Wyprawka do żłobka, czyli jak przeżyć pierwsze tygodnie rozłąki z dzieckiem

Wyprawka do żłobka, czyli jak przeżyć pierwsze tygodnie rozłąki z dzieckiem

Trudno w to uwierzyć, ale dokładnie rok temu swoją przygodę ze żłobkiem rozpoczęła Felicja, która urodziła się najdalej przedwczoraj, ale za niecały miesiąc skończy 2.5 roku! Szok. Ponieważ pierwsze chwile w żłobku są zawsze ogromnym wyzwaniem i dla dziecka, i dla rodziców (nawet jeśli posyłają do żłob ka nie pierwsza, a kolejne dziecko), postanowiłam spisać moje żłobkowe doświadczenia i przemyślenia związane z tą zmianą, a także pokazać wam sprawdzone produkty do żłobkowej wyprawki! Mam nadzieję, że skorzystacie :)

Mogłabym napisać, że dziecko do żłobka się po prostu zawozi i ono tam sobie świetnie radzi, a po jakimś czasie nawet rodzice oswajają się z myślą, że żłobek jest super. Z perspektywy matki czwórki dzieci, z których czwarte już się w żłobku na dobre zadomowiło, tak to właśnie wygląda. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że gdy do żłobka wysyła się pierwsze dziecko, to czujemy się mniej więcej tak, jakbyśmy wysyłali niemowlaka na rok do dżungli. Bo przecież ono jest takie małe, bo na pewno będzie mu tam źle, na pewno coś z tym żłobkiem będzie nie tak i dziecko tego po prostu nie przeżyje.

Decyzja o oddaniu naszego dziecka pod opiekę obcych ludzi w obce miejsce nie jest łatwa. Samo wybranie żłobka to żmudne poszukiwania odpowiedniej placówki. Trzeba przepytać znajomych, przekopać wszystkie fora i grupy na Facebooku. A jeśli w tym szale zbierania informacji wpadniemy przez przypadek na jakieś artykuły o strasznych rzeczach, które potrafią dziać się w żłobkach, to już w ogóle katastrofa, bo zacznie nam się wydawać, że tak na pewno będzie w żłobku, który wybierzemy!

Nie będę się mądrzyć na temat 5 niezawodnych sposobów, które zagwarantują, że dziecko pokocha żłobek, bo moim zdaniem dzieci są na tyle różne, że żadnych niezawodnych sposobów nie ma. Podzielę się po prostu moją historią, która być może pokrzepi wasze serca :)

Jako matka jedynaka, który urodzony został w złych czasach 20-tygodniowego urlopu macierzyńskiego, nie mogłam sobie wyobrazić, by wysłać tak małe dziecko gdziekolwiek dalej niż do drzwi naszego domu. Franek miał dwie nianie i jedną babcię! Nie równocześnie oczywiście ;) Nianie się zmieniały, bo były młodymi studentkami studiów dziennych, a babcia zajmowała się Frankiem jeden dzień w tygodniu, kiedy obie nianie miały zajęcia.

Kiedy Franek skończył 2 lata, to nadszedł czas na klub malucha (na państwowy żłobek nie było żadnych szans). Bałam się tego strasznie, więc chyba trzy miesiące szukałam odpowiedniego miejsca, większość miejscówek odpadała już na etapie poszukiwań internetowych. Ostatecznie wybór padł na niewielki klub malucha bardzo blisko domu. Przez pierwsze dwa tygodnie Franek przychodził tam na pół dnia, dwa lub trzy razy w tygodniu. Prowadziła go tam niania, odbierałam ja. Wszystko było super, Frankowi się w klubie podobało, polubił dzieci i opiekunki.

Problemy zaczęły się wtedy, kiedy spędzał tam cały tydzień i to ja go tam odprowadzałam. Okazało się, że wcale nie był taki chętny, płakał po wejściu, nie chciał zostawać. Nie wiedziałam, o co chodzi, bo jeszcze kilka dni wcześniej problemu nie było. Oczywiście w pierwszej chwili byłam pewna, że to wina żłobka. Pewnie go tam biją, przywiązują do łóżeczka i każą pić płyn do mycia naczyń.

