Krótka historia o tym, jak okulary pojawiły się na nosach moich dzieci

O tym, żeby nosić okulary, marzyłam przez całe dzieciństwo. To były czasy Natalii Kukulskiej i każda dziewczynka chciała mieć loki i okulary. Niestety włosy za bardzo kręcić się nie chciały, a przy każdej kontroli wzroku wychodziło, że jednak okularów mieć nie będę. Wzrok przestał być idealny pod koniec liceum, w końcu ciągłe czytanie po nocach przyniosło efekty w postaci pierwszych drucianych oprawek i wizualnym podniesieniu ilorazu inteligencji :D

Do niedawna nikt nie miał wątpliwości, kto jest najmądrzejszy w mojej rodzinie. Wiadomo — okularnik! Michał nie mógł się z tym pogodzić tak bardzo, że wspólnie z okulistą udało mu się stwierdzić jakąś niewielką wadę wzroku. Od kilku miesięcy zakłada więc okulary, gdy tylko chce podkreślić, że nie tylko ja jestem intelektualistką w naszej komórce społecznej. Niestety od dwóch tygodni w naszym domu mieszkają sami intelektualiści (wszyscy poza Heleną). I chociaż z moją krótkowzrocznością jestem oswojona już od wielu lat, to konieczność noszenia okularów przez Lilę i Franka jest dla mnie mocno stresująca.

hoya-11

Zaczęło się niewinnie. Jakiś czas temu odezwał się do mnie producent soczewek okularowych Hoya, któremu zależało na tym, żebym na blogu poruszyła temat badania wzroku dzieci, doboru okularów i dbania o nie. Temat wiadomo ważny, szczególnie dla takich okularników, jak ja. Co prawda nie miałam możliwości przetestowania okularów na nosie dzieci, ale na szczęście mam swój własny nos. A badanie wzroku rzecz jasna z chęcią wykonam, bo Franek jako przyszły pierwszoklasista powinien mieć takie badanie zrobione.

Miesiąc później z całą trójką przekroczyłam próg salonu optycznego WidziMisie w celu dokładnego przebadania wzroku moich latorośli przez lekarza okulistę i potwierdzenia, że wzrok to mają, jak wiadomo, doskonały! Dzieciaki były podekscytowane, bo marzyły o tym, żeby okulary nosić. Ich ekscytacja sięgnęła zenitu, kiedy okazało się, że w tym salonie nie tylko można zbadać wzrok, ale jest tam również mnóstwo zabawek oraz chrupki kukurydziane w ilości nieskończonej. Okazało się to dla mnie zbawienne, bo badanie trójki dzieci trwa naprawdę długo, więc przynajmniej miałam z głowy zabawianie tej dwójki, która czekała przed gabinetem lekarskim.

hoya-10

Jak wygląda badanie wzroku?

Szczerze mówiąc, trochę się obawiałam, że po wejściu do gabinetu dzieci nie będą wcale chętne do współpracy, która w końcu jest kluczowa przy badaniu wzroku. Nie da się tego zrobić wbrew małemu pacjentowi. Badanie Lili i Franka poszło dość gładko, pani doktor tłumaczyła każdy swój ruch, cierpliwie zadawała pytania, powtarzała je po sto razy bez najmniejszego nawet śladu zniecierpliwienia. Gdybym tylko miała przy sobie ziemniaka, to wycięłabym jej medal za to, że nawet Franek nie był w stanie wyprowadzić jej z równowagi. A muszę wam powiedzieć, że jest w tym absolutnym mistrzem.

Franek, jako młody uczeń podczas badania miał czytać literki. Lila, która liter nie zna aż tak dobrze, miała nazywać kształty i przedmioty. Nie było histerii również później przy komputerowym badaniu wzroku czy badaniu dna oka. Dzieci były zachęcane do współpracy i chętnie wykonywały polecenia, nawet jeśli udawało im się to dopiero za dziesiątym razem.

