Metamorfoza przedpokoju w jeden dzień!

Początek wiosny zawsze oznacza u mnie nieodpartą chęć na zmiany w domu. Przypływ energii powoduje, że mnie roznosi i biegam od jednego pokoju do drugiego, zastanawiając się co zmienić, co przesunąć, co wyrzucić i co kupić. Gdybym nie musiała się martwić ekonomiczną stroną tych wszystkich zmian, to pewnie co roku robiłabym generalny remont. Na szczęście pieniędzy mam ograniczoną ilość, więc wszystkie te remonty omijają mnie szerokim łukiem. Odkryłam jednak wspaniały sposób na to, by po pierwsze jednak coś w domu zmienić, po drugie wydać na te zmiany nie za dużo pieniędzy, a po trzecie zająć się tym, czego od pięciu lat nie zdążyliśmy urządzić.

Nie wiem, czy znam kogokolwiek, kto mieszka w domu, który jest w całości urządzony. Podejrzewam, że sporo z nas ma gdzieś jeszcze wystający z sufitu kabel czekający na tę idealną lampę, miejsce na listwy przypodłogowe, które na pewno się kiedyś pojawią, czy puste ściany, na których „już wkrótce” zawisną ramki. Gdy wprowadzaliśmy się do naszego domu 5 lat temu, to skupialiśmy się na urządzaniu głównych pomieszczeń, wydawaliśmy wszystkie pieniądze na wykończenie i chcieliśmy przede wszystkim móc korzystać z naszego domu. W ten oto sposób wciąż po pięciu latach mamy takie miejsca, które były urządzone tymczasowo i tymczasowymi pozostały na zawsze. Bo kto, patrząc na fakturę za kuchnię, przejmuje się takimi niuansami, jak przedpokój? No nikt, bo w przedpokoju się nie mieszka, a w kuchni spędzamy mnóstwo czasu.

I kiedy tak płakałam nad tym, że na razie nie dokończymy naszej kuchni (która od kilku lat czeka na nowy blat, zlew i młynek do odpadów) pomyślałam sobie, że zamiast płakać, zajmę się tym, czego wykończenie będzie kosztowało maksymalnie kilkaset złotych, a da mnóstwo satysfakcji! Padło na przedpokój, który łączy sień z resztą domu. Jest to miejsce, w którym stoi płytka szafa (zasłaniająca liczniki, kable i inne mało reprezentacyjne dodatki do domu) oraz szafka na buty, w której trzymamy kapcie i część nieużywanych na co dzień butów. Od zawsze wisiało tam też lustro, z którego nikt nigdy nie korzystał (bo było tam tak brzydko, że własne odbicie traciło na walorach estetycznych). Główną rolą tego przedpokoju było tak naprawdę przechowywanie w koszyczkach na szafce wszystkiego, co wyciągaliśmy z naszych kieszeni (czyli tzw. pierdolnik). Tych koszyczków nienawidziliśmy, gdyż nie dało się w nich zrobić porządku, było to po prostu niewykonalne i nawet po bardzo dokładnym uprzątnięciu ich zawartości, zapełniały się w ciągu kilku dni!

metamorfoza przedpokoju
Nasz przedpokój w wersji „tymczasowej”

Pracę nad mini metamorfozą tego przedpokoju zaczęłam od przeglądania Pinteresta, który niesamowicie ułatwia wszelkie zmiany w domu, bo od razu połowę własnych pomysłów można odrzucić, konfrontując je z tym, co znajdziemy w aplikacji. Po przejrzeniu miliarda zdjęć przedpokoi z całego świata doszłam do wniosku, że jedyne czego w tym przedpokoju brakuje to półka nad kaloryferem oraz trochę drobiazgów, które sprawią, że to miejsce stanie się częścią domu, a nie korytarzem.

Przyglądając się temu, jak wyglądał przedpokój w wersji „tymczasowej”, zrozumiałam, że wybór błyszczących frontów w szafkach w sieni i przedpokoju był oznaką zaburzenia widzenia, które z całą pewnością dolegało mi, kiedy pięć lat wcześniej przekonywałam Michała, że najpiękniejsze fronty to te, które się świecą. Całe szczęście wymiana frontów była szybka i niedroga. Gorzej było z półką, bo dość długo nie mogłam się na żadną zdecydować. Ostatecznie wybrałam taką, którą znalazłam na Pintereście, gdyż jak wiadomo, jeśli coś wygląda dobrze na Pintereście, wszędzie będzie dobrze wyglądać (albo i nie)! Przez moment wahałam się, czy półka na pewno zgra się kolorystycznie z drzwiami, które mają kolor nieokreślony i, których nie lubię, ale potem doszłam do wniosku, że skoro udawało mi się ignorować te drzwi przez 5 lat, to na pewno uda mi się to kolejną dekadę!

