Jak przetrwać Dzień Samotnej Matki?

Jak przetrwać Dzień Samotnej Matki?

UWAGA! Wpis ten zawiera dużą dozę fikcji i ironii. Nie ponoszę odpowiedzialności za branie go na poważnie!

W życiu każdej matki nadchodzi taki moment, w którym ojciec dzieciom odchodzi. Na szczęście to rozstanie zazwyczaj nie trwa zbyt długo, ale i tak mocno zapada w pamięć. Ojcu dzieciom dlatego, że w końcu ma chwilę tylko dla siebie, a matce dlatego, że na polu walki zostaje sama i w gruncie rzeczy jej klęska jest tylko kwestią czasu. Osobiście bardzo nie lubię takich dni, kiedy Michał wyjeżdża, a ja zostaję sama. Pół biedy, jeśli jest to w tygodniu, bo dzieci i tak większość dnia spędzają w przedszkolu, ale na myśl o samotnej sobocie lub niedzieli robi mi się słabo i zaczynam symulować jakąś obłożną chorobę. Niestety w miniony weekend Michał musiał opuścić nasz dom na całe 36 godzin, a ja zostałam sama przeciwko dwójce moich ukochanych, wykarmionych na własnej piersi potworów. W związku z brakiem możliwości przekonania Michała, żeby mnie nie opuszczał, postanowiłam się nie poddawać i walczyć. Udawać, że niedziela spędzona z dwulatką i czterolatkiem w zasadzie niczym się nie różni od niedzieli spędzonej na pikniku z przyjaciółmi. Mój optymizm pozwalał mi wierzyć, że będzie cudownie, no i w gruncie rzeczy przez jakiś czas było :)

Przedstawiam wam moich 9 punktów Dnia Samotnej Matki, dzięki którym dotrwacie w jednym psychicznym kawałku, od rana aż do powrotu ojca waszych dzieci.

Walka o czystość ciała i spokój ducha

samotnamatka1Nalewamy wodę do wanny i wlewamy płyn do kąpieli. Dzieci dostają zadanie posprzątania pokoju i mają zakaz wychodzenia, dopóki nie będzie porządku. My mamy czas na kąpiel, dopóki woda w wannie nie zrobi się zimna. Na porządek w pokoju nie ma się co nastawiać, ale nie to jest celem :) Najlepsze rezultaty osiąga się wtedy, kiedy w drzwiach pokoju dzieci masz zamontowaną bramkę, której dzieci nie są w stanie otworzyć, ani przeskoczyć. Jeśli dostrzeżemy u dzieci pierwsze symptomy zniecierpliwienia to, co jakiś czas rzucamy w kierunku pokoju pytania w stylu: „Czy już posprzątaliście?”, „Czy wszystkie klocki są schowane?”, „Czy puzzle zostały odłożone na miejsce?”, „Czy powyrzucane z szafy ubrania są już z powrotem w szufladzie?”, „Czy wasze łóżka zostały już pościelone?” I tak aż do zakończenia kąpieli.

Walka o dobrą stylówę

Najczęstszy błąd popełniany przez matki to spędzanie Dnia Samotnej Matki w dresie w domu (albo jeszcze gorzej w dresie poza domem). Tak można spędzać czas z mężem, bo i tak nie spodziewa się po nas dużo więcej. Ale w Dniu Samotnej Matki czeka na nas pół świata, więc makijaż, fryzura i odpowiedni strój są kluczowe do odwrócenia uwagi od rażącego zachowania naszych dzieci. Już nie jedna młoda mężatka przekonała się, że szkolną miłość spotyka się właśnie wtedy, kiedy lecimy zziajane w porozciąganym dresie za swoimi brudnymi i niegrzecznymi dziećmi. Jest to absolutnie niedopuszczalne! Kiedy opuszcza nas ojciec dzieci, to musimy wyglądać jak milion dolarów, bo to jedyna szansa na to, że tego dnia znajdzie się ktoś, kto postanowi spędzić go z nami i tym samym będziemy miały na kogo przerzucić część obowiązków.

Walka o pożywienie

Śniadanie to pierwszy i ostatni posiłek, który tego dnia należy spożyć w domu, bo powinnyśmy dążyć do minimalizowania bałaganu. Każda z nas widzi oczami wyobraźni powrót naszego partnera do domu i obrzydzenie na jego twarzy na widok bałaganu w domu („No jak to nie posprzątałaś? Przecież miałaś na to tyle czasu!”). Na śniadanie należy wybrać coś prostego, jak na przykład płatki z mlekiem, bo nawet gdybyśmy cały poranek smażyły naleśniki to i tak mąż nie zobaczy, dzieci nie docenią, a my się narobimy i wybrudzimy.

