Koc plażowo-piknikowy – szukamy ideału!

Mam swój ulubiony koc piknikowy, który od lat chyba już sześciu jest naszym jedynym kocem piknikowo-plażowym. Koc Skip Hopa to dla mnie absolutny ideał, wielokrotnie go polecałam na blogu i wiem, że 99.9% osób, które się na niego zdecydowały, są zadowolone, jak ja! Jednakże, w tym roku stała się rzecz straszna, bo naszego ulubionego koca już w sklepach nie ma i nie będzie. Ja co prawda mam swój egzemplarz i niczego nowego nie potrzebuję, ale poczułam się w obowiązku, by znaleźć jakiś substytut dla tych czytelników, którzy na Skip Hopa się nie załapali. Zobaczcie jak w naszych testach wypadły trzy koce, które ostatnio kupiłam!

Zanim będzie o nowych kocach, to od razu zaznaczę, że szukałam czegoś, co Skip Hopa może zastąpić, więc najważniejszy był dla mnie materiał – miał być z jednej strony miły w dotyku, ale równocześnie miał nie chłonąć wody, nie przyciągać piasku i miał się łatwo czyścić! Bo największą zaletą Skip Hopa jest dla mnie to, że jak wyleję na niego słodki sok, to przy pomocy mokrej chusteczki go usunę, nie zostanie po tym ślad, a koc będzie suchutki! A jak wracam z plaży, to nie muszę z niego wygrzebywać piasku! No i rzecz jasna, powinnam go móc rozłożyć na wilgotnym podłożu, a wilgoć ma nie sięgać tyłka leżącego na kocu. Niby nieduże wymagania, ale tak naprawdę mało który koc je spełnia!

Tak prezentuje się mój ulubiony Skip Hop:

koc piknikowy

A to Skip Hop i pozostałe trzy koce piknikowe, które testowałam przez prawie 2 miesiące!

koc piknikowy

Po obejrzeniu miliona stron w internecie, przeczytaniu waszych poleceń zdecydowałam się na zakup i przetestowanie 3 kocy – jeden jest z TK Maxx, drugi z Decathlonu, a trzeci z Lidla! Od razu powiem, że żadnego nie pokochałam tak, jak Skip Hopa, ale jeden z tych trzech jest całkiem blisko!

Koc piknikowy Summer Indoor/Outdoor Collection TK Maxx

Kocy piknikowych w TK Maxxie jest trochę, więc tak na wszelki wypadek podrzucam zdjęcie ze sklepu, żeby było wiadomo, o który koc chodzi. Jest to koc zapakowany w zgrabną torbę, którą można sobie zarzucić na ramię. Poleciła mi go Paulina z domowa.tv, która dla tego koca porzuciła koc Skip Hopa! Kosztuje niedużo, bo 49,99 zł, czyli ponad 4 razy mniej niż mój ulubiony koc!

koc piknikowy

Koc nie jest za duży (ma wymiary 130 × 150 cm), więc nawet od niedużego Skip Hopa jest nieco mniejszy, ale u nas taki rozmiar super się sprawdza. Mały koc jest bardziej praktyczny – łatwiej go rozłożyć i zwinąć, łatwiej znaleźć odpowiednią ilość miejsca. No i powiedzmy sobie szczerze – na plaży z koca korzystają głównie dorośli, bo dzieci są zajęte zamarzaniem w Bałtyku, więc dla dwóch osób taka wielkość jest dobra. Jeśli koc jest za mały, zawsze można kupić dwa albo trzy, zwłaszcza że cena jest bardzo dobra.

Materiał, z którego jest wykonany koc, jest super! Jest to co prawda tkanina poliestrowa, ale bardzo przyjemna w dotyku i świetnie zachowująca się w kontakcie z wodą. Nie chłonie wody, można łatwo koc wyczyścić i wytrzeć chusteczkami. Oczywiście jeśli tak jak ja zostawicie koc na całą noc na deszczu, to on przemoknie! Ale bardzo szybko schnie, więc nie ma się czym przejmować.