Dopiero po kilku dniach uświadomiłam sobie, że jeśli ktoś jest winny, to raczej ja. Prowadzę go w ogromnym strachu, czy jest mu tam dobrze. Sto razy na minutę pytam się, czy mu się tam podoba. Im bardziej on panikuje, tym bardziej ja się boję. MASAKRA. Doszliśmy do wniosku, że dla dobra wszystkich lepiej będzie, jeśli to Michał będzie go tam rano zaprowadzał, a ja go będę odbierać. Z ojcami zazwyczaj jest tak, że gdy prowadzą dziecko do żłobka, to po wejściu zakładają mu kapcie i mówią, baw się dobrze. Nie mają w oczach łez, nie umierają ze strachu i nie przekazują dzieciom tych wszystkich trudnych emocji.

To był strzał w dziesiątkę! Franek szybko zapomniał o tym, że matka prowadziła go tam, trzęsąc się ze strachu i znowu polubił żłobek. Ja zaczęłam zaprowadzać go do żłobka dopiero wtedy, kiedy sama uporałam się z tą zmianą. Kiedy poczułam, że to jest dobre miejsce i przestałam mieć obawy o to, czy na pewno jest tam szczęśliwy. Gdy kończył mi się urlop macierzyński z Lilą, to bez żadnych obaw zapisałam ją do tego samego żłobka, w którym był Franek. Opuściłam etap niań, nie tylko z powodu finansów, ale również dlatego, że to było po prostu dobre miejsce nie tylko dla dwulatka, ale również dla niemowląt. Podobnie zrobiłam z Helą.

Obie dziewczyny były przyprowadzane do żłobka, gdy skończyły pół roku. Najpierw na 2-3 godziny dwa razy w tygodniu, a potem coraz dłużej. To był dla nas układ idealny, bo miały naprawdę sporo czasu na przyzwyczajenie się do nowego miejsca, poznanie opiekunek i zwyczajów, które panują w żłobku. A ja nie miałam żadnego lęku separacyjnego, bo dostając cztery godziny w tygodniu tylko dla siebie po pół roku siedzenia z niemowlakiem non stop, byłam wniebowzięta. W ten sposób powoli odzwyczajałyśmy się od swojej stałej obecności.

Fela do żłobka poszła później, gdy miała 1.5 roku, głównie ze względu na to, że obecnie ciężko znaleźć żłobek, który przyjmuje niemowlaki, zazwyczaj trzeba mieć skończony rok. W związku z tym mieliśmy przez prawie rok wspaniałą nianię, która pomagała nam od kiedy Fela skończyła 6 miesięcy. Przyznam szczerze, że nie łatwo było nam się z nianią rozstać, ale czułam, że Fela potrzebuje już większego kontaktu z innymi maluchami, no i kwestie finansowe też były nie bez znaczenia.

Pierwsze kilka tygodni były niezbyt łatwe, bo Fela nie bardzo chciała zostać w żłobku sama (ze mną mogła tam siedzieć cały tydzień ;)). Na szczęście dość szybko (po kilku tygodniach) przyzwyczaiła się do żłobka, bo proces adaptacji zajął nam kilka tygodni. Z perspektywy ostatniego roku muszę powiedzieć, że w ogóle nie pamiętam tych początków jakoś źle, obecnie Fela tak uwielbia swój żłobek, że na wakacjach tęskni za dziećmi i ciociami!

Oczywiście każde z moich dzieci miało trudniejsze momenty w żłobku (około drugiego roku życia) i były takie tygodnie, że płakały przed wyjściem do żłobka, ale zazwyczaj działała zmiana rodzica odprowadzającego dziecko. Tata okazywał się zazwyczaj niezawodny. Co ciekawe Felę prawie od początku do żłobka odprowadza wyłącznie Michał i liczba słabszych poranków w drodze do żłobka jest naprawdę bardzo mała!

Dlatego z perspektywy czasu uważam, że najważniejszym punktem na każdej żłobkowej (i przedszkolnej) liście wyprawkowej jest rodzic gotowy do oddania dziecka pod opiekę innym osobom i ufający miejscu, które dla swojego dziecka wybrał. Jeśli ten punkt macie odhaczony, to będzie wam znacznie łatwiej. I bez dużych obaw będziecie mogli zacząć kompletować z dzieckiem żłobkowy ekwipunek.