Potem przyszedł czas na Helę. No i poszło nieco gorzej. Hela mówi mało, ale wydawało mi się, że nawet jeśli kurczaka będzie nazywać „kaczką” a konia „psem”, to uda nam się określić, czy ona widzi dobrze, czy nie. Jednak Hela, jak na dwulatkę przystało, postanowiła w ogóle nie nawiązywać kontaktu werbalnego. Wiadomo, nikt nie będzie dwulatkowi mówił, co ma robić. Dwulatek sam postanowi, że nie będzie robił nic, o co proszą go inni. Natomiast z chęcią zrobi wszystko, czego robić nie powinien.

hoya-6

Niestety mój misterny plan pod tytułem „Zrobimy badanie wzroku, żeby mieć to z głowy na kolejne lata” spalił na panewce. Franek i Lila z podejrzeniem nadwzroczności musieli wrócić na badanie po zakropieniu oczu atropiną, a strajkująca Hela została ponownie zaproszona na badanie, bo wiadomo, że jak już się oswoi z miejscem, to pójdzie łatwiej.

Dwa tygodnie później jeszcze przed wejściem do WidziMisie dziękowałam za tę czekającą na nas górę zabawek i chrupek kukurydzianych, które dawały mi gwarancję, że moje dzieci nie rozniosą całego salonu w oczekiwaniu na badanie, a ja nie będę musiała świecić za nie oczami. Byłam już wstępnie nastawiona na to, że Franek będzie miał okulary, ale kiedy dowiedziałam się, że Lilę również to czeka, to się trochę podłamałam. Hela tym razem postanowiła się nie buntować i dała się przebadać. Odetchnęłam nieco z ulgą, kiedy okazało się, że przynajmniej ona nie będzie (na razie) nosić okularów.

Na serio byłam załamana. Bo jak to jest, że tak mało dzieci ma okulary, a u mnie aż dwoje na całą trójkę? Nawet poskarżyłam się na to pani doktor, bo to jednak jest pewna niesprawiedliwość. W odpowiedzi usłyszałam, że to wynika głównie z tego, że niewielu rodziców bada wzrok swoim dzieciom. Uff, czyli nie tylko ja jestem złą matką ;)

hoya-3

Kiedy badać dzieciom wzrok i na co zwrócić uwagę?

Zaczęłam sobie przeglądać różne mądre artykuły o badaniu oczu dzieci i okazało się, że moja wiedza na ten temat też jest raczej nikła. Wiedziałam, że należy zbadać oczy przed pójściem do szkoły. Wiedziałam, że w pierwszym roku życia pediatrzy zwracają uwagę na wzrok dziecka i jeśli mają jakieś wątpliwości, to wysyłają rodziców z dzieckiem do specjalisty. Ale jakoś nikt mi wcześniej nie przekazał, że należy dziecko również przebadać w trzecim roku życia (ok. 30 miesiąca) oraz u dzieci szkolnych badać wzrok regularnie (co 2 lata w przypadku braku problemu ze wzrokiem i częściej, jeśli wymagana jest korekcja).

Gdyby nie propozycja, którą dała mi Hoya, to w tym roku przebadałabym tylko Franka, Lilę dopiero za 2 lata, a Helę za 4 lata. Jednak trochę dramat i zła matka. Sama mam wadę wzroku i wiem, jak bardzo się męczę, kiedy przez dłuższy czas nie mam na nosie okularów, więc kilka lat męczenia oczu moich dzieci dalekowzrocznością na pewno miałoby na nie wpływ, bo dzieci zdecydowaną większość zdobywanej wiedzy przyswajają za pomocą wzroku. Niezdiagnozowane problemy ze wzrokiem dziecka mogą mieć wpływ nie tylko na jego rozwój intelektualny, ale również społeczny i emocjonalny.

Oprócz badania wzroku zgodnie z zaleceniami warto cały czas zwracać uwagę na takie objawy, jak zaburzenia koncentracji (tak, one mogą mieć dużo wspólnego z wadą wzroku!), problemy z czytaniem i pisaniem, tarcie czy mrużenie oczu, czytanie z nosem w książce, oglądanie telewizji tuż przy ekranie czy częste bóle głowy, bo to mogą być oznaki problemów ze wzrokiem. Ja dopiero po wizycie u okulisty zwróciłam uwagę na to, że Lila faktycznie co chwilę mruży oczy, jakoś wcześniej nie wzbudziło to we mnie żadnych wątpliwości, a szkoda.