W zasadzie jedyne co mi przeszkadza w tym kocu to fakt, że nie jest zbyt sztywny. Koc Skip Hopa jest z jednej strony miły w dotyku, ale z drugiej strony sztywny, więc wiatr raczej go nie podwiewa, koc z TK Maxxa wręcz przeciwnie. Wystarczy, że dzieci pobawią się na nim chwilę, a on zmienia swój kształt z prostokąta na coś mniejszego i mało regularnego :(

Za to dużym plusem jest dwustronność koca – jak jedna strona jest brudna, to można skorzystać z drugiej. Bardzo fajnie się go składa. Ponieważ do koca dołączona jest torba, to wystarczy go zwinąć i włożyć do torby. Nie musimy się starać zwijać go równo, wystarczy mniej więcej uformować go w kształt torby. I to jest mega fajne jeśli zaczyna padać deszcz, albo bardzo wieje i zależy nam po prostu na tym, by jak najszybciej sobie ze składaniem koca poradzić! Potem zarzucamy torbę na ramię i do domu!

Koc można prać ręcznie – ja piorę go w pralce (program do prania ręcznego) w 30 stopniach. Nic mu po tym praniu nie jest i szybko wysycha, więc polecam taki sposób pielęgnacji!

Pled turystyczny Quechua Decathlon

koc piknikowy

Z kolei koc Quechua w Decathlonie zakupiłam, bo bardzo dużo czytelniczek mi go polecało. Dostępny jest w dwóch rozmiarach (140 × 170 cm i 170 × 210 cm), ja wybrałam ten mniejszy, bo po pierwsze bardziej odpowiada naszym potrzebom, a po drugie dla porównania lepiej mieć koce podobnej wielkości. Ten koc, który kupiłam, kosztował 39,99 zł, więc jeszcze mniej niż koc z TK Maxx!

Materiał, z którego wykonany jest koc to pikowany poliester, bardzo przyjemny w dotyku (pupa się do niego nie klei) i wodoodporny. Aczkolwiek moje subiektywne odczucie jest takie, że on jednak trochę chłonie wodę i nawet jeśli od razu wytrzemy z niego rozlane picie, to będzie bardziej wilgotny niż koc z TK Maxxa. Po spędzeniu całej nocy na deszczu sechł dłużej niż nasz koc w jednorożce.

Za to pled Quechua jest trochę sztywniejszy, więc łatwiej go rozłożyć, nawet przy dużym wietrze. No i tabunowi dzieci bawiących się na kocu trudniej jest go zmierzwić, a przynajmniej w miarę szybko wraca do pierwotnego prostokątnego kształtu.

Co jest największym minusem? Składanie! Producent chwali się, że ten koc po złożeniu zajmuje bardzo mało miejsca, co potwierdzam. Ale w naszym przypadku on miał taki rozmiar w sklepie i może potem ze 3 razy! Dla mnie koce z troczkami czy rzepami, które da się złożyć tylko wtedy, kiedy zwiniesz je w odpowiedni sposób to nieporozumienie. Zwijanie koca podczas bardzo wietrznej pogody na plaży, to zadanie mniej więcej tak samo przyjemne jak składanie tych namiotów, co się rozkładają „same” w „2 sekundy”, a składają w 20 minut przy użyciu instrukcji z YouTube! W rezultacie najczęściej koc trafiał niezwinięty do mojej torby. I w takiej sytuacji fakt, że ten koc jest malutki po złożeniu, nie ma żadnego znaczenia, bo składam go poprawnie tylko wtedy, kiedy mam czas i nie wieje! W przeciwnym razie muszę mieć na niego miejsce w torbie, a on kształtem przypomina coś pomiędzy kulą a walcem wcale nie małych rozmiarów.

Pled Quechua należy prać ręcznie, więc ja go piorę w pralce w programie do prania ręcznego. Bardzo dobrze to znosi!

Mata termiczna CRIVIT z Lidla

Trzeci koc, który testowaliśmy przez ostatnie tygodnie to mata termiczna z Lidla, którą również poleciło mi sporo czytelniczek. Mata CRIVIT ma wymiary 127 × 168 cm i kosztuje 24,99 zł, jest więc zdecydowanie najtańszą spośród wszystkich koców, jakie mam.

