Dlaczego Twój kilkulatek powinien jeździć tyłem do kierunku jazdy?

Jestem absolutną nazistką, jeśli chodzi o bezpieczne przewożenie dziecka w samochodzie. W tej sprawie nigdy nie idę na kompromis. Nie uznaję przewożenia dziecka bez zapiętych pasów, bez fotelika, ani na kolanach. Nawet jeśli to jest wyjazd do warzywniaka za rogiem. Bez względu na to, jak fantastycznym jestem kierowcą, wiem, że po ulicach jeździ mnóstwo szaleńców, a na świecie dzieją się rzeczy, których nie jestem w stanie przewidzieć. Moja fotelikowa gorliwość rodziła się w bólach i po drodze udało mi się popełnić całą masę błędów.

Pierwszy fotelik, który kupiłam dla pierworodnego to montowany tyłem Maxi Cosi Cabrio (swoją drogą bardzo dobry fotelik), który w tamtym czasie (rok 2009) był fotelikiem o największej liczbie gwiazdek w testach ADAC. Zanim go kupiłam, zapytałam się koleżanek, jakie mają foteliki. Powiedziały, że Maxi Cosi, bo ma bardzo dużo gwiazdek (co prawda nic to dla mnie nie znaczyło, nie wczytałam się w wyniki testu i nie wiedziałam, że testy były robione z bazą, której nie miałam).

Zanim zaczęłam go używać, dokładnie przeczytałam instrukcję i nauczyłam się go prawidłowo montować (jak się okazuje, nie jest to normą). Przy zakupie nie przymierzałam fotelika do samochodu i jak się później okazało, kompletnie nie pasował on do kanapy, która pochylona była zupełnie inaczej niż w większości europejskich samochodów.

Franek był dużym dzieckiem i kiedy miał 9 miesięcy doszłam do wniosku, że z fotela wyrósł. Faktycznie było mu ciasno po bokach, nogi zaczęły mu wystawać, poza tym sam siedział, no i był już prawie dorosły, więc z jakiego powodu ma jeździć w foteliku dla niemowlaczków?! Zapytałam się koleżanek, jakie mają foteliki i powiedziały, że Romer King, jedna miała nawet do sprzedania. Kupiłam bez mierzenia, bo po co? Tym razem okazało się (po jakimś czasie oczywiście), że fotel pasował idealnie (trafiło się ślepej kurze ziarno ;)).

Kiedy Franek w wieku 2 lat osiągnął wagę 14 kg, zaczęłam się rozglądać za kolejnym fotelikiem, tym razem 15-36 kg (w końcu od magicznych 15 kg dzielił go tylko 1 kg, a on był już w zasadzie dorosły!). Uratowała nas moja kolejna ciąża, w trakcie której leżałam w łóżku przez kilka tygodni. Z nudów zaczęłam czytać różne fora, w tym forum fotelikowe w serwisie gazety, na którym oprócz rodziców obecnych było kilku ekspertów. Najpierw byłam zszokowana ilością fotelikowych radykałów, w końcu sama jestem wyluzowana i nie będę się spinać z powodu fotelików. Ale im więcej czytałam, tym bardziej byłam przerażona ilością faktów, o których nie miałam pojęcia i ilością błędów, które popełniłam: zbyt wczesne przesadzenie syna do fotelika montowanego przodem, niedopasowanie fotelika do samochodu, chęć przesadzenia dwulatka do fotela bez własnych pasów.

Temat fotelików zainteresował mnie tak bardzo, że wyniki różnych testów (okazało się, że robi je nie tylko ADAC) zaczęłam czytać w oryginale, żeby móc zweryfikować, czy gwiazdki przyznane fotelikowi dotyczą bezpieczeństwa, czy raczej łatwości czyszczenia. Punktem kulminacyjnym był tygodniowy wyjazd do Szwecji, w której oczy me nie mogły się nadziwić temu, że kilkuletnie dzieci przewożone są tyłem do kierunku jazdy. Byłam pewna, że Szwedzi powariowali. W pierwszej chwili pomyślałam, że w ten sposób wozi się dzieci niepełnosprawne, ale kiedy zobaczyłam, że w tych dziwnych wielkich fotelach wożony jest każdy kilkulatek, to zaczęłam wątpić w moją fantastyczną teorię.

