Detektywka Gadżet na tropie zbrodni – Zaginiona przyjaciółka

Każda z nas ma taką bliską koleżankę. Nie musimy się widywać codziennie by wiedzeć co u kogo słychać, niby każda zajęta swoimi sprawami, ale zawsze jesteśmy na bieżąco.

Agnieszkę znałam prawie dwadzieścia lat, od początku byłyśmy jakoś tak blisko i obok siebie – to samo liceum, podobne studia, podobna praca i nawet dzieci w podobnym wieku. Śmieszyły i wkurzały nas te same rzeczy. W czasach licealnych wydawało nam się, że już na zawsze będziemy razem. A potem pojawiły się dzieci.

Wiadomo, posiadanie potomstwa i chęć wychowania go na porządnych ludzi znacznie zmniejsza ilość czasu, który można przeznaczyć na plotki, chodzenie na spacery i wspólne picie kawy. Najpierw człowiek siedzi kilka lat w pieluchach, potem przez 2 lata powtarza kolory, kształty i odgłosy zwierząt i kiedy już myśli, że wyrwał się z domowych okowów niewoli to wolny czas spędza między baletem, piłką nożną a grą na pianinie.

Nie wiem ile już lat każda z nas mieszka w swoim mieście, żyjąc swoim rytmem wizyt u lekarzy, chorób dzieci i ważnych spotkań w pracy. Mimo to zawsze starałyśmy się podglądać swoje życie. Takie mamy szczęśliwe czasy, że jak nie ma chwili na rozmowę przez telefon, bo dzieci już śpią, a my padamy ze zmęczenia, to można jeszcze zerknąć na ostatnie zdjęcie na Instagramie, pogratulować pierwszych kroków, powspółczuć ząbkowania i obiecać sobie, że w przyszłym miesiącu na pewno wszystko nadrobimy.

Czasem, gdy udawało się wyrwać jeden dzień w tym domowym kieracie, wsiadałam w pociąg i jechałam, spędzić kilka godzin w naszym babskim świecie. Częściej zdarzało się nam wisieć na telefonie, były takie momenty, kiedy bałam się odebrać od niej telefon, bo wiedziałam, że ta rozmowa potrwa nie krócej niż godzinę, a ja przecież miałam tyle rzeczy do zrobienia na wczoraj. Nie miałam pojęcia, że jeden nieodebrany telefon może tak wiele zmienić.

Ten dzień pamiętam bardzo dobrze – byłam w jakimś kompletnym niedoczasie. W samochodzie, gdzieś między przedszkolem a baletem złapał mnie pierwszy telefon. Nie odebrałam. Oddzwonię, jak dojadę. Potem zadzwonił drugi raz, kiedy walczyłam wsuwkami z włosami, które za nic nie chciały zostać uroczym kokiem baletnicy. “Oddzwonię, jak skończę.” Potem jeszcze wyścig po wolne krzesło w kawiarni, za długa kolejka po kawę i okrzyk zwycięstwa, gdy kolejny tydzień z rzędu mam dla siebie trzydzieści minut z kawą, w bezruchu. Rozkoszując się tym sukcesem i rozczulając się nad własną zaradnością i sprawnością zupełnie nie zauważyłam, kiedy telefon zadzwonił po raz kolejny.

Potem nastała cisza. Żadnego telefonu, żadnego zdjęcia na Instagramie, żadnej wiadomości. Nic. Dzwoniłam, pisałam. Nic. Pewnie jest zajęta, teraz siedzi w pracy, a teraz odbiera dzieci, a teraz chciałaby po prostu przez chwilę posłuchać ciszy. Po tygodniu zaczęłam się niepokoić. Praca, pracą a dzieci, dziećmi, ale żeby tak zupełnie zamilknąć? Może się obraziła? To byłoby trochę dziwne, bo nigdy w życiu żadna z nas nie obraziła się na tę drugą. Nawet w liceum, kiedy tak łatwo jest wbić komuś nóż w plecy kupując sobie dokładnie takie same buty.

