Mój ciążowy niezbędnik, czyli bez czego bym nie przeżyła w ciąży!

Mój ciążowy niezbędnik, czyli bez czego bym nie przeżyła w ciąży!

Przyznam szczerze, że żadna ciąża mnie tak nie wykończyła, jak ta ostatnia! Byłam przekonana, że z każdą kolejną ciążą jest łatwiej, bo u mnie tak właśnie było (do czasu!), ale czwarta ciąża dała mi w kość, jak żadna poprzednia. Od problemów na początku ciąży, które skończyły się zwiedzaniem podkarpackich szpitali, do naprawdę ciężkiego do zniesienia trzeciego trymestru, w którym ciągle nie wiem, czy lepiej te trzy ostatnie miesiące przespać, czy przeleżeć w wannie. Miałam rzecz jasna w tej ciąży dobre momenty – jak na przykład tydzień w górach z dziećmi w połowie III trymestru (przeszłam wtedy na nogach 24 km po górach w 5 dni!), ale to były raczej wyjątki!

Zanim usiadłam do pisania tego ciążowego niezbędnika, to zajrzałam do moich starszych wpisów. Byłam przekonana, że już wcześniej poruszałam ten temat. I rzecz jasna, podobny wpis na blogu już się pojawił, a ja polecałam w nim zdrowe jedzenie, picie odpowiedniej ilości wody, branie ciążowych witamin i dużo ruchu. Wcale bym się nie zmartwiła, gdybym i w czwartej ciąży mogła polecić po prostu zdrowe jedzenie i długie spacery, ale rzeczywistość jest zgoła inna. Postanowiłam więc napisać nowszą odsłonę ciążowego poradnika, dla tych z nas, którym ciąża (szczególnie końcówka) wcale nie służy i które dostają piany na ustach, jak słyszą „ciąża to nie choroba”. Ten niezbędnik jest przede wszystkim dla ciężarnych, które ledwo żyją, zastanawiając się, czy uda się im dotrwać do porodu!

1. Poduszka ciążowa Poofi

Wielkie ciążowe poduszki dobrze mi służyły przy poprzednich ciążach, nie wiem czemu, uparłam się, że skoro to jest czwarta ciąża, to może jednak nie będę inwestować w poduszkę, tylko jakoś dam radę. W połowie 8 miesiąca się poddałam i zamówiłam poduszkę ciążową Poofi. Do tej pory nie rozumiem, czemu tak długo myślałam, że można się wyspać bez niej!

Wielkie poduszki ciążowe wymyślił niewątpliwie geniusz, gdyż uszyte są one tak, że można się na nich ułożyć w najwygodniejszej dla dużego brzucha pozycji – czyli na (lewym) boku. Brzuch może się o poduszkę opierać, nogi mogą się na niej wygodnie ułożyć i super służy nie tylko w nocy, ale i w dzień. Ja od kilku tygodni nie jestem w stanie usiąść przy biurku – jeśli mam siłę pracować, to wyłącznie w łóżku w pozycji półleżącej. I w takiej sytuacji również nie wyobrażam sobie, żebym nie skorzystała z Poofi!

ciążowy niezbędnik

Zresztą zdradzę wam sekret – z tej poduszki korzystają nie tylko ciężarne, jest ona super wygodna dla każdego, kto lubi spać na boku! Zajmuje co prawda dużo miejsca w łóżku, ale umówmy się, nie ma to wielkiego znaczenia, jeśli dzięki Poofi śpimy lepiej i dłużej! 

Oczywiście to nie jest tak, że dzięki poduszce przesypiam 12 godzin ciągiem, nie budzę się w nocy i nie mam żadnych problemów ze snem, ale jest naprawdę o wiele lepiej niż wcześniej! 

A i żeby nie było, że Poofi to zwykła ciążowa poduszka, to dodam, że jest ona zaprojektowana w taki sposób, że ma 2 strefy – twardą (to jest ta część w nogach) i miękką. Możemy sobie tę twardość i miękkość regulować, bo każda strefa ma małą, zapinaną na zamek dziurkę, z której można wyciągnąć wypełnienie. Pokrowiec jest rzecz jasna ściągany do prania, a całość uszyta jest w Polsce! Bardzo polecam! Kupić możecie ją na przykład w Fabryce Wafelków, a kosztuje od 229 do 249 zł!