Mata uszyta jest z poliestru, ale warstwa wierzchnia w dotyku przypomina bardziej bawełnę niż poliester, co jest dużym plusem. Niestety wiążą się z tym też spore minusy – po pierwsze wierzchnia tkanina nie jest w ogóle wodoodporna, od razu chłonie wodę, po drugie bardzo się brudzi, po trzecie nie da się z niej tak po prostu zmyć brudu przy użyciu wilgotnej chusteczki. Jeśli ją porządnie zamoczymy, to będzie też długo schła. Więc jest to raczej mata piknikowa niż plażowa, bo nie będziemy super szczęśliwi, jak nam dziecko zmoczy matę pupą w mokrym stroju kąpielowym.

Od spodu mata pokryta jest folią aluminiową. Dzięki temu mata nie chłonie wilgoci od mokrego piasku czy wilgotnej ziemi. Mam wrażenie, że niestety ta folia nie będzie zbyt długo służyła, bo łatwo można ją rozerwać na jakimś korzeniu czy kamieniu. U nas, póki co wszystko w porządku, ale, tak czy inaczej, długiej kariery lidlowskiej macie nie wróżę. Z tą folią łączy się też kolejna wada – a mianowicie mata szeleści przy każdym ruchu.

Mata Crivit jest jeszcze mniej sztywna niż koc z TK Maxx, w zasadzie najmniejszy podmuch wiatru podrywa jej brzegi. Jeśli chcemy zabrać tę matę na plażę, to w zasadzie cały czas trzeba pamiętać, by ją czymś obciążać.

Tak wygląda leżenie na kocu Crivit w trakcie wietrznej pogody ;)

koc piknikowy

Składanie maty Crivit to jeszcze większy koszmar niż składanie Quechua. Mata jest lekka, na wietrze robi, co chce, a z całą pewnością nie chce być złożona. A sama mata skonstruowana jest tak, że żeby ją zwinąć w ładną torebkę, to trzeba złożyć ją w jeden jedyny sposób. A jak się człowiek zwija z plaży w pośpiechu i z trójką dzieci to ostatnią rzeczą, o której myśli jest równe składanie koca. W związku z tym ta mata najczęściej trafiała zmiętolona do mojej torby, zajmując przy tym więcej miejsca, niż powinna.

Matę Crivit należy prać ręcznie, ale ja oczywiście wrzucam ją do pralki (30 st. i program do prania ręcznego). Póki co znosi to dobrze, ale za każdym razem drżę o tę folię, boje się, że w końcu podczas prania jakoś ją uszkodzę.

Który koc najlepiej u nas się sprawdził?

Gdybym miała do wyboru którykolwiek z testowanych przeze mnie koców i koc Skip Hop to mimo wszystko wybrałabym ten drugi. W mojej opinii ma najlepszy materiał, składa się go łatwo, po złożeniu można z niego zrobić torbę lub plecak, a do tego do koca dołączona jest mała torba/kieszonka termiczna, która jest super schowkiem na dokumenty, telefon czy bidon z wodą. Ale, jak już napisałam, tego koca kupić się już nie da (więc nawet nie można ponarzekać na jego cenę) i biorąc pod uwagę tę okoliczność, to jestem zdecydowaną fanką koca z TK Maxx i ten właśnie koc polecam wam najbardziej – ma jedną wadę, ale jest moim drugim typem zaraz po Skip Hopie!

Jestem też całkiem zadowolona z koca Quechua, bo nie dość, że jest łatwo dostępny i tani, to jeszcze fajnie wypadł podczas naszych testów. Największym minusem jest niestety składanie.

Koca Crivit nie polecam w ogóle. Sprawdził się zdecydowanie najgorzej, no i nie spełnił mojego podstawowego warunku, czyli wodoodporności – dla mnie to absolutna konieczność jeśli mówimy o kocu, który ma nam służyć na plaży!

Dla ułatwienia zostawiam tabelkę! No i pamiętajcie, że koce TK Maxx nie są dostępne od ręki w każdym sklepie, trzeba na nie trochę polować. Dodatkową dawką adrenaliny jest to, że nigdy nie wiadomo jaki wzór nam się trafi! U nas akurat były jednorożce, więc dziewczyny są szczęśliwe.

koc piknikowy