Ratunku! Resoraki Franka buszują po naszym domu!

W dzieciństwie uwielbiałam słuchać bajek puszczanych z winylowych płyt. Moją ulubioną była legenda o Wielkiej Niedźwiedzicy. Mogłam słuchać tego na okrągło, tak jak moje rodzeństwo. Ale jestem pewna, że dla każdego z nas ta bajka była zupełnie inna, pomimo że słuchaliśmy tego samego. Bo każdy z nas inaczej wyobrażał sobie Wakontasa, Wielką Niedźwiedzicę i Krainę Wielkich Jezior.

Moje dzieci, które urodziły się dwadzieścia parę lat później znacznie częściej niż ja oglądają bajki, ale zdecydownanie rzadziej ich słuchają. W ich głowie jest mniej miejsca na wyobrażanie sobie postaci i historii. Dlatego moim zdaniem znacznie ważniejsze niż kiedyś jest pobudzanie w dzieciach kreatywności. Żeby oprócz odtwarzania tego, co widziały, potrafiły tworzyć w swojej głowie niesamowite historie i przedziwnych bohaterów. Takie same przemyślenia mieli rodzice, którzy wymyślili i spopularyzowali Dinovember. W celu pobudzenia wyobraźni swoich córek, co roku w listopadzie sprawiali, że zabawkowe dinozaury „ożywały” w nocy w ich domu. Dziewczynki codziennie rano znajdywały w domu niezbite dowody na szaleńczą działalność plastikowych dinozaurów – czasami malowały po ścianach, czasami urządzały sobie kąpiel w zlewie, a czasami dokuczały innym zabawkom.

Pomysł na Dinovember spodobał mi się tak bardzo, że postanowiłam wprowadzić go u nas w domu. Ponieważ nie mamy żadnych plastikowych dinozaurów zdecydowałam się na „ożywienie” ulubionych zabawek Franka, czyli jego małych samochodów. Nie chciałam żeby auta były tak niegrzeczne jak dinozaury, więc starałam się, aby przynajmniej czasami robiły coś pożytecznego.

Całe przedsięwzięcie wymagało od nas nieco pracy. Codziennie wieczorem musieliśmy wymyślać co takiego zrobią auta, a później zainscenizować całą sytuację. Najtrudniej chyba było za pierwszym razem, bo zasiedziałam się pisząc notkę na bloga i dopiero o pierwszej w nocy zorientowałam się, że jest już bardzo późno, a ja nic jeszcze nie wymyśliłam. Akurat tak się złożyło, że wieczorem zjadłam zestaw z McDonalda (bo pisanie bloga to nie tylko siedzenie po nocach, ale i niezbyt zdrowe odżywianie się ;)). Postanowiłam, że niedojedzone frytki, pudełko po Big Macu i kubek Coli będą rekwizytami w pierwszej inscenizacji.

Poranna reakcja Franka bardzo nas zaskoczyła. Michał rzucił jedynie „O! Co tu się stało? Co te auta zrobiły?” a Franek zaczął sam wymyślać całą historię. Zresztą, kiedy wróciłam z pracy sam wszystko mi opowiedział.

D1MG
„Mama! Czy Ty wiesz, co zrobiły w nocy moje samochody? Pojechały w nocy do McDonalda i przywiozły frytki i hambungena. Sally otworzyła torbę, Raul wypił benzynę, Francesco zjadł hambungena, a Zygzak zjadł frytki”

Następnej nocy samochody przekartkowały wszystkie książki kucharskie w poszukiwaniu przepisu na ciasto.

D2MG

Po znalezieniu przepisu postanowiły zrobić ciasto:

D3MG

Franek zostawił wieczorem na stole swoje farby plakatowe, z czego auta chętnie skorzystały:

D4MG

Działalność resoraków ma też pozytywny wpływ na ilość mojego wolnego czasu. Zrobiły za mnie pranie i prasowanie:

D5MG
„Mamo! Co robi Zygzak?? Jak to się nazywa??” (Franuś to się nazywa prasowanie, i mam nadzieję, że kiedyś będziesz wiedział, o co w tym chodzi :))

Nie mamy w domu myjni samochodowej, więc umyły się w bidecie:

D6MG
„Kąpiel w bidecie?? Co one wymyśliły! W zimnej wodzie? Ja wolę w ciepłej.”

Przyszła zima i sezon grypowy. Choroba nie ominęła nawet lalek. To akurat nie był najlepszy pomysł, bo nasze lekomańskie dzieci od razu dorwały się do leków.

D7MG

Czas na rozrywkę i zabawę w pociąg:

D8MG

Najnowsza inscenizacja, czyli samochody sprzątają:

D8MG D8MG1

Okazało się, że nasz „Autopad” to nie tylko świetna zabawa dla Franka, który bardzo lubi nam opowiadać, co zrobiły auta, ale też ćwiczenie naszej kreatywności. Wymyślanie kolejnych scenek, które muszą się między sobą różnić i musza być wiarygodnie zainscenizowane wcale nie jest takie proste. Ważne jest też to, żeby nie bawić się w Dinovember za długo, bo po pewnym czasie dziecko się przyzwyczaja do nocnego życia zabawek i nie robi to na nim już wielkiego wrażenia. My planujemy zakończyć naszą zabawę po 11 dniach, po tym czasie wyjeżdżamy na weekend, więc będzie to naturalny koniec. Ale na pewno spróbujemy też za rok, i za rok, i za rok :)

Jeśli wam pomysł na Dinovember też się spodobał to gorąco zachęcam do włączenia się do zabawy. Myślę, że można spróbować z dziećmi od trzeciego roku życia. Z całą pewnością nie tylko dzieci będą się dobrze przy tym bawić, ale wy również – zarówno przy tworzeniu inscenizacji, jak i przy porannym „odkrywaniu” razem z dziećmi, co tym razem wykombinowały zabawki. To, kiedy i jak długo będziecie się bawić zależy tylko od was. Nie musicie tego robić w listopadzie, nie musicie też specjalnie kupować plastikowych dinozaurów :) Najlepiej sprawdzą się te zabawki, które wasze dzieci najbardziej lubią.

A jeśli postanowicie się przyłączyć to nie zapomnijcie o robieniu zdjęć, to na pewno będzie świetna pamiątka dla was i waszych dzieci :)