2. Wanna

Przyznam szczerze, że gdybym nie miała w domu wanny, to właśnie byłabym w trakcie jej wstawiania do łazienki, salonu, kuchni czy jakiegokolwiek innego miejsca, w którym dałoby się ją upchnąć. Wanna wypełniona wodą to jedyne miejsce, w którym mogę leżeć godzinami i czuć się dobrze – bez zgagi i ciężkiego brzucha. Może nie jest to najbardziej ekonomiczny sposób na spędzanie każdego wieczoru, ale nie wiem, czy wytrwałabym bez tych długich kąpieli. Poza tym mam świadomość, że po porodzie nie będę mogła korzystać z wanny tak, jak teraz, więc cieszę się tym na zapas! Dzięki tym kąpielom odkryłam, że bardzo lubię korzystać ze wszelkich soli do kąpieli, świeczek zapachowych i płynów do kąpieli, z których robi się mnóstwo piany! Będę za tym bardzo tęsknić, gdyż jak można się domyślać, niemowlak nie będzie zbyt pozytywnie nastawiony do tego, że będę chciała na kilka godzin zaszyć się sama w łazience. Kto wie, może moja pierwsza kąpiel po porodzie będzie możliwa dopiero w 2022 roku!!! Wannę polecam absolutnie każdemu, kto narzeka na duży i ciężki brzuch – w wodzie jest tak lekki, jakby go w ogóle nie było!

3. Dres i piżama, czyli pandemiczna moda ciążowa

Kiedyś bywało się w ciąży i nie było wtedy pandemii (wiem, brzmi jak niezłe science fiction), w tamtych odległych czasach człowiek lubił się ubrać w ładne, ciążowe sukienki, spódniczki, dżinsy i ogrodniczki. Wychodziło się wtedy do kawiarni, albo na obiad z koleżanką, albo na randkę z mężem, do kina czy do teatru. Zaprawdę wspaniałe były to dni. Teraz jest mniej wspaniale, szczególnie jeśli pogoda jest słaba. Bo na spacer rzecz jasna można, ale w kawiarni się już tyłka nie wygrzeje, a podczas spaceru w maseczce z kosmitą wciskającym stopy w przeponę daleko się nie zajdzie. Siedzimy więc raczej w domach, wspominając wspaniałe lata 10. XXI wieku! Ma to dość spore przełożenie na naszą garderobę, gdyż 90% czasu chodzimy w dresach i bawełnianych bluzach!

Przyznaję, że nie tak sobie wyobrażałam tę czwartą ciążę. Myślałam, że będę paradować po mieście w pięknych sukienkach i miękkich swetrach. Miałam już upatrzoną kreację do teatru i na święta spędzone w dużym, rodzinnym gronie. Rzeczywistość jednak jest taka, że w mojej szafie wśród ciążowych ubrań są legginsy, spodnie dresowe i wygodne bawełniane bluzki. Mam co prawda jedną spódnicę i sukienkę, ale częściej wiszą w szafie niż na mnie. Ma to swoje plusy – po pierwsze jest mi bardzo wygodnie, po drugie nie spędzam nawet 3 minut na zastanawianiu się, co na siebie założę :) No i nie tracę czasu na przeczesywanie internetu w poszukiwaniu ciążowych ubrań, bo moja cała ciążowa szafa to Granatovo i Cool Mama!

Te dwie marki polecam w ciemno każdemu, kto marzy o wygodnych ciążowych ciuchach. Oczywiście znajdziecie tam też ubrania bardziej eleganckie niż szary dres, ale umówmy się, jak człowiek ma problem z poruszaniem się i 90% czasu spędza w domu, bo brzuch i pandemia, to legginsy i t-shirt są niezastąpione. A jeśli cały dzień chodzicie w piżamach (czasem sama praktykuję), to też polecam Granatovo i Cool Mamę – ich piżamy są super wygodne i wcale nie wyglądają jak piżamy! A z tymi nieco bardziej wyjściowymi ciuchami odbijemy sobie wiosną i latem – już bez brzuchów, w pięknych sukienkach do karmienia, będziemy rzecz jasna siać zgorszenie, świecąc cycem w otwartych kawiarniach i restauracjach!

W sklepie coolmama.pl czeka na was 15% zniżki. Wystarczy podczas zakupów użyć kodu „mamygadzety”. Kod działa bezterminowo!

