Dlaczego nie puszczę (prawie) sześciolatka do szkoły

Dlaczego nie puszczę (prawie) sześciolatka do szkoły

Stało się. Mój pierworodny otrzymał decyzję o odroczeniu obowiązku szkolnego. Gdyby ktoś z was zapytał się mnie pół roku temu o to, gdzie Franek będzie we wrześniu 2015 roku, to bez wahania odpowiedziałabym, że w szkole. Tymczasem we wrześniu zacznie czwarty z kolei rok przedszkolny. Ponieważ wiem, że temat wysyłania do szkoły sześciolatków i odraczania obowiązku szkolnego jest gorący, to podzielę się z wami moim doświadczeniem w tej kwestii.

Co sprawiło, że zaczęłam w ogóle rozważać, czy Franek powinien rozpocząć szkołę wtedy, kiedy zrobi to większość jego rówieśników?

Fakt, że to właśnie jego rocznik jest pierwszym, który „musi” pójść do szkoły w wieku sześciu lat, w związku z czym idzie razem z tymi wszystkimi dziećmi, które w poprzednim roku zostały odroczone przez rodziców. Sama myśl o tym, że mój grudniowy syn będzie chodził do klasy z dziećmi starszymi od siebie o 1.5 roku mnie przeraziła. Oczywiście w dobrej podstawówce sześcio- i siedmiolatki nie będą w jednej klasie, ale w gimnazjum nikt już przecież nie będzie o tym pamiętał. Tak więc dziecko urodzone w grudniu, jeszcze jako 11 latek trafi do klasy z 13 latkami, a później ta różnica nie zniknie. Pamiętam, że w wieku nastoletnim dwa lata różnicy to była ogromna przepaść zarówno pod względem rozwoju fizycznego, jak i emocjonalnego. Podejrzewam, że nic w tej kwestii się przez ostatnich 17 lat nie zmieniło.

Kolejnym powodem do rozważań na temat odroczenia była opinia z przedszkola. Wiadomo, my jako rodzice nie mamy możliwości obserwowania, jak zachowuje się nasze dziecko w dużej grupie rówieśników, nie wiemy jak reaguje w sytuacjach stresowych w stosunku do obcych ludzi, nie wiemy czy radzi sobie z emocjami gdy nas nie ma w pobliżu. Okazało się, że gdy nas nie ma w pobliżu, reakcje Franka są zdecydowanie przesadzone, że bardzo słabo sobie radzi w sytuacjach, kiedy coś idzie niezgodnie z jego planem, że nie potrafi szybko opanować swoich emocji. Gdy jest w przedszkolu, nauczyciele mają czas i możliwość skupienia swojej uwagi na nim, znalezienia sposobu na rozładowanie tych emocji i przepracowanie z nim tego, żeby następnym razem reagował lepiej. Nauczyciel w szkole nie będzie mógł sobie na to pozwolić, bo ma znacznie więcej dzieci pod opieką i obszerny program do zrealizowania. A ja sama go tego nie nauczę, bo nie jestem w stanie odtworzyć w domu warunków z przedszkola, żeby ćwiczyć z nim dobre zachowania w dużej grupie. Czas w przedszkolu jest moim zdaniem najlepszy do tego, żeby wspólnie z nauczycielami przygotować dziecko do szkoły, ale ten czas nie powinien być odmierzany rokiem urodzenia, ale gotowością emocjonalną.

Istotny jest też to, że Franek urodził się w grudniu. Powinien więc pójść do szkoły jeszcze jako pięciolatek, jako 8 latek powinien zacząć 4 klasę podstawówki. W czwartej klasie nie ma już nauczania początkowego – są zajęcia przedmiotowe, inny nauczyciel od każdego przedmiotu, lekcje odbywają się w różnych salach, trzeba umieć notować to co nauczyciel mówi, na zjedzenie obiadu ma się 15 minut i nie można w trakcie 45 minutowej lekcji iść do toalety. I ja miałabym zmusić do tego ośmioletnie dziecko? Nie ma mowy. W tej kwestii bardzo dużo do myślenia dał mi artykuł z Gazety Wyborczej. Bardzo się cieszę, że na niego trafiłam, bo nie miałabym takiego spojrzenia na posłanie do szkoły niespełna sześcioletniego Franka.

Kolejny powód to fakt, że Franek jest chłopcem, który lubi sport i rywalizację. Uwielbia chodzić na judo, cały czas pokazuje nam nowe ukemi i inne nieznane nam rzeczy, których uczy się 2 razy w tygodniu. Wiadomo, że na razie idzie mu to nieporadnie, ale ma do tego dużo zapału. Franek lubi też rywalizację sportową – zawody to najlepszy dzień w roku. Jeśli nie ma zawodów w judo, to się ściga na rowerze, w bieganiu, huśtaniu czy rzucaniu piłki do celu. Niestety często przegrywa, co go mocno frustruje. Nie jest w stanie pojąć, że jest najmłodszy, więc jest mu najciężej, bo miał najmniej czasu na ćwiczenia. Nie chcę żeby przez całą szkołę był z góry na przegranej pozycji. Poprzez odroczenie obowiązku szkolnego chcę dać mu szansę na osiąganie sukcesów sportowych.