Należy pamiętać o tym, że maluchy, które nie potrafią jeszcze powiedzieć wprost, że mają problem z oczami warto zabrać na wizytę do okulisty. Dzieci mogą mieć problemy ze wzrokiem, których nie potrafią jeszcze nazwać, a lekarz okulista ma pełną możliwość zbadania wzorku.

hoya-2

Wybieramy okulary dla dziecka

Kiedy już klamka zapadła i wiadomo było, że grono okularników w naszym domu się powiększy, to w końcu nadeszło to, na co czekały moje dzieci. Nie spodziewałam się tylko, że wybieranie okularów może mieć taką oprawę. Salon WidziMisie jest stworzony z myślą o małych dzieciach i to widać nie tylko po zabawkach i kukurydzianych chrupkach, ale przede wszystkim po tym, jak pracownicy rozmawiają z dziećmi. Wybieranie oprawek to poważna sprawa, więc słucha się tam tego, co mówi dziecko, jakie lubi kolory i o jakich oprawkach marzy. To jest jednak bardzo ważne, bo od tego zależy, jaki dziecko będzie miało do noszenia okularów stosunek. Moje dzieci były zrozpaczone, kiedy dowiedziały się, że te ich cudowne oprawki, które sobie wybrały, nie są jeszcze ich okularami i muszą na nie poczekać kilka dni. Na serio, rozpaczały!

Oprawki, oprawkami, ale wiadomo, że w okularach najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Oczywiście tutaj żadnej dziecięcej ekscytacji nie ma. Wyborem soczewek okularowych zajmują się już raczej rodzice, a właściwie to tę decyzję podejmuje się przy dużym udziale optyka, który zna się na tym najlepiej.

Gdybym ja miała powiedzieć, co jest najważniejsze w szkłach z punktu widzenia okularnika, to po pierwsze byłaby to ostrość widzenia, a po drugie wytrzymałość szkieł. Wiadomo, że w idealnym świecie każdy okularnik obchodzi się ze szkłami, jak z jajkiem – okulary nigdy nie są czyszczone podkoszulkiem, a na noc zawsze trafiają do etui po uprzedniej kąpieli w płynie do mycia naczyń. W rzeczywistości nie da się uniknąć dotykania szkieł palcami, nieostrożnego obchodzenia się z nimi czy wycierania ich o ubrania. Przy dzieciach jest jeszcze trudniej, bo one z okularami na nosie będą robić fikołki, bawić się w berka i tłuc się w przypływie bratersko-siostrzanej miłości. Oczywiście mogę je uczulić na to, żeby uważały na okulary i dbały o nie, ale nadal pozostaną małymi dziećmi.

hoya-4

Dlatego jakoś mnie nie zdziwiło, że soczewki okularowe, które Hoya produkuje z myślą o osobach uprawiających sporty ekstremalne, są przeznaczone również dla dzieci. Ba, jestem pewna, że dzieci w okularach na nosie niekiedy zachowują się bardziej ekstremalnie niż sportowcy. Dlatego, kiedy w salonie słuchałam o tym, jak bardzo wytrzymałe są te soczewki, to wiedziałam, że dla dzieci nie chcę żadnych innych. Osobiście uważam również, że właśnie takie soczewki powinni mieć także rodzice małych dzieci. Wiem, co przez ostatnie lata przeszły moje okulary i mogę to spokojnie nazwać sportami ekstremalnymi.

Soczewki okularowe Hoya PNX Kids oprócz dziecioodporności charakteryzują się również wysoką jakością widzenia, lekkością oraz całkowitą ochroną oczu przed promieniowaniem UV, ale i tak ta odporność na uderzenia najbardziej przemówiła do mojej wyobraźni.