4. Szkoła rodzenia on-line

ciążowy niezbędnik

Kto by pomyślał, że przed czwartym porodem polecę jakąkolwiek szkołę rodzenia? Bo wiadomo – poród, jak poród – po pierwszym już wiemy, że to raczej nie jest to najmilsza i najłatwiejsza część ciąży i raczej wiemy już wszystko, co powinnyśmy wiedzieć. Ja w szkole rodzenia byłam raz, a że Franka rodziłam w Szwajcarii i w szkole rodzenia byli rodzice bardzo różnych narodowości, to zapamiętałam z niej głównie takie ciekawostki, jak to, że w Japonii kąpie się dzieci w gorącej wodzie. Po pierwszym porodzie nie potrzebowałam się już jakoś specjalnie przygotowywać do porodu. Ale przyznaję, że te prawie 7 lat przerwy w rodzeniu wywołuje we mnie niepokój. Więc kiedy Kasia Płaza-Piekarzewska, która prowadzi serwis zapytajpolozna.pl zaproponowała mi skorzystanie z jej szkoły rodzenia online, to nawet chwili się nie wahałam. 

Okazało się, że cały kurs jest nie tylko niezwykle rozbudowany i bardzo merytorycznie poprowadzony, ale ta zdalna formuła jest czymś, co odpowiada mi dużo bardziej niż spotkania na żywo. Po pierwsze kolejne lekcje włączam sobie wtedy, kiedy jestem w dobrej formie (nie zasypiam, nie czuję się słabo), po drugie sama decyduję, co chcę obejrzeć, a czego nie potrzebuję oglądać, a po trzecie Kasia ma tak cudownie kojący głosy i opowiada o wszystkim z takim spokojem, że mi od razu udziela się ten jej spokój. Świetne jest też to, że do każdej lekcji można sobie wrócić, więc jak tylko zaczynam panikować, że z czymś sobie przy porodzie nie poradzę, to odpalam sobie odpowiednią część kursu i wiem, że będzie dobrze.

Szczerze mówiąc, dla mnie taka zdalna szkoła rodzenia to dużo lepszy wybór niż te przedpandemiczne szkoły na żywo. Fajnie jest, że takie kursy powstały, bo nawet jak pandemia już minie, to część rodziców, będzie mogła nadal korzystać z wersji online, jeśli tylko uzna, że właśnie ta forma bardziej im odpowiada.

Jeśli szukacie świetnej szkoły rodzenia w zdalnej formule, to polecam Szkołę Rodzenia z Położną Kasią. Kurs kosztuje 597 zł i ma bardzo bogaty program (tutaj znajdziecie szczegóły), ale wiem, że Kasia szykuje jakąś promocję z okazji Dnia Kobiet, więc bądźcie czujne, bo być może uda się go wam kupić w niższej cenie.

5. Domowe KTG – Pregnabit

O Pregnabit usłyszałam po raz pierwszy kilka lat temu, kiedy pojawił się na rynku. Jest to produkt polski, który ma być wsparciem dla ciężarnych i położnych. Dzięki temu niewielkiemu medycznemu urządzeniu możemy robić KTG samodzielnie w domu! Te kilka lat temu myślałam, że to jest super rozwiązanie, dla tych dziewczyn, które muszą pokonać sporo kilometrów, żeby na KTG dojechać do szpitala czy przychodni. Ale w związku z tym, że jestem w ciąży w trakcie trwania pandemii, to doceniam je również ja, mieszkanka Warszawy! 

Obecnie chyba wszyscy lekarze starają się minimalizować ilość wizyt w gabinetach. Nie ma się co oszukiwać, każda taka wizyta to jakieś ryzyko złapania koronawirusa, czego chyba większość ciężarnych się boi (zwłaszcza, gdyby miało się okazać, że zachorujemy blisko terminu porodu). Więc robienie KTG bez wychodzenia z domu wydaję się być opcją idealną w czasach pandemii.

Oczywiście takie domowe KTG to nie jest sprzęt, który sobie kupujemy, bo po pierwsze byłoby to bardzo drogie, a po drugie potrzebujemy go tak naprawdę wyłącznie na kilka tygodni. Pregnabit się wypożycza, zamawiając je na stronie www.pregnabit.com. Możemy wypożyczyć je na 2 lub 4 tygodnie, w zależności od tego, jak daleko mamy jeszcze do porodu. Samodzielne zrobienie KTG nie jest trudne, choć wymaga nieco cierpliwości i oswojenia się ze sprzętem. U mnie najsłabiej poszło za pierwszym razem – strasznie długo nie mogłam sondą FHR złapać bicia serca dziecka, a druga sonda TOCO (mierzy skurcze mięśnia macicy) w pewnym momencie się zawiesiła i nic nie mierzyła. Ale po skończonym badaniu (trwa ono 30 minut) dostałam od razu telefon od położnej z centrum telemedycznego, która po zobaczeniu wyniku badania wypytała się o wszystko, poinstruowała co zrobić jeśli następnym razem sonda TOCO też nie będzie wskazywać pomiaru i na podstawie wywiadu zdecydowała, że nie muszę powtarzać badania KTG. Każdy kolejny raz był już zdecydowanie prostszy, po wysłaniu kolejnych badań dostawałam smsa z informacją, że wyniki KTG są w normie (położna dzwoni tylko wtedy, kiedy wychodzi nam coś niepokojącego). Zapis każdego KTG jest też dostępny na platformie Pregnabit, więc jeśli z jakiegokolwiek powodu potrzebujemy ten zapis pokazać lekarzowi prowadzącemu, to możemy go sobie wydrukować. 

