10 punktów o tym, jak NIE kupować fotelika samochodowego

Dzisiaj miał być wpis o smoczkach, ale jak zobaczyłam na Facebooku kolejny wpis zaczynający się od: „Szukam taniego i bezpiecznego fotelika samochodowego. Co mam kupić?”, a później zobaczyłam wyliczankę tanich i absolutnie niebezpiecznych fotelików, to coś we mnie pękło i nie wytrzymałam. Dlatego zamiast iść zrobić dzisiaj coś relaksującego, siedzę i z ogromną zawziętością stukam w klawiaturę. Powiadam wam rodzice, albo zaczniecie się interesować bezpieczeństwem swojego dziecka, albo źle się to dla was skończy. Ja wiem, że z edukacją w kwestii bezpiecznego przewożenia dzieci w samochodzie jest słabo, ale Internet jest u nas raczej ogólnodostępny i przy odrobinie chęci można się doszkolić. Sama popełniałam sporo głupot na początku bycia matką, ale nie wymądrzałam się wtedy na forach i Facebookach, i nie polecałam innym rodzicom moich złych wyborów. Dlatego dzisiaj, specjalnie dla wszystkich, którzy nie mają kompletnie pojęcia, na czym polega bezpieczne przewożenie dziecka uchylę rąbek tajemnicy. Napiszę wam o tym, jak się nie kupuje fotelika i do czego on nie służy.

1. Fotelik nie ma pasować do samochodu Twojej koleżanki

„U nas ten fotelik świetnie się sprawdza. Polecam!” to chyba najczęściej spotykany komentarz w Internecie, który może wprowadzić Cię w błąd. To, że fotelik świetnie sprawdza się u siostry, koleżanki czy Anny Muchy nie powinno mieć dla Ciebie żadnego znaczenia, dopóki nie macie takiego samego samochodu i takiego samego dziecka. Fotelik MUSI ZOSTAĆ DOPASOWANY DO TWOJEGO SAMOCHODU. Model, który świetnie będzie pasował do samochodu sąsiada, może kompletnie nie sprawdzić się u Ciebie. Dlaczego? Fotelik będzie spełniał swoją rolę tylko wtedy, kiedy będzie stabilnie i prawidłowo zamontowany w samochodzie. Samochody mają różnie wyprofilowane kanapy i różnie montowane pasy, a Ty musisz mieć pewność, że model, który chcesz kupić będzie idealnie pasował. Nie kupujemy fotelika, dopóki sprzedawca w sklepie nie zamontuje go w waszym samochodzie i nie upewni się, że wszystko jest w porządku. Jeśli sprzedawca nie chce przymierzyć fotelika do Twojego samochodu to idź do innego sklepu.

2. Fotelik nie musi pasować do Twojego wózka

Wózki 3 w 1 to prawdziwa zmora. Niektórzy rodzice chcą zaoszczędzić, albo kupić od razu wszystko w jednej kolorystyce (grunt żeby torba do wózka była w komplecie!). Wybierają wózek, a na fotelik nie patrzą. A to błąd, bo tylko nieliczne wózki kupimy z dobrymi fotelikami. Słyszeliście kiedyś o tym, jakie wyniki w testach zderzeniowych osiągnął fotelik TAKO? Ja nie, więc nie wsadziłabym do niego mojego dziecka, ale rozglądając się dookoła widzę rodziców, którzy nie zadali sobie tego pytania przed zakupem. Jeśli chcesz mieć fotelik, który pasuje do wózka, to wybierając wózek sprawdź, które z bezpiecznych fotelików pasują do wózka i do samochodu. Albo wybierz najpierw kilka modeli pasujących fotelików, a później dobierz do nich wózek. Ale nigdy nie traktuj fotelika jako dodatku do wózka.

3. Powodem zakupu fotelika nie jest uniknięcie mandatu

W Polsce za przewożenie dziecka samochodem poza fotelikiem należy się mandat. Jestem pewna, że w Szwecji za coś takiego mandatu nie ma, ale i tak żadnemu Szwedowi nie przyjdzie do głowy taka głupota. W Polsce rodziców trzeba mandatem zmuszać do odpowiedzialności za zdrowie własnego dziecka. Niestety nie jest to skuteczne, bo mandatu unikniemy nawet wtedy, gdy dziecko przewieziemy w najgorszym foteliku. Co oczywiście nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem.

4. To, że Ty nie miałaś/miałeś fotelika w dzieciństwie i żyjesz nie wpływa na bezpieczeństwo Twojego dziecka

„Za naszych czasów fotelików nie było i żyjemy.” Kocham ten argument. Nie można z nim dyskutować. Jeśli żyłeś w latach 80., jeździłeś samochodem bez fotelika i żyjesz, to jest to najprawdziwsza prawda. Ale jakoś co roku w wypadkach w Polsce ginie kilka tysięcy osób, część z nich to dzieci, które nie były w samochodzie bezpieczne. Pytanie czy chcesz, żeby w kolejnych latach w tych statystykach zostało ujęte też Twoje dziecko.

5. Fotelika nie kupuje się na przyszłość

Kupowanie fotelika na wyrost, żeby wystarczył na długo to nieporozumienie. Za duże możesz kupić spodnie i podwinąć w nich nogawki. Fotelik za duży, niedopasowany do wzrostu, wagi i budowy dziecka to zło. On nie ma zapewnić bezpieczeństwa Twojemu dziecku za rok, jak do niego dorośnie, ale teraz, kiedy go wozisz samochodem. Oczywiście można kupić fotelik który wystarczy na długo, ale ma on pasować do Twojego dziecka przez cały ten czas, a nie tylko pod koniec używania.