Zaczęłam jeszcze więcej czytać o tych fotelikach i okazało się, że Szwedzi to jednak bardziej kochają swoje dzieci, bo nie ma bezpieczniejszego sposobu na przewożenie takich kilkulatków niż w foteliku tyłem do kierunku jazdy (w skrócie RWF). Kiedy moją wiedzę uzupełniłam o kilka tragicznych prawdziwych historii, stałam się absolutną zwolenniczką i propagatorką jak najdłuższego przewożenia dziecka w fotelikach RWF. W ramach popularyzowania w naszym kraju tej zacnej idei chciałam przybliżyć wam trochę informacji na temat tego, czym są foteliki RWF i dlaczego warto rozważyć ich zakup.

Dlaczego przewożenie dziecka tyłem do kierunku jazdy jest bezpieczniejsze niż przewożenie go przodem? Przecież normalni, dorośli ludzie siedzą w samochodzie przodem.

growthchartcarseatNormalny dorosły człowiek nieco różni się od dziecka. Z punktu widzenia bezpieczeństwa najistotniejszą różnicą jest ciężar głowy dziecka. U osoby dorosłej ciężar głowy stanowi 6% całej wagi – czyli moja głowa waży około 3 kg (cała ja ważę około 52 kg). U 9-miesięcznego niemowlaka ciężar głowy stanowi 25% masy ciała – czyli jeśli przyjmiemy, że takie dziecko waży 9 kg, to jego głowa waży 2,2 kg. Głowa mojej Lili, która ma 2 lata, waży ponad 2,5 kg. Czyli moje małe dziecko, które jeszcze niedawno uczyło się chodzić, musi dźwigać na karku prawie taki sam ciężar jak ja! Co więcej, gdyby moje proporcje były takie same, jak proporcje 2 latki, to moja głowa ważyłaby ponad 11 kg! Wyobrażacie sobie, jak to jest nosić na głowie 9 kg więcej? Nic tylko kupić 9 kg ziemniaków i zarzucić je sobie na głowę, na mój gust jest to cholernie ciężkie.

Jeśli używamy standardowego fotelika 9-18 kg, to zapinając nasze dziecko z jego mega ciężką głową przypinamy pasami tylko jego tułów, ale głowy nie przypinamy, głowa trzyma się jedynie na karku. W trakcie zderzenia czołowego (a takie wypadki są najczęstsze i najbardziej niebezpieczne) ciężka głowa naszego dziecka jest wyszarpywana do przodu z ogromną siłą, co powoduje rozciągnięcie kręgosłupa na odcinku szyjnym. Rozciągnięcie kręgosłupa o więcej niż 1 cm (sprawdźcie na linijce, ile to jest 1 cm), może doprowadzić do zerwania kręgów.

Jak to wygląda w fotelikach montowanych tyłem do kierunku jazdy? Ano tak, że przy zderzeniu czołowym dziecko wbijane jest w fotelik i cała siła rozłożona jest na większą powierzchnię ciała (na całe plecy), co automatycznie niweluje zagrożenie złamania kręgosłupa. Czy dziecku przewożonym w foteliku RWF grozi jakieś inne niebezpieczeństwo? W Szwecji, gdzie dzieci do 3 roku życia (minimum!) zgodnie ze skandynawskim zwyczajem przewożone są tyłem do kierunku jazdy, nic nie wiadomo o żadnym dziecku, które brało udział w zderzeniu czołowym siedząc w foteliku RWF i zostało poważnie ranne. Całkiem niezłe statystyki biorąc pod uwagę, że „w obiegu” znajduje się milion fotelików RWF.

Wzrokowcom polecam obejrzenie tego filmiku, na którym pokazana jest symulacja zderzenia czołowego z dwoma różnymi fotelami. Oczywiście na YouTube możecie znaleźć dużo więcej filmów na ten temat – łącznie z filmami z testów zderzeniowych.

Szwedzi znani ze swojej obsesji na punkcie bezpieczeństwa stworzyli tak zwany Test Plus, czyli test zderzeniowy w dwóch kategoriach wagowych (do 18 i 25 kg), w którym mogą wziąć udział wszyscy producenci fotelików. Przy tworzeniu kryteriów Testu Plus zostały określone maksymalne dopuszczalne siły, jakie mogą działać na szyję dziecka w zależności od jego wieku. Rekomendację Test Plus otrzymują tylko te fotele, w których podczas wypadku na szyję manekina działała siła mniejsza niż określony limit. I tak się dziwnie składa, że naklejki Test Plus można znaleźć tylko na fotelach RWF. Czasami do Testu Plus zgłaszają się producenci fotelików standardowych, ale otrzymują czerwoną kartkę.

