Ciążowy niezbędnik – 5 rzeczy bez których nie potrafię sobie poradzić

Trzecia ciąża robi ze mnie prawdziwą ciążową weterankę. W poprzednich dwóch ciążach przeszłam przez fazę ekscytacji każdą godziną ciąży, czytania na forach internetowych o tym, co mi dolega i dlaczego na 100% poronię, oraz kupowania wszystkiego, co ma w nazwie „ciążowe”. Jak na gadżeciarę, do tej ciąży podchodzę dość nietypowo, w sposób, który mi się nie zdarzał poprzednio. Staram się ignorować fakt, że robię się wielka, nie spędzam godzin nad wyborem koloru budki w wózku i nie kupiłam dla trzeciego dziecka jeszcze absolutnie nic, chociaż muszę się przyznać, że parę razy znalazłam tą myśl w głowie. Dlatego dzielę się z wami moim ciążowym niezbędnikiem, który jest moim zdaniem w 100% wystarczający, żeby ciążę przetrwać w dobrym zdrowiu psychicznym i fizycznym i z niewielkim ubytkiem w portfelu. To taka ciąża dla minimalistów ;)

1. Butelka wody mineralnej

Kto nie słyszał o tym, że powinno się pić co najmniej 2 litry wody dziennie? Ja jestem raczej z tych niepijących i 2 litry to wypijam raczej w ciągu 2-3 dni, po prostu nie odczuwam pragnienia, pomimo że jest to oczywiście ze szkodą dla mnie. W ciąży pragnienie mnie prześladuje, pije takie ilości, jak największy pijak na kacu. Co chwilę pochłaniam szklankę wody (najlepiej z cytryną) i nie potrafię się już ruszyć z domu bez butelki wody. W drodze do pracy spędzam godzinę w samochodzie, pochłaniam pół litra, w pracy podłączam się do wodopoju i wracam z butelką pełną wody. Jeśli w zasięgu ręki nie znajdę niczego do picia to zaczynam robić się nerwowa :) Dlatego nie wyobrażam sobie ciąży bez butelki wody mineralnej w torebce :)

2. Ciążowe witaminy

Normalnie nie jadam żadnych suplementów diety, nie odżywiam się też jakoś najlepiej, ale mimo wszystko staram się jeść chociaż trochę tych „zdrowych” rzeczy. Moja dieta ciążowa opiera się na słuchaniu własnego organizmu, po prostu tak mam, że ni stąd ni zowąd nachodzi mnie chęć na pochłonięcie szpinaku, ryby czy kaszy, za którymi raczej nie przepadam. W ciąży podążam za tymi zachciankami, bo czuję, że wynikają z potrzeb mojego organizmu. Oczywiście, jeśli zacznę mieć ochotę na dwudziestą tabliczkę czekolady w ciągu dnia to zacznę rozważać, czy nie powinnam skontaktować się z lekarzem :) Mimo że moja ciążowa dieta jest dużo lepsza niż ta „normalna”, to staram się pamiętać o tym, żeby codziennie łykać witaminy dla ciężarnych :) Dają mi pewność, że mój organizm otrzymuje to, co w trakcie ciąży jest najważniejsze. W pierwszym trymestrze robiłam wszystko żeby pamiętać o kwasie foliowym, teraz są to suplementy diety dla ciężarnych.

3. Coś na ząb

W ciąży nigdy nie wiadomo kiedy złapie Cię głód, mnie na przykład łapie cały czas. Godzinę po posiłku już bym coś zjadła. Największym niebezpieczeństwem są słodycze, bo są małe, w sam raz na deser i zawsze pod ręką. Wiadomo jak kończy się ciągłe podjadanie słodyczy, dlatego staram się z tym walczyć. Robię co mogę, żeby moją główną przekąską były owoce albo warzywa i przynajmniej na razie idzie mi to całkiem nieźle, bo średnio zjadam 2 owoce dziennie. Przed ciążą była to średnia tygodniowa, albo miesięczna :)

4. Nawilżający krem do ciała

Paniczny strach przed rozstępami to coś, co towarzyszy kobietom jeszcze przed ciążą. Później jest znacznie gorzej, bo znam przypadki przyszłych matek, które zaraz po zobaczeniu dwóch kresek na teście poleciały kupić wszystkie dostępne maści na rozstępy. Ja w pierwszej ciąży miałam bardzo podobnie, bo o ciąży dowiedziałam się w Polsce, a wracając kilka dni później do Genewy wykupiłam połowę kosmetyków w strefie wolnocłowej. W drugiej ciąży trochę zmądrzałam a teraz po prostu wiem, że wystarczy mi codzienna pielęgnacja ciała dobrym kremem nawilżającym. Na opakowaniu nie musi być nic o rozstępach, ale krem musi bardzo dobrze nawilżać moje ciało (co wbrew pozorom jest łatwe, bo mam skórę mocno wysuszoną). Dlatego jeśli chodzi o ciążowe zakupy to na razie moim głównym osiągnięciem było znalezienie mojego ulubionego kremu do ciała w bardzo promocyjnej cenie :)

5. Ciążowy kalendarz

Zdarzała mi się ta żenująca sytuacja, w której lekarz pyta się mnie o to, w którym jestem tygodniu ciąży, po czym zapada krępująca cisza a ja usiłuję sobie przypomnieć czy to jest bliżej 15. czy 18. tygodnia. Później, kiedy pada pytanie pomocnicze o pierwszy dzień ostatniej miesiączki rzucam: „Jakoś w grudniu…”. Dlatego staram się nigdy nie zapominać o moim telefonie, w którym mam specjalną aplikację liczącą wiek ciąży. Dzięki temu moja pani doktor myśli, że jestem w trzecią ciążę tak samo zaangażowana, jak w tą pierwszą (wtedy na pytanie o tydzień ciąży odpowiadałam: „17 tydzień 4 dzień wg OM, 17 tydzień 5 dzień wg USG”) a ja bez skrępowania mogę przybliżyć wszystkim zainteresowanym miesiąc czy tydzień ciąży. Aplikacja przydaje mi się też do planowania wyjazdów, spotkań czy nawet wizyt lekarskich. Raczej nie będę decydowała się na latanie samolotem po 32/34 tygodniu ciąży, zdobywanie Korony Gór Polski w 3 trymestrze też raczej odpada, a umówienie się na USG połówkowe wymaga ode mnie tego, żebym wiedziała kiedy mniej więcej będzie ta połowa ciąży. Jak twierdzą niektórzy „bez telefonu, jak bez ręki” – w tym przypadku zgadzam się całkowicie :)

Oczywiście nie byłabym sobą gdybym oprócz powyższego minimum nie używała, testowała i kupowała miliona ciążowych gadżetów. Ale prawda jest taka, że gdybym ciążę miała spędzić na bezludnej wyspie, to ta piątka w zupełności by mi wystarczyła :)