Polowanie na zorzę, czyli tydzień na dalekiej północy

Do Norwegii ciągnęło mnie od ponad dwudziestu lat. To była miłość na odległość, bo zakochałam się w tym kraju, czytając książki. Pomimo tego, że z Polski do Oslo nie jest daleko, to przez lata Norwegia była poza moim zasięgiem finansowym. Nie ma co kryć, kraj, w którym batonik kosztuje 20 zł, był dla nas za drogi. Wszystko zmieniło się rok temu, kiedy odkryliśmy Nordtrip, czyli mieszkających w Norwegii Wiktora i Agnieszkę. Okazało się, że tydzień na południu Norwegii może kosztować znacznie mniej, niż sądziliśmy. W lipcu spędziliśmy na norweskim wybrzeżu wspaniały urlop z grupą przyjaciół, płacąc za to bardzo rozsądne pieniądze. Wtedy też Wiktor wspomniał o tym, że zimą przenoszą się na daleką północ, by razem ze swoimi gośćmi polować na zorzę polarną. I właśnie wtedy mroźna i śnieżna północ stała się moim kolejnym podróżniczym marzeniem. Nie sądziłam, że uda mi się je spełnić tak szybko :)

Domyślam się, że dla wielu osób wyjazd zimą za koło podbiegunowe to jest jakiś szalony pomysł, bo przecież wszyscy marzą o tym, by jechać gdzieś, gdzie jest lato. Ja natomiast jestem wielbicielką zimy, lubię, gdy jest zimno, gdy zapadam się w śnieżnych zaspach i gdy mogę chodzić po grubej pokrywie lodu. Zimą musi być zimno i tyle! A jeśli do tego jest wtedy tak pięknie, jak w Norwegii, to już niczego więcej nie trzeba.

Przed wyjazdem wyobrażałam sobie, że na tej północy będzie okrutnie zimno, ciemno i będzie potwornie wiać. W mojej głowie wyjazd do Tromsø miał być czymś pomiędzy wyprawą Amundsena na biegun południowy a zimowym Wyoming z „Nienawistnej ósemki” Tarantino. Zapomniałam tylko, że przez ostatnie 100-150 lat trochę się na świecie pozmieniało i wystarczy zabrać odpowiednie ubrania i buty, żeby człowiekowi było ciepło. Poza tym temperatura, którą nas północna Norwegia uraczyła, wcale nie była straszna. Przy -15ºC żyję się naprawdę dobrze. Co więcej, praktycznie w ogóle nie było tam wiatru, przez co temperatura odczuwalna była wyższa. No i do tego na początku marca słońce zachodziło około godziny 17, czyli nieznacznie wcześniej niż w Warszawie. Jeśli więc chodzi o wasze najgorsze obawy związane z Arktyką, to serio jest tam znacznie cieplej i przyjemniej niż myślicie.

Biało, cicho i pusto, czyli to, co w Arktyce najpiękniejsze

Nie można sobie za to zupełnie wyobrazić tego, jak tam jest pięknie! Kiedy pierwszego ranka obudziłam się w domu w Skulsfjord, zobaczyłam w oknie obraz jak z bajki — śnieżnobiałe góry na horyzoncie, małe, śliczne czerwone domki nad brzegiem zamarzniętego morza i śnieg pokrywający absolutnie każdy kawałek ziemi. Nie sądziłam, że zima może być aż tak piękna.

Gdybym miała do czegoś przyrównać miejsca, które udało nam się zobaczyć przez te kilka dni, to byłoby to ogromne, śnieżne i górzyste pustkowie. Śnieg po horyzont, a na nim nawet jednego śladu ludzkiej stopy! Pierwszy raz w życiu zobaczyłam, jak w rzeczywistości wygląda mała gęstość zaludnienia (czyli 6 osób na km²). Spotkanie gdzieś po drodze więcej niż 2 osób na raz to już prawdziwe wydarzenie. Znacznie częściej spotykaliśmy na naszej drodze renifery i łosie, a nad nami łatwiej było wypatrzyć orła niż samolot.

norwegia

norwegia

norwegia

norwegia

Ale największe wrażenie zrobiła na mnie cisza. Tam jest tak cicho, że słychać nawet najpłytszy oddech, a pękanie lodu pod nogami brzmiał jak wystrzał. Napawałam się tą ciszą przez całe pięć dni i gdyby można było ją zabrać ze sobą do domu, to z całą pewnością nie wystarczyłoby mi na nią miejsca w walizce!

