Jak się pozbyć za małych dziecięcych ciuchów?

Małe dzieci mają zawsze za dużo ubrań i zdecydowanie za szybko z nich wyrastają. Często jest tak, że kupimy coś przepięknego, ale później pogoda się popsuje i przez dwa tygodnie nie będzie można w związku z tym założyć nowej, letniej sukienki. Kiedy na dworze zrobi się znowu +25°, to okaże się, że dziecko nam urosło i tej kiecki już na pewno na siebie nie wciśnie. Albo dostaniemy od znajomych ciuszki po ich dzieciach, setki kilogramów bawełny w jednym rozmiarze. Musielibyśmy przebierać nasze dziecko co 15 minut, żeby zdążyło założyć każdą rzecz. Po kilku miesiącach zostajemy z ubrankami w rozmiarze 68, które szczelnie wypełnią karton po lodówce. Jeśli mamy jakieś pomieszczenie do magazynowania, to możemy tam to upchnąć, ale prędzej czy później coś trzeba będzie z tym zrobić. Dlatego dzielę się z wami moim, popartym 6 letnim doświadczeniem, pomysłem na ogarnianie dziecięcych ubranek. Możecie się uczyć na moich błędach :)

Robimy przegląd ubranek

Słodka kruszynka jest już słodką bułeczką i w spodenkach w rozmiarze 56 wygląda jak w za małych legginsach? To znaczy, że już tego nie powinna nosić. Każda rzecz, która już ledwo się na moim dziecku dopina ląduje w specjalnej szufladzie, w której zbieram takie pojedyncze za małe egzemplarze. Gdy uzbiera się już wystarczająco dużo przymałych ubrań, to wyrzucam je wszystkie na jedną wielką kupę i zaczynam selekcję.

To, co jest zniszczone, wyrzucam.

Biorę do ręki każdą rzecz, szukam dziur, niespieralnych plam, rozciągniętych włókien. Przy każdym ubraniu zadaję sobie pytanie: „Czy chciałabym, żeby moje dziecko w czymś takim chodziło?”. Jeśli nie, to znaczy, że ciuszek nadaje się do wyrzucenia. Wiadomo, że ubranka w małych rozmiarach rzadko są znoszone, ale przedszkolaki już potrafią zniszczyć ciuchy tak, że nic ich nie uratuje. W moim domu najczęstszą przyczyną wyrzucenia ubrania do śmieci są plamy po chińskich plakatówkach. Nie da się ich sprać żadnym cudownym specyfikiem, dlatego obecnie panuje u nas ogólny zakaz malowania farbami, bez posiadania odzieży ochronnej i nadzoru dorosłych :)

To, co jest w dobrym stanie, odkładam.

Ubrania, które przeszły pierwszy test, trafiają na kolejną selekcję. Jeśli wiem, że któreś z moich dzieci dorośnie do przeglądanego rozmiaru ubrań, to wybieram moje ulubione, najlepsze ciuchy, pakuję je do worka i odkładam na strych. Staram się, żeby takich ubrań nie było więcej niż jedna reklamówka na rozmiar. Już teraz nauczyłam się, że kolejne dziecko może być innej płci, może urodzić się w innej porze roku, albo po prostu może być innych gabarytów. Poza tym i tak dostanie milion nowych ciuszków od rodziny, przyjaciół i znajomych.

Szafa Heli jest najlepszym przykładem na to, że zostawianie ubranek dla młodszego rodzeństwa nie ma sensu — jest w niej mnóstwo nowych ubranek kupionych przez naszych dziadków i przyjaciół, ale prawie w ogóle nie ma w nim ciuszków po Lili, chociaż na strychu leżą ich całe worki. Powód jest prosty — pomimo tego, że rozmiarowo dziewczyny są podobne, to urodziły się w innych porach roku, niby różnica jest nieduża, bo jedna z nich jest jesienna, a druga zimowa, ale to wystarczy, żeby Hela obecnie (połowa października) wyrastała z zimowych ubrań po Lili. Mam więc bardzo dużo ubrań po starszej córce, które przeleżały na strychu 3 lata, tylko po to, by leżeć tam nadal. Moja rada jest więc taka: Jeśli planujecie kolejne dzieci, to z myślą o nich zostawcie tylko te najlepsze i najdroższe ciuszki. Warto zatrzymać na przykład zimowy kombinezon, czy przepiękny, drogi sweterek, ale reszty lepiej od razu się pozbyć.

Co zrobić z ubraniami, których nie wyrzucamy i nie zostawiamy dla kolejnego dziecka?

1. Pożyczyć znajomym?

Nie, nie pożyczaj ubrań znajomym, bo to nie ma sensu. I Ty, i oni będziecie musieli pamiętać, które ubranka zostały pożyczone. Zazwyczaj po kilku tygodniach wszystkie ubranka zlewają się w jedną całość i jeśli nie zrobiliście im zdjęć na początku, to po paru miesiącach nie będziecie sobie w stanie przypomnieć co, komu lub od kogo zostało pożyczone. Poza tym chęć pożyczenia (a nie oddania) ubranek wynika z tego, że macie nadzieję, że one się jeszcze wam przydadzą. Tylko, że ubrania mają do siebie to, że się niszczą. Może zdarzyć się tak, że ubranka, które zostaną wam zwrócone, nie będą już tym, w co chcecie ubrać swoje dziecko.