ciążowy niezbędnik

Odkryłam też jeszcze jedną zaletę Pregnabit! W tej ciąży ze względu na obostrzenia związane z pandemią ani Michał, ani dzieci nie mogły być ze mną na żadnym USG. Nie mieli więc okazji na żywo ani usłyszeć, ani zobaczyć malucha. No i jak już przyszło do mnie KTG to mnie olśniło – to urządzenie daje możliwość usłyszenia bicia serca dziecka, z czego rzecz jasna cała czwórka z chęcią skorzystała!

I dzięki temu, że mamy w domu Pregnabit zdecydowałam się na rzecz być może szaloną, ale niezwykle potrzebną mojemu zdrowiu psychicznemu. A mianowicie 2 tygodnie przed terminem porodu jedziemy na kilka dni w góry, bo muszę pooddychać świeżym powietrzem, wyjść na spacer bez maseczki i zapomnieć o tym, że świat wygląda inaczej niż w 2019 roku. Fakt, że będę miała przy sobie KTG, że badanie mogę zrobić o każdej porze dnia i nocy, i że od razu wyniki zostaną przeanalizowane przez położną, sprawia, że jestem dość spokojna jeśli chodzi o ten wyjazd. Rzecz jasna zabieram ze sobą torbę do szpitala i fotelik samochodowy, sprawdziłam też, gdzie jest najbliższy oddział położniczy i jestem gotowa urodzić choćby w Żywcu, ale wiem, że dzięki dostępowi do KTG będę spać spokojniej, bo jeśli cokolwiek zacznie się dziać, to będę pod opieką położnej :)

Naprawdę polecam takie urządzenie każdej ciężarnej, która z jednej strony potrzebuję nieco bardziej wzmożonej opieki przedporodowej, a z drugiej nie chce lub nie może sobie pozwolić na częste wizyty w szpitalu czy przychodni. Z Pregnabit można korzystać w pojedynczej ciąży od 32 tygodnia, chociaż ja sama polecam wstrzymanie się do 35-36 tygodnia (bo wtedy 4-tygodniowy okres wypożyczenia powinien wystarczyć do porodu). Oczywiście w dniu terminu porodu wybieram się już na KTG do mojego szpitala, ale wszystkie wcześniejsze badania robię samodzielnie w domu. Zanim zdecydujecie się na wypożyczenie Pregnabit to warto sprawdzić, czy to urządzenie nie jest dostępne w gabinecie waszego lekarza prowadzącego! U mojej ginekolożki aż takich luksusów nie ma, więc wypożyczam bezpośrednio od Pregnabit.


I to by było na tyle! Chociaż jakby się jeszcze zastanowić, to mogłabym jeszcze polecić najwygodniejsze ciążowe buty zimowe (czyli Relaxy) oraz rzecz kluczową, czyli zapas słodyczy pod łóżkiem (nigdy nie wiadomo, kiedy batonik będzie środkiem ratującym życie). I na bank są rzeczy, o których zapomniałam, ale jakby co – można dopisywać w komentarzach!

Zdjęcia: Agnieszka Wanat

Zobacz
więcej

Nasza nowa kuchnia, czyli serce naszego domu

Nasza nowa kuchnia, czyli serce naszego domu

Kojarzycie syndrom wicia gniazda? Kobiety pod koniec ciąży, pomimo wielkiego brzucha i miliona dolegliwości, dostają jakąś niewiarygodną energię, którą skupiają najczęściej na urządzaniu miejsca dla mającego pojawić się w domu dziecka.

Kącik dla noworodka w naszej sypialni

Kącik dla noworodka w naszej sypialni

Dawno, dawno temu, kiedy spodziewałam się pierwszego dziecka, to urządziłam mu cały pokój – Franek miał swoje łóżko, swoje meble, swoją przestrzeń, swój pokój.