Zainteresowanym (szczególnie tym, którzy znają szwedzki, albo są w stanie znieść Google Translate) polecam wyniki Testu Plus.

Jak długo powinniśmy przewozić dziecko tyłem? Czy jest jakaś granica (wagowa, wiekowa lub wzrostowa), która określa ten moment?

Szwedzi zalecają przewożenie dziecka tyłem do kierunku jazdy minimum do 3 roku życia, chociaż coraz więcej foteli RWF ma przesunięty górny limit wagowy do 25 kg. Czy faktycznie tyłem do kierunku jazdy musimy wozić 6-letnie dzieci? Umówmy się, że jak już będziemy mieć szwedzkie zwyczaje i każdy 3-latek w Polsce będzie jeździł tyłem do kierunku jazdy, to wtedy pomyślimy o starszych dzieciach. Na razie znacznie ważniejsze jest wytłumaczenie rodzicom niemowlaków, że jeśli zależy im na zdrowiu własnego dziecka, to nie powinni ich sadzać przodem do kierunku jazdy.


Wiem o tym, że rodzice mają miliardy wymówek, które wykorzystują do wytłumaczenia, dlaczego nie wożą dzieci tyłem do kierunku jazdy. Jako matka, która przy pierwszym dziecku popełniła wszystkie możliwe fotelikowe błędy (oprócz wożenia dziecka na kolanach) i która przy drugim dziecku się dokształciła i nawróciła, pozwolę sobie obalić większość waszych wymówek.

Wymówka nr 1: Dziecku jest niewygodnie jeździć tyłem

Po pierwsze dziecku, które od urodzenia jeździ tylko i wyłącznie w foteliku skierowanym tyłem do kierunku jazdy, nie przyśni się nagle fotelik montowany przodem i nie zażąda zmiany fotelika. Dokładnie tak samo, jak dziecko, które od początku życia pojone jest wodą, nie zacznie nagle nalegać na coca-colę, bo nie ma pojęcia, że coś takiego istnieje. Małe dziecko nie zna alternatyw, dopóki ktoś mu ich nie pokaże.

Po drugie foteliki RWF nie są mniej wygodne od tych skierowanych przodem. Mają podobny kąt nachylenia, miękkie wkładki i tapicerkę oraz możliwość regulacji nachylenia fotelika.

Wymówka nr 2: Dziecko nie ma miejsca na nogi

Skoro fotele RWF są wygodne, to trzeba poszukać jakiejś innej wady. No tak! Przecież dziecko nie ma tam miejsca na nogi! Po pierwsze zastanów się, czy w foteliku montowanym przodem ma takie miejsce, bo rodzice bardzo często przesuwają przedni fotel tak bardzo do tyłu, że nogi dziecka klinują się między fotelem a siedzeniem. A po drugie miejsce na nogi zawsze się znajdzie. Dwulatkowi w foteliku RWF poza fotelik wystają jedynie stopy, na które miejsce jest, a jak dwulatek podrośnie, to będzie sobie trzymał nogi po turecku, albo będzie sobie kopał w oparcie, albo wymyśli coś jeszcze. Z całą pewnością miejsca wystarczy. Franek, który ma ponad metr długości, czasami jeździ w foteliku Lili (bo to lubi!) i albo siada po turecku, albo trzyma nogi po bokach.

Wymówka nr 3: Dziecko jadąc tyłem nic nie widzi

Widzi dokładnie tyle samo, bo wzrok mu się nie psuje od jeżdżenia tyłem. Po prostu patrzy w inną stronę. Jeśli boimy się, że dziecko nie będzie miało wystarczającej ilości rozrywek podczas jazdy samochodem, to wystarczy dać mu kilka zabawek, które go zajmą. To czy przed sobą ma fotel rodzica, czy oparcie tylnej kanapy jest w zasadzie bez znaczenia.

Warto wziąć pod uwagę, że foteliki RWF są wyższe, więc dziecko siedzi wyżej i widzi wszystko, co znajduje się za tylną szybą i po bokach. Zresztą gdyby nic nie widziały to pewnie nie krzyczałyby do mnie: „Mamo! Patrz! Samolot!”.

