Jak zorganizować komunię nie na bogato

Kilka lat temu (dokładnie cztery) napisałam tekst o tym, jak organizowaliśmy chrzciny, by nie przyćmiły one naszego wesela na 120 osób. Nie było to łatwe zadanie, ale ostatecznie się udało i na wszystkie wydatki związane z chrzcinami Lili przeznaczyliśmy niecałe 4% tego, ile wydaliśmy na wesele ;) Wymagało to od nas wielu wyrzeczeń – żadna z naszych córek nie przywdziała na chrzest koronkowej szaty uszytej na wzór tej, w której chrzczone są dzieci Windsorów, na uroczystość zaprosiliśmy jedynie najbliższą rodzinę, a wśród prezentów, które otrzymała Lila próżno było szukać złotej grzechotki wysadzanej diamentami. Teraz życie znów wystawia nas na próbę, gdyż już za niecały miesiąc czeka nas pierwsza Pierwsza Komunia.

Postanowiłam, że będziemy kontynuować naszą tradycję nie przebijania budżetu weselnego, co wcale nie jest proste, bo odpada garnitur szyty na zamówienie, nie zaprosimy też wszystkich, których znamy, no i głównym wydarzeniem komunijnym nie będzie nowy quad na osiedlu. Miałam też taką myśl, że w ogóle nie ma o czym pisać na blogu (no bo wiecie ani limuzyny, ani przejażdżki gondolą z okazji Komunii nie zaliczymy), ale uświadomiłam sobie, że skoro sama szukałam w internecie informacji na temat tego, jak ogarnąć Komunię po taniości, to być może ten wpis będzie komuś potrzebny. Dlatego z chęcią podzielę się kilkoma poradami z naszych przygotowań :)

To jak to u nas będzie z tą pierwszą Pierwszą Komunią?

Strój

Tutaj moim zdaniem dziewczynki mają łatwiej, bo akurat w naszej szkole wszystkie mają jednolite sukienki. Nie ma więc ani specjalnych poszukiwań, ani udziwnień, nie ma też ryzyka, że sukienka komunijna będzie miała za długi tren, lub będzie na kole nie mieszczącym się w ławce (kto miał komunię na początku lat 90. ten wie o czym piszę ;)). Chłopcy będą mieć komże (za 73 zł), co częściowo rozwiązuje problem, bo w sumie wystarczą tylko w miarę eleganckie spodnie i biała koszula. Z tymi spodniami łatwo nie było, bo Franek raczej niezbyt dobrze znosi noszenie czegokolwiek co nie jest dresem, a jego akceptacja noszonego ubrania jest kluczowa w sytuacjach, gdy ma powiedzmy przez godzinę stać mniej lub bardziej spokojnie.

Poświęciliśmy całe jedno popołudnie na przymiarki bardzo różnych garniturów w sieciówkach, ale były albo niewygodne, albo niewygodne :D Przez chwilę myślałam, że czeka nas wyjazd do tych wszystkich centrów mody komunijnej i przymiarki atłasowych trzyczęściowych garniturów dla paniczów, ale ostatecznie okazało się, że nie ma jak garnitur z Lidla – tani, wygodny i w sam raz na kilka razy :) Marynarka i spodnie kosztowały 114 zł, choć równie dobrze mogłam kupić tylko spodnie. Koszula będzie tą samą, która wisi w szafie.

Największym problemem są obecnie buty, gdyż na serio nie wyobrażam sobie płacić za jakieś lakierki, po to żeby używać ich kilkanaście godzin. Do butów mam trochę inne podejście niż do ciuchów, bo ubrania to naprawdę mogę mieć z lumpeksu, ale buty muszą być mega wygodne i dobrej jakości, a to ciężko dostać za 39.99 zł ;)

Przyjęcie komunijne

Powiem wam, że jestem niezwykle szczęśliwa, iż uda nam się ominąć restauracyjną histerię. Znalezienie w maju restauracji, która za przyzwoite pieniądze zorganizuje obiad nie wypraszając gości po 3 godzinach (bo następni już wchodzą) to nie jest łatwe zadanie. Szukałam 3 razy takich restauracji na obiad z okazji Chrztu i było ciężko, więc wyobrażam sobie, że majowa, komunijna kumulacja to jest jakiś restauracyjny koszmar. Robimy komunijnego grilla w ogródku! Pomyślałam sobie, że skoro potrafimy raz na dwa tygodnie zorganizować z domu imprezę dla kilkunastu przyjaciół i znajomych, no to rodzinę też ogarniemy!

Największym problemem było to, iż nie posiadamy stołu, przy którym zmieści się 15 osób. Rozważałam nawet przyjęcie stojące, ale potem wpadłam na wpis na blogu crustanddust.pl, który rozwiązał wszystkie logistyczne problemy. Magda opisywała tam swoje doświadczenia z urządzania domowych przyjęć i poleciła firmę Gastro Magic, od której wypożycza zastawę stołową. Ja poszłam o krok dalej, bo pożyczyłam od nich krzesła, stoły, obrusy i zastawę stołową, dzięki czemu będę miała dłuuuugi stół, identyczne krzesła dla każdego, śnieżnobiałe obrusy i identyczną zastawę. Sztućce mam swoje!