6. Fotelika nie kupuje się w prezencie

Ile ja widziałam takich sprezentowanych fotelików. Zgroza. Znajomi, chrzestni, dziadkowie chcą odciążyć trochę rodziców, idą do sklepu i kupują w prezencie fotelik za 300zł. Szansa, że ten fotelik pasuje do dziecka i samochodu, a przy tym jest bezpieczny jest niewielka. Jeśli chcemy, żeby ktoś nas finansowo odciążył to zróbmy zrzutkę na fotelik a później pojedźmy do dobrego sklepu i wybierzmy coś odpowiedniego. Najlepiej już przy pierwszym sprezentowanym foteliku oświadczyć, że nie jest to najbardziej trafiony prezent. Dzięki temu minimalizujemy szansę na otrzymanie w prezencie kolejnych fotelików.

7. Fotelik to nie jest leżaczek

Fotelik samochodowy musi mieć koniecznie funkcję bujania, no i żeby dziecku było w nim wygodnie się kisić przez 2 tygodnie nad morzem. Jedziemy na urlop i do samochodu nie zmieścił nam się wózek, więc bierzemy tylko stelaż, bo przecież będziemy w niego wpinać fotelik. I później biedne dziecko leży przez 2 tygodnie z nogami wciśniętymi w żołądek. Pamiętajcie, że pozycja, którą dziecko przybiera w pierwszym foteliku to nie jest najwygodniejsza pozycja na świecie. I owszem leży tak, bo tak jest dla niego najbezpieczniej, ale w samochodzie, a nie na spacerze w lesie, albo na plaży. Na plaży może całkiem bezpiecznie leżeć płasko na piasku.

8. Zakup fotelika to nie zakupy w Biedronce

Oszukano nas, że można kupić dobrze i tanio. Kupujemy kiepskiej jakości jedzenie, bo jest tanie i też dobrze smakuje. Co z tego, że jest niezdrowe, przecież żyjemy. Tak samo bywa z fotelikami. Jest tani, wygląda tak samo jak te drogie, więc na pewno jest dobry. Łatwo się o tym przekonać wysyłając taki fotelik na testy zderzeniowe. Niestety jeszcze żaden z producentów chińskiej tandety na testy się nie zdecydował, więc może nie róbcie tych testów na swoim dziecku.

9. Szybka wymiana fotelika na kolejny nie jest dowodem na to, że Twoje dziecko rozwija się szybciej niż inne dzieci

Wyścig rodziców w zawodach „A moje dziecko to już…” nie ma żadnych granic. Licytować możemy się na wszystko – na wzrost, wagę, ilość zębów, siadanie, chodzenie, sikanie, mówienie, liczenie, czytanie… Wiadomo im szybciej nasze dziecko coś robi, tym lepiej, bo to oznacza, że jesteśmy lepsi od innych rodziców, nasze dziecko jest inteligentniejsze i to ono zostanie prezydentem. Wymiana fotelika na kolejny to świetny powód do licytacji. „O, Twój Karol jeszcze jeździ w foteliku tyłem? Nasz Wojtuś to już pół roku temu przesiadł się do kolejnego. Wiesz on uwielbia patrzeć za szybę samochodu i chłonąć świat. Ten pierwszy fotelik za bardzo ograniczał go intelektualnie, poza tym on waży już 9 kilo.” Drogi Rodzicu. Fotelik nie służy do poszerzania horyzontów intelektualnych Twojego dziecka, ale do ochrony między innymi jego mózgu podczas wypadku samochodowego. Dlatego zmieniamy foteliki jak najpóźniej. Czekamy aż dziecko WYROŚNIE z poprzedniego, a nie dorośnie do następnego. Dlaczego? Dlatego, że każda z grup fotelików została opracowana z myślą o dzieciach będących na konkretnym etapie rozwoju. I nie chodzi o rozwój intelektualny, ale o rozwój fizyczny. I żeby było jasne – oznaką wyrośnięcia dziecka z fotelika nie jest fakt, że wystają mu nóżki!

10. O poziomie bezpieczeństwa fotelika nie świadczy ilość gwiazdek!

Wiem, teraz zawalił się wasz świat. Bardzo mi przykro, ale dokładnie tak jest. W każdym z testów zderzeniowych ocenia się bardzo dużo różnych czynników (między innymi bezpieczeństwo) i ilość gwiazdek jest wypadkową tych wszystkich czynników. Może się tak zdarzyć, że dwa różne foteliki, które w testach dostały dobrą ocenę, różnią w kwestii bezpieczeństwa. Jak wybrać ten fotelik, który jest bezpieczniejszy? Po prostu nie kończymy edukacji fotelikowej na umiejętności liczenia gwiazdek, ale zaglądamy do wyników testów. Wystarczy znajomość języków obcych, albo Google Translator i już wiemy, które foteliki dostały najlepsze noty w zakresie bezpieczeństwa.


Uff… Skoro już wiecie jak fotelika się nie kupuje, to istnieje szansa, że będziecie chcieli się dowiedzieć, jak go kupić. Macie dwa wyjścia, albo udacie się do dobrego sklepu z uczciwym i wyedukowanym sprzedawcą (sama mogę z ręką na sercu polecić jeden taki sklep), albo sami zaczniecie się edukować. Ogromną ilość fotelikowych informacji podanych z dużą dawką poczucia humoru znajdziecie na blogu osiemgwiazdek.blogspot.com, którego sama jestem wielką fanką. Jeśli lubicie liczby, zestawienia i język niemiecki, to możecie poczytać wyniki testów na stronach adac czy oeamtc.

I obiecuję, że będę linkować ten wpis pod każdym durnym fotelikowym postem i będę mega zasadniczą i bezwzględną fotelikową nazistką. A każdego nawróconego rodzica potraktuję jak jeden dobry uczynek :)