Jak się okazało, moje dzieci z ogromną chęcią zaczęły sprawdzać wytrzymałość swoich okularów już w pierwszych godzinach od ich otrzymania. Nie przeczę, że poziom kortyzolu nieco się podnosi, gdy widzę, że moi okularnicy, zamiast grzecznie czytać/oglądać książki na kanapie, wariują czy stają na głowie. W sumie to, że dzieci nie czują, że mają coś na nosie, bardzo dobrze świadczy o okularach, ale jednak byłabym spokojniejsza, gdyby były, choć odrobinę ostrożniejsze.

Czasem zdarza się tak, że dzieci mają dużą wadę wzroku i wtedy warto pomyśleć też o specjalnych sportowych oprawkach, dzięki którym nie będą one musiały rezygnować z zajęć sportowych. Okulary Sziols Indoor Kids wyglądają mega czadersko i jestem pewna, że każdy mały sportowiec będzie zachwycony nie tylko tym, że wyraźnie widzi lecącą w jego stronę piłkę, ale również tym, że słabszy wzrok nie jest powodem do tego, żeby być słabszym piłkarzem :)

sziols
Okulary Sziols Indoor Kids

Jak dbać o okulary?

Po pierwszych tygodniach z okularami mamy za sobą już szkolenie z zakładania i ściągania okularów (robimy to zawsze dwoma rękami), szkolenie z czyszczenia soczewek przy użyciu specjalnej ściereczki oraz codziennego mycia ich w wodzie z płynem do mycia naczyń. To ostatnie zadanie należy na razie do mnie, bo chcę mieć trochę kontroli nad czystością soczewek. Ale docelowo również mycie będzie w rękach dzieci.

Mamy również za sobą pierwsze zakrojone na szeroką skalę poszukiwania zaginionych okularów Lili, która odłożyła je w miejsce zwanym „niepamiętamgdzie”. Rozważam już zakupienie jej specjalnego łańcuszka na okulary, żeby to „niepamiętamgdzie” oznaczało albo etui, albo wiszenie na szyi. Bo szczerze mówiąc wizja kupowania nowych okularów, bo te, które mamy dopiero tydzień zaginęły, trochę mnie przeraża.

Prawie siedmioletni Franek z dbaniem o okulary nie ma absolutnie żadnego kłopotu. Jestem zszokowana, że zawsze o nich pamięta, chętnie je czyści i wie, gdzie położył etui z okularami, które zawsze zabiera ze sobą do szkoły. Szokujące zachowanie, jak na niego ;) No, ale on naprawdę nie mógł się już tych okularów doczekać i najgorszy dzień w szkole to był ten, kiedy okazało się, że okulary będzie miał jeden dzień później niż powiedział kolegom :D

hoya-5

Z mojego punktu widzenia najważniejsze jest to, że moje dzieci dobrze widzą. Na serio, mam duże wyrzuty sumienia, że przez kilka lat nie miałam świadomości, że moje nieskarżące się na oczy dzieci widzą świat zupełnie inaczej, niż powinny. I nie ma chyba innej współpracy na tym blogu, której zawdzięczam tak dużo, bo to Hoya namówiła mnie na to, żebym przebadała wszystkie dzieci, a nie tylko Franka.

Jeśli jesteście równie nieidealnymi rodzicami, jak ja, to bardzo zachęcam was do zbadania wzroku dzieci. Ja byłam pewna, że problemów ze wzrokiem nie ma żadne moje dziecko, a tymczasem większość z nich od dwóch tygodni nosi okulary. Pamiętajcie o tym, żeby wzrok badać regularnie – w pierwszym i trzecim roku życia, tuż przed pójściem do szkoły, a potem regularnie co rok, dwa lata.

A Warszawiakom polecam salon WidziMisie, który znajduje się przy ul. Marszałkowskiej. Ja jestem pod wrażeniem zarówno tego, jak przebiega tam badanie wzroku (nawet u upartych dwulatków), jak i iście królewskie traktowanie małych klientów, którzy naprawdę czują się ważni podczas wybierania oprawek. No i rzecz jasna tam są również dostępne soczewki Hoya PNX Kids.

 

Wpis powstał przy współpracy z marką Hoya.