2. Sprzedać na Allegro?

Dla mnie wystawianie ubranek na Allegro to koszmar. Trzeba je obfotografować i opisać, przejrzeć każdą sztukę w poszukiwaniu poprutej nitki czy małej dziurki. Jeśli to przegapimy, to jest duża szansa, że kupiec to znajdzie i zażąda 20% obniżki, bo przecież jedna mała dziurka wpływa na wartość całej paczki. Możemy oczywiście sprzedawać każdą rzecz osobno, ale to oznacza, że każde body trzeba zapakować i wysłać osobno, a to jest straszny pożeracz czasu. Jeśli do tego wszystkiego dodamy fakt, że te ubranka i tak sprzedamy tanio, to okaże się, że poświęciliśmy na tę sprzedaż kilkanaście godzin pracy, a zarobiliśmy na paczkę pieluch. Próbowałam parę razy, ale nie polecam, bo to jest wiele hałasu o nic.

3. Oddać potrzebującym?

To jest zawsze bardzo dobry pomysł, pod warunkiem, że nas na to stać i, że nie skończy się na gadaniu, że ten duży worek w kącie, który leży tam już 7 miesięcy, to jest do zawiezienia do Domu Samotnej Matki. Jeśli chcemy oddać ubranka osobom potrzebującym, to od razu po segregacji jedziemy tam, gdzie docelowo ma trafić nasza przesyłka. No, chyba że z góry zakładamy, że w grudniu będziemy robić ze znajomymi Szlachetną Paczkę i będziemy chcieli wybrać rodzinę z małymi dziećmi, wtedy ubranka spokojnie mogą czekać :) Pamiętajmy, tylko żeby nas nie kusiło oddawanie zniszczonych ubranek. Każda mama chce przecież ładnie ubrać swoje dziecko. To, że kogoś nie stać na nowe ubrania nie znaczy, że będzie chciał ubrać swoją córeczkę w podartą czy poplamioną sukienkę po naszym dziecku.

4. Zorganizować koleżeńską wymianę ubrań!

To jest najbardziej ekonomiczny sposób pozbywania się dziecięcych ubrań i mój absolutny faworyt. To, że nasze dziecko wyrosło już z rozmiaru 80, oznacza, że teraz nosi 86, a my musimy skądś ciuchy w tym rozmiarze mieć. Dlatego najlepiej raz na pół roku skrzyknąć koleżanki, sąsiadki czy jakąkolwiek inną grupę mam, które mają dzieci w mniej więcej podobnym wieku. Ważne, żeby dzieci były różne rozmiarowo, bo jeśli wszystkie są takie same, to nic z tej wymiany nie wyjdzie :)

Należy zorganizować jakieś miejsce, w którym będzie można swobodnie rozłożyć nasze prywatne lumpeksy. Byłoby super, gdyby udało się to zorganizować w jakimś fajnym miejscu z kawą, ciastkiem i kącikiem dla dzieci, ale można też zrobić to u którejś z dziewczyn w domu. Dzięki temu w przyjacielskiej atmosferze będzie można się spotkać, pogadać, powymieniać spostrzeżeniami na temat naszych dzieci, pozbyć się za małych ubrań i dostać ubrania idealnie pasujące na nasze dziecko. Jednym słowem jest to SPOTKANIE IDEALNE.

Moim zdaniem ważne jest ustalenie WCZEŚNIEJ jakiegoś regulaminu — możecie sprzedawać, wymieniać się albo po prostu oddawać, tylko warto ustalić to wcześniej, żeby nie było jakichś nieporozumień. Po ustaleniu zasad rozkładacie ciuchy i ruszacie na łowy. Gwarantuje wam, że po kilku godzinach będziecie szczęśliwe z trzech powodów: pozbycia się niepotrzebnych ciuchów, skompletowania garderoby dla dziecka na kolejne 6 miesięcy i fajnego spotkania towarzyskiego. I na pewno będziecie miały chęć powtórzenia tej zacnej inicjatywy. Spokojnie możecie się umówić za kolejne pół roku, bo wtedy powinniście mieć już nowe ubrania do wymiany.

Bardzo fajnym pomysłem, który razem z innymi dziewczynami realizuję na ubraniowej wymianie, jest zebranie wszystkich pozostałych ubrań, które nie znalazły nowego właściciela i zawiezienie ich na przykład do Domu Samotnej Matki. Dzięki temu można zrobić dobry uczynek, a nasze szafy, pawlacze, garaże i strychy odetchną z ulgą, bo nie musimy wciskać tam tego, co nie cieszyło się popularnością :)

Osobiście brałam udział w jednej wymianie dziecięcych ubranek, która tak naprawdę była podczepiona pod wymianę ubrań damskich, ale byłam po prostu zachwycona tą inicjatywą. Wyszłam ze spotkania lżejsza o dwie mega wielkie torby ubrań dla noworodków. Nie zmartwiłam się, że nie bardzo mogłam wybrać tam coś dla moich dzieci (wszystkie ubranka były za małe), bo w zamian za ciuszki dostałam pyszną kawę, bardzo dobre ciastko, świeżo wyciskany sok z pomarańczy i cudowną rozrywkę w damskim gronie. Polecam!