Bałam się, że zapłacę za to miliony, tymczasem całość (wypożyczenie + transport) kosztuje ok 500 zł (z czego ponad połowa to transport, który można ogarnąć samodzielnie, jeśli ktoś ma takie możliwości). W tym wypożyczaniu najpiękniejsze jest to, że naczyń nie trzeba myć (a nawet nie wolno tego robić). Dlatego będę mieć nie tylko piękny stół, ale i pomoc przy sprzątaniu.

Nie wydziwiamy też z menu, będzie zupa, jakieś przystawki, grill i ze dwa ciasta. Za większość będzie odpowiedzialny Michał, resztę ogarnę ja z mamą i teściową, tort kupimy, gdyż jestem ogromną fanką tortów z Deseo i muszę wykorzystać taką okazję do zjedzenia ich tortu. Plan jest taki, by zupę, przystawki i ciasta przygotować dzień wcześniej, a grilla już na spokojnie po powrocie do domu. Oczywiście zakładam taką możliwość, iż ten plan na super wyluzowane przyjęcie przy grillu może spalić na panewce, ale o tym na pewno doniosę wam za miesiąc we wpisie: „Czy ktoś jeszcze dał się nabrać na domowe przyjęcie komunijne?” Plus jest taki, że mamy naprawdę fajną rodzinę, więc nawet jeśli jedzenie nie wyjdzie, to chociaż atmosfera będzie w porządku :D

Fotograf

Tak się składa, że wśród naszych gości znajdzie się Agnieszka Wanat, więc będziemy mieć obstawę fotograficzną na piątkę z plusem, ale gdybym nie miała takiej Agnieszki, to z całą pewnością postarałabym się o fajne zdjęcia. Bo co jak co, ale w obecnych czasach nie mamy tylu okazji by spotykać się całą rodziną i fajnie jest (szczególnie dla dziadków), że będą mogli mieć taką super pamiątkę, jak zdjęcia z wnukami. Zresztą moje zdjęcie z komunii to najpiękniejsze zdjęcie, jakie mam. Warto jednak pamiętać, że by mieć pamiątkę z tego wydarzenia nie trzeba od razu wynajmować konia ani pałacu, wystarczy przejść się razem na spacer do lasu ;)

Przezenty

Jak wiadomo, prezenty to kluczowa sprawa, bo nie po to dziecko idzie do Pierwszej Komunii by nie dostać z tej okazji quada, drona albo operacji plastycznej! Powiem szczerze, że długo zastanawiałam się co zrobić, by prezent faktycznie był pamiątką i zainspirowani historiami innych rodziców postanowiliśmy, że prezentem komunijnym będzie po prostu wspólny rodzinny wyjazd. Wybór padł na Asyż, gdyż jak wiadomo Asyż leży w cudownym miejscu, gdzie zawsze panuje piękna pogoda, a po drugie jest nierozerwalnie związany ze Świętym Franciszkiem, a że dla naszego Franka św. Franciszek jest takim samym idolem jak Avengersi, to nie było co szukać dalej.

Franek w ogóle nie miał problemu z takim prezentem do czasu, gdy okazało się, że koledzy w ramach prezentu nie dostają wyjazdu, ale konsole, deskorolki elektryczne i inne quady. Na szczęście mieliśmy mocne argumenty w postaci naszych wspomnień komunijnych. Nie pamiętamy za bardzo ani tego co dostaliśmy, ani nie kojarzymy co się stało z gotówką, którą każdy przecież dostawał w prezencie. Za to wszystkie fajne wyjazdy zostały w głowach na zawsze. Plan jest więc taki, że spędzimy razem tydzień we Włoszech, a Franek będzie głównym dowodzącym tego wyjazdu mając decydujący głos w sprawach programu wypoczynkowego.

Ile to wszystko kosztuje?

W sumie to jeszcze nie wiem, ale obstawiam, że całość powinna nas wynieść ok 1500 zł, z czego 500 zł to wynajęcie stołów, krzeseł i zastawy. Szczerze mówiąc byłam przekonana, że zmieścimy się w 1000 zł, no ale braku stołów i krzeseł nie przeskoczymy, a zdecydowanie taniej jest je wypożyczyć niż kupić (zwłaszcza jeśli nie planuje się ich więcej używać ;)).

Najbardziej cieszy mnie w tym wszystkim to, że przyjęcie będzie w domu, nie będziemy musieli się więc spieszyć na konkretną godzinę i będziemy mogli sobie jeść i gadać dokładnie tak długo, jak będziemy chcieli. To jest chyba najfajniejsze w takich domowych przyjęciach.