Wiedziałam, że jeśli zdecyduję się na pozostawienie Franka w przedszkolu, to on w żaden sposób nie ucierpi na tym społecznie. Chodzi do przedszkola Montessori, więc w jego grupie przedszkolnej są dzieci w bardzo różnym wieku (2.5-6 lat), tylko jedna osoba z grupy idzie we wrześniu do szkoły, więc zostałby w przedszkolu wśród wszystkich swoich kolegów, ze swoimi nauczycielami. Nie wiem czy gdybym miała go przenosić do innej placówki do nowych kolegów i nauczycieli , to byłabym tak chętna do odroczenia. Wiadomo, że skutki pozostania w przedszkolu też mogą być dla dziecka nieprzyjemne i o tym również należy pamiętać.

Kroplą, która przelała czarę i sprawiła, że zadzwoniłam do Poradni Psychologicznej były duże problemy Franka w zakresie Integracji Sensorycznej. Okazało się, że jego potykanie się o własne nogi, niechęć do noszenia dżinsów, histeria podczas mycia włosów i obcinania paznokci, zadziwiająco długie kręcenie się na karuzeli, niemożność usiedzenia na krześle bez ruchu przez 10 sekund i ciągłe bieganie, to nie urok i charakter dziecka tylko efekt problemów z Integracją Sensoryczną, które utrudniają funkcjonowanie w szkole, które bardzo mocno przekładają się na emocje i nad którymi trzeba pracować podczas kilku(nasto) miesięcznej terapii. Kiedy zrozumiałam, czym jest Integracja Sensoryczna i jak działa, priorytetem dla mnie stało się zakończenie terapii przed rozpoczęciem szkoły.

Kiedy jeszcze się wahałam czy warto odroczyć obowiązek szkolny, zaczęłam dużo rozmawiać z osobami pracującymi na co dzień z sześciolatkami w szkole oraz z rodzicami dzieci, które zaczęły edukację w takim wieku. Każda z tych rozmów upewniła mnie w przekonaniu, że przed posłaniem dziecka do szkoły należy się zastanowić, czy dziecko jest już na to gotowe. Podczas tych rozważań istotna jest uważna obserwacja własnego dziecka, współpraca z przedszkolem i spojrzenie na dziecko z różnych perspektyw. Co z tego, że moje dziecko poradzi sobie z programem pierwszej klasy, bo w przedszkolu nauczyło się pisać, czytać i liczyć? Szkoła to nie jest miejsce, gdzie trzeba zdobyć wiedzę, to miejsce, w którym trzeba umieć zdobyć wiedzę, umieć nawiązać relację z obcymi dorosłymi, zbudować grupę rówieśniczą, miejsce, w którym trzeba nauczyć się odpowiedzialności za siebie. I moim zdaniem rodzic wysyłający dziecko do szkoły powinien mieć pewność, że jego dziecko jest na to doświadczenie gotowe. Nie możemy zakładać, że skoro obowiązek szkolny zaczyna się w naszym kraju w wieku 6 lat, to znaczy, że nasze sześcioletnie dziecko, jest na to gotowe. Ministerstwo Edukacji Narodowej nie obniżyło wieku szkolnego patrząc na Twoje dziecko, ale patrząc na statystycznego sześciolatka. Ty popatrz na swojego sześciolatka.

 Jak wygląda proces odraczania dziecka?

Odroczenie szkolne nie jest decyzją rodzica, tylko dyrektora Szkoły Podstawowej, ale ta decyzja podjęta jest na podstawie opinii z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, o którą występuje rodzic. Nasz rola jest więc bardzo istotna w całym procesie, bo to od nas wszystko się zaczyna. To my przed wysłaniem dziecka do szkoły powinniśmy się bardzo dobrze zastanowić nad tym, czy jest ono już gotowe.

Czy uniemożliwienie rodzicom odroczenia dziecka na własną rękę jest błędem? Moim zdaniem nie, bo rodzic nie ma pełnej wiedzy potrzebnej do podjęcia takiej decyzji. W obecnym systemie do odroczenia potrzebna jest opinia psychologa, której podstawą jest rozmowa z rodzicami, rozmowa oraz obserwacja dziecka, informacje o dziecku z przedszkola oraz od innych istotnych osób i instytucji.

Wszystko zaczyna się od umówienia spotkania w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Możemy wybrać poradnię państwową lub prywatną. Różnica jest w kosztach (za państwową nie płacimy) oraz w terminach (w prywatnej łatwiej się umówić). My zdecydowaliśmy się na państwową poradnię pod którą podlega przedszkole, do którego chodzi Franek.