W końcu przestałam snuć domysły i postanowiłam po prostu do niej pojechać. Przez trzy godziny wymyślałam kolejne scenariusze, z których każdy następny był bardziej przerażający. Ale nigdy moja głowa nie ułożyłaby tego, co wydarzyło się naprawdę. Spodziewałam się, że nikt nie otworzy mi drzwi do domu, że po prostu usiądę na schodach i poczekam, aż ona wróci z dziećmi po pracy. Kiedy stanęłam pod jej mieszkaniem, odruchowo nacisnęłam na klamkę. W zasadzie nie wiem po co, nie spodziewałam się przecież, że dom będzie otwarty. Ale drzwi ustąpiły.

Nie było słychać nic poza szumem lejącej się z jakiegoś kranu wody. Od czasu do czasu coś brzęknęło. Cała droga od wejścia do kuchni usłana była brudnymi naczyniami. Na niektórych były okropne zacieki, inne pokryte były białym osadem, większość wyglądała tak, jakby ktoś najpierw próbował je umyć, a potem takie niedomyte wysuszył.

W połowie drogi poczułam okropny zapach, byłam pewna, że coś w tym mieszkaniu umarło. Przestraszłyłam się tak bardzo, że zaczęłam biec. Otworzyłam drzwi kuchni i szepnęłam: “Boże, Aga!”

– Ale mnie wystraszyłaś – powiedziała Agnieszka podskakując ze strachu
– Ja, Ciebie? Dziewczyno, dzwoniłam i pisałam! Od tygodnia nie dajesz znaku życia. Przyjeżdżam, drzwi otwarte, w domu pobojowisko, wszędzie brudne talerze i ten okropny zapach!

Agnieszka rozejrzała się po kuchni tak, jakby nie do końca wiedziała o czym mówię. Wyglądała na bardzo zmęczoną, nabrała powietrza i wystrzeliła, jak z karabinu:
– To ja do Ciebie dzwoniłam! Wtedy, kiedy miałam jeszcze wolne ręce! Dzwoniłam pół wieczoru, szukając ratunku. Nie odebrałaś, a ja nie miałam wyjścia! Czy ty zdajesz sobie w ogólę sprawę z tego, jak wygląda życie, kiedy POPSUJE CI SIĘ ZMYWARKA???

Nie miałam pojęcia. Zmywarka była w moim domu od tak dawna, że mycie naczyń traktowałam, jako zabawną odskocznię od rzeczywistości. Coś w stylu: “Załaduję teraz dwie zmywarki pełne brudnych naczyń, a dla rozrywki umyję pod zlewem tę drewnianą deskę.“ Ja się bawiłam, a Agnieszka od tygodnia nie miała jak odejść od zlewu. Nie wiem, czy w ogóle w tym czasie cokolwiek zjadła, pocieszeniem jest to, że myjąc naczynia w zlewie miała nieograniczony dostęp do bieżącej wody, której mogła się napić!

Odciągnęłam ją od zlewu, posadziłam przy stole i zrobiłam coś do jedzenia. Kiedy ona trzęsącymi rękoma próbowała coś zjeść, ja zajrzałam do zmywarki. Wszystko, co wypluwała zmywarka nie wyglądało najlepiej – zacieki na szklankach, biały osad na garnkach i jeszcze jakieś zaschnięte resztki jedzenia na talerzach. No i do tego ten zapach!

– Agnieszka, kiedy ostatnio czyściłaś zmywarkę? – zapytałam się wyciągając filtr z najbardziej obrzydliwą zawartością, jaką dane mi było widzieć na żywo?
– Jak to czyściłam zmywarkę? No przecież mówię, że zmywarka już nic nie czyści!

Kiedy zaczęłam jej tłumaczyć, że zmywarka jest jak piąty członek rodziny, jak trzecie dziecko, o które trzeba dbać, by działało dobrze i długo, to robiła coraz większe oczy. Nie miała pojęcia skąd ja mogę to wszystko wiedzieć. Korciło mnie, żeby nie zdradzać tej wiedzy tajemnej i zachować ją tylko dla siebie, no ale w końcu widziałam do czego może doprowadzić brak elementarnych manier w stosunku do artykułu gospodarstwa domowego i postanowiłam przynieść oświaty kaganek, również do jej kuchni!

Ku zaskoczeniu Agnieszki, ta arcyważna wiedza na temat zmywarek nie pochodziła z książki Perfekcyjnej Pani Domu, którą dostałam od niej z okazji ślubu, ale z instrukcji obsługi urządzenia, którą jak każdy inżynier-pasjonat przeczytałam tuż przed pierwszym uruchomieniam owego urządzenia! Wszelkie nieścisłości, jakie znalazłam w instrukcji wyjaśniłam sobie z Googlem i w ten oto sposób stałam się domowym ekspertem od kolejnego sprzętu.