Wyprawka do żłobka

Każdy żłobek ma swoją listę wyprawkową, bo w różnych miejscach panują różne zwyczaje. Są żłobki, do których nie trzeba przynosić prawie nic, są takie, gdzie trzeba przynieść wszystko. Lista w żłobkach, do których chodziły moje dzieci, nie jest jakaś przesadnie długa, ale ponieważ wiem, że w innych żłobkach często trzeba przynosić więcej rzeczy, to postanowiłam, że w tym wpisie też pokażę ich nieco więcej.

Pamiętajcie, że rzeczy, które tutaj pokazuję, mogą być kompletnie nieprzydatne w żłobkach waszych dzieci, więc zanim zaczniecie zakupy, zapytajcie się, co powinniście przynieść. Produkty, które wam polecam to rzeczy, których sami używaliśmy lub używamy, więc są w 100% sprawdzone.

SPANIE

W naszym żłobku do spania potrzebny jest tylko kocyk i ewentualnie jakaś maskotka, jeśli dziecku jest łatwiej z nią zasypiać. Ale w innych żłobkach może to wyglądać inaczej. Wiem, że są żłobki, w których dzieci do snu przebiera się w piżamki. Czasem, zamiast kocyka trzeba przynieść po prostu poszewkę na kołderkę. Moja rada jest taka, żeby dać do żłobka to, co dzieci lubią, znają i przy czym najłatwiej będzie im zasnąć. Dzięki temu poczują się bezpieczniej i na pewno nieco szybciej oswoją się z nową rzeczywistością.

Jeśli dziecko używa w domu smoczka, to moim zdaniem trzeba dać mu smoczek również do żłobka. Na odzwyczajenie jeszcze przyjdzie czas, a fundowanie dziecku równocześnie kilku tak dużych zmian nie jest najlepszym pomysłem. Lepiej wybrać metodę małych kroków, czyli najpierw przyzwyczaimy dziecko do żłobka, a potem odzwyczaimy go od smoczka.

Moje żłobkowe typy do spania:

wyprawka do żłobka

Piżama Cool Club z Vinted (20 zł) | Smoczek kauczukowy Natursutten (33 zł) | Zawieszka do smoczka Nuvita (34 zł) | Szumiący Króliczek Whisbear Felcia (329 zł) | Duży kocyk Fabliek (202 zł)

HIGIENA

Również higieniczna część wyprawki będzie różna w zależności od żłobka i dziecka. To, co na pewno znajdzie się w każdej żłobkowej wyprawce, to dużo wygodnych ubrań na zmianę. Maluchy często się brudzą, zdarzają im się pieluchowe wpadki, więc czasem trzeba je przebrać kilka razy dziennie. Żeby nie donosić codziennie kompletu czystych ubrań, najlepiej przynieść ich dużo już na początku.

Jeśli wasze dziecko będzie w żłobku używać pieluch wielorazowych to warto do wyprawki dołączyć również jakiś wodoodporny worek na mokre pieluchy. Pieluchowe maluchy poza samymi pieluchami powinny mieć również mokre chusteczki i krem do pupy (najlepiej takie, jakich używacie w domu, co by nie było niespodzianek w postaci uczulenia). Większe dzieci, które są na etapie odpieluchowania, warto zaopatrzyć w majtki treningowe.

No i nie można zapominać o szczoteczce, paście i kubku do mycia zębów. O ile wybranie szczoteczki i kubka to żadna filozofia, o tyle nad pastą powinniśmy już się zastanowić. Ze względu na to, że małe dzieci bardzo często zjadają pastę, a w żłobku nie mamy nad tym żadnej kontroli, to polecam kupić pastę bez fluoru (z ksylitolem). Taka pasta jest bezpieczna, nawet jeśli dziecko większość pasty połyka i nie płucze jeszcze dokładnie buzi.

Moje typy:

wyprawka do żłobka

Dużo ubrań na zmianę | Torba na mokre ubrania/pieluchy Close (67 zł) | Biodegradowalna szczoteczka do zębów Jack n’Jill (20 zł) | Pasta do zębów Jack n’Jill (24 zł) | Biodegradowalny kubek Jack n’Jill (24 zł) | Krem do pupy Alphanova Eryzinc (28 zł) | Majtki treningowe Close (55 zł) | Chusteczki Kit&Kin (14 zł)

JEDZENIE

Część wyprawki związana z jedzeniem zazwyczaj nie jest duża, bo żłobek korzysta ze swoich naczyń. My musieliśmy przynieść jedynie kubek lub bidon. Ze względu na to, że maluchy często nie potrafią korzystać ze zwykłego kubka bez rozlewania, a rozlewanie wiąże się z nieustannym przebieraniem dziecka, to u nas najlepiej sprawdził się bidon z rurką.

