Pokrowiec na wózek sklepowy, czyli zaraza nam nie straszna

Pokrowiec na wózek sklepowy, czyli zaraza nam nie straszna

Bardzo praktyczny gadżet, niestety trudno dostępny. Dodatkowo polskie ceny są zdecydowanie zbyt wysokie, bo ciężko jest znaleźć nawet najprostsze pokrowce za mniej niż 100 zł.
4.1
Wygląd
4.5
Jakość
4.5
Cena
3.5

Nie jestem wzorową matką, gdyż uważam, że w celu nabrania odporności moje dzieci powinny się brudzić i mieć kontakt z przeróżną zarazą. Dlatego robię rzeczy, o których innym matkom się nie śniło. Między innymi pozwalam wkładać do rąk niemyte ręce, zjeść niemyty owoc, polizać podłogę i zabawkę naszego psa. Od czasu do czasu Lili uda się zjeść coś wyciągniętego z miski Denisa, lub z jego pyska (chociaż to Denisowi częściej się udaje wyszarpać trochę jedzenia od Lili). Tak to już jest, kiedy jest się rodzicem nieidealnym – nie nad wszystkim ma się kontrolę i trzeba umieć odpuścić w niektórych momentach. I o ile moja domowa zaraza jest mi niestraszna, bo to nasze swojskie bakterie, które wędrują sobie po naszym gospodarstwie domowym i żyją z nami w wielkiej przyjaźni, o tyle na samą myśl o zbyt intensywnym kontakcie z obca florą bakteryjną robi mi się słabo. Na przykład oblizywanie przez dzieci szyb czy drążków w środkach komunikacji miejskiej nie wchodzi w grę. Po pierwsze, dlatego że moja mama też nie pozwalała mi tego robić, więc siedzi to głęboko w mojej głowie, a po drugie, dlatego że jak czasami spojrzę na ludzi, którzy przed chwilą dotykali tego drążka, to wiem, że z tego kontaktu nic dobrego nie wyjdzie.

20130814-083154.jpg

Wózki sklepowe są chyba na samym czele przedmiotów, które moim zdaniem są siedliskiem wszelkiego zła – rączka jest dotykana przez setki osób – niektóre z nich są chore, niektóre brudne, niektóre nie myją rąk po wyjściu z toalety. Oczywiście raz na jakiś czas wózki są czyszczone (nawet Sanepid nakłada kary pieniężne, jeśli znajdzie w sklepie brudny wózek!), ale nigdy nie mamy pewności, że wózek, który bierzemy został przed chwilą wyszorowany. Zawsze miałam problem żeby do wózka wsadzić dziecko, szczególnie takie, które jeszcze nie za dużo rozumie i liże wszystko, co wpadnie mu w rękę. Zazwyczaj starałam się bardzo dokładnie wytrzeć rączkę wózka mokrymi chusteczkami, ale potem wpadłam na genialny pomysł i sprowadziłam sobie zza oceanu pokrowiec na wózek sklepowy. Takie pokrowce są bardzo modne w Stanach. Nie wiem, czy wynika to z większej świadomości rodziców, czy z tego, że amerykańskie dzieci dużo więcej czasu spędzają w centrach handlowych, czy z obu tych czynników. Do Europy docierają one powoli, w Polsce są niespotykane i bardzo trudno dostępne.

Osobiście staram się nie zabierać ze sobą dzieci na zakupy, bo, od kiedy jestem mamą, samotne zakupy są dla mnie jedną z wyższych form relaksu, ale jak już się tak zdarzy, że bez dzieci się nie da, to biorę ze sobą pokrowiec na wózek. Jest on naprawdę bardzo praktycznym gadżetem – zwłaszcza, że mój egzemplarz jest wersją 2w1 (nakładka na wózek i mała mata edukacyjna). Pokrowiec jest kawałkiem sprytnie pozszywanego, ładnego i miłego w dotyku materiału, który po umieszczeniu w wózku sklepowym praktycznie uniemożliwia kontakt dziecka z wózkiem. Dodatkowo pokrowiec ma pasy do przypięcia dziecka oraz dwie przyczepiane zabawki, więc jest szansa, że potomstwo zajmie się przez kilka minut sobą. Oczywiście w celu utrzymania skuteczności tego gadżetu należy go prać – ja dzieci do sklepu zabieram tak rzadko, że piorę go po każdej wizycie w sklepie.

Dodatkową funkcją pokrowca jest przyciąganie uwagi innych rodziców – patrzą się na mnie wszyscy i nie wiem ilu z nich bierze mnie za wariatkę, a ilu zastanawia się skąd coś takiego wziąć. W każdym razie nawet, jeśli jestem wariatką to zadowoloną z tego zakupu i mam zamiar używać pokrowca tak długo, jak długo moje dzieci będą się pchały do sklepowych wózków. Zdecydowanie polecam tym rodzicom, którzy nie potrafią pogodzić się z oblizywaniem wózków sklepowych przez ich dzieci. Pokrowce można spróbować kupić przez Internet (np. amazon.co.uk, szukajcie pod „shopping cart cover”, koszt ok. 20£ + przesyłka), albo samemu uszyć (a jak nie mamy maszyny do szycia, to można zlecić to krawcowej, bo i tak wyjdzie taniej niż sprowadzanie z zagranicy).

Zobacz
więcej

Podpisane.pl – sposób na podpisanie rzeczy

Podpisane.pl – sposób na podpisanie rzeczy

O podpisane.pl usłyszałam w telewizji śniadaniowej — pomysł na sprzedawanie naklejek i naszywek na rzeczy maluchów był odpowiedzią na ciągłe gubienie się rzeczy dziecka w żłobkach i przedszkolach.

Chicco Next2Me Forever — czyli dostawka nie tylko dla niemowląt

Chicco Next2Me Forever — czyli dostawka nie tylko dla niemowląt

Kiedy zobaczyłam dostawkę Chicco Next2Me Forever po raz pierwszy, miałam w domu noworodka i planowałam, że z dostawki do naszego łóżeczka będziemy korzystać maksymalnie 6 miesięcy, więc nawet nie myślałam, by taka duża dostawka, jak model Forever, sprawdziła się u nas w domu.