W całej tej metamorfozie najtrudniejsze było wynalezienie tych wszystkich dodatków, które miały stanąć na półce i zastąpić te znienawidzone koszyczki. Zależało mi na tym, by były to rzeczy wyjątkowe, dobrej jakości, ale za rozsądne pieniądze. Z pomocą przyszło moje ulubione Limango, a w zasadzie outlet Limango. Można tam upolować perełki w bardzo okazyjnych cenach — mnóstwo mebli i dodatków do domu to produkty świetnych marek z różnych krajów Europy. I właśnie tam znalazłam wszystko, czego potrzebowałam do tego, by przedpokój wyglądał jak część domu.

Wiedziałam, że chcę, by na półce pod lustrem było jakieś źródło światła, ale nie chciałam lampki z kablem, więc wyszukałam łańcuch świetlny zasilany bateriami oraz przecudny słoik Villeroy & Boch, który stał się moją lampką. W celu ukrycia zasilacza lampek owinęłam go folią spożywczą i włożyłam do słoika, a następnie okręciłam łańcuchem. Moim zdaniem wygląda to wspaniale!

Metamorfoza przedpokoju
Szklany słoik z łańcuchem świetlnym w środku

Zgodnie z podpatrzoną na Pintereście zasadą na przeciwległym końcu półki miało stanąć coś wysokiego i wybór padł na wazon hiszpańskiej marki Tamblo, której produkty są przecudne, ale też bardzo drogie. Na stronie Tamblo wszystkie dodatki kosztują minimum 100 €, tymczasem za mój wazon wykonany ze szkła pochodzącego z recyklingu w kolorze postarzanego srebra zapłaciłam niecałe 70 zł!

Metamorfoza przedpokoju
Szklany wazon marki Tamblo Home

Najważniejszym elementem było coś, co zastąpi znienawidzone koszyczki, co będzie prezentowało się ładniej i pomoże w utrzymaniu porządku w tych wszystkich szpargałach. I wtedy na Limango trafiłam na markę Bigso Box of Sweden, która projektuje cudnej urody organizery i pudełka z kartonu. Tak bardzo spodobały mi się ich produkty, że zdecydowałam się na zakup niedużego czteroczęściowego organizera, który miał pomieścić wszystkie te nasze drobiazgi. Potem znalazłam jeszcze dwa pudełka z tej samej kolekcji i przepadłam. Miałam lekkie obawy o to, czy na pewno te kartonowe dodatki będą wytrzymałe, ale okazało się, że wykonane są z bardzo sztywnego kartonu i w zasadzie nie da się ich nawet zgiąć, więc podejrzewam, że przetrwają lata.

Metamorfoza przedpokoju
Organizer Bigso Box of Sweden
Metamorfoza przedpokoju
Pudełka Bigso Box of Sweden

Już sama wymiana frontów w szafce i zasłonięcie góry kaloryfera było ogromną zmianą wizualną! Ale kiedy rozpakowałam wszystkie dodatki i ustawiłam je na półce, a do wazonu wstawiłam kwiaty, to poczułam, że w końcu ta ściana wygląda tak, jak powinna!

Michał dorzucił do tej metamorfozy haczyk na moją torebkę, o którą zawsze się w domu potyka, a ja nieco uporządkowałam rzeczy w szafie, wykorzystując do tego nasze znienawidzone koszyczki oraz materiałowe pojemniki również znalezione w outlecie Limango.

Ostatnią kwestią było zasłonięcie ściany nad szafką na buty. Niestety pięć lat obijania o nią czarnych koszyków i rzucania w nią kluczami zostawiło swój ślad, a skoro nie planowaliśmy wydawać na tę metamorfozę majątku, to opcja malowania nie wchodziła w grę. Umyłam więc ją i poznosiłam z całego domu niechciane nigdzie doniczki oraz wazonik, które kiedyś miały gdzieś pasować, ale od dawna tułały się po domu w poszukiwaniu lepszego miejsca. A potem w te doniczki wsadziłam kwiaty (trzykrotkę oraz trzy małe sansewierie), a w wazonie wylądowały trzy tulipany i oto nasz dom zyskał przedpokój!

Plan był taki, że ta mini metamorfoza zaspokoi mój głód na zmiany i sprawi, że jakoś przeżyję brak większych zmian, tymczasem skutek jest taki, że nie mogę patrzeć na nasz wiatrołap (równie tymczasowy) i cały czas przeżywam, że z takiego ładnego przedpokoju wchodzi się do takiej brzydkiej sieni :D Jak tak dalej pójdzie to albo zbankrutuję, albo do końca roku w naszym domu nie ostatnie się nawet kawałek nieurządzonej ściany! Tak czy inaczej, bardzo polecam takie zmiany każdemu, komu marzy się w domu coś nowego, ale ma ograniczony budżet. Na początek warto zacząć od przeglądania Pinteresta i outletu Limango — jest szansa, że to właśnie tam znajdziecie wnętrzarskie perełki, które odmienią wasz dom!

 

Wpis powstał przy współpracy z Limango.

Zdjęcia: Agnieszka Wanat