Gdyby w wyprawce żłobkowej miał się znaleźć śliniak, to ja polecam fartuszki Close. Są naprawdę ekstra! Nie dość, że wszystko łatwo się z niego spiera i szybko schnie, to jeszcze może posłużyć nie tylko podczas jedzenia, ale również podczas brudzących zabaw plastycznych.

Moje typy:

Śliniaczek-fartuszek Close (67 zł) | Bidon ze słomką i uchwytami b.box (69 zł) | Bidon termiczny Pacific Baby | Kubek 360° Wow Cup (59 zł)

KAPCIE, WORKI I PLECAKI

Kapcie do żłobka to temat rzeka, co dwie matki to trzy opinie. U nas, jako kapcie do żłobka najlepiej sprawdzały się miękkie papcie, a w czasach, kiedy dziewczynki nie chodziły lub dopiero zaczynały chodzić, to używaliśmy po prostu antypoślizgowych skarpet. Istnieją też zwolennicy tradycyjnych kapci, które również dobrze się sprawdzą, pod warunkiem że dziecku będzie łatwo je samodzielnie założyć. Dlatego wybierając kapcie, warto zwrócić uwagę, czy istnieje jakakolwiek szansa, że dziecko sobie z nimi poradzi (ja z góry odrzucam wszelkie kapcie zapinane na sprzączki bądź wiązane na sznurówki).

W zależności od tego, jak w żłobku zorganizowane jest przechowywanie dziecięcych rzeczy, koniecznym może się okazać dołączenie do wyprawki worka lub plecaka. Z perspektywy rodzica najlepsze będą niedrogie materiałowe woreczki, ale z perspektywy dziecka dużo bardziej atrakcyjne i zachęcające do pójścia do żłobka będą nieduże, kolorowe plecaki.

Moje typy:

Worek Rex London (49 zł) | Kapcie Titot (125 zł) | Kapcie Attipas (95 zł) | Plecak Rex London (79 zł) | Plecak Hugger (119 zł)

JAK NIE ZGUBIĆ RZECZY W ŻŁOBKU?

Kluczowym elementem wyprawki jest podpisanie wszystkich rzeczy, które zanosimy do żłobka. Można do tego używać flamastra, a można zamówić naklejki, metki i naprasowanki z imieniem i nazwiskiem dziecka. Ja preferuję ten drugi sposób, bo naklejki i metki zawsze mogę zdjąć. Z flamastrem nie jest już tak łatwo. Jeśli szukacie dobrej jakości produktów, które będą wam służyć nie tylko w żłobku, ale również w przedszkolu, to polecam podpisane.pl. TUTAJ możecie przeczytać o tych produktach, które sama testowałam.

Jeśli przeraża was liczba rzeczy, które trzeba razem z dzieckiem przynieść do żłobka, to nie ma się co martwić. Im starsze będzie dziecko, tym mniej tych rzeczy będzie. Dużą ulgę poczujecie, gdy dziecko podrośnie i się usamodzielni. Ja zawsze byłam zdziwiona tym, że wyprawka przedszkolna to przy żłobkowej jest mały pikuś, bo ani pieluch, ani chusteczek, ani śliniaczków, ani smoczków kupować już nie musiałam.


Część zawartych w tym wpisie linków, to linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu drobną prowizję. W żaden sposób nie wpływa to na cenę, którą Ty zapłacisz, ale dla mnie będzie sygnałem, że cenisz moją rekomendację :)

Przydał Ci się mój wpis? Poleć go znajomym :)

Zobacz
więcej

Kurtki i kombinezony, czyli jak kupować zimową odzież dla dzieci?

Kurtki i kombinezony, czyli jak kupować zimową odzież dla dzieci?

Zakup zimowej odzieży dla dzieci to zazwyczaj dość duże wyzwanie dla rodzicielskiego portfela. Bo jakbyśmy nie szukali to taka zimowa odzież nawet dla dwójki dzieci, dają w sumie pokaźną kwotę! Nic więc dziwnego, że szukamy oszczędności i staramy się nie przepłacać.