Wymówka nr 4: Rodzic nie widzi dziecka

Jeśli rodzic chce popatrzeć na dziecko, to niech to zrobi w domu, bo podczas jazdy powinien zająć się patrzeniem na drogę :) Jeśli strach o nasze dziecko nie daje nam spokoju i musimy mieć je pod kontrolą nawet w drodze do warzywniaka, to wystarczy zamontować specjalne lusterko, w którym rodzic widzi dziecko, a dziecko widzi rodzica. Jeśli lusterko to za mało, to zawsze jeden z rodziców może usiąść koło dziecka i mieć je stale na oku. My jeśli potrzebujemy wiedzieć, co Lila robi, to pytamy się Franka, no ale do tego trzeba mieć minimum dwójkę dzieci, z czego co najmniej jedno musi być już kumate ;)

Wymówka nr 5: Dziecko chce jeździć przodem

Franek chce jeździć na miejscu kierowcy, na moich kolanach, bez fotelika. Mogłabym spełnić jego marzenie i mu na to pozwolić, ale mam mózg i z niego korzystam. Dziecko może chcieć robić wiele rzeczy, a rolą rodzica jest zapewnić mu bezpieczeństwo. Lila czasami u dziadków jeździ w foteliku skierowanym przodem i jakoś później nie protestuje przeciwko jeżdżeniu tyłem. Wnioskuje, że, nawet jeśli ma jakiekolwiek preferencje, zdążyła zrozumieć, że w życiu panują pewne zasady, do których się dostosowała. Oczywiście dzieci uwielbiają testować rodziców, bo nigdy nie wiadomo czy zasady ustalone wczoraj nadal obowiązują. Ale jeśli będziemy konsekwentni, to dzieci pogodzą się z tym, że muszą jeździć w foteliku RWF tak długo, jak długo będą wymagać tego rodzice.

Wymówka nr 6: Fotel nie zmieści się do samochodu

Oczywiście nikt nie sprawdził, nie przymierzał. Przeczytał na forum, że fotele są duże i ciężkie i że tylko do wielkich rodzinnych samochodów się nadają. Nasz Besafe Combi najczęściej jeździ w naszym rodzinnym samochodzie (Peugeot 5008), ale z powodzeniem zamontowaliśmy go również w kilku mniejszych samochodach — Opel Vectra, Opel Insignia i Toyota Auris. Szczególnie ten ostatni model nie jest raczej wielkim rodzinnym samochodem. Poza tym intuicja mi mówi, że po Szwecji jeżdżą samochody różnej wielkości i skoro w Szwecji foteliki RWF mieszczą się w mniejszych samochodach, to u nas też powinny.

Wymówka nr 7: Montaż fotelika jest bardzo trudny i poprawnie robi to tylko przeszkolony sprzedawca, a ja muszę często przekładać fotel między samochodami

Jeśli tak jest w rzeczywistości, to oznacza, że jestem przeszkolonym sprzedawcą. Fakt jest taki, że fotele RWF są większe i cięższe, co utrudnia ich montaż, ale szczerze mówiąc, jeśli przyjrzymy się, jak sprzedawca montuje fotel i przestudiujemy instrukcję obsługi, to będziemy umieć robić to w 100% poprawnie. Nie zajmuje to więcej niż 5 minut i nie trzeba mieć do tego specjalnych uprawnień. Oczywiście im częściej to robimy, tym lepiej nam to wychodzi. Poza tym widziałam wiele źle zamontowanych fotelików skierowanych przodem do kierunku jazdy i podejrzewam, że błędy przy montażu nie zależą od rodzaju fotela :)


Naprawdę ogromna część naszych „ale” związanych z przewożeniem dziecka tyłem do kierunku jazdy, została wymyślona przez nas samych i nie ma żadnych podstaw, żeby uważać je za prawdziwe. Szkoda tylko, że rodzice, zamiast szukać powodów, żeby jak najdłużej wozić dziecko tyłem, szukają powodów, żeby tego nie robić. Mam nadzieję, że kiedyś zmienimy nieco naszą mentalność i będziemy nastawieni bardziej „pro” niż „anty”. Mam nadzieję, że chociaż częściowo przekonałam niezdecydowanych do fotelików RWF, lub chociaż temat was zainteresował. Jeśli chcielibyście pogłębić wiedzę na tematy fotelikowe to zapraszam do grzebania w Internecie :)

 a

Przy tworzeniu tej notki korzystałam z następujących źródeł:

http://osiemgwiazdek.blogspot.com/
http://www.rearfacing.co.uk/
http://www.ntf.se/konsument/bilbarnstolar-2013.asp?
http://svenska.yle.fi/artikel/2012/10/18/hur-saker-ar-bilstolen
http://www.carseat.se/rearfacing/safety-benefits/