O czym marzy każda z nas, czyli dzień ze stylistką

Okres ciąży i kilka pierwszych miesięcy po porodzie, to czas kiedy mózg przyszłej matki odmawia prawidłowego funkcjonowania i w całości skupia się na dziecku. Oczywiście w międzyczasie zdarza nam się pomyśleć o sobie (głównie wtedy, kiedy przestajemy się mieścić w kolejne ciuchy, albo poczytamy za dużo o rozstępach), ale nie ma się co oszukiwać, my jesteśmy nikim w obliczu dziecka, które zaraz ma się pojawić. Jednak prędzej czy później praca mózgu wraca do normy i odkrywamy z zaskoczeniem, że pomimo bycia matką, nadal jesteśmy całkiem normalnymi ludźmi – lubimy rozmawiać z innymi dorosłymi, wyjść (albo i wyjechać) bez zabierania ze sobą potomstwa i zrobić coś dla własnej przyjemności.

Po czym najłatwiej poznać, że czas wrócić do siebie? Ja zawsze poznaję to po szafie. Przez tyle miesięcy ubieram się w wielkie ciążowe wory, spodnie z elastycznym pasem pod szyję, mocno za duże koszule męża i bluzki ze zbyt głębokim dekoltem ułatwiające karmienie piersią. I nic mi to nie wadzi. Aż nagle pewnego dnia staję przed szafą i myślę: „Matko! Moja szafa wygląda tak, jakbym do końca życia miała rodzić i karmić”. Te od dawna nieużywane przedciążowe ubrania mają trzysta lat i wizualnie bliżej im do lat 90. niż do ostatniego sezonu. A najlepsze jest to, że szafa wypełniona jest nimi aż po najwyższą półkę i najgłębszą szufladę. Miliony ubrań, których nigdy już nie założę.

Wiecie co robiłam w tej sytuacji? Kupowałam sobie kilka nowych rzeczy i dorzucałam do szafy. Niczego przecież nie będę wyrzucać, bo wszystko mi się przyda. Ciążowe ciuchy będę trzymać, bo przecież na pewno zaraz jakaś koleżanka będzie potrzebować. Efektem była szafa z której się wysypuje, a ja rano mówiłam do niej „nie mam się w co ubrać” czekając z nadzieją, że a nuż z szafy na podłogę wypadnie jakiś całkiem fajny zestaw. O dziwo, nic takiego się nie działo.

Aż w końcu, kiedy zostałam mamą po raz trzeci, a w mojej szafie było 5 ubrań które nosiłam i 995, które „jeszcze kiedyś na pewno założę” przyszło wybawienie, czyli Kalina. Kiedyś myślałam, że stylistki pracują tylko z gwiazdami za jakieś kosmiczne pieniądze. Okazało się, że stylistki to całkiem normalne kobiety, które co prawda nie pracują za darmo, ale ich stawki nie mają nic wspólnego z kosmosem. A robota, którą wykonują jest absolutnie boska!

Znajomość z Kaliną zaczęła się od przeglądu szafy, który tak naprawdę był jej czyszczeniem. Wyciągnęłyśmy mój milion ubrań i lustro. W lustrze zobaczyłam siebie i usłyszałam jak powinnam się ubierać, żeby móc wyeksponować te najlepsze cechy mojej figury. A później z otwartymi ustami obserwowałam szybkość z jaką Kalina segregowała moje ubrania. Na kupce „zostaje” było ich cały czas malutko, a ubrania, których miałam się pozbyć urosły w wielką stertę. Gdy próbowałam protestować, bo przecież „w tej sukience świetnie wyglądam”, musiałam sukienkę założyć i przeglądnąć się w lustrze (a czasem na zdjęciu, bo w lustrze nie zawsze wszystko widać). Po takim ćwiczeniu ze spuszczoną głową odkładałam, tę najpiękniejszą sukienkę na górę ciuchów do oddania. Na szczęście Kalina jest dobroduszna i pozwoliła zostawić parę sentymentalnych ubrań, chociaż nie zalecała ich noszenia :) Po 3 godzinach ciężkiej pracy nie miałam 75% ubrań, butów i dodatków. I okazało się, że po tym zabiegu miałam się w co ubrać. Z tych kilkunastu rzeczy, które zostały skompletowałyśmy kilkanaście zestawów na różne okazje. Były bardziej eleganckie i bardziej sportowe. Czasami wystarczyło zmienić buty i podwinąć rękawy i okazywało się, że z pani Marii stawałam się Maryśką. Takie rzeczy do tej pory widziałam w telewizji, a teraz działy się w moim własnym domu.