Zaraz po tym, gdy udało mi się ogarnąć nieco kuchnię, poszłam do sklepu i zakupiłam wszelkie niezbędne artykuły zmywarkowe.

Operację wyzwolenia Agnieszki od terroru ręcznego mycia i domywania naczyń rozpoczęłyśmy od zaaplikowania płynu do czyszczenia zmywarki Finish! Jak daję słowo byłam pewna, że słyszałam, jak zmywarka odetchnęła z ulgą, gdy w dolnym koszu zamiast brudnych naczyń pojawił się płyn. Chyba przeczuwała, że zaraz pozbędzie się tłuszczu i kamienia zalegającego w jej wnętrzu. Kiedy pusta zmywarka zażywała porządnej kąpieli, a Agnieszka nadal nie była w stanie uwierzyć, że oto nadchodzi wyzwolenie, ja szykowałam kolejne atrakcje.

Dodatek numer dwa to płyn nabłyszczający Finish! Kto spróbował go raz, ten już nigdy z niego nie zrezygnuje! Mało kto o tym wie, ale dzięki niemu mamy nie tylko błyszczące naczynia, ale i dobrze wysuszone plastikowe pojemniki i kubki! Tak, właśnie! Tajemnica mokrych plastikowych talerzy w zmywarce tkwi w braku płynu nabłyszczającego.

Sól Finish do zmywarek! Wydawałaby się, że to takie oczywiste, że to żadna nowość i że każdy wie, że twarda woda i brak soli to zabójstwo dla zmywarki. A jednak są tacy samobójcy, którzy sól uważają za zbytek. Tymczasem powszechnie wiadomo, że nawet jeśli używamy tabletek 3 w 1, to sól tak czy inaczej musi znaleźć się w specjalnej komorze na dnie zmywarki – w przeciwnym razie zaszkodzimy zarówno zmywarce, jak i czystym naczyniom.

No i wisienka na torcie, czyli odświeżacz do zmywarki Finish! Każdy lubi otwierać pralkę, która właśnie skończyła prać, bo zapach płynu do płukania tkanin jest obłędny! Dlaczego więc nie mieć tej samej przyjemności za każdym razem gdy otwieramy zmywarkę? Wystarczy zawiesić taki odświeżacz na górnym koszu i każde zapełnianie zmywarki będzie nam się od razu lepiej kojarzyć. I nie ma obaw, że ten zapach przejdzie na naczynia :)

Na sam koniec zostawiłam Agnieszce jeszcze jeden dodatek do zmywarki – nowość! Specjalne kapsułki, które raz w miesiącu wrzuca się na dno zmywarki. Kiedy zmywarka myje naczynia, kapsułka myje zmywarkę :) Idealny dodatek dla Agnieszki, która nigdy nie pamięta o tym, by czyścić zmywarkę „na pusto”.

Agnieszka wyglądała na zagubioną, bo nie do końca chciała uwierzyć, że ten tydzień syzyfowej pracy przy zlewie zafundowała sobie sama. Gdybyśmy wiedziały, że tak się to wszystko skończy, to z całą pewnością jedną godzinę plotek przeznaczyłybyśmy na przyspieszony kurs dbania o zmywarkę. Na szczęście historia skończyła się dobrze, nikt nie umarł, a zmywarka po krótkiej rekonwalescencji wróciła do pracy!

Całe szczęście, że w trakcie oględzin mieszkania Agnieszki towarzyszyła mi kamera, reżyser, makijażystka, wielka ekipa filmowa, a nawet inne blogerki! I teraz na pamiątkę tych strasznych wydarzeń mam przerażający film z happy endem! Zachęcam do obejrzenia.

A gdybyście chcieli zobaczyć, jak ta kryminalna zagadka wyglądała z perspektywy pozostałych dziewczyn to koniecznie zajrzyjcie do Miss FerreiraNebule. Zaś u Niebałaganki znajdziecie bardzo praktyczny przewodnik po świecie perfekcyjnych dbaczek o zmywarkę!

 

Zdjęcia: Agnieszka Wanat

Wpis powstał przy współpracy z marką Finish.