest zazwyczaj znalezienie pasty o takim smaku, by nikomu mięta buzi nie wypaliła w trakcie mycia zębów. Jedynie trzyletnia Hela ma swoje specjalne pasty z nieco niższym stężeniem fluoru (1000 ppm), ale też o lekko miętowym smaku (by zmniejszyć chęć połykania pasty).

Ale poza pastami z fluorem kupuję również takie bez fluoru! Te pasty są idealne do żłobka, przedszkola czy szkoły, gdzie dzieci myją zęby w ciągu dnia, ale najczęściej bez nadzoru, co oczywiście rodzi w głowie pytanie, ile tej pasty trafia na zęby, a ile do żołądka. Dzięki tym pastom nie muszę się martwić, że dzieci w przedszkolu czy szkole zajmują się głównie wyjadaniem fluoru z tubki.

Gdy szukam pasty dla dzieci, to zawsze sprawdzam, czy pasta bez fluoru ma ksylitol. Ksylitol to cukier brzozowy, który ma właściwości przeciwpróchnicze, choć nie jest tak skuteczny, jak fluor. Z drugiej strony jest bezpieczniejszy — na większości past z ksylitolem można przeczytać informację, że jest ona bezpieczna w razie połknięcia. Podczas tegorocznego ogarniania szkolnych i przedszkolnych wyprawek, zrobiłam sobie małe poszukiwania najlepszych past bez fluoru i znalazłam cztery takie, które spełniły moje wymagania i które śmiało mogę polecić innym.

Pasta do zębów Jack n’Jill

pasta do zebow

Pasty Jack n’Jill to moi ulubieńcy. Naturalne pasty do zębów produkowane w Australii, które ze wszystkich znalezionych przeze mnie past mają w składzie najwięcej ksylitolu. Do wyboru są różne smaki (malina, truskawka, banan, borówka, czarna porzeczka i bezsmakowa), dzięki czemu każdy znajdzie coś, co najbardziej odpowiada dziecku. Jednak od razu uprzedzę, że wszystkie pasty są słodkie, wynika to z faktu, że ksylitol jest słodki.

Zgodnie z informacją od producenta, pasty Jack n’Jill są bezpieczne w razie połknięcia i można je stosować od 6 miesiąca życia. Górnej granicy nie ma :)

Ogromnym plusem jest fakt, że tubka nie jest zakręcana, ale zamykana. Nie grozi nam więc zagubienie zakrętki, zasychanie pasty i zbyt częste kupowanie nowej. Niestety pasta jest droga, bo za tubkę 50 g trzeba zapłacić 29,60 zł. Wszystkie rodzaje past Jack n’Jill można kupić w sklepie ekodrogeria.pl i tam też warto polować na promocje!

Pasta do zębów AzetaBio

pasta do zebow

Włoskie pasty AzetaBio to organiczne pasty do zębów dla niemowląt i małych dzieci, które występują w wersji dla młodszych (0-36 miesięcy) i starszych dzieci (3-7 lat). My używamy tych dla starszych dzieci. Składniki tej pasty są w 100% naturalne, w 95% są to składniki pochodzenia organicznego. Składnikami aktywnymi jest ksylitol, sok aloesowy oraz sorbitol. Ksylitol występuje na 6 miejscu w składzie, więc jest go znacznie mniej niż w pastach Jack n’Jill.

Konsystencja past AzetaBio jest żelowa. Można je kupić w kilku różnych smakach. Pasty dla młodszych dzieci mają trzy smaki (truskawkowy, jabłkowy i bananowy), a pasty dla starszaków cztery (cytrynowy, brzoskwiniowy, malinowy i pomarańczowy). Są słodkie i mają dość specyficzny smak, ale moim dzieciom podpasowały, więc nie mogę narzekać. Pasty AzetaBio są bezpieczne w razie połknięcia.

Bardzo lubię opakowanie tych past – jest to tubka z pompką, dzięki czemu aplikacja pasty jest znacznie prostsza niż przy wyciskaniu tubki, a dodatkowo jedno naciśnięcie pompki to jedna dawka. W efekcie dzieciom łatwiej jest określić ile pasty ma się znaleźć na szczoteczce i zdecydowanie wolniej jest ona zużywana. Pasta nie jest tania, bo tubka o pojemności 50 ml kosztuje 27,90 zł. Z drugiej strony jeśli dzieci myją w szkole/przedszkolu zęby raz dziennie, to taka tubka wystarczy nawet na 5 miesięcy (przy założeniu, że dziecko będzie używało jednej dawki, a nie zalewało szczoteczkę tą pastą).