Na tym zdjęciu walczę o sukienkę, Kalina walczy o pozbycie się sukienki :)

IMG_4001agnieszka-wanat copy

Patrz, co znalazłam! Toż to kolejna TUNIKA!IMG_3994 copy

Zgadnijcie, którą stertę mam wywalić :)IMG_4126 copy

Kalina była bardzo dzielna, bo w mojej szafie znalazła mnóstwo przedpotopowych ciuchów, takich za których posiadanie powinny grozić jakieś kary, ale nigdy złego słowa nie powiedziała. Jeśli widziała, że jakieś okropne ubranie bardzo lubię, to zachwycając się jego kolorem i krojem, który z całą pewnością świecił triumfy w poprzednim stuleciu, zdecydowanym ruchem odkładała go na moją Ubraniową Górę Wstydu.

Po przeglądzie szafy zostałam z kilkunastoma zdjęciami moich nowych/starych stylizacji, pustą garderobą i teoretyczną wiedzą na temat tego, co powinnam kupować – wiedziałam jaki mam typ sylwetki,  jakim jestem typem kolorystycznym, w czym będę wyglądać dobrze i czego mam unikać. Ponieważ bardzo zależało mi na tym, żeby pod okiem Kaliny zdobyć nieco wiedzy praktycznej, to umówiłyśmy się na wspólne zakupy. I muszę powiedzieć, że były to najszybsze i najlepsze zakupy na jakich byłam.

Prosty sposób, żebym wyglądała lepiej – koszula w spodniach i widoczne nadgarstki :)

IMG_4073agnieszka-wanatsesja

Po pierwsze Kalina dokładnie znała zawartość mojej szafy (chyba nawet lepiej niż ja), więc wiedziała czego mi brakuje i do czego ma to pasować. Ja generalnie zakupów nie lubię robić, bo dla mnie to strata czasu – łazi człowiek od sklepu do sklepu i nic fajnego nie może znaleźć. Kalina wpadała do sklepu jak huragan i po 3 minutach mówiła „wychodzimy”, albo przynosiła mi kilka rzeczy do przymierzenia. Oczywiście WSZYSTKIE zakupione przeze mnie ubrania były z serii „nigdy nie wzięłabym tego do przymierzalni”, bo jak się okazywało właśnie w tych ciuchach wyglądałam bardzo dobrze. Największym hitem były buty, które moim zdaniem były mocno obciachowe i nawet nie brałam ich pod uwagę, ale Kalina jest mistrzem perswazji, więc jakimś cudem buty znalazły się na moich nogach a kiedy zobaczyłam się w lustrze doszłam do wniosku, że w życiu nie miałam nic ładniejszego. W efekcie wydałam wszystkie pieniądze i po raz pierwszy od bardzo dawna miałam za sobą udane zakupy.

Kilka przykładowych zestawów przygotowanych dla mnie przez Kalinę:

zestaw1 zestaw2 zestaw3

Po miesiącu od wielkiego czyszczenia i 3 tygodniach po zakupach otwierając szafę myślę sobie, że zdecydowanie warto było poznać Kalinę, bo codziennie mam się w co ubrać i potrzebuję do tego znacznie mniej ciuchów niż wcześniej. Wszystkie niechciane ubrania trafiły na koleżeńską wymianę ciuchów (z której nie przyniosłam żadnej bezkształtnej tuniki!) oraz do osób potrzebujących. Mam zamiar praktykować raz na jakiś czas zakupy z Kaliną a przeglądu szafy nie będę musiała robić przez jakieś 5 lat, bo mam teraz kilkadziesiąt pustych wieszaków :D

Jeśli ten tekst was zainspirował do szafowej rewolucji, to szczerze polecam kontakt z Kaliną (Style Doctor). Jeśli nie macie możliwości skorzystania z fachowej pomocy, to do przeglądu szafy zaproście jakąś dobrą koleżankę, która ubiera się lepiej niż wy same (ja mam takich mnóstwo :D) – będzie to na pewno bardziej skuteczne niż samotna walka z ubraniami. U mnie samodzielne przeglądy szafy kończyły się tym, że w śmieciach lądowały tylko ubrania zniszczone, a cała reszta była z powrotem włożona do szafy, bo „przecież jeszcze kiedyś to założę”.

Warto też rozważyć zakup takich usług stylistki w prezencie dla jakiejś bliskiej wam kobiety, bo taki przegląd i wspólne zakupy to coś, co z całą pewnością uszczęśliwi każdego, kto „nie ma się w co ubrać”!

Zdjęcia robiła nam Agnieszka Wanat :)