Walka o towarzystwo

Wyjście z domu jest ważne, bo dążymy do minimalizowania bałaganu oraz cały czas liczymy na to, że uda nam się miło spędzić czas z jakimiś ludźmi, których niechybnie spotkamy na spacerze z dziećmi, a oni oczarowani tym jak świetnie wyglądamy i z jakim luzem radzimy sobie z dziećmi, nie będą mogli się od nas oderwać aż do zmroku. Wyjście z domu nie jest łatwe, bo pierwsze małe zwycięstwo odnosimy dopiero po szarpaninie z dziećmi związanej z walką o kurtkę, czapkę i wózek. Pies, który miał iść z nami, wystawia nas do wiatru na widok naszej nieporadności i braku dyscypliny u dzieci. A my z uśmiechem na ustach opuszczamy jedyne bezpieczne schronienie i z szarpiącymi się i ryczącymi dziećmi dziarskim krokiem idziemy na podbój parku. Istnieje duża szansa, że makijaż oraz sukienka, które miały odwracać uwagę od naszych niegrzecznych dzieci, okażą się zbyt liche, żeby dobrze spełnić swe zadanie.

Walka o oddech

Spacer niestety nie zakończył się żadną nową znajomością, ani nawet spotkaniem starej szkolnej miłości, ale jest duża szansa, że przynajmniej młodsze dziecko zasnęło. Teraz wystarczy znaleźć jakieś absorbujące i pożyteczne zajęcie dla starszego i mamy CZAS WOLNY. Ja w takich sytuacjach daję Frankowi zabawki do testowania – on się bawi, ja piję herbatę i patrzę, czy z tej zabawy będzie nowa recenzja na bloga!

Walka z czasem

Tak się przyzwyczajamy do zajmowania się jednym dzieckiem, że obudzenie się młodszego wyprowadza nas z równowagi, a nasz misternie przygotowany plan dnia zaczyna się sypać. Posiłki miały być jedzone w jakiś miłych, przyjaznych dzieciom restauracjach, dzieci miały być grzeczne i karne, a proces podróży, zamówienia i jedzenia miał się zamknąć w godzinie. Tymczasem ta godzina wystarcza tylko na to, żeby włożyć dzieciom buty i kurtki, wsadzić je do samochodu i odebrać zamówioną telefonicznie pizzę.

Walka o życie

Jeśli nie udało się nam poznać na spacerze żadnego kochającego dzieci przystojniaka, to czas skorzystać z pomocy nigdy niezawodzących nas przyjaciół. Umawiamy się z nimi na jakieś czasochłonne i przyjazne dzieciom zajęcie jak na przykład wspólne pieczenie pierniczków. Dzięki temu nie będziemy musieli się wstydzić za własne dzieci, bo nasi przyjaciele doskonale zdają sobie sprawę z tego, po kim nasze potwory mają te złe geny. Jeśli przy okazji rozmaże nam się makijaż, zburzy fryzura i zrobimy sobie oczko w ostatniej parze rajstop, to bardzo prawdopodobne jest to, że wzbudzimy litość i będzie nam dane trochę odsapnąć. Oczywiście dzieci będą testowały wasze wieloletnie przyjaźnie przez: wysypywanie ozdób piernikowych na ziemię, zalewanie mieszkania przyjaciół polewą czekoladową, wysysanie lukru z tubki, rozsypywanie mąki („mamo, patrz, jak pięknie pada śnieg”) czy rozgniatanie jedzenia na krzesłach. Jeśli mimo wszystko nikt nie powie wam złego słowa, to znaczy, że bardzo dobrze wybraliście przyjaciół.

Walka o relaks

Kochane potomstwo w końcu słodziutko zasnęło, a my w końcu mamy czas dla siebie. Teraz możemy posprzątać, nastawić pranie, wyjść z psem, przygotować ubrania dla dzieci na jutro. Jeśli po wykonaniu tych wszystkich zadań nadal mamy siłę to znaczy, że ilość naszych obowiązków jest niewystarczająca i spokojnie możemy pomyśleć o kolejnym dziecku.

Strach przed jutrem

To, że wytrwaliśmy do wieczora, nie znaczy, że udało nam się przetrwać, w końcu ojciec dzieci wraca dopiero następnego dnia. Jest duża szansa, że na samą myśl o dniu kolejnym mamy kłopoty z zaśnięciem, dlatego należy się napić. Najbardziej pomoże nam alkohol, dzięki niemu następny dzień przestanie nas przerażać. Ale nawet alkohol nie gwarantuje, że nie obudzicie się w nocy spocone, bo śniło się wam, że próbujecie zapakować wasze dzieci do samochodu.

Zdjęcie na okładce: Elevendy.com

Zobacz
więcej

Pierwsza podróż z niemowlakiem — mój niezbędnik

Pierwsza podróż z niemowlakiem — mój niezbędnik

Ręka do góry, kto z rodziców zastanawiał się nad tym, kiedy jest dobry moment na pierwszą podróż z niemowlakiem? Czy na pierwsze wakacje można zabrać ze sobą dwumiesięczne niemowlę, czy lepiej poczekać, aż nieco podrośnie?