Pasty AzetaBio we wszystkich możliwych wersjach smakowych można kupić w sklepie mamytomy.pl.

Pasta do zębów Pure Beginnings

pasta do zebow

Pure Beginnings to kolejna używana przez nas pasta z ksylitolem. Produkowana jest w RPA i 99% składników pasty jest pochodzenia naturalnego. Ksylitol jest na czwartym miejscu w składzie, więc jest go znacznie mniej niż w pastach Jack n’Jill. Podobnie jak u poprzedniczek, połknięcie pasty Pure Beginnings jest nieszkodliwe.

Pasta występuje w dwóch wariantach – malinowej (dla dzieci od 0 do 3 lat) i waniliowo-miętowej (dla dzieci powyżej 3 roku życia). Pasty Pure Beginnings nie są tak słodkie, jak AzetaBio czy Jack n’Jill, ale ponieważ mają w sobie ksylitol to słodki smak jest wyczuwalny.

Opakowanie jest większe, bo mieści w sobie aż 75 ml pasty, co przy jej cenie (ok. 16 zł) sprawia, że jest ona znacznie tańsza od wyżej opisanych produktów. Ale za to tubka ma tradycyjną zakrętkę, co w przypadku moich dzieci oznacza, że prędzej czy później zakrętka zaginie i pasta zacznie wysychać.

Jeśli chcecie kupić pastę Pure Beginnings, to jest ona dostępna w sklepie ekodrogeria.pl.

Pasta do zębów Ziajka

Ostatnia pasta bez fluoru, której używamy i którą polecam to Ziajka. Past do zębów Ziajka jest kilka, ale tylko jedna zawiera ksylitol i tę polecam! Ziajka produkowana jest w Polsce i ma całkiem dobry skład, chociaż nie jest ani pastą naturalną, ani organiczną. Ksylitol znajduje się na piątym miejscu w składzie, więc również jest go znacznie mniej, niż w najbardziej ksylitolowych pastach Jack n’Jill.

Dużym plusem Ziajki jest jej smak – nie jest słodki, raczej bardziej miętowy. Wbrew pozorom jest to zaleta, bo dzieci mniej chętnie połykają pasty, które im nie smakują, co równocześnie zmniejsza ryzyko połykania past z fluorem. Równocześnie na opakowaniu nie do końca jest sprecyzowane, czy połknięcie pasty jest nieszkodliwe. Zalecane jest używanie tej pasty pod kontrolą dorosłych, aby zminimalizować ryzyko połknięcia, co może oznaczać, że jakieś ryzyko istnieje.

Opakowanie nie należy do moich ulubionych, bo tak, jak w Pure Beginnings, zakrętka jest odkręcana, co sprawia, że łatwo ją zgubić. No ale przy tej cenie pasty, nie jest to jakiś wielki dramat. Tubka 50 ml kosztuje ok. 5 zł, co czyni ją zdecydowanie najtańszą bezfluorową pastą z ksylitolem, jaką udało mi się znaleźć, więc kupuje ją najczęściej wtedy, gdy widzę, że pasty schodzą w szkole czy przedszkolu hurtowo (bo słodkie smaki zazwyczaj zwiększają ilość nakładanej pasty oraz powodują, że pasta częściej trafia na szczoteczki kolegów i koleżanek).

Pasty Ziajki można kupić w sklepach Ziaja (jak się okazało mam jeden całkiem niedaleko), ale jest też dostępna w internetowym sklepie e-ziaja.pl.

 

Jeśli wasze dzieci mają jakieś ulubione bezfluorowe pasty z ksylitolem, to dajcie znać w komentarzach, chętnie sprawdzimy inne opcje :)


Część zawartych w tym wpisie linków, to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu drobną prowizję. W żaden sposób nie wpływa to na cenę, którą Ty zapłacisz, ale dla mnie będzie sygnałem, że cenisz moją rekomendację :)

Przydał Ci się mój wpis? Poleć go znajomym :)