Mieliśmy dwie wizyty diagnozujące i jedną z omówieniem diagnozy. Oczywiście do pierwszej wizyty byłam nastawiona bojowo. Naczytałam się w Internecie artykułów, o krwiożerczych dyrektorach szkół, którzy nie chcą odraczać dzieci i sprzedajnych psychologach, którzy są na usługach państwa i nie myślą o dobru dziecka. Zaczęłam mieć wrażenie, że WSZYSCY chcą na siłę posłać Franka do szkoły. Byłam przekonana, że psycholog będzie próbował mi wmówić, że jestem histeryczką, a moje dziecko jest całkowicie przygotowane do szkoły. Od razu zakładałam, że poradnia jest w zmowie z podstawówką i, że zrobią wszystko, żeby 1 września Franek trafił do szkoły. Nic takiego nie miało miejsca. Psycholog – bardzo miła kobieta zadzwoniła przed pierwszą wizytą, zebrała taki podstawowy wywiad na jego temat i poprosiła o przyniesienie na spotkanie opinii z przedszkola oraz innych istotnych z mojego punktu widzenia dokumentów.

Na pierwszej wizycie (bez dziecka) rozmawialiśmy długo o Franku. Było to o tyle trudne, że musiałam być w 100% szczera. Z jednej strony kusiło, żeby chwalić się tym, jaki to Franek jest inteligentny, jaki zdolny, jaki empatyczny, ale po chwili zapalała się czerwona lampka krzycząca „Nie przyszłaś tutaj targować się o nagrodę Nobla dla swojego dziecka”. Z drugiej strony kusiło, żeby nieco pomóc wydać „właściwą” decyzję, robiąc z dziecka ofiarę, sierotę i nieudacznika. Na szczęście dość szybko udało nam się złapać równowagę między chwaleniem się dzieckiem a opisywaniem trudności, z jakimi się boryka. Opisywaliśmy faktycznie najtrudniejsze sytuacje, bo to one będą ewentualnym powodem problemów w szkole. Byłam bardzo zadowolona z tego, że na spotkanie poszłam razem z Michałem – dzięki temu pamiętaliśmy o wszystkim i przedstawiliśmy wspólną wizję naszego dziecka.

Druga wizyta to tak naprawdę wizyta Franka. Mogłam zostać z nim w pokoju (co oczywiście zalecają wszystkie bojowo nastawione portale), ale ja wolałam wyjść. Wydaję mi się, że jeśli psycholog próbuje sprawdzic, czy dziecko poradzi sobie w szkole, to obecność rodzica tuż za plecami dziecka jest zbędna – przecież w szkole rodzic nie będzie siedział w ławce za dzieckiem patrząc czy na pewno wszystko jest ok. Czekałam więc pod drzwiami, myśląc, że na bank się teraz wyda, że jest geniuszem i koniecznie musi iść do szkoły. Franek zgodnie z przewidywaniami poradził sobie z tym, z czym sobie radzi. Poległ na tym, co zazwyczaj sprawia mu trudność :) W trakcie kiedy Franek wykonywał różne ćwiczenia, my wypełnialiśmy ankietę na temat jego zachowań. Tym razem znowu cieszyłam się, że jest ze mną Michał, bo ankieta była uzupełniona bez przeginania w żadną stronę.

Trzecie spotkanie (bez Franka) to tak naprawdę omówienie opinii. Wtedy dowiedzieliśmy się, że psycholog zaleca odroczenie obowiązku szkolnego ze względu na kilka czynników. Ważne było to, że w opinii były też wskazówki zarówno dla nauczycieli jak i rodziców dotyczące tego, co powinniśmy zrobić, żeby za rok Franek był całkowicie gotowy na szkołę.

Opinię musieliśmy zanieść do szkoły, do której został przyjęty Franek i czekać na decyzję. Następnego dnia po złożeniu dokumentów otrzymałam telefon, że decyzja jest już gotowa i, że Franek zostaje w przedszkolu. Specjalnie podpytałam panie z sekretariatu szkolnego czy zdarzyło się, żeby dziecko z opinią o odroczeniu nie zostało odroczone. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca – dyrektor zawsze przychyla się do opinii psychologa.

Decyzję o odroczeniu obowiązku szkolnego musieliśmy zanieść do przedszkola, w którym Franek zostaje po raz drugi w zerówce. I to był finał całej procedury, która wcale nie była uciążliwa. Dla mnie konieczność zastanowienia się nad tym, czy Franek sobie poradzi, rozmowy z nauczycielami przedszkolnymi i logopedą, omówienie gotowości szkolnej z psychologiem, zrobienie diagnozy Integracji Sensorycznej były bardzo pouczające. Wiem o moim dziecku znacznie więcej niż sześć miesięcy temu i rozumiem, że odroczenie obowiązku szkolnego jest w naszym przypadku jak najbardziej słuszne. Mamy rok więcej na przygotowania i plan jak to zrobić.

Tagi:

Zobacz
więcej

Pierwsza podróż z niemowlakiem — mój niezbędnik

Pierwsza podróż z niemowlakiem — mój niezbędnik

Ręka do góry, kto z rodziców zastanawiał się nad tym, kiedy jest dobry moment na pierwszą podróż z niemowlakiem? Czy na pierwsze wakacje można zabrać ze sobą dwumiesięczne niemowlę, czy lepiej poczekać, aż nieco podrośnie?