W trakcie naszego krótkiego pobytu na północy udało nam się zobaczyć kilka norweskich wysp (Kvaløyę, na której mieszkaliśmy, Vengsøy i Senję) i każda wycieczka była niesamowitą ucztą dla oczu. Za każdym zakrętem czekał na nas zupełnie inny krajobraz — przepiękna niebiesko-zielona woda fiordów, skaliste szczyty gór, rozległe ośnieżone doliny i niezliczone kolory nieba. Gdzieniegdzie na białym pustkowiu lub tuż nad brzegiem morza nieduży czerwony domek. Mogłam godzinami patrzeć przed siebie, a i tak nie miałam dość!

Szczerze przyznam, że po tym wyjeździe mam ogromną ochotę pojechać tam latem, by zobaczyć, jak te miejsca wyglądają, kiedy śnieg stopnieje, a brzozowe lasy pokryją się liśćmi. Jestem bardzo ciekawa, czy letnia Arktyka zachwyciłaby mnie tak samo.

norwegia

norwegia

norwegia norwegia

Polowanie na zorzę polarną

Główną atrakcją wyjazdu miała być zorza polarna. Szczerze mówiąc, nie nastawiałam się zbytnio na to, że ją zobaczę, gdyż zorza, jak każde zjawisko świetlne nie ma obowiązku pojawiania się tylko dlatego, że ktoś chce ją zobaczyć. Ale tak się akurat wydarzyło, że mogliśmy ją obserwować przez trzy noce z rzędu. I o ile pierwszego dnia byłam nieco zawiedziona, bo zorza była lepiej widoczna na zdjęciach niż gołym okiem, o tyle drugiego dnia zabrakło mi słów. Nie da się opisać tego, jak piękne jest to zjawisko, jak szybko porusza się ten pokolorowany wiatr, jak potrafi zmieniać kolory, jak potrafi się pojawić i zniknąć bez śladu. Piękna tego zjawiska nie odda ani zdjęcie, ani film i naprawdę warto pokonać kilka tysięcy kilometrów, by ją zobaczyć.

norwegia

norwegia

norwegia norwegia

Jestem tak zachwycona Arktyką i mam taki jej niedosyt, że bardzo poważnie planuję kolejny wyjazd w przyszłym roku. Marzy mi się zobaczyć miejsca, do których nie zdążyłam dojechać teraz i być może uda mi się zabrać ze sobą narty, gdyż mam takie podejrzenie, iż tamte okolice są wspaniałym miejscem do skituringu!

Do Norwegii tylko z Nordtrip!

Jeśli marzycie o tym, by zobaczyć Norwegię, ale akurat w tym tygodniu nie trafiliście szóstki w Lotto, to zachęcam do wyjazdu z Nordtip.pl! Ja byłam w Norwegii dwa razy, za każdym razem z Nordtripem i jeśli pojadę kolejny raz to też tylko z Wiktorem i Agą! Ogromnym plusem tych wyjazdów jest to, że poza kupnem biletów lotniczych i wejściem na pokład odpowiedniego samolotu nie musicie się o nic martwić. Wiktor i Agnieszka odbiorą was z lotniska, nakarmią, zawiozą oraz pokażą wszystko, co powinniście zobaczyć i jeszcze uraczą was domowej roboty alkoholem, a na koniec dostaniecie mnóstwo zdjęć z waszego pobytu i wylejecie morze łez, myśląc o tym, że już po wszystkim!

Terminy wyjazdów powiązane są z tanimi lotami z Gdańska do Tromsø, co oznacza, że lot może was kosztować kilkadziesiąt złotych w jedną stronę. A koszt całego wyjazdu różni się w zależności od długości pobytu (4 lub 5 dni) oraz ilości osób (od 2 do maksymalnie 6 osób). Najlepiej więc zebrać grupę dobrych przyjaciół i pojechać tam razem!

Jedyną wadą tych wyjazdów jest ich popularność. Jeśli chcecie zobaczyć zorzę w przyszłym roku, to tak naprawdę powinniście teraz podjąć tę decyzję, bo dostępne terminy szybko się kończą! Można liczyć na to, że jakiś jeden termin zostanie wolny, albo zwolni się w ostatniej chwili, ale wtedy będziecie się musieli do niego dostosować i nie będziecie mieć możliwości upolowania tańszych biletów. Tak że zachęcam do planowania wyjazdu z rocznym wyprzedzeniem, zwłaszcza że w takiej sytuacji ma się cały rok na odłożenie pieniędzy na wyjazd.

A jeśli marzy wam się Norwegia w cieplejszej odsłonie, to TUTAJ możecie przeczytać relację z naszego pierwszego, letniego wyjazdu do Norwegii. A TUTAJ znajdziecie wszystkie informacji na temat zimowych wyjazdów z Nordtripem. 

Zdjęcia: Marysia Górecka, Michał Górecki, Maycon Ferreira oraz Nordtrip!